Klaudia Heintze: „Zapach smoły jest genialny i rozczulający”. Czemu zatem wolimy pachnieć banalnie niż rewolucyjnie?

"Jestem wąchaczem"
21 minut czytania
2171
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
24 września 2017

Kristen Stewart, która jest twarzą nowego zapachu Chanel, to niegdyś bohaterka kultowej sagi „Zmierzch”. Teraz młode pokolenie, wychowane na tym filmie, wkroczyło w dorosłość, zaczęło zarabiać i może sobie pozwolić na kupno pierwszych perfum.  Dlatego producent zapachu wybrał twarz, która będzie do tych ludzi przemawiać. To doskonale przygotowane przedsięwzięcie marketingowe – mówi Klaudia Heintze, ekspertka w dziedzinie perfumiarstwa oraz autorka perfumiarskiego bloga, Sabbath of senses.

Teoretycznie luksusowe, markowe perfumy powinny być wyczuwalne na ciele przez cały dzień. Ale tak nie jest. Mam wrażenie, tak jak wiele osób, z którymi rozmawiałam, że perfumy dostępne w naszym kraju są gorszej jakości i mają mniejszą trwałość niż te sprzedawane w Londynie czy Mediolanie.

Klaudia Heintze: To są opowieści o żelaznym wilku. Proszę spojrzeć na kody na butelce, konkretne perfumy są wytwarzane zazwyczaj w jednej fabryce. Posiadanie dodatkowej linii produkcyjnej specjalnie dla Polski czy nawet Europy Wschodniej się nie opłaca. Natomiast kwestia trwałości perfum jest rzeczą bardzo interesującą. Coraz powszechniejsze wśród miłośników perfum jest przekonanie, że marki selektywne, czyli te popularne, dostępne w drogeriach, z rozmysłem wprowadzają na rynek perfumy o ograniczonej trwałości. Nie tylko dlatego, że klient lubi zmienność i aplikuje inne perfumy na dzień, a inne na wieczór. Marketingowcy doskonale wiedzą, że zapachy bardziej ulotne będą używane częściej i w większej ilości, a tym samym muszą być częściej kupowane.

Klaudia Heintze (fot. Sense Dubai)

Czy są jakieś narzędzia i metody, za pomocą których można obiektywnie zmierzyć trwałość perfum?

Niestety nie do końca. Przede wszystkim te same perfumy na różnych osobach i w różne dni mogą pachnieć nieco inaczej i z różną intensywnością. Trwałość zależy od poziomu nawilżenia skóry, temperatury czy wilgotności powietrza.

W skład jednej kompozycji perfumeryjnej wchodzą esencje mniej trwałe i bardziej trwałe. Jedne, tak jak nuty cytrusowe, ulatniają się w powietrzu szybciej. Te o mniejszej lotności, np. nuty żywiczne, utrzymują się na skórze dłużej.

Znaczenie ma również nośnik. Perfumy bazujące na alkoholu mają większą projekcję, ale mniejszą trwałość niż olejowe. Dobrze natłuszczona i nawilżona skóra trzyma zapach dłużej, dlatego w perfumach olejowych nośnik pełni zarazem rolę utrwalacza. Natomiast w perfumach spirytusowych jest przeciwnie – nośnik wysusza skórę, co nie sprzyja trwałości zapachu.

Ale większość perfum, które znajdziemy w dużych sieciach perfumiarskich, to te na bazie spirytusu?

Tak. Perfumy spirytusowe są charakterystyczne dla naszej europejskiej kultury jako bardziej wyczuwalne na odległość, zamaszyste, ciągnące za sobą „ogon” czy też „kitę”. Pierwsze perfumy spirytusowe w historii świata zostały stworzone dla Elżbiety Łokietkówny, żony króla Węgier Karola Roberta. Nosiły nazwę Woda Królowej Węgier. Można więc powiedzieć, że my, Polacy, zmieniliśmy świat. W naszych czasach te perfumy odtworzyła Pollena Aroma, zamykając je w stylizowanych flakonikach.

Natomiast, tak jak już wspomniałam, perfumy olejowe wykazują większą trwałość – zawarty w nich olej, wykorzystany jako nośnik, pełni rolę utrwalacza zapachu. One tworzą „kokon”, nie „chmurę”. Mało kto wie, że nieznana masowemu odbiorcy polska firma Tabacora Parfums stworzyła dwa genialne niszowe olejowe zapachy o fantastycznej trwałości: Salim i Anarkali, które święcą triumfy na świecie. Jako Europejczycy nie mamy się zatem czego wstydzić.

Co tak naprawdę wpływa na cenę perfum?

W przypadku perfum niszowych duże znaczenie ma cena składników, bo często używa się w nich naturalnych, bardzo drogich esencji. Dla twórców perfum kuszące jest to, że dla marek niszowych, nieobecnych w szerokiej dystrybucji, cena składników perfumeryjnych nie jest czynnikiem decydującym i nie nakładają one na kompozytora zapachów ograniczeń w tej kwestii. Natomiast w przypadku perfumiarstwa selektywnego, czyli tego masowego, jednym z głównych kosztów wprowadzenia perfum na rynek jest kampania promocyjna. Jej elementem są często badania marketingowe, które mają określić target. Tu nie liczy się wolność twórcza kompozytora, tylko grupa docelowa, która sprawi, że te perfumy sprzedadzą się w setkach egzemplarzy. Do takiego zapachu dodaje się zgrabną informację, że został stworzony specjalnie dla kobiet aktywnych, młodych, seksownych, zmysłowych, niezależnych i odnoszących sukcesy. A jeśli dołączy się jeszcze zdjęcie pięknej damy z rozchylonymi ustami – sukces murowany.

Tak jak w ostatniej reklamie nowych perfum od Chanel – Gabrielle – którym twarz dała Kristen Stewart?

Moim zdaniem to doskonale przemyślana kampania marketingowa. Kristen Stewart jest bohaterką kultowej sagi „Zmierzch”. Teraz właśnie młode pokolenie wychowane na tym filmie wkroczyło w dorosłość, zaczęło zarabiać i może sobie pozwolić na kupno pierwszych perfum. Dlatego producent zapachu, Chanel, wybrał twarz, która będzie do tych ludzi przemawiać.

„Zmierzch” jest psychologicznie bardzo łatwym do wytłumaczenia sukcesem. Trafia do dziewcząt, ponieważ kobiety we współczesnym świecie są socjalizowane do lęku przed seksem i inicjacją. Chłopcy chcą po prostu uprawiać seks, z kolei dziewczynki reprezentują podejście „chciałabym, a boję się”. O tym właśnie jest „Zmierzch”. Kristen Stewart, która wyszła z roli Belli, bohaterki filmu, zaczęła się emancypować. Przemawia do tych dziewcząt, ponieważ one mają z nią pewnego rodzaju emocjonalną więź zbudowaną na filmie. Imponuje im jej niezależność.

Ale same perfumy w sensie zapachowym nie są niczym rewolucyjnym. Nie ma tam nowatorskiego składnika.

To jest po prostu bardzo ładny, przyjemny i bezpieczny zapach. Nie wprowadza żadnej rewolucji. Kompozycję stworzono w taki sposób, żeby trafiała do ludzi, którzy nie mają jakichś wyjątkowych oczekiwań wobec zapachu. Chcą po prostu ładnych perfum. I rzeczywiście – mało kto poczuje do Gabrielle odrazę. Czynnikiem, który wpłynie na zakup, nie będzie tu innowacyjność kompozycji zapachowej, tylko kampania reklamowa.

Wiadomo więc, dlaczego perfumom selektywnym zarzuca się brak oryginalności, mówi się, że wszystkie są takie same.

To nie wynika z faktu, że perfumiarze mają złe intencje, ale z tego, iż nie mogą sobie pozwolić na ryzyko, że dane perfumy się nie spodobają i nie sprzedadzą.

Dzisiaj w perfumiarstwie wykorzystuje się więcej syntetycznych esencji zapachowych niż tych naturalnych, których jest około dwóch tysięcy.

To jest cały fenomenalny kosmos cudnej chemii pachnącej nowatorsko, ale też zastępującej substancje naturalne, które są trudno dostępne. Weźmy na przykład taki oud, czyli drewno agarowe. Wykorzystywany w perfumiarstwie olejek, który z niego powstaje, wytwarzany jest w trakcie procesu zachodzącego przez 50–100 lat. Dlatego wyczerpują się jego zasoby i trzeba go zastąpić syntetykami lub mieszankami esencji o bardzo podobnym zapachu.

Na rynku nie ma też już prawie perfum z naturalną ambrą będącą patologiczną wydzieliną przewodu pokarmowego kaszalota. Zapach świeżej ambry jest okropny, wręcz fekalny. Aby nabrała ładnego aromatu, muszą minąć całe lata, podczas których wchodzi ona w kontakt ze słońcem, z powietrzem i słoną wodą. Mało który producent wykazuje taką cierpliwość.  Obecnie kompozycje z naturalną ambrą trzeba uznać za niszowe. To nieznane marki, takie jak L’Artisan Parfumeur czy MDCI Parfums.

Czemu wolimy pachnieć banalnie niż rewolucyjnie?

Trudno dostępna jest również esencja różana. Mało kto wie, że aby pozyskać kilogram olejku różanego, trzeba zebrać od 3,5 tony do 8 ton kwiatów. A teraz wyobraźmy sobie jaśmin, składnik wielu perfum na rynku. To jest kwiat zbierany ręcznie, o wschodzie słońca, ponieważ szybko traci wilgotność i aromat. Następnie musi zostać przetworzony w ciągu trzech godzin od momentu zebrania, bo natychmiast zaczyna się psuć. Jeden gram absolutu jaśminowego to 8 tysięcy zbieranych ręcznie kwiatów. Nie ma się zatem co dziwić, że te esencje są drogie.

W Chanel nr 5 występuje właśnie taki naturalny jaśmin.

Tak. W tych perfumach wykorzystywany jest jaśmin z Grasse w Prowansji. Praca zbieraczy jest droga, a teren upraw ograniczony. Francuska firma ma wyłączność na jaśmin z Grasse. Nie występuje on w żadnych innych perfumach. Oczywiście perfumy Chanel nr 5, oprócz składników naturalnych, zawierają też te syntetyczne, czyli aldehydy. Receptury opracowanej przez nadwornego perfumiarza cara Rosji – Ernesta Beaux – nikt nie zna. Jest trzymana w sejfie, do którego kod mają prawdopodobnie tylko dwie osoby na świecie.

Zna pani wielu kompozytorów zapachów, również niszowych. Miesiąc w miesiąc dostaje pani z całego świata ok. 200 próbek do testowania. Pracuje też pani nad własnymi perfumami. Do tego potrzebny jest wyjątkowo wyczulony zmysł węchu.

Jestem wąchaczem, człowiekiem o wysokim stopniu wrażliwości węchowej. Między innymi dlatego jestem wegetarianką. Jedzenie mięsa bardzo zmienia zapach skóry. Podobnie jak spożywanie cebuli i ostrych przypraw.

Zapachy fascynowały mnie od zawsze. Już jako nastolatka prowadziłam pierwsze eksperymenty z mieszaniem esencji i olejków. Przywiązuję dużą wagę do tego, co mówią mi moje zmysły. Staram się tego nie ignorować i czerpać związaną z tym przyjemność. Z wrażliwością na zapachy jest podobnie jak z wrażliwością na poezję. Kompozycja zapachowa to dzieło sztuki. Dzieło, które powinno budzić emocje, przemawiać do odbiorcy, wpływać na niego. O takich właśnie perfumach piszę na moim blogu.

Jedyną szkołę w Polsce, która kształci profesjonalnych perfumiarzy, prowadzi Pollena Aroma. Ale nie trzeba mieć chemicznego wykształcenia, żeby wytwarzać perfumy. Jest pani w stanie stworzyć nowy zapach w warunkach domowych?

Jedna uwaga: perfumiarze nie wytwarzają, tylko komponują. Mam osobny gabinet przeznaczony właśnie do pracy z zapachem. Sprowadzam świeże esencje z całego świata, wykorzystuję je również na prowadzonych przez siebie warsztatach.

Pracuję nad kompozycją perfum niszowych dla marki, która jest dostępna na naszym rynku od dłuższego czasu – interesują mnie bardziej perfumy artystyczne niż popularne. Wcześniej jednak pojawi się linia zapachów do pomieszczeń i to będzie mój debiut.

Dzisiaj w perfumiarstwie wykorzystuje się więcej syntetycznych esencji zapachowych niż tych naturalnych, których jest około dwóch tysięcy

Domyślam się, że pani ulubione nuty zapachowe to te niszowe?        

Ja lubię wszystkie nuty. Jestem olfaktorycznym Casanovą. Tak jak on kochał wszystkie kobiety – smukłe i pulchne, blondynki, brunetki i rude – tak ja kocham wszystkie perfumy. Mam natomiast sentyment do zapachów, o których się nie mówi, nie pisze i na które mało kto zwraca uwagę. Bardzo lubię zapach zgaszonej świecy, zapalonej zapałki oraz wody utlenionej rozprowadzonej na skórze. To są wonie powszechnie dostępne, ale większość z nas ich nie dostrzega. Jestem też wąchaczem nowych książek, uzbierałam 11 tysięcy woluminów. W domu mam właściwie tylko książki i perfumy, bo na nic innego nie starcza już miejsca.

Posługujemy się głównie słowem „perfumy”. Ale najczęściej mamy do czynienia z wodą perfumowaną, toaletową bądź kolońską. Jaka jest między nimi różnica?

Przy takim podziale bierze się pod uwagę stężenie substancji zapachowych. Ekstrakty albo inaczej czyste perfumy zawierają od 20 do 40 procent substancji zapachowych, woda perfumowana – od 10 do 18 procent, zaś woda toaletowa – od 5 do 12 procent. Woda kolońska ma natomiast od 3 do 5 procent takich substancji.

Skoro już kategoryzujemy, spytam, czy ma sens rozróżnianie perfum męskich i damskich?

Cóż, można też zapytać, czy ma sens podział muzyki i literatury na tę dla pań i panów.   Moim zdaniem nie ma, choć nie sposób zignorować obiegowych opinii, które mówią, że kobiety częściej czytają romanse i oglądają komedie romantyczne, a mężczyźni lubią raczej filmy akcji.

Podobnie jest z perfumami. Uważam, że jeżeli komuś podoba się dany zapach i dobrze się z nim czuje, ma do niego prawo. Większość perfum jest sugerowana konkretnej płci wyłącznie po to, by klientom łatwiej było dokonać wyboru. To zjawisko czysto marketingowe i niewolne od stereotypów. Natomiast gros firm, które produkują zapachy niszowe, nie kieruje swoich produktów do konkretnej płci, licząc na to, że ma do czynienia z wyrobionym klientem, który dokonuje wyborów bez podpowiedzi.

W naszej kulturze róża jest uważana za zapach damski, natomiast w kulturze arabskiej to kwiat męski, w przeciwieństwie do kwiatu jaśminu. O tym, czy perfumy będą męskie czy damskie, nie decyduje napis na opakowaniu, ale osoba, która je nosi.

Klaudia Heintze (fot. archiwum prywatne)

Jest spora grupa buntowników, którzy występują też przeciwko tzw. dyktaturze ładnych zapachów.

Ładne jest to, co się komu podoba. Perfumy, które dla większości ludzi są ładne, mogą nie trafiać w gusta osoby, która za absolutnie genialny, piękny i rozczulający uzna zapach smoły. Ja uwielbiam jej woń, mam flakonik perfum Tar Comme des Garçons i pachnących właśnie smołą.

Większość ludzi uważa, że istnieją nuty łatwe i trudne lub że są perfumy dla początkujących i zaawansowanych. A to jest wyłącznie kwestia preferencji. Ale rzeczywiście, statystycznie rzecz biorąc, im większą mamy wiedzę oraz im lepiej orientujemy się w całym uniwersum perfumeryjnym, tym łatwiej nam będzie pokochać i docenić kompozycje, które są inne niż wszystkie. Tak jest ze sztuką w ogóle.

Nie jest więc prawdą, że jaśmin jest nutą łatwą, a kadzidło trudną. To zależy od naszego gustu. Wszystkie zapachy są równie piękne, tylko niektóre po prostu podobają się mniejszej liczbie osób. Na podobnej zasadzie uważa się, że słodkie wina są dla amatorów, a wytrawne dla koneserów. A są przecież i tacy, którzy nigdy nie będą pili wytrawnych win, tylko pozostaną przy tych słodkich. Pozwólmy ludziom iść ich własną drogą: pić słodkie wino i używać różanych perfum albo pić wino wytrawne i rozkoszować się perfumami o zapachu smoły. Każdy z tych wyborów jest równie dobry i zasługujący na szacunek.

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska

Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.


Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.


Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.


AUTOR

Komentarze