Internety robię, czyli social media po polsku

Panie, czemu tak drogo?
6 minut czytania
1884
0
Iwona Kamińska
Iwona Kamińska
10 września 2017

Ej, każdy przecież umie pisać na fejsie. Jakiś mem wrzucić, nieważne, że sprzed roku i kradziony. Jak się pomyli, to edytować post i po krzyku. No a słabe komentarze się usunie, proste. Ale żeby za to komuś płacić? Na głowę upadł!

Obecność w social mediach to w dzisiejszych czasach konieczność dla marki. To przecież darmowy (w teorii) kanał, którym można dotrzeć bezpośrednio do klientów, zaprezentować produkty, przyciągnąć promocjami. Problem w tym, że w przypadku wielu firm i firemek typu krzak, pokusa darmowej reklamy wiedzie do wyeliminowania także kosztu w postaci specjalisty od mediów społecznościowych. Efekty bywają zabawne – choć przeważnie nie dla klientów…

Wpadka goni wpadkę

Opór intelektualny klientów i szefów – zwłaszcza w materii związanej z nieuzasadnionym wydawaniem kasy na jakieś zachcianki, które można przecież własnym sumptem zrobić, albo zamówić „u studenta” – zawsze był wdzięcznym tematem.  Stąd popularność stron: „Grafik płakał, jak projektował”, „Copywriter płakał, jak pisał” i tym podobnych.

Nie zdziwiłam się więc na widok fanpage’a „Janusze social media”, dokumentującego wpadki domorosłych „speców od sosziali”. A jest ich wielu. I potrafią właściwie wszystko. Tylko tego fejsa jakoś słabo ogarniają…

Pani Justyno <3

Opublikowany przez Janusze Social Media na 23 października 2016

W sieci nic nie ginie

Pan Waldemar (człowiek zmyślony, ale niemal identyczny z naturalnym, jak to się mawia w reklamie) ma konto na Facebooku od dwóch lat. Wszystkie posty publiczne. Dużo szerów, trochę zdjęć ze szwagrem na grillu, no i reklamy firmy. Bo pan Waldemar ma też firmę. Dostarcza farby albo może wynajmuje samochody. Przez ostatni rok miał speca od fejsa, ale strasznie dużo kasy na to szło, a przecież bez przesady, to się w pięć minut ogarnia. Wrzucasz ofertę, zdjęcie z Google’a i już. Czasem się coś pokręci, oferta się nie zgadza albo zdjęcie się dodało inne, na szczęście można usunąć lub zmienić post.

O pierwszej zasadzie social mediów: „W sieci nic nie ginie”, pan Waldemar nie słyszał. O prawach autorskich też nie za wiele, na wszelki wypadek jednak zaznacza: „foto: internet”. Fajnie się klikają te posty, gdzie jest jakaś seksi laska na obrazku.

Hakuna matata by Pilipili House

Opublikowany przez Janusze Social Media na 12 maja 2017

Najgorzej, jak wpadnie jakiś niezadowolony klient. Jeden znajomy, co prowadzi restaurację, tak miał. Gość dostał zimne danie czy coś i narobił dymu na profilu. Dał dwie gwiazdki tylko. No, to odpisali mu, że danie na pewno było gorące, a jak chce podgrzane talerze, to w Ritzu pewnie mają, jeśli go stać. Burzył się, więc usunęli opinię i w ogóle zablokowali recenzje, bo po co komu takie nieprzyjemności.

W Polsce specjalista to często „zbędny wydatek”

Tak jest w przypadku przygotowania grafik, logo, ulotek. To samo, gdy trzeba napisać coś na stronie www. Copywriter? Po co? Stronkę zrobi brat szwagra, uczył się w gimnazjum. A fejsa prowadzić to przecież każdy może. I, niestety, często próbuje. Tymczasem bolesna prawda jest taka, że ta praca  wymaga znajomości zasad rządzących tym medium, a także internetem w ogóle. Wymaga wiedzy o tym, jakiego rodzaju posty są czytane najchętniej, jakie się częściej wyświetlają użytkownikom, a jakie są najlepiej widoczne (to nie to samo). Które trzeba promować, czyli wspomóc zasięg odpowiednią opłatą, a które nie, i jakie zasady przy tym zachować, żeby nie wtopić pieniędzy.

W pytkę post 😅

Opublikowany przez Janusze Social Media na 22 maja 2017

Prowadzenie fanpage’a wymaga poza tym ogólnej wiedzy o reklamie i public relations. Dodatkowo niezbędna jest komunikatywność, elastyczność, refleks, uprzejmość. Przydaje się umiejętność rozpoznawania potencjalnych kryzysów i nienormowany czas pracy. Tu warto wspomnieć o znajomości narzędzi, które pozwalają reagować na wzmianki o firmie poza stroną oraz które pomagają zarządzać FP z telefonu komórkowego. Dobrze jest umieć czytać statystyki Facebooka i konstruować reklamy zgodne z regulaminem serwisu.

Facebook ma też regulamin dotyczący konkursów, którego zwykle nikt (poza specjalistami) nie czyta. Istnieje także polskie prawo dotyczące konkursów oraz osobne na temat losowań. Wszystko to jest całkowicie obce panom Waldemarom tego świata, dla których ideałem działania promocyjnego jest akcja: „Udostępnij, skomentuj, zaproś wszystkich znajomych”. Drodzy szefowie firm, zaskoczę Was: to nie tylko nie zachęca, nie tylko wkurza, ale także grozi zablokowaniem strony.

Zło trzeba wypalić do korzeni! 🔥

Opublikowany przez Janusze Social Media na 23 lipca 2017

I choć fajnie pośmiać się chwilę z głupich, śmiesznych, dziwacznych wpadek mało profesjonalnych administratorów fanpage’y, to jednak przekłada się to po prostu na jakość usług, z których korzystamy. Dobrze prowadzony profil firmy na Facebooku jest częścią tej usługi. Jeśli nie umie się jej świadczyć w sposób nie urągający zasadom obsługi klienta, PR i marketingu, to albo należy wynająć prawdziwego speca w tej dziedzinie albo zlikwidować fanpage. To jest akurat naprawdę proste.

Iwona Kamińska
Iwona Kamińska
Od kliku lat zajmuje się programowaniem i uczeniem tego innych. Ponad połowę roku spędza w podróży - oczywiście pracuje wtedy ze zdwojoną siłą. W wolnych chwilach pisze o tym, co wpadło jej w oko podczas surfowania w sieci. Nadużywa coca-coli i sarkazmu.
AUTOR

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.