Szybko i bezpiecznie? To się nie może udać

O nieuchronności "dzwona"
7 minut czytania
1273
0
Damian Śmigielski
Damian Śmigielski
28 września 2017

Oczywiście nie da się jechać szybko i bezpiecznie bo każde 10km/h więcej zmniejsza szanse na uniknięcie wypadku. Wiem, że wielu kierowcom się udaje, ale statystycznie każdego dnia dziewięciu użytkownikom drogi się nie udaje. Nie zawsze są to kierowcy. Na drodze giną też piesi, rowerzyści i oczywiście pasażerowie kierowców jeżdżących szybko i bezpiecznie.

Dwa dni temu rozmawiałem ze znajomym, który się pochwalił, że jego żona jadąc na ważne spotkanie wyjechała o 5:30 rano i na miejscu była punkt ósma. Dwie i pół godziny… nie byłoby w tym nic zaskakującego gdyby nie fakt, że pokonała 250km. Nie, nie jechała po autostradzie. Powiedzmy, że jechała ze Stargardu Szczecińskiego do Solca Kujawskiego. Mapa Google podpowiada, że taką trasę pokona się w trzy godziny i dwadzieścia dwie minuty. Co trzeba zrobić, żeby skrócić ten czas o pięćdziesiąt minut?

Oczywiście trzeba jechać szybko. Najlepiej szybko i bezpiecznie. Ale to mrzonka, co zamierzam udowodnić.

Matematyka i fizyka kontra kierowcy

Ponieważ jeszcze wczoraj byłem młody i głupi, doskonale pamiętam z jaką prędkością trzeba jechać, żeby wykręcić średnią 100km/h. Zakładając, że w terenie zabudowanym kierowca będzie jechał 60km/h, poza terenem zabudowanym trzeba lecieć miejscami około 150km/h. Kto był dobry z majmy w szkole? A z fizy? Nawet jeśli nie lubiliście tych przedmiotów, to robimy zaraz ciekawe doświadczenie, po którym kilka osób się spoci, kilka rozpłacze, a kilka powie, że wypisuję głupoty i te osoby nadal będą jeździć szybko i bezpiecznie…

Czy wiesz, jak obliczyć drogę hamowania?

Zacznijmy od czasu reakcji. Skupiony na jeździe i dobrze wyszkolony kierowca jest w stanie zareagować na dynamiczną zmianę warunków na drodze w sekundę. Przyjmuje się, że 1,2 sekundy to dobry wynik dla przeciętnego Kowalskiego za kierownicą. Oczywiście w codziennej jeździe, kiedy myślimy o naszych najbliższych, o rodzinie, dzieciach i naszym kochanym szefie, zmieniamy stację radiową, gadamy przez telefon komórkowy, odpisujemy korzystając z dowolnego komunikatora, sprawdzamy maile, przeglądamy portale społecznościowe… Czas naszej reakcji może się wydłużyć dość znacznie.

Przyjmijmy jednak, że jesteśmy piękni, młodzi i wyspani. Do naszych obliczeń przyjmiemy, że 1,5 sekundy jesteśmy w stanie zareagować. Brzmi fair? Ok. Zaczynamy.

Ile metrów przejeżdżamy przez 1.5 sekundy?

Jadąc 50km/h – 21m

Jadąc 90km/h – 37m

Jadąc 120km/h – 50m

Jadąc 150km/h – 62m

62 metry to mniej więcej 20 pięter.

A jaka jest droga hamowania z tych prędkości?

50km/h – 12m

90km/h – 40m

120km/h – 71m

150km/h – 111m

Możemy wyciągnąć kilka wniosków. Na przykład taki, że przy 50km/h więcej czasu zajmuje nam reakcja niż samo hamowanie. Jadąc 90km/h rozpoczniemy hamowanie po przejechaniu 37 metrów. Jadąc 50km/h już dawno stoimy.

Hamowanie awaryjne – czy na pewno to potrafisz?

Różnych ciekawych zależności możemy znaleźć jeszcze więcej. Ja opiszę jedną. Porównajmy jazdę 90km/h i 150km/h. Odniosę się w ten sposób do żony mojego znajomego, która musiała cisnąć miejscami ponad 150km/h, żeby wykręcić średnią 100km/h.

Zaczynamy. Jeśli jedziemy przepisowe 90km/h, jesteśmy w stanie zatrzymać auto po 77 metrach. Oczywiście na suchym równym asfalcie. Samochód jest sprawny, ma dobrej jakości opony z odpowiednim ciśnieniem, a my umiemy hamować awaryjnie… A to wcale nie jest takie oczywiste. Ale przyjmijmy, że po tych 77 metrach auto stoi, nam trzęsą się ręce, w ustach czujemy słodkawy posmak, serce wali jak szalone. Ufff… udało się.

Załóżmy, że hamowaliśmy bo zauważyliśmy jakąś przeszkodę na drodze. Niech to będzie przewrócone drzewo, porzucona przyczepa rolnicza, zamroczony wódeczką obywatel regenerujący siły przed dalszą drogą do domu. Taka nasza polska, drogowa rzeczywistość. Niech każdy wybierze to, czego się boi. Przeszkodę zobaczyliśmy 100m przed nami.

A co się stanie jeśli akurat w tym miejscu stwierdziliśmy, że nadgonimy… Lecimy sobie 150km/h, radyjko gra, jest fajnie, duże latte ze stacji benzynowej siedzi pewnie w uchwycie na napoje. Jest super. Zauważamy przeszkodę. Oko wysyła sygnał do mózgu, mózg do nogi. Noga odpuszcza gaz, przenosimy ją na hamulec, wciskamy, ciśnienie w układzie hamulcowym rośnie, hamulce zaczynają działać, hamujemy. W tym czasie pokonaliśmy 62 metry. Zostało 38 metrów luzu. Jak wynika z naszych wcześniejszych obliczeń potrzebujemy jeszcze 111 metrów żeby się zatrzymać. Czyli będzie bolało. Jak bardzo? Obawiam się, że bardzo. W przeszkodę uderzymy z prędkością 122km/h. Ups… Kawa się rozlała.

Czasem brak wiedzy kończy się tragicznie

Jakie macie szanse przeżycia, jadąc „szybko i bezpiecznie”?

No dobra. Oburzyliście się, bo kto lata 150km/h po takich drogach? Żona mojego znajomego na bank, ale wy nie. Wy jeździcie szybko i bezpiecznie dlatego nie przekraczacie 120km/h. Spoko. Zobaczymy więc, czy wam się uda. Na zareagowanie potrzebujecie 50 metrów. Na hamowanie 71 metrów. Ups… nie udało się. Powiecie, że uderzycie w przeszkodę z mniejszą prędkością i zabrakło „tylko” 21 metrów. Cztery do pięciu długości samochodu. Ok. A z jaką prędkością uderzycie w przeszkodę? Kto zgadnie? 15km/h? 25km/h? Nie… 65km/h. Zaskoczeni?

Jakie macie szanse przeżycia? Jeśli jedziecie autem nowym, duże. Jeśli daliście się nabrać i za namową wujka Staszka kupiliście sobie dziesięcioletnią używkę, którą Niemiec trzymał pod kocem, małe. A jeśli auto ma ponad 10 lat… szanse spadają prawie do zera.

To kto jeździ szybko i bezpiecznie? Wiem, że można to co napisałem komentować na wiele sposobów i opowiadać różne legendy. Możecie próbować udowadniać, że dacie radę. Nie dacie. To co przedstawiłem to matematyka i fizyka. Tu nie ma miejsca na negocjacje. Pamiętajcie, że przyjęliśmy, że macie sprawne auto, umiecie hamować awaryjnie (nie umiecie) i nawierzchnia jest sucha i równa. No i jeszcze ten nieszczęsny czas reakcji…

Informacje o liczbie wypadków oraz zabitych i rannych znajdziecie w policyjnych raportach.

Damian Śmigielski
Damian Śmigielski
Architekt z wykształcenia, mechanik z zamiłowania, dziennikarz z wyboru.
AUTOR

Polecamy

Komentarze