Zasłużony sukces “Ucha prezesa”. Drugi sezon trzyma poziom

Nie musi być przaśnie, żeby było śmiesznie
6 minut czytania
389
0
Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa
18 września 2017
fot. Honorata Karapuda/facebook.com/UchoPrezesa

Satyra polityczna to trudny gatunek, jednak twórcom internetowego serialu udało się coś, czego od dawna nie było w rozrywce karmiącej się bieżącymi wydarzeniami: to nie są puste heheszki.

Produkcja Roberta Górskiego osiągnęła ogromny, ale też w pełni zasłużony sukces. Przypomnijmy: pierwszy sezon serialu może poszczycić się 39 milionami wyświetleń na serwisie YouTube. Jednak prawdziwą miarą sukcesu był tłum skandujący “Adrian, nie podpisuj!” pod Pałacem Prezydenckim. Wykreować fikcję, która wpływa na postrzeganie rzeczywistości i potrafi przylepić tak nośny przydomek, to naprawdę sztuka!

„Ucho prezesa” to chyba największy sukces polskiej satyry politycznej od czasów bardzo popularnego na początku lat ’90.  „Polskiego ZOO”.  (fot. Honorata Karapuda/facebook.com/UchoPrezesa)

Żałoba po Adrianie

Rozpoczęła się już emisja drugiego sezonu (7 września na platformie ShowMax, 14 września na YouTube’ie). Serial nadal spełnia, w moim mniemaniu, oczekiwania widza, a dołączenie do obsady gwiazd takiego formatu jak Andrzej Seweryn czy Jerzy Bończak niewątpliwie całość nobilituje i wynosi wysoko ponad “kabaretową” rozrywkę.

“Ucho Prezesa” to żarty nieoczywiste, doskonale balansujące między parodią czołowych postaci naszej sceny politycznej, a ostrym, i momentami naprawdę przenikliwym, komentarzem do wydarzeń na owej scenie. Sekretarka prezesa pogrążona w rozpaczy nad nieobecnością wcześniej wiecznie antyszambrującego “Andriana”:  bo “jak był to człowiek nie zwracał na niego uwagi, a jak nie ma to go brakuje”. Cóż za piękny obrazek i smakowity komentarz!

Dobrze napisane dialogi, doświadczeni aktorzy, dbanie o realizm postaci i sytuacji – to wszystko sprawia, że odbiorca ma do czynienia z inteligentną formą rozrywki.

Chciałoby się powiedzieć, że wszystkie osoby i formacje zajmujące się satyrą polityczną powinny brać przykład z tej produkcji i nie decydować się jedynie na proste gagi, ograne hasła czy schematy. Niemniej jednak tego typu rozrywka również cieszy się popularnością.

Z czego śmieją się Polacy?

Statystyczny Polak lubi się pośmiać. Chętnie oglądamy kabarety, chodzimy do kina na komedie, poszukujemy zabawnych treści w sieci. Spora część tego typu treści to satyra polityczna, lub nawiązująca (mniej lub bardziej udanie) do obecnej sytuacji kraju i aktualnych wydarzeń. Jak wygląda jej kondycja? Przyjrzyjmy się sprawie.

Miarą sukcesu „Ucha” jest pojawianie się jego motywów w codziennym życiu.  (fot. facebook.com/UchoPrezesa)

Żartami związanymi z polityką zajmują się obecnie wszyscy – kabareciarze, satyrycy, rysownicy, osoby prowadzące popularne strony na Facebooku a nawet gazety i portale, które coraz częściej zastępują rzetelne wytykanie potknięć rządzących memami. Teoretycznie jest się więc z czego śmiać. Czy aby na pewno?

Kabarety – uwielbiane, ale nieco przaśne

Większość Polaków kiedy myśli o satyrze politycznej myśli o polskich kabaretach. Nie ma w tym nic dziwnego – formacje kabaretowe sięgają po ten temat nadzwyczaj chętnie. Niestety, podobnie jak w przypadku innych skeczy nie możemy liczyć za bardzo na kreatywność, inteligentne riposty czy rozbudowane dialogi.

Polski kabaret ma problem z prostotą swoich żartów, nieco przaśną konwencją, bazowaniem na stereotypach. Nie inaczej jest w przypadku dotykania tematów politycznych. Żarty o 500+, obowiązkowo z seksistowskim podtekstem, skecze z kotami i broszkami w tle to standard. Mało którzy twórcy chcą wyjść poza znane konwencje i tematy. Po trosze wynikać to może z obawy przed niezrozumieniem. Nie każdy odbiorca śledzi przecież wydarzenia polityczne na bieżąco. Moim zdaniem, przez taką zachowawczość polskie kabarety tracą naprawdę sporo i nie potrafią wykorzystać ogromnej popularności, którą się cieszą.

Memy, czyli moc napisu na zdjęciu

Jednym z miejsc, do których udajemy się w poszukiwaniu rozrywki jest internet. Również tu możemy więc trafić na treści mogące być określane jako satyra polityczna. Największą popularnością cieszą się bez wątpienia memy – czyli zdjęcia z dodanymi napisami. Nie da się ukryć, że część z nich jest naprawdę zabawna. Znaleźć możemy je przede wszystkim na Facebooku, który stał się głównym nośnikiem tego typu treści. Na stronach takich jak Sok z Buraka czy Satyra Polityczna możemy znaleźć setki zdjęć wykonanych w tej konwencji. Niestety, z czasem one również przestają bawić. Ich twórcy często bowiem powielają pomysły i bazują na utartych schematach i stereotypach.

Na ich tle o wiele ciekawiej wypadają dwa profile, na których również znajdziemy treści satyryczne. Jeden z nich to Polityka w Limerykach – krótkie, wierszowane formy komentujące wydarzenia na scenie politycznej są czymś świeżym i zabawnym. Drugim miejscem, które warto odwiedzić jest strona Młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków. Profil ten to opis rzeczywistości oczami młodych ludzi o lewicowych poglądach. Treści są karykaturalne i przerysowane. Dostaje się wszystkim – zwolennikom PiS-u, wyborcom Platformy, lewicującym aktywistom. Twórcy profilu świetnie wskazują błędy w myśleniu każdej z tych grup i celnie je punktują.

Na razie, druga seria trzyma poziom  –  zobaczymy, co dalej. (fot. Honorata Karapuda/facebook.com/UchoPrezesa)

Czasem wystarczy rzeczywistość

Coraz częściej satyrycy polityczni w naszym kraju nie muszą robić nic, poza przedstawieniem rzeczywistości. Sama w sobie bywa ona bowiem tak absurdalna, że aż komiczna. Wystarczy wspomnieć tu chociażby “paski grozy”, które wyświetlane są w czasie programów TVP Info czy “Wiadomości”. Patetyczne, przekłamujące rzeczywistość, nierzadko budzące grozę zdania mogą budzić uśmiech politowania.

Podobnie jak rozmowa Ministra Błaszczaka ze strażakami walczącymi ze skutkami nawałnicy w Suszku. Kompletne oderwanie polityka od rzeczywistości wywołuje śmiech mimo powagi sytuacji.

Co kilka dni mamy zresztą do czynienia z wpadkami polityków, dziennikarzy państwowej telewizji czy publicystów, które nie wymagają żadnego dodatkowego komentarza by wywołać śmiech. Można by więc uznać, że satyra polityczna potrzebna nam nie jest. Jeśli jednak uświadomimy sobie, że to z czego się śmiejemy to rzeczywistość, która nas otacza – zazwyczaj uśmiech schodzi nam z twarzy.

Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa

Zawodowo freelancer copywriter, w przeszłości blogerka. Osoba, która próbuje na nowo odnaleźć się w opowiadaniu historii. Zamieszkała na głębokiej, ale malowniczej prowincji, gdzie pójście do sklepu po bułki to logistyczna wyprawa. Jest mamą, lubi być dobrą żoną. A przynajmniej tak o sobie myśleć. Tuż przed magiczną granicą trzydziestego roku życia wciąż dziwi się światu i lubi o nim mówić.


AUTOR

Polecamy

Komentarze