Simone Giertz – świetna dziewczyna od beznadziejnych robotów

Robotyczne zrób to sam
8 minut czytania
511
0
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
23 września 2017
ⒸSimone Giertz/YouTube

Nazywa siebie „królową gównianych robotów”. Tworzy patenty na radzenie sobie z codziennymi czynnościami, które w epoce smartfonów i smartdomów „delikatne dłonie człowieka XXI wieku” wciąż muszą wykonywać samodzielnie. Pochodząca ze Szwecji Simone Giertz bawi się robotyką i konstruuje dziwne, zabawne, niewydarzone wynalazki.

Kreatywne inicjatywy upodobały sobie w ostatnim czasie temat porażki. Ich przedstawiciele podkreślają, że jest równie ważna jak sukces, a może nawet ważniejsza, bo często bardziej skutecznie niż laury zmusza do działania.  Dowodem na to są choćby popularne także w Polsce FuckUp Nights, podczas których rozmawia się o zawodowych – i nie tylko – wpadkach i potknięciach. Pochodząca ze Szwecji Simone Giertz zdaje się wyznawać podobną filozofię. Kiedy stworzy coś użytecznego, zastanawia się, czy wszystko z nią w porządku. Jej wynalazki często są naprawdę przerażające, jak maszyna ułatwiająca pewną czynność higieniczną zbudowana z wiertarki i papieru toaletowego.

Absurd, który zmienia świat

Mechaniczne ręce biją brawo dziewczynie siedzącej przy komputerze. Robot rozlewa mleko wokół miski z płatkami śniadaniowymi, podczas kiedy ona spokojnie czyta książkę. Przy lekturze gazety trzymający szminkę mechaniczny twór próbuje pomalować jej usta. Zahacza też o policzki, upodabniając bohaterkę filmu do Jokera. Kanał w serwisie YouTube prowadzony przez Simone Giertz śledzi ponad 717 tys. osób. Po tym, jak jej film z maszyną do budzenia (pod którą – jak podkreśla – nigdy nie chciałaby się obudzić) obejrzały miliony ludzi, zainteresował się nią Business Insider, a CNN zaprosiło ją, by przedstawiła siedem absurdalnych wynalazków, które zmienią świat na zawsze. Nie trzeba chyba dodawać, że były to oczywiście jej wynalazki.

Simone Giertz jest wynalazczynią i showmanką, ale też feministką i wegetarianką. Zanim zajęła się tworzeniem swoich niecodziennych robotów, parała się różnych zajęć. Była m.in. dziennikarką i reporterką MMA. Wyrzucono ją, bo zadawała zawodnikom niewłaściwie pytania. Zagrała też w chińskim sitcomie, nie znając prawie języka chińskiego. Przez rok studiowała fizykę, bo chciała zostać astronautką. Sama nauczyła się programować. Pracowała też przy poszukiwaniu kreatywnych możliwości wykorzystania platformy programistycznej, służącej do tworzenia samodzielnych interaktywnych projektów (układów elektronicznych, sterujących). Wcześniej, na tej właśnie platformie, zaczęła uczyć się, jak konstruować własne wynalazki. I tak zaczęła się jej przygoda z zupełnie nieskutecznymi, ale za to zabawnymi i dającymi wiele rozrywki, robotami.

Zrób to sama!

Simone wpisuje się w nurt DIY, czyli „do it yourself” (zrób to sam). Bawi się konwencją i robotyką. Wbrew pozorom to nie tylko rodzaj satyry, zgrywy z elektroniki i z siebie samej. W jej przekazie ważny jest fakt, że jest konstruktorką-samoukiem. Swoimi zabawnymi wynalazkami chce zachęcić ludzi do nauki o elektronice, ale nie tej teoretycznej, przyprawiającej wiele osób o śpiączkę, ale raczej praktycznej, która – jak udowadnia Szwedka – nie jest tak skomplikowana i niemożliwa do opanowania, jak mogłoby się wydawać. W swoich filmach Simone nie stroni od przekleństw czy niecenzuralnych żartów, które – podobnie jak sprzęty elektroniczne – rozkłada na czynniki pierwsze, zupełnie odwracając ich znaczenie. Te przeznaczone są raczej dla dorosłych innowatorów, choć rodzice piszą do niej z prośbą, by nieco ograniczyła ich ilość. Zaznaczają, że bardzo chcieliby pokazać jej wyczyny dzieciom…

Do nich wynalazczyni zwraca się za to w programie „Toy Hackers”. Przygotowała go razem z firmą Goldieblox produkującą zabawki kreatywne głównie z myślą o dziewczynkach w wieku 4-8 lat. Założycielka firmy, Debbie Sterling, chce rozbudzać w nich zainteresowanie naukami ścisłymi i pomóc odnaleźć w sobie pierwiastek odkrywczyni w dziedzinie technologii. W krótkich filmowych instruktażach „królowa gównianych robotów” pokazuje na przykład, jak stworzyć boomboxa z kubków i rolki po ręcznikach papierowych oraz telefonu czy własny alarm dźwiękowy do skrzynki pocztowej z kartki, na której można nagrać własne życzenia, taśmy klejącej, spinacza i paru innych rzeczy. W tym przypadku – wyjątkowo – jej wynalazki działają.

Odlot!

W wywiadzie dla „ST Smarter Together” Simone Giertz podkreśla, że nie chce przekształcać swoich prac w produkty komercyjne, dodając, że na pewno nikt nie chciałby ich kupić. Dla niej bardziej niż fizyczny produkt liczy się dokumentacja, a więc materiał filmowy, który żyje znacznie dłużej niż sam robot. Zwłaszcza że każdy wynalazek Simone szybko kończy swój żywot, jest bowiem wykorzystywany, by stworzyć kolejne. W planach na przyszłość jest np. plecak-lodówka, tłumiąca dźwięki toaleta czy łódź podwodna, w której można zamieszkać. W swoich poszukiwaniach dziewczyna „od robotów” idzie dalej. Teraz wprowadza w życie swoje marzenia o zdobyciu kosmosu i byciu „asstronautką”. Dlatego stworzyła swój autorski program treningowy w klimacie DIY.

Jestem jak zwierzak do adopcji, tyle że zdecydowałam, że sama siebie adoptuję – mówi o kosmicznym projekcie Simone. Zaczyna od kręcenia się na krześle i testów psychologicznych we własnej łazience. Kończy na prawdziwych doświadczeniach z nieważkością podczas tzw. lotu parabolicznego (specjalny samolot najpierw nabiera wysokości, a potem gwałtownie ją obniża, „nurkuje”). Pod nagraniem z tej wyjątkowej przygody Simone ludzie piszą, że kto jak kto, ale ta dziewczyna zasługuje, by wysłać ją w przestrzeń kosmiczną. W ramach inicjatywy przeprowadza też wywiad z prawdziwym astronautą i – jak zwykle – zadaje mu kłopotliwe pytania, np. co zrobi, jeśli zwymiotuje w skafander. W projekt zaangażował się też Google, a konkretnie Google’s Making & Science Team.

Innowacyjność w wykonaniu Simone nieco odbiega od normy. Konstruktorka „gównianych robotów” podkreśla, że w czasach wszechobecnych aplikacji i uzależnienia od smartfonów najprostsze codzienne czynności wykonywane są wciąż samodzielnie, a można to przecież zmienić! Simone Giertz puszcza wielkie oko do swoich widzów, ale w jednej kwestii nie żartuje. Pokazuje, że robotyka, programowanie, elektronika – te strasznie brzmiące dziedziny – są dla ludzi. Zaczyna się od zabawy i naprawdę małych rzeczy, ale technologii można się nauczyć – być może z wieloma potknięciami, ale bez kompleksów. Kreatywności nigdy za wiele.

Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
Wolny strzelec krążący wokół dziedzin takich jak media, sztuka i reklama. Pracuje ze słowami i odpoczywa ze słowami. Kiedy nie pisze, czyta, ogląda, słucha – jest uzależniona od opowieści. Lubi zmiany, podróże i sny.
AUTOR

Komentarze