Rodzice kontra szpital. Kontrowersyjna sprawa z Białogardu

Gdzie jest granica między kompetencjami rodziców a koniecznością przeprowadzenia procedury medycznej?
9 minut czytania
3721
3
Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
20 września 2017

Sprawa rodziców, którzy nie zgodzili się na standardowe postępowanie medyczne wobec noworodka, obiegła już cały kraj. Po raz pierwszy słyszymy o sytuacji, w której świeżo upieczonym rodzicom w trybie pilnym odebrano prawa do decyzji o opiece medycznej nad ich dzieckiem.

Dziewczynka urodziła się w piątek w szpitalu w Białogardzie. Została wysoko oceniona w skali Apgar, choć urodziła się przed 37 tygodniem ciąży – na ile udało się ustalić na podstawie różnych źródeł. Oznacza to, że formalnie dziecko było wcześniakiem. Rodzice dziewczynki odmówili zgody na podanie witaminy K domięśniowo, wykonanie szczepień w pierwszej dobie, zabieg Credego, ogrzanie pod napromiennikiem ciepła, wytarcie i kąpiel dziecka oraz dokarmianie mieszanką mlekozastępczą (jak podaje szpital „w razie potrzeby”). W ciągu pierwszej doby szpital zawiadomił sąd rodzinny, który w trybie pilnym odebrał rodzicom prawo do decydowania o zabiegach medycznych wykonywanych wobec dziecka.

Niektóre procedury medyczne są naprawdę konieczne.

Niejasne informacje i brak rzetelnych danych

Doniesienia serwisów informacyjnych w tej sprawie są bardzo niejasne. W mediach czytamy, że dziecko było urodzone przed 36. tygodniem życia, w 36. tygodniu albo po 37. tygodniu, że rodzice nie zgodzili się na badania przesiewowe lub że ich im odmówiono. Pojawiły się także sprzeczne informacje mówiące o tym, że dziecko było w dobrym stanie lub że w dniu ucieczki stwierdzono nieprawidłowości w jego stanie zdrowia. Można usłyszeć, że rodzicom odebrano prawa w zakresie decydowania o opiece medycznej lub że odebrano im prawa rodzicielskie na czas hospitalizacji dziecka. Pozwolenie na procedury medyczne miał wydawać kurator lub adwokat. W zależności od wersji sąd przeprowadził wywiad z rodzicami lub nie wysłuchał matki dziecka.

Ze strony mediów najbardziej aktywna jest facebookowa strona ANTY Ukryte Terapie, na której, między innymi, czytamy, że lekarz, który zawiadomił sąd rodzinny, jest jednym z adminów strony. Najgłośniejszym zwolennikiem rodziców w tej sprawie jest z kolei Stowarzyszenie STOP NOP i… Radio Maryja – co zresztą wydaje się nie pomagać rodzinie, bo automatycznie klasyfikuje rodziców jako oszołomów, którzy nie wierzą w medycynę.

Zorganizowano także zbiórkę na pomoc prawną dla rodziny, która już ponad dwukrotnie przekroczyła deklarowaną kwotę. Pokazuje to, że spora część Polaków jest w tym sporze po stronie zwykłych obywateli.

Gorzkie słowa rodziców

Trudno w takim gąszczu niespójnych informacji dotrzeć do faktów, choć za pośrednictwem mediów można posłuchać racji obu stron. Oświadczenie rodziców dziewczynki zostało opublikowane na YouTube (wideo z kanału Sławomira Sikory).

Uzyskanie ulotki od preparatu witaminy K okazało się niemożliwe, ponieważ taka ulotka w języku polskim nie istnieje. Nie udostępniono nam żadnych innych ulotek. W opinii lekarza pisemna zgoda na hospitalizację obejmuje zgodę na wszystkie zabiegi i czynności wykonywane w szpitalu. Nie trzeba więc pacjentowi niczego wyjaśniać ani o nic pytać. Procedury szpitalne znoszą prawa pacjenta”. – mówi w nagraniu ojciec dziewczynki. „Za naszą dociekliwość i troskę zostaliśmy ukarani odebraniem praw do dziecka, zmuszeni do ucieczki i ukrywania się”. – dodaje. Pod koniec filmu widać niemowlę przy piersi matki.

Natomiast fakt.24.pl opublikował kilkuminutową wypowiedź lekarza ze wspomnianego szpitala. Ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego placówki w Białogardzie, dr Roman Łabędź, poinformował, że dziecko było formalnie wcześniakiem, ale w dobrym stanie i że personel uszanował odmowę rodziców dotyczącą zabiegów medycznych i pielęgnacyjnych. Co ciekawe, dr Łabędź mówił też, że pediatrów szczególnie zaniepokoiła odmowa wytarcia i umycia dziecka, choć należałoby się spodziewać, że to niezgoda na szczepienie czy podanie witaminy K stanie się przyczyną wezwania sądu.

Kangurowanie to metoda na ogrzanie i poprawę parametrów życiowych nawet u małych wcześniaków.

W przywołanej wyżej rozmowie nie znalazła się podawana w niektórych serwisach informacja, jakoby w dniu ucieczki rodziców stan zdrowia dziecka miał się okazać zły i wymagać dalszych badań. Ordynator powiedział, że rodzice odmawiali wszelkich czynności przy dziecku (wszystkie wykonywali sami).  Nie bardzo zatem wiadomo, jakie badania miałyby ten zły stan wykazać. To jedna z wielu niejasnych kwestii w tej sprawie.

Konsultant ds. neonatologii: nie było wskazań do wezwania sądu

W poniedziałek Gazeta Prawna opublikowała wypowiedź prof. Ewy Helwich, krajowej konsultantki do spraw neonatologii. Prof. Helwich porusza kolejno najważniejsze punkty tego sporu: niezgodę na szczepienie należy zgłosić do Sanepidu, witaminę K można podać doustnie, ogrzanie dziecka na klatce piersiowej mamy (tzw. kangurowanie) to bardzo dobre rozwiązanie, zaś kąpiel noworodka jest niezbędna jedynie wówczas, gdy matka jest nosicielką wirusa HIV.
Najważniejszy przekaz wypowiedzi pani profesor to ten, że sąd należałoby  wezwać w przypadku narażenia życia dziecka, który tutaj nie miał miejsca. Zazwyczaj z rodzicami wystarczy spokojnie i cierpliwie porozmawiać, wyjaśniając ich wątpliwości i przekonując o korzyściach.

Tu warto przypomnieć, że głównym zarzutem rodziny jest właśnie brak wyczerpujących informacji w sprawie zabiegów medycznych, zaś niezbywalnym prawem pacjenta jest prawo do pełnej informacji.

Prawo do informacji jest niezbywalnym prawem rodziców małego pacjenta.

Według Wiadomości Radia Zet prokuratura sprawdza, czy błąd w tej sprawie popełnili rodzice dziecka czy personel szpitala. Prokurator chce przesłuchać młodych rodziców, którzy jednak nadal się ukrywają. Adwokat rodziny poinformował, że małżeństwo chce najpierw uchylenia decyzji o ograniczeniu ich praw. Wniosek w tej sprawie złożono już w sądzie.

Dokarmianie na równi ze szczepieniem?

Moją uwagę w tej historii zwraca zrównanie ze sobą procedur będących wygodnym dla personelu standardem z zabiegami potencjalnie ratującymi zdrowie. Podanie witaminy K (doustnie lub domięśniowo) jest profilaktyką choroby krwotocznej i ratuje życie wielu dzieci. Szczepienia są obowiązkowe, ale zazwyczaj nie ma problemu z wykonaniem ich później, na przykład w trzeciej dobie życia dziecka lub dopiero w przychodni. Zabieg Credego to z kolei profilaktyka zakażenia przedniego odcinka oka, czyli jego niewykonanie może grozić chorobą oczu.

Rodzicom urodzonej w Białogardzie dziewczynki zarzuca się jednak także niezgodę na ogrzewanie pod promiennikiem ciepła, dokarmianie mieszanką i kąpiel. O ogrzaniu dziecka pisałam wyżej, dokarmianie dziecka w szpitalu powinno się odbywać jedynie z konkretnych wskazań i być poprzedzone poradą laktacyjną, zaś kąpiel noworodka jest praktyką zależną wyłącznie od zwyczajów szpitala. W niektórych robi się to w pierwszej dobie, w innych w trzeciej, a w jeszcze innych jedynie na wyraźną prośbę rodziców (można to sprawdzić w tym raporcie).

Musi zajść naprawdę najwyższa konieczność, aby odebrać rodzicom prawo do decydowaniu o ich dziecku.

Kolejne aspekty tej sprawy wyjaśnią się zapewne w najbliższych dniach lub tygodniach.  Trudno jednak nie zadawać sobie pytania o granice kompetencji rodziców, szpitala i sądu. O ile bowiem jestem w stanie – przy odrobinie wyobraźni – zrozumieć przymus podania dziecku witaminy K, o tyle nie wyobrażam sobie, żeby wzywano sąd do rodzica, który kanguruje swoje dziecko zamiast ogrzewać je inaczej lub chce decydować o czasie jego pierwszej kąpieli.

Niepokoi mnie to wszystko jako rodzica, wierzącego w lekarzy, ale także w intuicję i w prawo do informacji. Jako obywatelkę, która wie, że lekarz też człowiek i może się pomylić, a nieufność pacjenta i zasięgnięcie drugiej opinii czasami ratuje życie. Niepokoi też jako promotorkę karmienia piersią, bo pracując z młodymi rodzicami wiem, jak bardzo szacunek personelu medycznego, informacja, edukacja i zwykłe, ludzkie podejście mogą ułatwić start w rodzicielstwo, w karmienie i w konsekwencji w zdrowie dziecka.

W działaniach szpitala w Białogardzie widzę niebezpieczny precedens, w którym przymus zastępuje dialog, a pacjent z klienta staje się więźniem. Czy na pewno chcemy iść tą drogą?

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Komentarze