Zrób własne jedzenie! Moda na domowe produkty powraca

Proste i bardzo smaczne
9 minut czytania
994
1
Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
26 września 2017

Coraz częściej rezygnujemy z gotowych produktów i decydujemy się zrobić coś samemu, zupełnie od zera. Czy to dobrze? To wręcz świetnie!

Czytanie etykiet produktów to już nasz chleb powszedni, ale też coraz chętniej sprawdzamy ich pochodzenie i sposób, w jaki powstają. Jak jajka to zerówki lub jedynki, kurczak – niechętnie ze względu na faszerowanie hormonami i antybiotykami, łosoś – opornie, bo hodowle są podejrzane, glutaminian sodu jest niedopuszczalny, a olej palmowy to ostatnio wróg numer jeden.

Uciekamy przed rakiem

Ostatnio testuję aplikację, którą poleciła mi koleżanka. Nazywa się “Zdrowe zakupy” i działa w taki sposób, że skanuje się kody kreskowe produktów i aplikacja pokazuje wszystkie podejrzane substancje lub takie, które chcę, by wykryła w składzie. Już nawet Pani ekspedientka w sklepie osiedlowym trzyma ze mną sztamę i mi kibicuje, gdy robię zakupy, a nawet stara się podrzucać zdrowsze kąski. Każdy użytkownik może dodawać nowe produkty, dzięki czemu ich baza na bieżąco się powiększa. Działa fajnie i poprawia samopoczucie, bo daje ochłap nadziei, że w pewnym stopniu wiem, co jem.

Jest co włożyć do koszyka? Tragedii nie ma, ale fakt, co można znaleźć w produktach, które jemy na co dzień skłania do refleksji, a wszyscy jesteśmy coraz bardziej świadomi, że to co jemy ma bezpośredni wpływ na nasze zdrowie. Chcemy żyć jak najdłużej i w jak najlepszej formie. Ergo – staramy się nie jeść byle czego. W raporcie CBOS (Zachowania żywieniowe Polaków 2014)  54 proc. ankietowanych deklaruje, że wśród działań, jakie można podjąć, dla poprawy stanu zdrowia najważniejsze jest prawidłowe odżywianie. Aż ośmiu na dziesięciu twierdzi przy okazji, że mają zdrową dietę, więc nie wiem, czy można im wierzyć. Trzymajmy się tego, że idzie ku dobremu.

Przejmujemy się orangutanami

Kilka miesięcy temu głośno było o wycofaniu Nutelli z sieci włoskich supermarketów, ponieważ w sporej części składa się poza splendorem cukru i waniliną z rafinowanego oleju palmowego, a ten kolega podobno do najzdrowszych nie należy. Zawiera estry glicydowe kwasów tłuszczowych, czyli zanieczyszczenia powstałe w procesie przetwarzania olejów roślinnych. Gdyby jeszcze ktoś miał wątpliwości, to tak – są one rakotwórcze, a przy okazji również genotoksyczne, czyli apetyczne combo.

Trwa sezon na świeże orzechy laskowe – domowy krem świetnie zastąpi Nutellę

Na Nutelli oczywiście nie kończy się raban dotyczący oleju palmowego. Ponieważ olej ten jest wykorzystywany w bardzo wielu produktach spożywczych (np. słodycze, przekąski, sosy, masła i margaryny) to prowadzona na ogromną skalę produkcja powoduje ekspansję plantacji, a co za tym idzie wycinkę lasów tropikalnych w Malezji czy Indonezji. To natomiast przyczynia się do ogromnych szkód w środowisku naturalnym. W czołówce mamy: wzrost emisji dwutlenku węgla, zakwaszenie gleby, podniesienie ryzyka pożarów i powodzi oraz śmierć orangutanów, tygrysów sumatrzańskich, czy słoni indyjskich. Jednych ruszy potencjalny nowotwór innych smutne oczy orangutanów, ale koniec końców ważne, by była reakcja. Na otarcie łez dla tych, którzy właśnie wyrzucili słoik Nutelli przez okno mam przepis na domowy krem orzechowy. Znalazłam kiedyś w sieci, zrobiłam i jest dobry.

Składniki: 100 g orzechów laskowych, 2 łyżki miodu lub syropu z agawy, 2 łyżki kakao, kilka łyżek mleka (krowie lub roślinne, co kto lubi)

Orzechy pieczesz 10  (w porywach do 13) minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni Celsjusza. Po wyjęciu z piekarnika pozbywasz się skórek, bo mogą nadać gorzkiego smaku. Ja wsypuję je do materiałowego woreczka i trę przez jakiś czas, aż skórki się odczepią. Orzechy miksujesz na pył, a na koniec blendujesz wszystkie składniki razem.

Orzechy to jest twardy zawodnik, więc dobrze mieć porządny blender. Gdy robiłam krem pierwszy raz mój ledwo uszedł z życiem.

Aromat z krowiej kupy

Odkąd dowiedziałam się, że pewien naukowiec opracował sposób na stworzenie aromatu waniliowego z krowich odchodów, to wykrzyknęłam “hola, hola” i trochę straciłam wiarę w ludzkość, więc teraz wolę sięgać po prawdziwą wanilię. Bojkotuję jej chemicznie wytwarzany zamiennik – wanilinę, którą można znaleźć nie tylko w cukrze wanilinowym, ale też w słodyczach i kosmetykach. Na całe szczęście własnoręczne przygotowanie cukru waniliowego nie wymaga wirtuozerii kulinarnej. Potrzebujesz: słoik, 2 laski wanilii, cukier puder lub w kryształkach. Laski wanilii przekrawasz, a jej ziarenka mieszasz z cukrem. Całość wsypujesz do słoika, a w cukrze zakopujesz puste laski wanilii. Ekstrakt, który można potem wykorzystać do ciast też jest całkiem nieskomplikowany w produkcji domowej i za to go lubię. Przekrojone laski wanilii wkładasz do butelki, zalewasz mocnym alkoholem typu wódka, zakręcasz i odstawiasz na minimum dwa miesiące.

Zrób sobie ser

Żeby zrobić ser potrzeba sporo zachodu i dziwnych sprzętów? Niekoniecznie. Moja Mama udowodniła mi, że nie jest to wcale takie trudne i od kilku miesięcy sama robi serowe rarytasy z mleka niepasteryzowanego, kupowanego od zaufanego dostawcy typu “chłop”, którego namierzyli z Tatą na bazarku. Ser biały, twarogowy robi się tylko i wyłącznie z dobrej jakości mleka i jest to w miarę proste. Na dowód sprzedaje Wam przepis od mojej Mamy.

Ten pyszny domowy ser możesz zrobić samodzielnie bez problemu (fot. Adam Ciężkowski)

Będzie Wam potrzebne 4,5 litra mleka niepasteryzowanego oraz garnek, który zmieści to wszystko i jeszcze jeden garnek i sitko.

3 litry mleka wlewasz do garnka i zostawiasz w temperaturze pokojowej na 2-3 dni aż się zsiądzie. Po tym czasie na wierzchu pojawi się gruba warstwa śmietany. Zbierz ją i przełóż do innej miseczki – przyda się do zrobienia masła. Bo kto Ci zabroni przy okazji zrobić masło? Nikt się nie odważy! Pozostałe 1,5 litra mleka gotujesz aż do wrzenia i przelewasz do tego zsiadłego. Ważne, by nie zostało za wiele grudek, a tak konkretniej to im mniej, tym lepiej. Gdy całość ostygnie przekładasz masę na gęste sitko lub na foremkę do sera korycińskiego. Całość zostawiasz na garnku na noc, by serwatka sobie ściekała, a ser nabierał kształtu i odpowiedniej konsystencji. Rano ser trafia z foremki na talerz, a potem do lodówki albo prosto do brzucha. Ja wiem, która opcja mi się bardziej podoba.

“Ale co z tym masłem?”, ktoś się zainteresuje. Śpieszę, więc z wyjaśnieniem, że zebraną z zsiadłego mleka śmietanę wystarczy lekko posolić i przez kwadrans ubijać mikserem. Sklepową kremówkę (36 proc.) trzeba zwykle miksować dwa razy dłużej. Na tym etapie tłuszcz i “maślankowa” woda się od siebie oddzielają i ten płyn należy wylać. Można go wykorzystać przy pieczeniu chleba lub bułeczek, nic się nie marnuje. Tymczasem tłuszcz, który pozostał zalewasz wodą i ucierasz, by oddzielić go finalnie od wytrącającego się płynu “maślankowego”. Akcję wylewania i wlewania wody powtarzasz tak długo, aż będzie ona czysta pomimo ugniatania tłuszczu. Dlaczego to takie ważne? Im lepiej oczyścisz masło, tym później zjełczeje. Na koniec wylewasz wodę i rozgniatasz masło łyżką przez około minutę, by tym razem pozbyć się nadmiaru wody.

Własny wyrób – nic, tylko jeść! (fot. Adam Ciężkowski)

Nie dajmy się zwariować!

Robienie rzeczy w domu niekoniecznie pozwala oszczędzać czas lub pieniądze. Nie zawsze jest też możliwość zakupienia sprawdzonych półproduktów od zaufanego sprzedawcy. Wreszcie – można zwyczajnie oszaleć myśląc o wszystkich szkodliwych produktach i substancjach, które nas otaczają. Dlatego nie dajmy się zwariować i róbmy po prostu to, co jesteśmy w stanie, bo również małe zmiany mogą mieć duże znaczenie. Czy wspominałam już, że lubię być optymistką?

Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
Zawodowo siedzi w marketingu od 2010 roku. W wolnych chwilach konfabuluje, czyta i zwiedza zamki. Wielbicielka tatara, wciąż szuka tego idealnego. Słoń nadepnął jej na ucho, nie ufa gołębiom, lubi pociągi i jeść śniadania na mieście. Przed każdą podróżą samolotem spisuje testament. Żałuje, że nigdy nie pozna Tove Jansson i nie pójdzie na koncert The Beatles.
AUTOR

Komentarze