Architektura otwarta na zdarzenia. Zofia i Oskar Hansenowie projektowali bloki i utopię

W Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie trwa wystawa poświęcona parze polskich architektów
12 minut czytania
202
0
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
16 października 2017
fot. Bartosz Stawiarski

Oskar Hansen chciał zostać ogrodnikiem. W jednym z wywiadów mówił, że uniemożliwiła mu to wojna. Został więc architektem, czy też raczej, pełniej ujmując jego dorobek, artystą.

Widział budynki ciągnące się od morza aż do Tatr, z których okien można było patrzeć na rzekę, las i łąki. Dla jednych był geniuszem i wizjonerem, dla innych szaleńcem. Wielu projektów nie udało mu się zrealizować, wiele wzbudzałoby kontrowersje również dzisiaj.

Jedni nazywali go utopistą, inni zaskoczeni byli jego niezwykłą zdolnością przewidywania. Był wierny idei Formy Otwartej i mówił, że nie wiedział, że w latach pięćdziesiątych mówiło o niej wielu innych badaczy. W rozmowie z Wojciechem Włodarczykiem szczerze przyznał: „Myślałem, że jest to moje odkrycie”. Ale być może to właśnie zdecydowane i niezachwiana wiara w sens własnych pomysłów sprawiły, że Oskar Hansen oraz Zofia Garlińska-Hansen, jego żona i współtwórczyni wielu projektów, wciąż tak bardzo fascynują. Dowodem na to jest trwająca w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie wystawa, która wcześniej odwiedziła już Barcelonę, Porto czy New Haven.

Oglądając ją, już od progu można poczuć ideę hansenowskiej Formy Otwartej. Sprzyjają temu obszerne wnętrza pawilonu wystawowego nad Wisłą. Twórcy wystawy zapraszają widza do przestrzeni, którą można zwiedzać i odkrywać po swojemu, spacerując między makietami modeli Linearnego Systemu Ciągłego, zgeometryzowanymi instalacjami, organicznymi rzeźbami czy instrumentami do ćwiczeń plastycznych. Doskonale współgra to z ideą, którą w swoich działaniach realizowali jej bohaterowie.

Oskar Hansen podczas wystawy w Teatrze Żydowskim w Warszawie (Salon „Po Prostu”), 1957. Dzięki uprzejmości Fundacji Zofii i Oskara Hansen

Poszukiwania

Wpisując się w swoje czasy i ich potrzeby, Hansenowie wychodzili w swoich projektach daleko poza architekturę. Forma Otwarta była dla nich podstawą do tworzenia na wielu polach działalności. Oskar Hansen odnosił ją nie tylko do sztuki i architektury, ale też np. nauki, dydaktyki. Bariery związane z realiami PRL-u, ale też zbytniej rewolucyjności projektów Hansenów, która nie dla wszystkich była zrozumiała, sprawiły, że wielu z nich nie zrealizowano. Wśród tych, które powstały, były też ich przestrzenie prywatne, takie, jak mieszkanie na ul. Sędziowskiej czy dom w Szuminie nad Bugiem.

Według pomysłów Hansenów wybudowano też osiedla, których mieszkańcy nierzadko przeklinali ich twórców. To m.in. warszawski Przyczółek Grochowski – najdłuższy budynek w Polsce i jeden z najdłuższych w Europie o długości 1,5 km, o którym obszernie pisał w swojej książce Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach Filip Springer. Równie krytycznie odnoszono się do Osiedla im. Juliusza Słowackiego w Lublinie. Badacze twórczości Hansena zaznaczali jednak, że zamysł architektów spotkał się niestety z trudnymi realiami budownictwa czasów Polski Ludowej, naznaczonych bylejakością i brakiem pieniędzy czy materiałów. Mogło być to trudne dla architektów, którzy chcieli dać przyszłym mieszkańcom możliwość wpływu na kształt ich nowych domów.

Równie intrygujący jak jego prace, był sam Oskar Hansen. W wywiadzie udzielanym wspomnianemu już Wojciechowi Włodarczykowi mówił o sobie: „Jestem Polakiem. Wnukiem słynnego <<Appelsina>>, synem Norwega i Rosjanki”. Urodził się w Finlandii. Wychowywał na przedmieściach Wilna, w okolicy którego jego ojciec miał majątek ziemski. Podkreślał, że jego kolegami byli Żydzi, Rosjanie, Litwini i oczywiście Polacy. W tym również dopatrywał się źródła otwartości – swojej i swoich koncepcji. Niejednokrotnie spotykał się też i współpracował z architektami i twórcami światowego formatu. Na jego drodze stanęli sam Le Corbusier oraz kuzyn słynnego architekta Pierre Jeanneret.

W pracowni tego ostatniego Oskar Hansen spędził prawie dwa lata, równocześnie zaspokajając tęsknoty artystyczne w studiu malarskim Fernanda Legéra. Miał też okazję rozmawiać z innym słynnym mieszkańcem Paryża, Pablem Picassem, do którego, jak sam opisywał w wywiadzie, niełatwo było się dostać. Na szczęście pomocny okazał się torcik czekoladowy od Wedla. Hansen miał także szansę na asystenturę w Londynie, którą zaproponowano mu w Royal Institute of British Architects, ale – co często przywoływał – wolał wrócić pracować wśród ruin, które czekały na niego w Polsce. Jak zaznaczała współpracująca z Hansonem przez wiele lat dr Jolanta Gola z Muzeum Akademii Sztuk Pięknych, czekała tu na niego również Zofia.

Przestrzeń prywatna 

Hansen nie chciał zostawać w „zgniłym świecie” Zachodu, ani w kręgu Formy Zamkniętej. Jej przeciwieństwem miała być architektura stanowiąca „tło dla zdarzeń”, a właściwie dla ludzi, którzy będą je generować. To ich rolą według Hansenów było rozwijanie danej przestrzeni zgodnie ze swoimi potrzebami i kreatywnością. Co to dokładnie oznaczało? Oskar Hansen uważał, że przykłady Formy Zamkniętej są przede wszystkim osobistymi pomnikami ich autorów i antykami już w momencie powstania, w których nie liczy się człowiek, ich przyszły mieszkaniec. „Forma zamknięta – decyzja powzięta za mnie. Stoję obok akcji. Nie sposób tutaj odszukać siebie – swego JA. Wszystko to są czyjeś pamiątki, czyjeś wzruszenia, czyjeś osiedla i domy” – mówił w jednym z manifestów.

I faktycznie zgodnie z tymi wytycznymi projektował również swoją przestrzeń prywatną. Najpierw było mieszkanie na ul. Sędziowskiej z dobudowaną antresolą, w którym – jak opisywała w rozmowie z Filipem Springerem jedna z odwiedzających je kiedyś osób – w każdym zakamarku znaleźć można było coś nowego, co zaskakiwało przy każdej kolejnej wizycie. Potem stanął dom w Szuminie, najpierw służący tylko letnim wypadom, potem zamieniony na stałe lokum, odwiedzane przez artystów, studentów i przyjaciół Hansenów. Od 2014 roku opiekuje się nim warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej, dbając o to, by zachować ślady działalności i pasji jego słynnych mieszkańców.

Dom w Szuminie (fot. Jakub Certowicz)

Co było charakterystyczne dla tych przestrzeni? Ich przekształcalność, ewolucyjność, możliwość zmiany, którą pociągać miał za sobą czas i pojawiające się z nim potrzeby, takie jak np. dzieci czy nowe pasje i przedsięwzięcia. W Szuminie, w ogrodzie, stanął nawet drewniany gołębnik. Jak przywołuje na swojej stronie MSN, zdaniem Zofii Hansen był to najlepszy projekt jej męża. W domu na mazowieckiej wsi znalazły się również instrumenty dydaktyczne do nauki podstaw kompozycji. To również na nich swoje umiejętności rozwijali studenci Oskara Hansena, wśród których byli m.in. Zofia Kulik, Przemysław Kwiek czy Grzegorz Kowalski. Spod skrzydeł tego ostatniego, twórcy słynnej pracowni artystycznej zwanej „Kowalnią”, wyszli twórcy ważni dla polskiej sztuki krytycznej, tacy, jak Katarzyna Kozyra, Artur Żmijewski czy Paweł Althamer. Kowalski niejednokrotnie podkreślał, że w swoich działaniach dydaktycznych odnosi się do teorii Formy Otwartej Hansena.

Anty-pomnik i galeria ze szkła  

Hansenowie niewątpliwie zmienili spojrzenie na architekturę i sztukę, mimo że wiele ich projektów nie zostało zrealizowanych. Jedno z takich założeń stanowił projekt pomnika ofiar faszyzmu w Auschwitz Birkenau zatytułowany „Droga”, zgłoszony na konkurs w 1958 roku. Teren obozu miała skośnie przecinać szeroka asfaltowa droga, będąca również znakiem przekreślenia zbrodni, która już nigdy nie może się powtórzyć. Zgodnie z ideą Formy Otwartej miała stać się przestrzenią dla indywidualnych symbolicznych gestów przybywających tam ludzi. Mogliby na niej zostawiać kamienie związane z symboliką żydowską, znicze czy kwiaty.

To, co zostało z obozu, miało natomiast naturalnie niszczeć i niknąć pośród rozwijającej się dziko przyrody, by przypominać o czasie, który upłynął od momentu tragedii. Prócz Oskara i Zofii Hansenów wśród twórców założeń projektu byli również Jerzy Jarnuszkiewicz, Julian Pałka, Lechosław Rosiński, Edmund Kupiecki i Tadeusz Plasota. Choć doceniono ich pracę, okazała się jednak zbyt nowatorska i spotkała się z protestami. Postanowiono  zmodyfikować ją razem z grupą włoskich architektów. Zmiany poszły jednak na tyle daleko, że Hansen wycofał się z prac nad pomnikiem, a właściwie „anty-pomnikiem”, który chciał stworzyć w Oświęcimiu.

Oskar i Zofia Hansenowie. Dzięki uprzejmości Fundacji Zofii i Oskara Hansen

Podobnie było z projektem na rozbudowę Zachęty, przy którym zaproponował dobudowanie szklanego pawilonu, czy z Linearnym Systemem Ciągłym, zakładającym budowę ciągnących się kilometrami pasm budynków od Tatr po Bałtyk, mających zaradzić problemom zatłoczonych miast ze zbyt małą liczbą mieszkań dla rozrastającego się w ekspresowym tempie społeczeństwa. Wielu patrzyło na niego jak na szaleńca, utopistę, ale byli też tacy, którzy widzieli wartość tego, co proponował. Jednym zdawało się, że chce zaprojektować ludziom całe życie, innym, że przeczuwa to, co zaraz stanie się jeszcze większym problemem.

Sen Warszawy

Za ciekawe podsumowanie jego niezwykłych, utopijnych projektów można uznać jedną z ostatnich wystaw Oskara Hansena, która odbyła się w 2005 roku w Galerii Foksal. Stworzył wówczas makietę wieży telewizyjnej, którą powieszono na drzewie za oknami galerii. Ułożono ją tak, by stworzyć iluzję optyczną. Spoglądając ze środka zdawało się, że wąska długa wieża ze świecącymi windami potęgującymi realizm, zwieńczona wielkim dyskiem, stoi tuż obok Pałacu Kultury i Nauki. Jak podkreślał sam twórca, miała stanowić przeciwwagę dla jego bryły, wchodzić z nią w dialog. Inne, współczesne budowle tylko wzmacniały bowiem jego zdaniem wrażenie, jakie robił kłopotliwy dar „bratniego” narodu. Wystawę w Galerii Foksal zatytułowano Sen Warszawy.

Był zwrócony ku przyszłości, projektował i działał z myślą o czasie, który przyjdzie i ludziach, którzy wówczas będą żyli. Mógł mylić się w swoich prognozach, zwłaszcza w wizji człowieka przyszłości. Przekonanie, że projekcje przyszłości są realne, było częścią jego taktyki perswazyjnej. Ta wiara udziela się otoczeniu – studentom i współpracownikom. Ratio Hansena było atrakcyjne i przekonujące

Oskar Hansen we współpracy z Emilem Cieślarem i Andrzejem J. Wróblewskim, Aktywny negatyw mieszkania przy ul. Sędziowskiej w Warszawie. Dzięki uprzejmości Fundacji Zofii i Oskara Hansen

Tak o swoim słynnym nauczycielu, omawiając jego ostatnie ekspozycje, pisał Grzegorz Kowalski w książce Wobec Formy Otwartej Oskara Hansena. Idea – utopia – reinterpretacja. Dodał również, że także projekt wieży telewizyjnej z wystawy w Galerii Foksal został potraktowany przez niektórych jako realny. Przemysław Kwiek promował pomysł jej wybudowania i utworzenia w niej Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Wieża nie powstała, a MSN obecnie działa w pawilonie nad Wisłą, gdzie właśnie teraz można nieco zbliżyć się do bogatej i rozbudowanej wizji Zofii i Oskara Hansenów.

***

Oskar i Zofia Hansenowie. Forma Otwarta
Muzeum nad Wisłą – Wybrzeże Kościuszkowskie 22
15 09 – 29 października 2017
MIEJSCE: Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

Widok wystawy (fot. Bartosz Stawiarski)

 Zdjęcia dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek

Wolny strzelec krążący wokół dziedzin takich jak media, sztuka i reklama. Pracuje ze słowami i odpoczywa ze słowami. Kiedy nie pisze, czyta, ogląda, słucha – jest uzależniona od opowieści. Lubi zmiany, podróże i sny.


AUTOR

Polecamy

Komentarze