Feministki jak nacjonaliści, czyli dlaczego nie jestem feministą

Marudzenie zawiedzionego liberała
4 minuty czytania
7879
41
Paweł Skała-Piękoś
Paweł Skała-Piękoś
12 września 2017

Nic tak nie przekonuje do feminizmu, jak czytanie prawicowej prasy. Niestety po pewnym czasie zaczyna się dostrzegać niepokojące analogie między tymi dwoma nienawidzącymi się wzajemnie środowiskami.

Kiedy naczytasz się publicystyki Rafała Ziemkiewicza, trafisz na kolejny „śmieszny” żart na temat feminizmu lub usłyszysz niesmaczny dowcip wymierzony w kobiety, to aż masz ochotę rzucić wszystko i zorganizować Czarny Protest, a przynajmniej czujesz wściekłość. A jednak, jako liberał, mam wobec feminizmu sporo poważnych zarzutów.

Czo te #Razem ?

Opublikowany przez Beka z feministek na 6 lipca 2017

Po okresie większego zainteresowania myślą prawicową, a następnie kompletnym zniechęceniu się do środowisk, które w Polsce, nie do końca słusznie, nazywa się konserwatywnymi, stwierdziłem, że skoro ta strona nie za bardzo ma do zaoferowania cokolwiek innego, niż tropienie lewaków i walkę z nauką, to pewnie ta druga musi być chociaż trochę lepsza. Niestety, rozczarowałem się.

Ludzie powinni być równi. Co może pójść źle?

Moja przygoda z feminizmem zaczęła się od tego, że zacząłem go ślepo bronić. W końcu idea jest prosta – kobiety i mężczyźni mają mieć równe prawa oraz być równie dobrze traktowani w społeczeństwie. Wydaje się, że nic tu nie można spieprzyć, dlatego podejmowałem się tej obrony, kiedy tylko mogłem i czyniłem to chętnie.

Zresztą nie było to trudne, zgadzam się z bardzo dużą ilością postulatów środowisk feministycznych. Uważam, że kobiety powinny mieć łatwy dostęp do antykoncepcji czy tabletek „po”, aborcja z całą pewnością nie powinna zostać w całości zakazana, edukacja seksualna faktycznie jest ważna, a rynek pracy nie jest wolny od mankamentów, które dotykają kobiet.

feminizm
To nie ja szarżuję, (fot. quietbits/Shutterstock)

Oprócz tego sprowadzanie kobiet wyłącznie do roli ozdobnego przedmiotu czy obiektu seksualnego wydaje mi się absolutnie obrzydliwe. Dostrzegam to podejście u mężczyzn, również po tym, jak traktują moje koleżanki. Zauważam problemy kobiet i w granicach moich możliwości staram się w jakiś sposób działać na rzecz tego, aby były one rozwiązywane. Udało mi się nawet zebrać kilkadziesiąt podpisów pod projektem ustawy proponowanej przez Ratujmy Kobiety. Poza tym regularnie reaguję na różne objawy seksizmu.

Nie jestem bierny, ale nie jestem feministą. Dlaczego?

Niestety po pewnym czasie spędzonym w środowisku feministycznym zauważyłem pewną skazę, która sprawia, że mimo szczerych chęci, nie umiem się z nim utożsamiać. Istnieje w nim bowiem silna tendencja do zajmowania się kwestiami marginalnymi, często są to problemy, niewynikające z prawdziwego życia, tylko wyczytane w amerykańskiej publicystyce feministycznej i zaimportowane na nasz grunt.

Wiele polskich feministek nie wiedziało wcześniej, że przeszkadzają im mężczyźni, którzy siadają w komunikacji miejskiej i rozkładają nogi. W końcu się dowiedziały z amerykańskich źródeł, że takie zjawisko nazywa się manspreading i jest palącym problemem, z którym należy aktywnie walczyć.

feminizm
Problemy z importu, (fot. Ms Jane Campbell/Shutterstock)

Myślę, że mało które dzieci wiedziały, że rodzice narzucają im to jakimi mają się bawić zabawkami. Na szczęście do boju wkroczyły feministki i zaczęły to tłumaczyć. Nie dzieciom, ponieważ do nich nie mają za bardzo jak dotrzeć, ale rozpoczęła się poważna debata w środowisku.

Oprócz tego zauważalne jest zjawisko chęci wyróżnienia się, bycia prymusem. Dlatego, zamiast walczyć z realnym seksizmem, który istnieje, seksizm i zagrożenia dla kobiet dostrzega się wszędzie. Głównym celem tej zabawy jest zdobycie akceptacji ze strony grupy oraz bycie docenionym, jako ta dzielna osoba, która dostrzegła objawy patriarchalnego społeczeństwa w kolejnym miejscu.

Feministki bywają podobne do nacjonalistów

W oczach środowisk feministycznych każdy mężczyzna, który dobrze się czuje z tradycyjnym modelem męskości, jest tłamszącym kobiety „samcem alfa”, natomiast kobiety, którym to nie przeszkadza, internalizują mizoginię – czyli najprościej mówiąc, ulegają patriarchatowi i nienawidzą kobiet, bo pozwoliły aby mężczyźni wmówili im, że tak trzeba.

W ten sposób feministki znalazły i nazwały argumenty za tym, aby nie pozwalać ludziom na realizowanie ich wolności, w taki sposób w jaki chcą, za to narzuca im się model postępowy. Oczywiście deklaratywnie, każdy może robić co chce, jednak w praktyce życie w oparciu o tradycyjne role społeczne spotyka się z wrogością lub politowaniem.

feminizm
Samice alfa (fot. Ms Jane Campbell/Shutterstock)

Rewolucyjna czujność feministek i pasja w wyszukiwaniu nowych wrogów, wydaje się niepokojąco podobna do obsesji polegającej na szukaniu wrogów ojczyzny, którą możemy zaobserwować w środowiskach nacjonalistycznych. To zabawne, w kontekście tego z jak dużą „rezerwą” albo po prostu nienawiścią podchodzą do siebie wzajemnie te dwa środowiska.

Feminizm zawłaszczony przez lewicę

No i oczywiście coś, co mnie mocno odstrasza od środowiska feministycznego, jako liberała, to jego bardzo lewicowy profil. Wśród zwolenników feminizmu nietrudno trafić na osoby, którym podobały się chuligańskie wyczyny lewicowych bojówek w Hamburgu, nietrudno trafić na osoby, które śmiały się np. ze śmierci Jana Kulczyka (bo był kapitalistą), czy powtarzają hasła amerykańskiej lewicy, mówiąc „liberals get the bullet too”.

Oczywiście, nie jest to całe środowisko feministyczne, jednak występuje w nim pewna znacząca grupa o tego typu poglądach, szczególnie wśród moich rówieśników, czyli dwudziestoparolatków. I, co najgorsze, jest ona akceptowana jako pełnoprawna w środowisku feministycznym.

feminizm
Damy radę?

Nie dziwię się, że feministki sympatyzują z lewicą – w końcu jak dotąd to środowisko polityczne jako jedyne, naprawdę poważnie podchodziło do kwestii praw kobiet i nawet jeżeli podaje złe recepty na pewne problemy, to jako jedyne potrafiło te problemy zdiagnozować, jednocześnie ich nie bagatelizując.

Pod tym względem, to właśnie liberałowie muszą posypać głowę popiołem, ponieważ sami wepchnęli sporą część kobiet w ramiona lewicy. Dopiero poważna propozycja dla kobiet ze strony środowisk liberalnych jest w stanie odwrócić tę tendencję.

Paweł Skała-Piękoś
Paweł Skała-Piękoś
Swoją przygodę z dziennikarstwem rozpoczął w internetowym radiu KonteStacja. Pomimo, że od zawsze mieszka w Poznaniu, zakochał się w pisaniu o polityce w redakcji krakowskiej Gazety Wyborczej. Copywriter, freelancer i prezes młodzieżowego stowarzyszenia Liberalni Demokraci. Fan eksperymentalnego jazzu, muzyki poważnej i rocka, który namiętnie buja się do Pei, bo utożsamia się z poznańskimi Jeżycami. Zadeklarowany liberał i piewca Unii Europejskiej.
AUTOR

Komentarze

41 odpowiedzi na “Feministki jak nacjonaliści, czyli dlaczego nie jestem feministą”

  1. Skoro dostrzegasz u mężczyzn „sprowadzanie kobiet wyłącznie do roli ozdobnego przedmiotu czy obiektu seksualnego”, to mógłbyś opisać w czym się to przejawia. Najlepiej podając po kilka przykładów na każde z wymienionych zachowań (czyli: „ozdobny przedmiot” i „obiekt seksualny”).
    Poprosiłbym też o kilka przykładów seksizmu.

          • Clara non sunt interpretanda. Jeśli w tym wieku trzeba pokazywać Ci palcem seksualne obiekty to nie jesteś prawdziwym mężczyzną… Kasiu. ;)))

          • Ja na razie nie pytam co to jest obiekt seksualny, a jedynie co to jest „sprowadzanie do roli obiektu seksualnego”. Zakładam wszakże, że w udzielanej odpowiedzi konieczne będzie także podanie definicji samego „obiektu seksualnego”. Chciałbym też zwrócić uwagę, że pojęciem tym operują także kobiety, więc nie powinna mieć tu żadnego znaczenia płeć tak komentującego, jak i autora.

          • Za innych się wypowiadać nie będę, ale ja tam spowadzam tak, że unieruchomiam w imadle, w nagrubszym miejscu nawiercam otwór, który obmalowuję wściekle czerwoną szminką, na górę nakładam kruczowłosą perukię, na gramofon rzucam Cwał Walkirii w legendarnym wykonaniu Orkiestry Filharmonii Magdeburskiej i za pomocą srebrnej łyżeczki karmię do oporu jabłecznikiem, szyderczo-zalotnie mrucząc przy tym: ‚Ale się ubrudziłaś… świntuszko żarłoczna…’ No ale pewnie każdy ma swoje sposoby.

  2. Poleciałeś po łebkach, jakbyś się minimalnie zainteresował, komu pojeżdżasz, tobyś wiedział, że w PL trudno mówić o sukcesie 2 fali feminizmu i totalnie nieadekwatne jest foszenie na to, że niektórym przeszkadzają też sprawy pomniejsze (tak, wnerwia mnie naturalne zagarnianie 2/3 z 2 siedzeń przez gościa obok i automatyczne pytanie o obsługę TV jedynego kolesia na filologii i co mi zrobisz?).

    • Aha, i jestem jakby nacjonalistką, bo mnie to wnerwia! Oby cię nigdy nie wnerwiło, że kobieta gada przez telefon na cały autobus albo dłubie tipsem w zębach do tego stopnia, żeby się nad tym pastwić w rozmowach czy na forach, bo też zostaniesz jakby nacjonalistą ^^

        • No przyznać trzeba, że niefortunnym określeniem się posłużył dziennikarz dubeltowego nazwiska. Młody jest, z Poznania, bądźmy życzliwymi czytelnikami. Zapewne porównując feminizm z nacjonalizmem miał na myśli doktrynalną sztywność i bojowość poglądów co ekstremalniejszych przejawów tej ideologii. No cóż, znajdzie się takie kwiatki, o których wspomniał. Znajdzie się też parę innych.

          • A. Fryk-Marchwicki – dokładnie to miałem na myśli, znajdują się pewne cechy wspólne w sposobie myślenia. Tylko, że podmienione są pewne elementy, na inne. Tak samo jak u korwinistów znajdziemy wiele analogii z marksistami czy bolszewikami, pomimo że absolutnie nimi nie są.

            Dziękuję za przychylność. 🙂

          • Rozumiem, że panowie sobie teraz będą uprawiać mangłasking i manpraising. 😀

            A ja dokładnie właśnie dlatego przestałam być liberałką jakiś czas temu, że prawie zawsze pojawiali się panowie i usiłowali – niespodzianka! – tłumaczyć mi, że pewne rzeczy jednak trzeba zaakceptować, broń boże nie być agresywną czy wkurzoną, wszak problemy typu mansplaining to absolutny drobiazg w porównaniu z (wstawić cokolwiek, najlepiej biedę albo choroby).

            Otóż nie, nie ma: zaakceptować, nie ma: zaczekać, nie ma: nie irytować panów – społeczeństwa zachodnie są dużo bardziej zaawansowane w sprawach równości płci, ok, ale to nie znaczy, że mam się domagać tylko tych elementów równości, które panów nie drażnią, nie bawią i akurat nie jawią im się jako nacjololo. Miałam całe trzynaście lat, kiedy stwierdziłam, że nazywanie mnie „uczniem” w szkolnych papierach i na identyfikatorach przy istnieniu poprawnego słowa „uczennica” jest idiotyczne. Trzy-naś-cie!
            I nie, to nie jest moja nadwrażliwość, to masa dojrzałych mężczyzn, nieraz zawodowo zajmujących się językiem nie dorosła do poziomu wrażliwości feministycznej w miarę oczytanej trzynastolatki i do dziś (prawie 20 lat później) pitoli się o tym, jak bardzo ideologicznie nacechowane są tak karkołomne konstrukty językowe, jak tłumaczka albo broń boże psycholożka.

            Dopóki będą pojawiać się skądinąd rozgarnięci liberałowie i z troską pochylać się nad tym, kto w czyje ramiona wepchnął kobiety, jakie okropne paralele z tego wynikają i cóż by tym kobietom mogły zamiast tego zaoferować ugrupowania liberalne… cóż, panowie, tak to wy sobie możecie oferować mamie teatr i kolację, a dziewczynie – śniadanie do łóżka;
            my – ogół nieznajomych kobiet, w tym feministek – nie jesteśmy od wpychania w ramiona tych czy owych, oferowania opcji i upupiania.
            Dziękuję, pozdrawiam, polecam przemyśleć.

          • – A więc masz nieco ponad 30 lat? To niezmiernie interesujące… – zakołysał się w fotelu, przełożył nogę na nogę i odłożył kieliszek dobrze wytrząśniętego sidecara, nie omieszkawszy pociągnąć jeszcze jednego łyka.

          • …a szastam danymi osobowymi po internetach jak jakaś małolata i takoż piję 😛

          • W takim razie chętnie się dowiem jak pije małolata. Jakoś nigdy nie umiem zgrać proporcji diazepamu do metylofenidatu w przygotowywanych im drinkach i albo jest za bardzo pobudzona i gadatliwa, albo zbyt nieprzytomna i trzeba przywiązywać do wersalki, żeby nie zjeżdżała na podłogę. A dżentelmen nie zawsze nosi przy sobie trzy krawaty i drugą parę skarpet do kneblowania.

            Oki, oficerski humor na bok, jak z nogami u dobrej lekarki i…. co ja tam chciałem napisać. Aha! O tym, żeby nie odzwierciedlać stereotypu i nie wrzucać panów do jednego worka tylko dlatego, że w jednym miejscu się ze sobą zgodzą, a jeśli nawet nie zgodzą, to przynajmniej dostrzegą jeden punkt widzenia drugiego. Daleko jest mi od określenia siebie mianem liberała, niezależnie od przyjętej definicji tej pozycji światopoglądowej (no chyba, że w sferze obyczajowej, choć pewnie i tam jest dziwna, choć specyficzna dla mężczyzn w pewnym wieku przemieszka konserwatyzmu z libertynizmem). O wiele bliżej mi do lewicy, ale tej oldskulowej, skupionej bardziej na ekonomii głupcze i o wiele realniejszych różnicach ekonomiczno-klasowych i klasycznej walce klas, niż tej nowej lewicy hybrydowej – ekonomicznych elitystów przebranych za czempionów coraz bardziej rozparcelowanych mniejszości, za którymi podąża naiwna młodzież przekonana, że problem Jenniffer Lawrence wynagradzanej skromniej niż Bradley Cooper jest jakimś cudem ich problemem. Bardziej Robert kierowca niż Adam, wymuskany stołeczny dziennikarz, jeśli pozwolicie na takie skojarzenie. Kolega autor zwrócił uwagę na szaleństwa współczesnych odmian feminizmu, nazwijmy to Tumblrowo-Twitterowego i owszem, zgodzę się z tym, a nawet dostrzegę szerszy krąg uwiądu myśli lewostronnej, czyli działalność bojowników o sprawiedliwość społeczną i ich grzeszki: świecenie cnotą i zawstydzanie oponentów, nieszczery progresywizm, rozemocjonowane argumenty, itd. Właśnie oglądam na YT (w przerwach na doglądanie małolaty) wywiad Joe Rogana z Jamesem Damorem. Hmmm….

          • No proszę, zapomniałem, że najtańsze rozwiązania bywają najsolidniejszymi. Pod warunkiem, że ma się aparycję Księcia Biedaka. 😉

  3. Proszę Pana, dosyć powierzchownie ocenił Pan środowisko. Ale ja chciałabym odnieść się do jednego wspomnianego przez Pana zjawiska. Chodzi o ,,manspreading”.Cieszę się , że jest wreszcie nazwa dla zachowanie, które mnie wkurza od blisko trzydziestu lat. Nie muszę czytać amerykańskich gazet , żeby mieć go dosyć od kilkudziesięciu lat, bo od tylu lat pracuję jako lekarz i każdego pacjenta muszę zbadać siedząc naprzeciwko twarz w twarz i krzesło w krzesło. Połowę pacjentów stanowią oczywiście mężczyżni i każdy siadający naprzeciwko mnie jest chyba przekonany, że za każdym razem chcę wejść w bliski kontakt z jego genitaliami bo rozkłada szeroko nogi a ja muszę się przybliżyć i albo dotknąć kolanami klejnotów albo odsunąć te nogi na bok. Jestem już zmęczona powtarzaniem kilkadziesiąt razy dziennie prośby o złączenie nóg i przesunięcie ich na bok. Pozdrawiam.

      • >Trzymanie nóg razem jest jednak niekomfortowe (a może być też bolesne), anatomia ma swoje prawa.
        Mogę wyjaśnienie? Dlaczego mężczyźni chodząc nie rozkładają nóg i nie wyglądają, jakby czuli ból, a w momencie, gdy usiądą, nogi nagle nie mogą się stykać, bo straszne prawa anatomii (WTF, trochę umiem w anatomię, ale że mężczyznom odwala od złączenia nóg, to jakaś wiedza tajemna).

        • Do rozważenia masz więc dwie kwestie:
          1) jak blisko znajdują się kolana podczas chodzenia,
          2) jak działa na ciało grawitacja podczas siedzenia oraz chodzenia.

          I z czystej ciekawości, bo do tej pory się nad tym nie zastanawiałem. Czy jak złączysz podczas siedzenia kolana, to musisz używać siły mięśni, aby kolana pozostały złączone czy one po prostu tak sobie w tej pozycji zostają?

          P.S. Pytałem, jaki jest dopuszczalny kąt, mnie np. bardzo wygodnie siedzi się z kolanami nie wychodzącymi poza linię bioder.

          • Niestety ograniczasz obserwacje jedynie do siebie samej. Nie rozważyłaś również obu kwestii, więc moja odpowiedź na Twoje pytanie niewiele zmieni, albowiem nie jesteś na nią gotowa. Polecam przyjrzenie się poniższemu wideo, zobaczysz, jaka jest przeciętna odległość kolan od siebie (być może znajdziesz też takie osoby, którym kolana ocierają o siebie). Możesz też popatrzeć jak chodzą mężczyźni i jeśli dodasz do tego zaproponowaną przeze mnie kwestię nr 2 (a umiesz w anatomię), to wszystko powinno wreszcie się stać jasne.
            https://www.youtube.com/watch?v=tI7fktKY6OU

            P.S. Nie masz otarć na kolanach? Czy może rzadko chodzisz i dlatego one nie występują? Bardzo częste są otarcia górnej, wewnętrznej części ud podczas odpowiednio długich marszów u osób otyłych, stąd pytam, bo widzę tu analogię.

          • To Twoje kolana ocierają się podczas chodzenia? To jak trochę umiesz w anatomię to schorzenie owo w Dziesiątym Wydaniu Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób ICD-10 opatrzono kodem Q74.1

          • Mężczyźni mają zupełnie inny krok podczas chodzenia jak kobiety. Krok przypominający bardziej tzw. „marynarski”, lekko rozkołysany na bok. Kobiety, chcąc kręcić dupcią i bioderkami, ocierają kolano o kolano.
            Cóż, sprawdzałaś po kobiecemu, czyli na sobie i na psiapsiółkach. A jeśli chcesz sprawdzić rzetelnie, popatrz jakie ślady pozostawiają męskie stopy, jakie kobiece. Kobiece idą w jednym rzędzie, linii, męskie są rozrzucone na boki.

    • Mam nowy podpis na mema: „Zarzuca autorowi powierzchowność, odnosi się do jednego wspomnianego zjawiska.”

      Lekarze w cywilizowanych krajach poradzili sobie z problemem usadowienia pacjenta i siebie względem pacjenta podczas badania fizykalnego za pomocą kozetki. Z dyndającymi z krawędzi nogami czy to rozłożonymi, czy bez każdy pacjent bez względu na płeć wygląda jak bezradne dziecko.

    • Czy ci mężczyźni umówili się żeby Pani dokuczyć czy też siadają tak, bo to jest naturalna postawa siedzącego faceta? To są problemy godne dyskusji??? A mi jako nauczycielowi przeszkadza wrzask młodych na przerwach, mam coś z tym zrobić czy uznać, że skoro wrzeszczą to kiedyś im przejdzie jak dorosną?

  4. No widzisz Paweł, to co piszesz o wstręcie jaki wywołują konserwy komentujące feminizm bez zrozumienia i z durnymi, powierzchownymi opiniami i postulatami znam dobrze. Nie mam najmniejszej ochoty być po „ich stronie”. Krytykę feminizmu uprawia dobrze taka np. Karen Straughan, tylko komu się chce siedzieć i słuchać trzydziestominutowego video o historii i prawie, kiedy można napisać że „ale głupie te feministki he he”. A tacy doskonale przygotowani krytycy rozkładają cały feministyczny ruch na łopatki o wiele brutalniej niż konserwatywne wysrywy.

  5. Może wyjaśnię, bo chyba nie dotarło, o co chodzi w proponowaniu dzieciom określonych zabawek. Ciężko może to zrozumieć będąc chłopem, prawda? Dziewczynka ma się bawić odkurzaczem i kuchenką, miękkimi misiami, różowymi lalami, a chłopcy mają konstruować, budować, prowadzić auta i tym razem wszystko obowiązkowo NIE w różowym kolorze. Ciekawe jaki wpływ ma takie wychowanie na zdolności tych dzieci w przyszłości…. Hę? Tak samo ma się sprawa z ubraniami, artykułami papierniczymi itd. Dla dziewczynek wszystko jest różowe. Grrrr. Osobiście kupuję spodnie w dziale męskim (mają klasyczny krój i są większe obniżki cen na wyprzedażach), podobnie z koszulkami. Bo mi się podoba koszulka ze Star Wars, a nie kwiatki. I żeby nie było, czasem kwiatki też są ładne choć niekoniecznie na damskiej koszulce.
    Osoby, które sobie wyszukują wrogów są raczej po prostu nieszczęśliwe. Dla mnie jest wiele ważniejszych tematów niż rozwalanie nóg w autobusach i uważam się za feministkę. Takie pisane, że feministki to nie bardzo, a właściwie nie wszystkie, to chyba marna diagnoza środowiska. Poza tym nie każda feministka bierze udział w akcjach tworzonych przez to środowisko i nie każda musi się ze wszystkim zgadzać.

    • Zarówno z moich osobistych doświadczeń jak i obserwacji podczas pobytów w sklepach z zabawkami to raczej tatusiowie próbują delikatnie podsuwać dziewczynkom to czym sami chętnie by się z nimi pobawili. Zwykle zupełnie bezskutecznie. Dzieciom nie za bardzo da się narzucić zabawki – po prostu się nie bawią tymi których nie lubią. Za to niesamiowicie skutecznie i konsekwentnie starają się skłonić na wszelkie sposoby rodzica do kupienia tego czego chcą.

      Mam siostrzenicę która uwielbiała zabawki i rozrywki „dla chłopaków”. Nigdy nie spotkała się z najmniejszym nawet oporem rodziny i zawsze dostawała to co chciała a ja starałem się nawet szukać nowych rzeczy pasujących do jej zainteresowań. Jedyny ostracym z jakim się spotkała był ze strony koleżanek. Koledzy byli tylko zdziwieni ale najbardziej to jej zwyczajnie zazdrościli 😉

      • Przecież nie chodzi o dzieci i rodziców zmuszających kogoś do czegoś. Chodzi o producentów zabawek i sklepy rozdzielające dzieci na różowe i niebieskie. Ja mam samych synów i nie bronię różowego ale oni nie chcą, bo to dla dziewczyn. Oczywiście z tym kolorem to tylko przykład i tak jak są rodzice proponujący dzieciom różnorodne zabawki, tak są i tacy, którzy absolutnie nie zgadzają się na te „niewłaściwe”.

  6. Zgadzam się w całości. Gotowe motywy ideologii są ofiarowane jako „paczki myśleniowe” przez różne ośrodki medialne, najczęściej powiązane politycznie bądź kulturowo/biznesowo. (bo wszystko jest biznesem)
    Dla ludzi leniwych intelektualnie jest białe albo czarne. To się sprzedaje, to jest modne. Albo stajemy się męskimi kobietami, albo kobiecymi mężczyznami. Polityka temu wtóruje- i to na całym świecie.
    Mało kto decyduje się na samodzielne myślenie. Często z prostego powodu, jakim jest lenistwo intelektualne, innym razem zaś aby nie zostać posądzonym o sympatie z „tamtymi”.
    Wszystko albo nic. To jest model człowieka lansowany w mediach, bo tak uformowanej jednostce łatwo sprzedać gotowe idee i gotowe produkty. A produktów jest cała masa!
    Mało kto decyduje się na współdziałanie z naturą, która preferuje równowagę. Czasem brutalnie rozprawia się z przejawami radykalizmu genetycznego, ale to długo trwa i w życiu społeczeństw jest to czas tak długi, że czasem zwyczajnie opłaca się robić z ludzi idiotów.
    Ale skoro sami tego chcą, na własne życzenie, szukają drogi łatwo dostępnej, dostają na tacy kogo mają szanować, w co wierzyć…
    Dlatego tak mnóstwo grup społecznych, które się szczerze nienawidzą.
    Byle produkt był w ruchu.
    A tym produktem są emocje, bezmyślność i człowiek jako jednostka bezwolna, ograniczona do postawienia krzyżyka we wskazanym polu.
    Niestety, taka hodowla społeczeństw jest od lat w modzie.
    Ludzie nie chcą być identyfikowani z „TAMTYMI”, często wybierają tę drugą opcję. Dostają emocjonalny pakiet „jak żyć” i jest spokój – nie trzeba myśleć, nie trzeba mieć własnej ideologii, nie trzeba zaprzeczać innym. Stado jest ważne!
    A natura i tak swoje…
    Najważniejsza jest równowaga.

  7. Pro tip dla publicystów freelancerów – piszemy artykuł jaki to A jest opresyjny i gnębiący dla B, mocno podlany spiskowym widzeniem świata. A potem dla czasopism nacjololo jako A wstawiamy Żydów a B Prawdziwych Polaków. Dla tych na lewo A=Patriarchat, B=kobiety i nieheteronormatywni. Profit x2.

Dodaj komentarz