Superbohaterowie po flamandzku, czyli „Gwiezdne Wojny” w barokowej stylizacji

Piękno współczesnej popkultury
7 minut czytania
461
0
Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak
27 września 2017
ⒸSacha Goldberger

Jak wyglądaliby superbohaterowie popularnych serii komiksowych, gdyby zostali wykreowani w dawno minionej epoce, gdyby mieli europejskie korzenie? I gdyby zostały nam po nich wyłącznie XVII-wieczne obrazy?

Jak wyglądałyby postacie z „Gwiezdnych wojen” w barokowej stylizacji? Dzięki sesjom fotograficznym Sachy Goldbergera „Super Flemish” i „Flemish in the stars” już nie trzeba się nad tym zastanawiać.

Na pierwszy rzut oka mamy tu do czynienia z pomysłowymi fotomontażami – do takich tworów internet zdążył nas już przyzwyczaić. Jednak podczas kolejnych chwil wpatrywania się w te niezwykłe portrety stopniowo dostrzegamy, że są to bardzo pieczołowicie stworzone wizerunki. Łudzące podobieństwo ucharakteryzowanych modeli jest tak duże, że z początku wprawia w konsternację. I wzmaga poczucie, że patrzymy na niezwykły eksperyment, zapraszający do rozmyślania nad tym, „co by było, gdyby…”.

Seria „Super Flemish” – Sacha Goldberger

Niezwykły pomysł

Autor tej pomysłowej kolekcji, Sacha Goldberger, to francuski fotograf i historyk sztuki. Dorastał w Paryżu, gdzie od najmłodszych lat doświadczał, czym jest artystyczne zamiłowanie: jego ojciec był fotografem‑amatorem, matka kolekcjonowała antyki. Dom rodzinny Goldbergera wypełniały meble w stylu Art déco, odręczne szkice jego ojca, a także XVII-wieczne obrazy. I wszystko to niejako naturalnie otworzyło przed nim życiową drogę zawodową.

Kolekcja „Super Flemish” również jest w pewnym sensie zakorzeniona we wspomnieniach fotografa – któremu czasy dzieciństwa kojarzą się ze śledzeniem przygód Batmana (i innych superbohaterów), a jednocześnie z zerkaniem na wiszące na ścianach reprodukcje flamandzkiego malarstwa. Goldberger przyznaje, że bardzo lubi estetykę, w jakiej są przedstawiani komiksowi herosi, ale na potrzeby tej sesji postanowił nieco zmodyfikować wizerunki bohaterów swojego dzieciństwa – upozować ich nieco mniej konwencjonalnie i umieścić wśród światłocienia charakterystycznego dla XVII‑wiecznych portretów. Efekty sesji potwierdzają, że wszystkie te pozornie wykluczające się elementy utworzyły niezwykle intrygującą kompozycję.

Chociaż Goldberger zainspirował się przede wszystkim postaciami Supermana, Batmana, Spidermana, Hulka i Wonder Woman, wizerunkami znanymi mu w latach 90., sesja jest skierowana do współczesnego odbiorcy, widza najnowszych ekranizacji komiksów. W rysach przedstawionego tu Batmana widać podobieństwo do Christiana Bale’a, nie brakuje też postaci Jokera wykreowanej przez wspomnianego Ledgera. Z kolei uwieczniony przez fotografa Kapitan Ameryka przypomina Chrisa Evansa, który wciela się w tę rolę od 2011 roku.

Seria „Super Flemish” – Sacha Goldberger

Pewnym przełamaniem obranego przez Goldbergera zamysłu jest zaś umieszczenie w kręgu fotografowanych postaci także disneyowskiej Królewny Śnieżki oraz Alicji, która najwyraźniej wróciła z Krainy Czarów (i rozpamiętuje swoje przygody przy filiżance herbaty). Zaś specjalnie wystylizowani bohaterowie „Gwiezdnych wojen” tworzą bliźniaczą kolekcję fotografii.

Miesiące przygotowań

Uświadomiwszy sobie, że zaprezentowane tu kadry to efekt pracy modeli z krwi i kości, można z kolei powątpiewać, że zostały sporządzone niedawno – jednak ani Christopher Reeve ani Heath Ledger nie wrócili do świata żywych, by umożliwić fotografowi przeprowadzenie śmiałego, twórczego zamysłu. Nad przygotowaniem poszczególnych wizerunków pracował sztab ponad stu specjalistów – i trudno powiedzieć, czyje wysiłki zaowocowały w bardziej spektakularny sposób. W poszczególnych kadrach można bowiem dostrzec oblicza świetnie znane z popkultury, utrwalone zwłaszcza na taśmach filmowych, ale rzecz w tym, że tylko oblicza – wszyscy bohaterowie są bowiem odziani na dawno minioną modłę europejską.

Kostiumy, w ogromnej mierze konstytuujące wyobrażenia superbohaterów, zachowują jednak charakterystyczną kolorystykę i zdobnictwo, a także składają się z elementów analogicznych względem swoich pierwowzorów. Konkretne stroje to po prostu kreatywne odpowiedzi na pytanie, jak poprzednie europejskie pokolenia mogłyby ubrać te konkretne postaci. Wskutek tych rozważań poszczególne kostiumy są skrojone inaczej i wykonane z bardziej ozdobnych materiałów. Kobieta Kot na potrzeby sesji rozstała się ze swoim lateksowym kostiumem (i przygarnęła uroczego czworonoga), również Wonder Woman bliżej tu do bajkowej księżniczki. Na najmniej zadowolonego z metamorfozy wygląda jednak Iron Man, któremu  przyszło pożegnać się ze zbroją. Być może nie jest przekonany także do usztywnianej kryzy (która wzbogaca nie tylko jego ubiór – wśród postaci z uniwersum „Gwiezdnych wojen” jest ona wręcz kluczowym rekwizytem).

Seria „Flemish in the Stars” – Sacha Goldberger

Nieistniejące dzieła sztuki

Połączenie ulubionych konwencji niewątpliwie sprawiło fotografowi niemałą frajdę, ale on sam doszukuje się w tych kadrach także czegoś więcej. Uważa, że obie kolekcje w udany sposób łączą amerykańskość i europejskość: że siłą tych przedstawień jest wydobycie pewnej głębi i nobliwości z popkulturowych ikon. Zdając się pozować malarzowi, superbohaterowie przybierają bowiem pozy nieco melancholijne: zyskując na delikatności, na którą nie mogą sobie pozwolić podczas ratowania świata. Samo wrażenie, że świadomie pozują do obrazów, dodaje im także pewnych narcystycznych rysów.

Opisy obu sesji obiecują, że przedstawione tu kadry to niezwykłe spotkanie science‑fiction i historii sztuki. O tym, jak obiecujący to mariaż, świadczy chociażby to, że Nolanowski Joker, pozbawiony błysku szaleństwa w oczach, nieoczekiwanie ma w sobie coś ze Stańczyka.

Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak
Z wykształcenia polonistka i krytyk literacki: przez zamiłowanie do pracy ze słowami i odkrywania opowieści wszędzie tam, gdzie to możliwe. Na co dzień redaguje i poprawia cudze, ale przede wszystkim tworzy własne teksty, nie stroniąc od wyzwań i eksperymentów. Z drobnych zapisków złożyła także autorski tomik poetycki "Ze zzieleniałymi oczami". Miłośniczka wielu oblicz sztuki, także tej użytkowej - w wolnych chwilach zamiast słów poskramia różnego rodzaju nitki.
AUTOR

Polecamy

Komentarze