Sokół Millennium LEGO – zabawka nowej ery i genialna inwestycja

Przedsprzedaż najnowszego modelu za 800$ osiągnęła właśnie nadświetlną. W czyje ręce trafił?
9 minut czytania
993
1
Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
29 września 2017
Hethers/Shutterstock.com

Najnowszy zestaw LEGO 75192, przedstawiający statek Hana Solo z „Gwiezdnych wojen”, największy i najbardziej szczegółowy w historii, rozszedł się właśnie na pniu w przedsprzedaży dla VIP-ów. Zwykłym klientom pozostaje polowanie na Amazonie za co najmniej 2500 dolarów, lub oczekiwanie na limitowaną edycję w październiku, dostępną w Polsce za 3500 złotych. Kto jest gotów tyle zapłacić?

Piotr, prawnik warszawskiej korporacji i kolekcjoner, widzi trzy typy potencjalnych klientów: wielbicieli „Gwiezdnych wojen”, osoby traktujące limitowane serie jako inwestycje i dorosłych fanów LEGO, tzw. AFOL (Adult Fan Of Lego).

Paweł z polskiego forum LUGPol.pl dodaje: Na pewno sięgną po niego wszyscy ci, którzy nie kupili poprzedniej edycji Sokoła Millennium. Pewnie na skutek reklamy skuszą się też na niego jacyś celebryci, by zabłysnąć w social media, wrzucając zdjęcia z budowy.

Czyżby duńskie imperium zabawkowe wychowało sobie nowego, dorosłego klienta?

Najszybsza kupa złomu

Jeśli należycie do twardego elektoratu fanów „Gwiezdnych wojen”, pewnie macie już miecz świetlny i może nawet rozważaliście zakup naturalnej wielkości figury Hana Solo w karbonicie (za ok. 7000 dolarów). W takim razie najnowszy zestaw Sokoła Millennium to wasze przeznaczenie.

7541 klocków zajmie was na około 10 godzin, ale efekt będzie imponujący. Gotowy Falcon to model o długości 84 cm i wadze około 10 kg. W otwieranym kokpicie można umieścić figurki postaci z różnych epizodów: zarówno młodego jak i starszego Hana Solo, Leię, Chewbaccę oraz Finna, Rey a także droidy: C-3PO i BB-8. Model jest największym zestawem LEGO, a jednocześnie najbardziej szczegółowym odwzorowaniem statku. Od poprzedniej edycji Sokoła z 2007 roku, zestawu 10179, różni go dodatkowe 2500 klocków. Nie zabrakło takich detali jak opuszczane rampy, schowek pod podłogą czy blastery załogi.

Frachtowiec, zwany przez Hana Solo najszybszą kupą złomu w Galaktyce, to creme de la creme kolekcji Star Wars. Czy producent trochę jednak z ceną nie odleciał? Firma przyzwyczaiła już swoich fanów, że zestawy i figurki licencyjne są droższe od standardowych – i tak na przykład za nowy model TIE fightera musimy zapłacić ok 900 złotych, a aranżacja szturmu na bazę Hoth to wydatek rzędu 1150 złotych. Ceny unikatów to już liczby z odległej galaktyki – np. prototyp minifigurki George’a Lucasa, który nie wszedł do masowej produkcji i jest dziś wart 2700 dolarów.

Zestawy i figurki często po latach osiągają astronomiczne ceny (fot. Ekaterina_Minaeva/Shutterstock.com)

– Ta seria licencyjna, to strzał w dziesiątkę, zarówno jeśli chodzi o dobór modeli jak i moment wprowadzania ich na rynek – ocenia Piotr. Sam jest posiadaczem kilkuset zestawów – w tym kultowej Gwiazdy Śmierci – i pojedynczych figurek, a swoją kolekcję LEGO SW wycenia na ponad 20 tysięcy złotych. O sprzedaży nie myśli – formalnie klocki są własnością jego syna. Choć w jego przypadku rozum wygrywa z sercem i nie myśli o zakupie Sokoła, to kolekcjonerom z zasobnym portfelem polecałby zakup dwóch zestawów, w tym jednego jako inwestycji.

Klocek do klocka…

Dziesięć lat temu wydano pierwszą wersję Sokoła dla kolekcjonerów i ci, którzy wtedy kupili zestaw za 2 tys. złotych i go nie otworzyli, dziś sprzedają go za ok. 10 tys. To właśnie będzie pierwsza grupa kupujących nowego Falcona: inwestorzy – potwierdza Maciej z klubu LUGPol. Cena nowego modelu jest przy tym wręcz okazyjna – dodaje Marek „M_Longer” Markiewicz, budowniczy z klocków – a jednocześnie jest prztyczkiem w nos dla tych wszystkich, którzy oferują dziś poprzedni model w cenie kilkakrotnie przewyższającej cenę startową.

Na aukcjach internetowych i w serwisie BrickLink takich złotych strzałów jest zresztą więcej, nie tylko z uniwersum Star Wars. Na przykład wartość kamieniczki Market Street, po 10 latach jest 37 razy wyższa od początkowej, podczas gdy cena nowego zestawu Gwiazdy Śmierci II w tym samym czasie wzrosła  “zaledwie” 12-krotnie. Kto kupił makietę Taj Mahal w 2008 roku za 299 dolarów, dziś może dostać od kupca średnio 4500 dolarów.

Czyżby LEGO było bezpieczniejszą lokatą niż złoto? Brzmi jak gwarancja sukcesu, ale zanim zwiększycie limit na karcie kredytowej zastanówcie się: który zakup się zwróci i w jakim czasie? Czy waga zestawu jest dobrą miarą wartości? Które serie mają małe szanse na wznowienie? Tu z pomocą początkującym inwestorom przychodzą serwisy zajmujące się wyceną, jak BrickPicker.com. A jeśli potrzebujemy wiedzy od podstaw, w serwisie e-learningowym Udemy znajdziemy kurs inwestowania w zestawy LEGO. Profesjonalny handel klockami ma więcej wspólnego z biznesem niż zabawą.

Być może warto zainteresować sie inwestowaniem w LEGO (fot. Ekaterina_Minaeva/Shutterstock.com)

Zupełnie inną strategię ma Maciej z Bydgoszczy, który kupuje pojedyncze klocki i zestawy z myślą o rozbudowie własnego, wymarzonego miasteczka. Wynalezione perełki sprzedaje przy okazji – suma oferowanych przez niego zestawów na jednym z serwisów aukcyjnych to ponad 16 tys. złotych. Maciej przyznaje, że wielu sprzedających i kupujących rzadkie modele to właśnie tzw. AFOLe.

MOC jest z nimi, czyli level master

W wolnych chwilach szukają na aukcjach miniaturowych wideł, rzadko spotykanej figurki nurka i są gotowi wydać kilkadziesiąt złotych na jeden silnik elektryczny. Trafną definicję AFOLa podsunął mi Paweł z LUGPolu. – Starałem sobie przypomnieć najfajniejsze rzeczy z dzieciństwa, wyszło mi, że LEGO było jednym z jaśniejszych jego punktów. Właściwie to człowiek w skrytości ducha na zawsze pozostaje fanem LEGO, ale po prostu się nimi nie bawi.

Zresztą określenie “bawić się” jest tu mało adekwatne. Zaawansowane konstrukcje i całe instalacje tworzone przez dorosłych fanów osiągają poziom mistrzowski. Marcin, administrator forum grupy LUGPol, widzi często osoby, które wracają do młodzieńczej pasji wraz z dziećmi. Są wśród nich zarówno kolekcjonerzy polujący na białe kruki, recenzenci zestawów i budowniczowie.

Maciej Szymański i jego fantastyczna instalacja (fot. Darek Mroz)

Ci ostatni, autorzy tzw. MOC-y, czyli My Own Construction, traktują klocki jedynie jako części składowe swoich projektów. Tworzą i publikują własne instrukcje i nie oglądają się na gotowe zestawy. Co ich pociąga w LEGO?

– Przezwyciężanie problemów konstrukcyjnych. Udowadnianie, że da się odtworzyć z klocków prawie każdy obiekt, utrzymując znakomite podobieństwo do oryginału, a nawet zachowując funkcje mechaniczne – mówi Maciej z LUGPol.pl który ma na swoim koncie wiele samodzielnych modeli. Konstruktorom MOC-y nowy Sokół nie jest więc do niczego potrzebny. – Nie nadaje się na “dawcę części” – wyjaśnia Marcin. – W tej cenie możemy kupić co najmniej trzy duże zestawy interesujących nas klocków.

I choć kreatywni konstruktorzy raczej nie kupią Sokoła, to współpraca z nimi jest dla koncernu doskonałą promocją. Duński producent ma więc nie tylko wiernych fanów i największą populację na Ziemi liczącą podobno 5 mld żółtych (i nie tylko) ludzików, ale i biznesowego nosa do dobrych, ponadczasowych produktów licencyjnych. Zresztą potrzebuje teraz hitu bardziej niż kiedykolwiek. Na początku września firma ogłosiła, że w związku ze spadkiem sprzedaży, musi “uprościć swój model biznesowy” i zwolnić 1400 osób, czyli ok. 8 proc. załogi. Wkrótce przekonamy się czy Sokół Millennium uratuje przychody LEGO.

Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
Śledzi trendy i fenomeny zza zawodowych, marketingowych okularów. Ogląda bloki reklamowe i zdarza jej się przy tym pochlipywać. Lubi czytać historie brandów, które poniosły porażkę, a szczególnie jeśli się po tym podniosły. Inspirują ją ludzie, którzy przy śniadaniu wpadli na pomysł, o którym rok później mówił już cały świat. Obecnie pełnoetatowa Matka-Polka.
AUTOR

Polecamy

Komentarze