Wybielanie Madonny – kontrowersje wokół renowacji średniowiecznej katedry w Chartres

Czy czarne musi być białe, a stare powinno wyglądać jak nowe
11 minut czytania
2646
2
Dominika Węcławek
Dominika Węcławek
15 września 2017

Jeden z najwspanialszych przykładów architektury gotyckiej, katedra w Chartres, przechodzi kontrowersyjną renowację. Znajdująca się we wnętrzu świątyni figura Czarnej Madonny w wyniku tego “odświeżenia” została wybielona.

Czy tysiącletnie zabytki mają dziś prawo starzeć się z godnością? Czy znaki czasu należy systematycznie usuwać, by budowle wyglądały jak świeżo wzniesione? Te pozornie oderwane od codzienności pytania mogą mieć znaczenie dla każdego z was.

Kolorowa Rewolucja i Czarna Madonna

Rewitalizacje potrafią być przyczynkiem do społecznego buntu. Tak stało się w Skopje, gdzie trwa Kolorowa Rewolucja. Wywołało ją zapełnianie miasta fałszywymi antykami i odświeżenie brutalistycznych budynków użyteczności publicznej za pomocą kolumn, portyków i płaskorzeźb.

Choć wrażliwe na estetykę serce chciałoby zadrżeć z radości, że oto Macedończycy sprzeciwiają się stanowczo bezczeszczeniu przepięknych okazów betonowego brutalizmu, prawda jest jednak inna. Zubożałe społeczeństwo, w którym co piąta osoba w tak zwanym wieku produkcyjnym jest bezrobotna, zwyczajnie wkurzyło się na rząd, który trwoni kasę podatników na to, by zrobić sobie w stolicy Disneyland. Ludzie wychodzą więc na miasto i obrzucają nowe, wyjątkowo tandetne fasady i pomniki puszkami z farbą.

Bunt, street-art czy wandalizm? (fot. Per-Boge/Shutterstock)

Miłośnicy gotyku, ale też pielgrzymi – zwłaszcza wyznawcy kultu Czarnej Madonny – może nie reagują tak radykalnie, ale musicie wiedzieć, że także i oni przeżywają wstrząs wywołany kontrowersyjnymi decyzjami rządu – w tym wypadku francuskiego. Jeden z najwspanialszych przykładów architektury gotyckiej, katedra w Chartres przechodzi kontrowersyjną renowację. Choć doniesienia z placu boju brzmią niczym artykuł z ASZdziennika, prawda jest taka, że znajdująca się we wnętrzu świątyni figura Czarnej Madonny w wyniku tego “odświeżenia” została wybielona.

Samo otoczenie świętej figury także zostało zmienione. Osiemsetletni kurz, brud i smoła zostały usunięte, a na jaśniejące łuki naniesiono gdzieniegdzie detale (podobno) zgodne z pierwotnymi. Działanie to, choć zatwierdzone i w dużej mierze finansowane przez francuski rząd, wywołało oburzenie.

„Przywracamy dawny blask”

Jeden z amerykańskich krytyków architektury, Martin Filler, na łamach New York Review of Books opublikował pełen wzburzenia felieton, w którym określił cały proces odnawiania mianem skandalicznej profanacji świętego miejsca

Choć renowacja jednego z najdoskonalszych przykładów architektury gotyckiej trwa już od dekady, dopiero wybielenie figury Czarnej Madonny przelało kroplę goryczy. Przede wszystkim dlatego, że w przeciwieństwie do samej skorupy, jaką – z całym szacunkiem i uwielbieniem – pozostaje sama katedra, figura jest źródłem kultu i uwielbienia wykraczającego poza racjonalne ramy. Czarna twarz Matki Boskiej z Chartres spoglądała na pielgrzymów od setek lat niosąc im nadzieję na to,że ich modły zostaną wysłuchane.

Nie tylko pielgrzymi są zszokowani przemianą Madonny (kolaż IgiMag)

Wierni, którzy pamiętają jeszcze poprzednie, ciemnoskóre oblicze Matki Bożej z Pilar stojące w jednej z naw katedry, są oburzeni. Rozczarowanie maluje się też na twarzach zwyczajnych turystów odwiedzających sanktuarium bez powodów religijnych. Gotyk w swej szczytowej formie, gotyk, co miał być mroczny i onieśmielać strzelistością, sięgać swymi łukami niebios, a jednocześnie dystansować człowieka i sytuować go we właściwej pozycji wobec Stwórcy (na dole, najlepiej przemierzając na klęczkach słynny labirynt stworzony właśnie w katedrze w Chartres, teraz przypomina deser. Wiecie takie ażurowe fiubździu z białej czekolady z kolorową posypką witraży.

Francuzi odpierają miażdżącą krytykę architektów, wiernych i turystów, twierdząc, że przywracają obiektowi dawny blask i dokładają wszelkich starań, by uchronić obiekt przed zniszczeniami. Nie ukrywajmy – solidna warstwa pyłów i smoły sprzyjała pożarom. Linia obrony osób odpowiedzialnych za renowację zawiera też buńczuczne stwierdzenia, że opinia ogółu nie jest tu istotna. Czy na pewno?

Dwie szkoły renowacji zabytków

Nie da się ukryć, że choć renowacja usiłuje przywrócić wnętrze do stanu oryginalnego, odbiera mu wiele z charakteru.  Jeśli brzmi to dla was paradoksalnie, dodam też, że odkąd w kulturze zachodniej wzrosła świadomość znaczenia zabytków kultury, trwają spory o to jak o nie dbać. Architekci i eksperci od renowacji  nie są tu odosobnieni. Niestety, nawet podpisana w 1977 roku Karta Wenecka, która jasno określa, co jest dozwolone, a co zabronione, nie ukróciła kłótni.

Może dorobić jej ręce? (fot. Tutti Frutti/Shutterstock)

Są bowiem zwolennicy pełnego dbałości i troski o detale przywracania do stanu pierwotnego – efektem takich prac jest właśnie dyskutowane restaurowanie francuskiej świątyni.

Są też zwolennicy pielęgnowania wszelkich znaków czasu, dzięki którym możemy czuć ciężar wieków i obserwować “na żywym organizmie” wszystkie zmiany, jakie zachodziły przez cały okres istnienia zabytku. W ten sposób na wielu starych budynkach pozostawia się ślady kul, w romańskich katedrach pozwala się na istnienie barokowych zdobień, a na sklepieniach i ścianach starych ratuszy czy domów kupieckich konserwuje się zarówno oryginalne malowidła, jak i te powstałe przykładowo 300 lat po wybudowaniu.

Zabytkowy kurz i brud

Najciekawiej się robi, gdy dyskutujemy o brudach – czyli o wszystkim tym, co przez setki lat osiadało na murach. Z jednej strony są to faktycznie substancje zagrażające samemu obiektowi i znajdującym się wewnątrz obrazom czy rzeźbom (oraz ludziom, no dobrze, dbajmy o odwiedzających). Sytuacje, w których sadza z palonych świec zapalała się sama nie są rzadkością.

Z drugiej strony wejście do wnętrza, które mimo osiemsetletniej historii pachnie nowością i onieśmiela blaskiem czystości wywołuje dysonans poznawczy. Jak to? Stare a takie nowe?

Katedra nówka sztuka (fot. New York Times)

Architektura, zwłaszcza sakralna, funkcjonuje zawsze na styku tego co pragmatyczne i możliwe, oraz tego, co mistyczne i nadprzyrodzone. Uczucie towarzyszące odwiedzającemu – nawet, jeśli jest ateistą, agnostykiem, czy wyznawcą innej, odległej od monoteizmu religii – wykracza poza racjonalne ramy.

Świadomość, że te same kamienie wchłaniały wilgoć z oddechów ludzi będących tu dwieście, trzysta, pięćset lat wcześniej, może wywoływać onieśmielenie. No dobrze, obrzydzenie również, bo te bakterie, te zarazki, niesporczaki i cladosporium, no sami rozumiecie. Nic apetycznego. Ale ta metafizyka. Wypacykowanie katedry w Chartres porównywalne jest z odebraniem jej duszy.

Porzucając ścieżki teologiczno-ontologiczne rodzi się inne pytanie. Czy my naprawdę musimy mieć wszystko takie dosłowne? Czy jest dziś miejsce na gotyk taki, jakim był tysiąc lat temu? Czy mamy w takim razie odbudowywać świątynię w Angkor Wat, czy może tam jednak wolno naturze czynić swą powinność? A nieszczęsny Pałac Saski, po którym została nam tylko kolumnada z Grobem Nieznanego Żołnierza – czy ma być odbudowany tak, jak wydmuszkowa warszawska starówka, czy może bardziej niedosłownie?

Zmarszczki – ostrzykiwać, czy pielęgnować?

Czy osiemsetlatka powinna mieć zmarszczki ostrzyknięte, czy raczej wypielęgnowane, lecz zachowane? A Twoja babcia? Też ma teraz wyglądać jak nowo narodzona? Gdzieś na marginesie tych lekko żartobliwych, ale mających zaczepny i skłaniający do chwilowej zadumy charakter pytań pojawiają się inne wątpliwości. Czy wszystko powinno trwać wiecznie, skoro nasz świat cechuje przemijalność?

Wreszcie renowacje i odświeżenia mają być formą walki o zachowanie zabytków w jak najlepszym stanie na jak najdłuższy okres czasu. Czy powinniśmy zatem pozwolić naszemu dziedzictwu godnie przemijać? Czy podtrzymując dawne dzieła faktycznie uczymy się czegoś o nas samych?

Dobrze, że bryła pozostaje niewzruszona (fot. Radu Razvan/Shutterstock)

Nie jestem zwolenniczką całkowitego odpicowania katedry w Chartres, tak jak nie mogłam nie uśmiechnąć się, gdy mój syn pierwszy raz obejrzał ulicę Próżną w Warszawie po renowacji i nie krył rozczarowania. Wyjaśnię, że Próżna przeszła przemianę, od ulicy będącej ponurym wspomnieniem bezpowrotnie utraconego charakteru miasta, do eleganckiej i schludnej uliczki – cacuszka. Przed wojną w otynkowanych kamienicach mieszkali Żydzi. Po wojnie miejsce, choć położone w centrum, pustoszało, a mury czerwieniły się kruszejącymi cegłami. Dziś zaś są to nowe bezy. Jest “za czysto” i aż nieprawdziwie. Aż chciałoby się powiedzieć, że nie tylko tu się nic nie zdarzyło, ale jeszcze, że tu nie było żadnych Żydów.

Odpicowane miejsca, czyli historyczne kłamstwo

Będąc w takich miejscach czujemy się okłamywani. Choć nierzadko ktoś dołożył starań, by odnaleźć oryginalne projekty, a nawet sięgać po podobne materiały, jest w tym kłamstwo. Nikt z nas dziś nawet nie myśli by doklejać ręce Wenus z Milo, albo by odtwarzać odpadnięty nos Sfinksowi.

Nie popadajmy jednak w drugą skrajność. Utrwalanie i konserwacja ma sens. Pamiętam z dzieciństwa trzy moje wielkie smutki. Pierwszy dotyczył tego, że nie ma już latarni morskiej w Halikarnasie, a z ilustracji zapowiadała się całkiem fajnie, że nie ma już Kryształowego Pałacu w Londynie, a ja bym bardzo chciała go zobaczyć, bo mam siedem lat i coś mi się należy od życia. No i wreszcie prywatny mały smuteczek, że w moim Wrocławiu nie ma już wieży widokowej w Parku Osobowickim, bo na zdjęciu widać wyraźnie, że była piękna. Wszystkie te obiekty nie zniknęły oczywiście dlatego, że nikt o nie nie dbał. Dla mnie stały się symbolem kruchości i przemijania.

Kryształ okazał się kruchy (fot. CC BY 4.0/Wikimedia Commons)

Pomyślcie jednak, co by było, gdyby obecnie o piramidach – czy to egipskich, czy środkowoamerykańskich – albo o takiej świątyni jak Hagia Sofia, moglibyście przeczytać tylko jakieś wspominki uzupełnione ilustracjami. Uwierzylibyście w to, czy uznalibyście, że jest to taka sama rewelacja, jak “ukryte piramidy” na Krymie? Czy człowiek żyjący w XXI wieku byłby skłonny zaufać źródłom mówiącym, że już 1000, czy 2000 lat wcześniej ludzkość była zdolna do czynów wielkich, a mieszkańcy poszczególnych rejonów wcale nie byli tak zacofani, jak nam się wydaje?

Dopiero osobiste zetknięcie z namacalnymi (choć nie przeznaczonymi do macania, “DO NOT TOUCH”) oryginałami pozwala się przekonać o tym, że nie byliśmy (jako ludzkość) takimi amebami technicznymi. I choć obecnie czuję, jak dryfuję ku odmętom rozważań o pojmowaniu upływu czasu, was zostawiam na tym brzegu, na którym pozostaje otwarte pytanie, czy bardziej prawdziwe jest to, czemu przywrócono stan pierwotny, czy to, co nosi wszystkie ślady trwania i użytkowania?

Dominika Węcławek
Dominika Węcławek
Matka dzieciom, wiedźma z kotem. Miłośniczka ruin i jedzenia z puszki. Typowy filozof. W wolnych chwilach również autorka książek science fiction.
AUTOR

[FM_form id="1"]
Skup antyków Warszawa