Feministki jak nacjonaliści, czyli dlaczego nie jestem feministą

Marudzenie zawiedzionego liberała
4 minuty czytania
7848
41
Paweł Skała-Piękoś
Paweł Skała-Piękoś
12 września 2017

Nic tak nie przekonuje do feminizmu, jak czytanie prawicowej prasy. Niestety po pewnym czasie zaczyna się dostrzegać niepokojące analogie między tymi dwoma nienawidzącymi się wzajemnie środowiskami.

Kiedy naczytasz się publicystyki Rafała Ziemkiewicza, trafisz na kolejny „śmieszny” żart na temat feminizmu lub usłyszysz niesmaczny dowcip wymierzony w kobiety, to aż masz ochotę rzucić wszystko i zorganizować Czarny Protest, a przynajmniej czujesz wściekłość. A jednak, jako liberał, mam wobec feminizmu sporo poważnych zarzutów.

Czo te #Razem ?

Opublikowany przez Beka z feministek na 6 lipca 2017

Po okresie większego zainteresowania myślą prawicową, a następnie kompletnym zniechęceniu się do środowisk, które w Polsce, nie do końca słusznie, nazywa się konserwatywnymi, stwierdziłem, że skoro ta strona nie za bardzo ma do zaoferowania cokolwiek innego, niż tropienie lewaków i walkę z nauką, to pewnie ta druga musi być chociaż trochę lepsza. Niestety, rozczarowałem się.

Ludzie powinni być równi. Co może pójść źle?

Moja przygoda z feminizmem zaczęła się od tego, że zacząłem go ślepo bronić. W końcu idea jest prosta – kobiety i mężczyźni mają mieć równe prawa oraz być równie dobrze traktowani w społeczeństwie. Wydaje się, że nic tu nie można spieprzyć, dlatego podejmowałem się tej obrony, kiedy tylko mogłem i czyniłem to chętnie.

Zresztą nie było to trudne, zgadzam się z bardzo dużą ilością postulatów środowisk feministycznych. Uważam, że kobiety powinny mieć łatwy dostęp do antykoncepcji czy tabletek „po”, aborcja z całą pewnością nie powinna zostać w całości zakazana, edukacja seksualna faktycznie jest ważna, a rynek pracy nie jest wolny od mankamentów, które dotykają kobiet.

feminizm
To nie ja szarżuję, (fot. quietbits/Shutterstock)

Oprócz tego sprowadzanie kobiet wyłącznie do roli ozdobnego przedmiotu czy obiektu seksualnego wydaje mi się absolutnie obrzydliwe. Dostrzegam to podejście u mężczyzn, również po tym, jak traktują moje koleżanki. Zauważam problemy kobiet i w granicach moich możliwości staram się w jakiś sposób działać na rzecz tego, aby były one rozwiązywane. Udało mi się nawet zebrać kilkadziesiąt podpisów pod projektem ustawy proponowanej przez Ratujmy Kobiety. Poza tym regularnie reaguję na różne objawy seksizmu.

Nie jestem bierny, ale nie jestem feministą. Dlaczego?

Niestety po pewnym czasie spędzonym w środowisku feministycznym zauważyłem pewną skazę, która sprawia, że mimo szczerych chęci, nie umiem się z nim utożsamiać. Istnieje w nim bowiem silna tendencja do zajmowania się kwestiami marginalnymi, często są to problemy, niewynikające z prawdziwego życia, tylko wyczytane w amerykańskiej publicystyce feministycznej i zaimportowane na nasz grunt.

Wiele polskich feministek nie wiedziało wcześniej, że przeszkadzają im mężczyźni, którzy siadają w komunikacji miejskiej i rozkładają nogi. W końcu się dowiedziały z amerykańskich źródeł, że takie zjawisko nazywa się manspreading i jest palącym problemem, z którym należy aktywnie walczyć.

feminizm
Problemy z importu, (fot. Ms Jane Campbell/Shutterstock)

Myślę, że mało które dzieci wiedziały, że rodzice narzucają im to jakimi mają się bawić zabawkami. Na szczęście do boju wkroczyły feministki i zaczęły to tłumaczyć. Nie dzieciom, ponieważ do nich nie mają za bardzo jak dotrzeć, ale rozpoczęła się poważna debata w środowisku.

Oprócz tego zauważalne jest zjawisko chęci wyróżnienia się, bycia prymusem. Dlatego, zamiast walczyć z realnym seksizmem, który istnieje, seksizm i zagrożenia dla kobiet dostrzega się wszędzie. Głównym celem tej zabawy jest zdobycie akceptacji ze strony grupy oraz bycie docenionym, jako ta dzielna osoba, która dostrzegła objawy patriarchalnego społeczeństwa w kolejnym miejscu.

Feministki bywają podobne do nacjonalistów

W oczach środowisk feministycznych każdy mężczyzna, który dobrze się czuje z tradycyjnym modelem męskości, jest tłamszącym kobiety „samcem alfa”, natomiast kobiety, którym to nie przeszkadza, internalizują mizoginię – czyli najprościej mówiąc, ulegają patriarchatowi i nienawidzą kobiet, bo pozwoliły aby mężczyźni wmówili im, że tak trzeba.

W ten sposób feministki znalazły i nazwały argumenty za tym, aby nie pozwalać ludziom na realizowanie ich wolności, w taki sposób w jaki chcą, za to narzuca im się model postępowy. Oczywiście deklaratywnie, każdy może robić co chce, jednak w praktyce życie w oparciu o tradycyjne role społeczne spotyka się z wrogością lub politowaniem.

feminizm
Samice alfa (fot. Ms Jane Campbell/Shutterstock)

Rewolucyjna czujność feministek i pasja w wyszukiwaniu nowych wrogów, wydaje się niepokojąco podobna do obsesji polegającej na szukaniu wrogów ojczyzny, którą możemy zaobserwować w środowiskach nacjonalistycznych. To zabawne, w kontekście tego z jak dużą „rezerwą” albo po prostu nienawiścią podchodzą do siebie wzajemnie te dwa środowiska.

Feminizm zawłaszczony przez lewicę

No i oczywiście coś, co mnie mocno odstrasza od środowiska feministycznego, jako liberała, to jego bardzo lewicowy profil. Wśród zwolenników feminizmu nietrudno trafić na osoby, którym podobały się chuligańskie wyczyny lewicowych bojówek w Hamburgu, nietrudno trafić na osoby, które śmiały się np. ze śmierci Jana Kulczyka (bo był kapitalistą), czy powtarzają hasła amerykańskiej lewicy, mówiąc „liberals get the bullet too”.

Oczywiście, nie jest to całe środowisko feministyczne, jednak występuje w nim pewna znacząca grupa o tego typu poglądach, szczególnie wśród moich rówieśników, czyli dwudziestoparolatków. I, co najgorsze, jest ona akceptowana jako pełnoprawna w środowisku feministycznym.

feminizm
Damy radę?

Nie dziwię się, że feministki sympatyzują z lewicą – w końcu jak dotąd to środowisko polityczne jako jedyne, naprawdę poważnie podchodziło do kwestii praw kobiet i nawet jeżeli podaje złe recepty na pewne problemy, to jako jedyne potrafiło te problemy zdiagnozować, jednocześnie ich nie bagatelizując.

Pod tym względem, to właśnie liberałowie muszą posypać głowę popiołem, ponieważ sami wepchnęli sporą część kobiet w ramiona lewicy. Dopiero poważna propozycja dla kobiet ze strony środowisk liberalnych jest w stanie odwrócić tę tendencję.

Paweł Skała-Piękoś
Paweł Skała-Piękoś
Swoją przygodę z dziennikarstwem rozpoczął w internetowym radiu KonteStacja. Pomimo, że od zawsze mieszka w Poznaniu, zakochał się w pisaniu o polityce w redakcji krakowskiej Gazety Wyborczej. Copywriter, freelancer i prezes młodzieżowego stowarzyszenia Liberalni Demokraci. Fan eksperymentalnego jazzu, muzyki poważnej i rocka, który namiętnie buja się do Pei, bo utożsamia się z poznańskimi Jeżycami. Zadeklarowany liberał i piewca Unii Europejskiej.
AUTOR

Komentarze