Millenialsi – nie jesteśmy roszczeniowi, tylko racjonalni

Spróbujmy się nawzajem zrozumieć
6 minut czytania
1448
3
Paweł Skała-Piękoś
Paweł Skała-Piękoś
18 września 2017

Określa się nas mianem złych pracowników, leniwych, roszczeniowych; mówi się, że jesteśmy nielojalni, liczą się dla nas tylko pieniądze, a w dodatku nie stać nas na pełną samodzielność. Krzywdzących dla mojego pokolenia uogólnień jest bardzo wiele. Staram się zrozumieć, skąd się biorą.

Urodziłem się w latach 90., niedawno skończyłem 25 lat, zajmuję się marketingiem, dziennikarstwem i w granicach czasu oraz możliwości aktywnością społeczną. Ciężko pracuję po 10, 12 czy nawet 15 godzin dziennie i ze smutkiem czytam artykuły w internetowych portalach o leniwych, roszczeniowych, egoistycznych narcyzach, którymi podobno są współcześni dwudziestolatkowie.

Konflikt pokoleń? Nie, dziękuję

Od razu powiem: nie mam zamiaru się bawić w konflikt pokoleń. Nie widzę w tym żadnej użyteczności. Nie zamierzam wchodzić we wzajemną połajankę, nie napiszę artykułu o tym, jacy beznadziejni są dzisiejsi 40-latkowie.Mam wrażenie, że my się zwyczajnie nie rozumiemy. Wychowaliśmy się w innych czasach i jesteśmy tak samo racjonalni, tylko w odniesieniu do innej rzeczywistości, która nas ukształtowała.

Chyba się nie rozumiemy…

Nasze pokolenie jest pierwszym, które dorastało w pełni kapitalistycznej rzeczywistości, w dużej mierze dorastaliśmy, już będąc w Unii Europejskiej. Nie mamy poczucia, że musimy się zapisać do Zachodu. Nie mamy poczucia, że ktokolwiek ma nas w końcu wpuścić do tego wymarzonego klubu. My już w nim jesteśmy, dlatego nie czujemy się nikomu wdzięczni, za to, że możemy pracować dla wielkich korporacji. Dla nas taka możliwość jest oczywista.

Nie imponuje nam zachodni brand, tylko dlatego, że jest zachodni. Imponuje nam to, co dana firma sobą reprezentuje, jakie daje perspektywy, zarobki, jakimi kieruje się wartościami i jak traktuje swoich pracowników.

Jednocześnie często spotykamy się z nieprzyjemnymi sytuacjami na rynku pracy. Wielu pracodawców niestety uważa, że młodych ludzi można traktować jak naiwniaków, których można ograć, wyzyskać, a na koniec porzucić.

Dlaczego jesteśmy uznawani za roszczeniowych?

Chcemy, aby nasza praca była wynagradzana, a umówione wynagrodzenie przychodziło na czas. Chcemy pracować według ustaleń, które zostały poczynione z pracodawcą. I tak pieniądze są dla nas silnym czynnikiem motywującym w pracy. Tylko co w tym dziwnego? Żyjemy w systemie kapitalistycznym, to działa w dwie strony.

Jednak czy jesteśmy takimi strasznymi materialistami? Możliwe, że duża część z nas, tak samo, jak w przypadku innych pokoleń – tak. Jednak duża część z nas potrzebuje tych pieniędzy, żeby zamieszkać z drugą połówką, czy mieć wystarczająco pieniędzy, aby zdecydować się na dziecko, któremu chcemy zapewnić niezłe warunki życia.

Żyjemy w systemie kapitalistycznym

Zarzuca się nam, że bywamy bezczelni i aroganccy. Możliwe, że w pewnym sensie jest to racja. Pracodawcy, któremu system kapitalistyczny pomylił się z systemem neofeudalnym, faktycznie może się wydawać, że pracownik, który oczekuje dotrzymywania umów jest co najmniej roszczeniowy.

Jednak powiedzmy sobie jasno. Człowiek, który zaczyna pracować na rzecz jakieś firmy, nie staje się poddanym jej właściciela. Pracodawca nie jest jaśniepanem na swoim folwarku, tylko właścicielem kapitału, który organizuje pracę. Tylko tyle i aż tyle. Pracownik nie traci swojej ludzkiej godności z samego faktu, że staje się czyimś pracownikiem.

Brak samodzielności czy przywiązanie do rodziny?

Mamy wyjątkowo długo mieszkać z rodzicami, wyciągać do nich ręce po pieniądze, nieustannie oczekiwać wsparcia, a gdy urodzą nam się dzieci, to przerzucić większość odpowiedzialności na karb naszych babć dziadków czy rodziców.

Jeżeli przerysuje się taką postawę, to faktycznie może ona wyglądać jak problemy z samodzielnością. Zadajemy sobie jednak pytanie, czy nasi rodzice, dziadkowie i poprzednie pokolenia, nie prosili o pomoc?

Czy to dziwne, że szukamy wsparcia u bliskich?

Czy nie jest to naturalną koleją rzeczy, że starsze pokolenia wspierają młodsze, a kiedyś przyjdzie nasza kolej na to, aby to robić? Gdy nasi rodzice byli w naszym wieku, bardzo często też potrzebowali pomocy i o nią prosili, a nasi dziadkowie nie protestowali. Dlaczego teraz miałoby być inaczej? Dlaczego mamy sobie wzajemnie nie pomagać?

Po to pracujemy, żeby być samodzielni. Jednak być samodzielnym człowiekiem, nie musi oznaczać bycia zatomizowaną jednostką w społeczeństwie składającym się z pojedynczych wysepek. Zarzut liczenia na rodzinę i jej starsze pokolenie jest absurdalny. Wspólnota, szczególnie jej najbliżsi członkowie, pomagali sobie praktycznie od zawsze.

Wulgarny liberalizm i skrajny indywidualizm

Odnoszę wrażenie, że zauważalny konflikt pokoleniowy pomiędzy millenialsami a przede wszystkim dzisiejszymi 40-latkami wynika z tego, że ci drudzy wyznają wulgarną, spaczoną wizję liberalizmu rodem z koszmarów czy programu kolejnej partii Janusza Korwin-Mikkego. Wizję liberalizmu modlącego się do Ayn Rand, w której każdy pracodawca jest półbogiem, natomiast pracownik, który oczekuje dotrzymywania warunków zapisanych w umowie jest roszczeniowy i leniwy.

Wizję liberalizmu, opartą o skrajny indywidualizm, w którym poproszenie rodziny o pomoc jest czymś nagannym. Nawet jeżeli założymy, że nasze pokolenie miałoby być w tym jakieś wyjątkowo nadaktywne, to czy nie jest normalnym, że wspólnota bliskich ludzi sobie pomaga? Przecież jednocześnie, zawsze ma prawo tej pomocy odmówić.

Kiedy kolejny raz spotykam się z podobną krytyką pokolenia millenialsów zastanawiam się, czy nie brzmi to trochę jak postać Stephena grana przez Samuela L. Jacksona w filmie Quentina Tarantino „Django Unchained”? Był to czarny poganiacz niewolników, który nieźle zorganizował się w ramach systemu niewolniczego i dlatego nie podobały mu się próby jego obalenia. Oczywiście, nasza sytuacja jest nieporównywalnie inna, jednak zauważalne jest to, że zarówno świat i Polska się zmieniają.

Paweł Skała-Piękoś
Paweł Skała-Piękoś
Swoją przygodę z dziennikarstwem rozpoczął w internetowym radiu KonteStacja. Pomimo, że od zawsze mieszka w Poznaniu, zakochał się w pisaniu o polityce w redakcji krakowskiej Gazety Wyborczej. Copywriter, freelancer i prezes młodzieżowego stowarzyszenia Liberalni Demokraci. Fan eksperymentalnego jazzu, muzyki poważnej i rocka, który namiętnie buja się do Pei, bo utożsamia się z poznańskimi Jeżycami. Zadeklarowany liberał i piewca Unii Europejskiej.
AUTOR

Komentarze

3 odpowiedzi na “Millenialsi – nie jesteśmy roszczeniowi, tylko racjonalni”

  1. Tak sobie czterdziestolatkiem myślę, że popełniłeś dwie nieścisłości, poniekąd ze sobą powiązane. Pisałem już zresztą o tym gdzie indziej.

    1. Swobodne przeniesienie z amerykańskiej specyfiki na polski grunt terminu demograficznego, jakim jest określenie pokoleniowej kohorty millenialsów. Zjawiska ‚millenialsów’ nie sposób rozpatrywać bez kontekstu trzech wcześniejszych, wciąż żyjących pokoleń: the great generation (urodzeni w okresie międzywojennym, dzieci Wielkiejgo Kryzysu i II wojny światowej), baby boomers (powojenny wyż demograficzny, dzieci kwiaty i Wietnam) i generation X (dzieci telewizji i klucza na szyi). To co się ładnie układa w sensowny rytm demograficzny historii najnowszej Stanów Zjednoczonych w polskich warunkach zgrzyta w kilku miejscach. Po pierwsze polski powojenny wyż dorastał w warunkach socjalizmu realnego a nie kwitnącej zachodniej gospodarki powojennej, więc doświadczenie trochę inne. Są zbieżności, ale są też spore różnice. Dużo większe różnice zauważyć można pomiędzy pokoleniem X a jego polskim odpowiednikiem w dorosłe życie wkraczającym w przełomowym okresie transformacji ustrojowej. Nie bez powodu w 2002 roku Kuba Wandachowicz na łamach Gazety Wyborczej ochrzcił nas mianem Pokolenia Nic. W jednym miejscu kuli ziemskiej Generation X zapoczątkowała powoli zużywające się dzisiejsze trendy samorealizacji, kultury alternatywnej, pełnego korzystania z możliwości przynoszonych przez nowe technologie informatyczne, czy stanowczego, choć łagodnego w formach buntu przeciwko establiszmentowi, szlachetnością do tego podszytego; podczas gdy w byłych demoludach młodzież musiała się bardzo szybko odnaleźć w nowej rzeczywistości (co niektórzy czynili, czasem nadgorliwie celebrując kapitalistyczny hajlajf), albo wykluczała się z poważniejszych form życia kurczowo trzymając się wpojonych jeszcze za socjalizmu zasad. Tak, tak, musieliśmy sobie przepracować jakoś to, że pani nauczycielka latami musztrująca z wierszyków na cześć Rewolucji Październikowej któregoś dnia puszcza oczko i mówi, że to wszystko było na niby, teraz nastała wolność i róbta co chceta. I z dnia na dzień zniknęły szkolne mundurki, puste półki i nawet za granicę można wyjechać, już nie tylko tym 15:10 do Jumy. Which brings me to…

    2. Pokolenie czterdziestolatków. Wiem, że nie jest Twoim zamiarem wszczynanie międzypokoleniowych wojen, ale jeśli już trzeba, to zarówno millenialsom jak i X-rom przeciwstawiłbym dzisiejszych dziadków, którzy jako tako w całej powojennej historii mają najlepiej. Nie mam tu na myśli oczywiście dziadków po naszej stronie Żelaznej Kurtyny, bo sporą część z nich los usadowił po pechowej stronie brydżowego stolika, ale tam, gdzie ten termin powstał całkiem dobrze jest mieć dziś te 60-70 lat. Kiedy mieli te 30-40 lat i się budowali kredyt był tani, wolnych miejsc do parkowania aut jeszcze pełno, a blok wschodni właśnie się rozpadł dostarczając Zachodowi siły roboczej licznej jak chińska armia, taniej jak ukraiński barszcz i względnie wykwalikowanej niczym doktor filozofii na budowie; oraz rynków zbytu chłonnych i niewybrednych niczym upalony studenciak na gastrofazie. Do 2007 roku było cudownie tonyblairowsko, billoclintonowsko i bushowojcowosynowo. Gdzieś tam w dalekiej i brudnej krainie łeb podnosić zaczęła bestia mrocznego fundamentalistycznego gniewu, ale kto by się tam barbarzyńcami i ich dyktatorami przejmował… Rozpęta się pustynną burzę, przyrządzi koktajl z trwogi i podziwu i w ten sposób powstrzyma się galopadę cen ropy oraz pootwiera nowe rynki pracy w przemyśle włokienniczym, czy żywnościowym. No i zabezpieczy fabryki na Dalekim Wschodzie skałające coraz wymyślniejsze mikroprocesorowe cacka…

  2. Ja bym do tego jeszcze ze swojej perspektywy dodała, że widziałam kilka razy w praktyce, jak pokolenie, które nas nazywa roszczeniowym, konfrontuje się z naszą rzeczywistością zawodową. Prawda jest taka, że duża część starszego pokolenia nigdy się nie zetknęła z tak agresywną kulturą korporacyjną, jak my teraz – w której WYMAGA się od nas niemal zatracenia własnej tożsamości, porzucenia rodziny i spania w biurze, żeby udowodnić zaangażowanie. Jeśli NAS nazywa się nielojalnymi (i mówię to z perspektywy pokolenia Polaków ORAZ innych narodowości, z którymi pracuję każdego dnia) – zakładając, że poświęcamy na pracę codziennie od 9:00 do 18:00 plus nadgodziny, po pracy chodzimy na zakładowe integracje, wyjeżdżamy na firmowe wyjazdy, chodzimy na networkingi i znamy swoich współpracowników lepiej niż własnych partnerów… To ja NIE WIEM jak wygląda lojalność.

    A to, że przy tym szukamy uczciwych pracodawców…? Wygląda to trochę tak, jakby mąż nazywał żonę niewierną, bo od niego odeszła – dlatego, że regularnie napierdalał ją kijem. Dziwisz jej się…?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *