Dlaczego kierowcy nie czytają instrukcji obsługi swoich aut?

Nie psuj! Przeczytaj!
4 minuty czytania
1063
3
Damian Śmigielski
Damian Śmigielski
17 września 2017

Nowoczesne auta to skomplikowane urządzenia – mają zatem naprawdę grube instrukcje obsługi. Niestety, mało kto czyta zalecenia producentów i na nic się zdaje nawet możliwość ściągnięcia instrukcji na telefon. Kierowcy zwyczajnie nie znają swoich maszyn!

A przecież czytając instrukcje i stosując się do prostych zasad użytkowania auta nie tylko lepiej wykorzystuje się dane przez producenta możliwości, ale też zazwyczaj można oszczędzić sobie całe mnóstwo czasu, nerwów i pieniędzy.

Nie czytasz, płacisz

Kiedyś kolega pracujący w szeroko pojętej branży narzędziowej zapytał mnie, czy wiem jaki procent kosiarek spalinowych jest naprawiany przez telefon. Pytanie było podchwytliwe, a ta krótka rozmowa wyglądała tak:

No to ile?
Blisko 90 procent.
Ile?!
Serio. 90 proc. kosiarek jesteśmy w stanie naprawić przez telefon. Okazuje się, że najczęściej są to błache sprawy związane z podstawami eksploatacji. A to benzyna nie wlana, a to nóż nie przykręcony. Różne są przypadki, ale prawie nikt nie czyta instrukcji.

Czytanie instrukcji jest przydatne nie tylko w przypadku składania mebli z Ikei.

Okazuje się, że niedaleko pada kosiarka od samochodu. Nowoczesne auta to znacznie bardziej skomplikowane urządzenia od kosiarek i ze zrozumiałych względów miewają zazwyczaj bardzo grube instrukcje użytkowania. W nakłonieniu klientów do korzystania z tych, jakby nie było, przydatnych pomocy nie pomaga także możliwość ściągnięcia instrukcji na smartfon. Nadal mało kto ma ochotę czytać wytyczne producentów i mieć jako takie pojęcie, czym tak naprawdę jeździ i jak powinien to robić.

A później, gdy coś się stanie,  jest płacz i załamywanie rąk. Pretensja, że coś się zepsuło, lub od początku nie działa. Bywa też tak, że pewne funkcje odkrywane są przy sprzedaży auta. Czasami nowy właściciel informuje poprzedniego na przykład o tym, że w aucie zamontowane są maty grzejne w fotelach… A to ci niespodzianka. Takich kwiatków jest masa. Znam też przypadek zatankowania samochodu złym paliwem (benzyna w dieslu), po którym właścicielka wpadła do ASO z awanturą, że jej nowe auto to złom, bo po kilku dniach się zepsuło.

Nie znając instrukcji i podstawowych zasad użytkowania samochodu, prędzej czy później zawitamy w serwisie z nieplanowaną wizytą.

Codziennymi gośćmi warsztatów są choćby właściciele samochodów z turbosprężarkami (czyli większość nowoczesnych modeli), które wymagają specjalnego traktowania, polegającego na łagodnym obchodzeniu się z nimi na zimnym silniku i po zakończeniu intensywnej jazdy. Wiele osób nie zna tej prostej zasady i kończy prędzej czy później w serwisie, regenerując lub wymieniając kosztowne podzespoły.

Dzisiejsze samochody to nie cep – trzeba wiedzieć, jak działają

Dlaczego nie czytamy instrukcji obsługi? Powodów jest wiele. W dzisiejszych czasach coraz trudniej zmusić do czytania. Nie bez powodu blogi zamieniają się we vlogi, a You Tube pęka w szwach. Również wysoka samoocena wpływa na niechęć do czytania.

– Panie, no co pan? Ja mam prawo jazdy 20 lat i ja wszystko wiem. Nawet szwagra Mercedesem jeździłem.

A dziś, nie wszystko jest takie proste. Auta zmieniają się z roku na rok. Czasem dość mocno. Stają się też coraz bardziej skomplikowane. Ktoś, kto dotychczas obsługiwał radio i klimatyzację wciskając przyciski i kręcąc pokrętłami, może być zaskoczony brakiem wyżej wymienionych. W zamian za to będzie miał do dyspozycji ekran dotykowy odpowiadający za sterowanie 90 proc. funkcji w aucie, lub niemal 100, jak ma to miejsce w Tesli.

Wiedza o tym, czy jeździsz benzyną czy dieslem, bywa przydatna.

Do tego dochodzi jeszcze, wspomniana już wcześniej, kwestia skomplikowania nowoczesnych silników i skrzyń biegów. Najnowsze jednostki napędowe poprzez swoje zaawansowanie techniczne nie są tak idiotoodporne jak silniki wolnossące sprzed 15 lat i, mimo starań producentów, trzeba wiedzieć, jak je eksploatować, żeby nie narazić się na awarie. Wielu kierowców jest na przykład zaskoczonych koniecznością sprawdzania poziomu oleju w silniku.

Panie, przecież to nie Zastawa, Polonez, czy Duży Fiat!

Obecnie mamy do czynienia z wysokosprawnymi jednostkami napędowymi, które pracują w bardzo zróżnicowanych warunkach i wymagają olejów silnikowych o niskiej lepkości. Taki silnik zanim się nagrzeje, lub kiedy dostaje ciężkie baty, zaczyna zużywać olej. Jest to normalne zjawisko. Niestety, często kierowcy są tym faktem oburzeni.

Odrobina motoryzacyjnej edukacji

Jak widać, czytanie instrukcji obsługi – nie tylko samochodowej – ma dużo sensu. Ktoś mi kiedyś powiedział, że gdyby w instrukcjach pilarek spalinowych sprzedawanych w Skandynawii pojawił się zapis o konieczności obiegnięcia domu dookoła przed uruchomieniem, to Szwedzi lataliby wokół domów jak szaleni. My jesteśmy jednak przyzwyczajeni do zachowań w stylu nieomylnego polskiego samca alfa, który jak się zgubi, to nie zapyta o drogę, wszystko wie najlepiej i jest doskonałym kierowcą.

Skomplikowanie dzisiejszych konstrukcji wymaga znajomości pewnych zasad ich użytkowania.

A gdyby tak złapać trochę dystansu i wykazać się większą pokorą? Może okazałoby się, że lepiej rozumiemy maszyny, które obsługujemy. Może nagle zniknęłyby wszystkie powody zachęcające do szybkiej jazdy? Ale by było pięknie. Niestety, do tego potrzebne są rozwiązania systemowe. Na dobry początek można w szkole podstawowej nauczyć młodych obywateli czytania ze zrozumieniem. Chyba się rozmarzyłem…

Tak, czy siak. Polecam czytanie instrukcji. Po przełamaniu lodów, warto przeczytać również ustawę „Prawo o Ruchu Drogowym” – bardzo ciekawa lektura, którą każdy powinien znać na wyrywki. Najgorsze jest to, że mało kto ją zna. Cóż, warto się jednak nie poddawać i nieść kaganek oświaty.

Damian Śmigielski
Damian Śmigielski
Architekt z wykształcenia, mechanik z zamiłowania, dziennikarz z wyboru.
AUTOR

[FM_form id="1"]