Polska wojna domowa – może wcale nie jest taka zła?

Czy przewlekła wojna polsko-polska to naprawdę coś nienormalnego?
5 minut czytania
1208
0
Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
16 września 2017

„Gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie” – to z pewnością najbardziej prawdziwe ze wszystkich polskich przysłów. Nikt tak nienawidzi Polaka jak drugi Polak. Ale podziały i spory wcale nie są czymś aż tak niezwykłym, ani niepokojącym.

W czasach poprawności politycznej, tej specyficznej mody przybyłej z zachodu, Polska wyróżnia się swojskością wewnętrznego konfliktu, jego prostotą oraz długowiecznością. Czy jesteśmy skazani na wojnę polsko-polską? I czy ta wojna to coś złego?

Permanentny konflikt

Media głównego nurtu, zwłaszcza przy okazji hucznie obchodzonych świąt państwowych i rocznic, narzekają na to, jak bardzo jesteśmy podzieleni. Główna linia tego podziału dotyczy oczywiście polityki. Wojna dwóch partii o rodowodzie solidarnościowym zdominowała życie publiczne, podzieliła kraj. Na początku był to podział na „Polskę liberalną”, która walczyła z „Polską solidarną”, następne stadium to pojedynek między „Polską A” i Polską „B”. Dziś z kolei dzielimy się na „światłą, wykształconą elitę z wielkich ośrodków” toczącą zażartą wojnę z „brzuchatą hordą Januszy, popijających piwo, klnących chamów”, którym Kaczyński („Kaczafi”) dał posmakować władzy.

Dla jednych sukces i początek wolności, dla drugich zgniły kompromis. Stosunek do „Okrągłego stołu” to z pewnością jedna z osi trwającego konfliktu. (fot. By Adrian Grycuk (Own work) [CC BY-SA 3.0 pl] via Wikimedia Commons)

Wszystkie te podziały są oczywiście umowne, wyrażają raczej tożsamości, które toczą ze sobą walkę („europejczycy” vs. „ciemnogród”). Ramy konfliktu służą bardziej publicystyce, niż realnie opisują problem. Nie znaczy to jednak, że Polakomachia to iluzja. Wojna polsko-polska to rzeczywistość. Jej macki otaczają zarówno powierzchowny spór, jak również sięgają głęboko do trzewi polskiej duszy.

Czy wojna polsko-polsko to problem?

Należy zadać sobie pytanie, czy ta sytuacja to rzeczywiście problem? Politycy obu stron konfliktu, właściwie chciałoby się rzecz wszystkich stron – publicyści, dziennikarze, autorytety, apelują o pojednanie, łagodzenie sporu i kompromis. Ale przecież oni wszyscy jednocześnie żyją z tego konfliktu, wzniecają go i na nim żerują.

Nie chodzi tutaj jednak o apel o głębokie pojednanie Polaków ponad podziałami, które są „sztucznie tworzone” przez osoby na świeczniku. Wręcz przeciwnie – gniewajmy się na siebie, kłóćmy ile się da, walczmy ze sobą. Czyż nie jest to jeden z tych czynników, które sprawiają, że czujemy, że żyjemy?

Wydaje się, że wszystkim stronom politycznego sporu  zależy na eskalacji emocji. (fot Fotokon/Shutterstock)

Z konfliktem w Polsce jest trochę tak jak z ideologią we współczesnych czasach. Najlepiej ilustruje to opowieść Slavoja Żiżka, słoweńskiego naukowca i filozofa, który odwiedził jednego ze swoich przyjaciół. Nad drzwiami u znajomego lekarza dostrzegł podkowę, która ma przynosić szczęście. Gospodarz zapytany o to, czy rzeczywiście jest tak głupi, że wierzy w jej działanie odparł: „Nie wierzę, ale powiedziano mi, że ona działa mimo to”.

Być może, zamiast udawać bycie poprawnym i szukać chwilowych „kompromisów” powinniśmy postarać się ten konflikt unormować? Wprowadzić do niego pewne standardy, czy wreszcie, ucywilizować go?

Mogło być gorzej

Przecież Polakomachia toczy się od wieków – Mickiewicz vs. Słowacki, Piłsudski vs. Dmowski, Kaczyński vs. Tusk. Trzeba też dodać, że wojna, którą toczymy ze sobą, z reguły dotyczy spraw ważnych. Nie wszędzie tak jest. Na Cyprze, gdzie spędziłem kilka ostatnich lat, społeczeństwo również jest podzielone i również ze sobą walczy. Nie jest to jednak wybór między kursem proeuropejskim a „polityką suwerenności” wobec Brukseli. Cypryjczycy toczą wojnę o to, która piekarnia jest lepsza – Zorbas czy Pandora? Która marka jest tą jedyną – Addidas czy Nike?

Polsko-polski spór trwa nieprzerwanie, ale jego temperatura wydaje się być ostatnio wyjątkowo gorąca. (fot. Grand Warszawski/Schutterstock)

Choć może to brzmieć śmiesznie, te konflikty są jak najbardziej prawdziwe. Polityczność polskiego sporu to jasna strona wojny polsko-polskiej. Jej ciemną stroną jest deligitymizacja poglądów strony przeciwnej oraz stygmatyzacja ich wyznawców. Jedni to oszołomy, chamy, nacjonaliści i rasiści – ciemnogród. Drudzy to zdrajcy, sprzedawczyki (wieść głosi, że Ryszard Petru też chce się sprzedać, tylko chętnych brak), poprawne politycznie elity, które żerują na zdrowej tkance narodu.

Być może polski konflikt wewnętrzny należałoby trochę ostudzić, postarać się go zracjonalizować lub doprowadzić do cywilizowanych standardów.

Nie zawsze w końcu było tak źle – Polacy potrafią, wbrew obiegowej opinii, jednoczyć się w momentach traumatycznych i trudnych. Do takich z pewnością należała śmierć Jana Pawła II i katastrofa, w której zginął prezydent Lech Kaczyński. To prawda, że te zjednoczenia nie trwały długo, ale jednak się wydarzyły.

Z impetem w głąb

Polakomachia to z pewnością fenomen socjologiczny, zjawisko społeczne, które domaga się szerszego wyjaśnienia, niż ten krótki artykuł jest w stanie zaoferować. Warto jednak, od czasu do czasu, porównać naszą „wojenkę domową” do innych krajów, a nawet czasów.

Cóż, my Polacy kłótnie potrafimy też celebrować i pielęgnować w kulturze. (fot. Archiwum TVP)

Wbrew pozorom, już wiele się nauczyliśmy. Reakcja pogańska, rabacja, poznański czerwiec ’56, czy karnawał Solidarności… póki co do siebie nie strzelamy, nie biegamy za sobą z mieczami lub kosami w dłoniach. Ba, nawet w Sejmie nikt się nie bije.

Aż chce się zaryzykować tezę, że, być może, wojna polsko-polska wcale nie jest taka zła.

Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
Rocznik 87, absolwent politologii, historii i dziennikarstwa. Dużo podróżuje, kocha koty i dobre piwo. Tego ostatniego nigdy nie odmawia.
AUTOR

[FM_form id="1"]
Skup antyków Warszawa