Bruce Springsteen na Broadwayu – nastrojowy projekt Bossa

"To tylko trochę słów i muzyki" - mówi Bruce
11 minut czytania
175
0
Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak
8 października 2017
fot. Antonio Scorza/Shutterstock.com

Wraz z początkiem października Bruce Springsteen wstąpił na ścieżkę artystycznej kariery, którą dotąd nie podążał – „zabłądził” na Broadway. A wszystko za sprawą jego autorskiego przedsięwzięcia zatytułowanego po prostu „Springsteen on Broadway”.

Springsteen, znany także jako The Boss, przez najbliższe pięć miesięcy będzie więc odnajdywać się w nowej roli: przedstawiając swoją muzykę oraz przeżycia i przemyślenia, które doprowadziły do jej powstania, publice zgromadzonej w Walter Kerr Theater. Gmach, wybudowany w 1921 jako Ritz Theater, może pomieścić na widowni niespełna tysiąc osób – i to również ilustruje, jakiego wyzwania podjął się muzyk przyzwyczajony do kontaktu z kilkudziesięciotysięcznymi tłumami, gromadzącymi się na stadionach podczas rockowych koncertów. W trakcie tych bardziej kameralnych występów na Broadwayu The Boss w nieco spokojniejszy sposób opowie słuchaczom, jak to jest być „born in the U.S.A.”, a co więcej „born to run”.

Springsteen gra i gada

Menadżer Springsteena, Joe Landau, poinformował, że prace nad tym projektem trwały już od stycznia tego roku. Według Springsteena idea stworzenia tego rodzaju propozycji dla widzów narodziła się tuż za progiem Białego Domu. 12 stycznia wschodnie skrzydło prezydenckiej siedziby stało się bowiem sceną dla akustycznego koncertu na pożegnanie Baracka Obamy. W przerwach między utworami Springsteen opowiadał: chętnie wpadał w dygresje, przytaczał rozmaite wspomnienia. To uczyniło cały występ zupełnie unikalnym doświadczeniem, znacznie ciekawszym niż standardowe muzyczne popisy.

Wracając z tego nietypowego koncertu, The Boss zdał sobie sprawę, że chciałby w podobny sposób zaprezentować się większej liczbie ludzi – słuchaczom, którzy również chcieliby w nastrojowej atmosferze, bez gwaru właściwego rockowym koncertom, wsłuchać się w to co artysta ma im do przekazania. Zastanawiając się, jakie miejsce pozwoliłoby zrealizować podobne zamiary, Springsteen i Landau pomyśleli o Broadwayu i jego eleganckich, kameralnych salach teatralnych. Podobno nim zdecydowali się na ten konkretny gmach, obejrzeli salę bardzo dokładnie, z niemal każdej perspektywy – by upewnić się, że zapewnia ona warunki, o jakie im chodzi.

Każdy z planowanych występów ma być okazją do bardziej intymnego spotkania idola i jego słuchaczy – sposobnością do wysłuchania wybranych kompozycji, które mają stworzyć spójną całość dzięki specjalnie przygotowanym komentarzom Springsteena. W trakcie występów ma on także czytać fragmenty swojej autobiografii, która ujrzała światło dzienne w ubiegłym roku. Choć The Boss zarzeka się, że nie starczyłoby mu talentu do stworzenia musicalu (jak niedawno uczynili to na przykład Sting czy David Bowie), gdzie sekwencja utworów precyzyjnie przedstawia bardzo konkretną historię, wygląda na to, że widzowie broadwayowskich występów Springsteena będą mogli poznać nietuzinkową historię rockmana, który sięga po nieco spokojniejsze środki wyrazu, by możliwie precyzyjnie przedstawić, co mu w duszy gra.

Tylko charyzma, głos i gitara

Opowiadając o tym projekcie, Springsteen mówi skromnie, że będzie to tylko trochę słów i muzyki (co ważne, podanych w równych proporcjach) – że zamierza wykonać kilka piosenek i opowiedzieć kilka historyjek. Skromność całego zamysłu daje się rzeczywiście zauważyć w tym, jak oszczędna jest gama narzędzi, z jakimi zamierza pojawiać się co wieczór przed publicznością. Oprócz wrodzonej charyzmy i swojego niepowtarzalnego głosu przez dwie godziny ma mieć pod ręką wyłącznie gitarę (choć prawdopodobnie niejedną) i fortepian.

W nowym projekcie Boss stawia na silniejszy kontakt z publicznością (fot. Antonio Scorza/Shutterstock.com)

Za dodatkową oprawę całego projektu odpowiadają uznane już w środowisku nazwiska: oświetleniem zajmuje się Natasha Katz, która pracowała między innymi przy spektaklach „Once” i „An American In Paris”, a za udźwiękowienie odpowiada Brian Ronan, pracujący na przykład przy musicalu „The Last Ship” Stinga. Rezygnując z innych środków przekazu (jak na przykład transmisje wideo), Springsteen chce upewnić się, że widzowie bez przeszkód skupią się na tym, co dla nich przygotował. Całe przedstawienie nie ma też innego scenarzysty ani reżysera – również z tego powodu plasuje się gdzieś na granicy zwyczajowo wystawianych na Broadwayu propozycji. Jednak teatr to najodpowiedniejsze miejsce do przedstawienia czegoś, co ma być szczególnym połączeniem twórczości muzycznej z rozbudowanymi wstawkami mówionymi, zbliżonymi do deklamacji.

Springsteen, który ma ponad 40-letnie doświadczenie w koncertowaniu, postrzega swój broadwayowski projekt jako osobiste wyzwanie, jest to dla niego także podjęcie kolejnej próby stworzenia „występu doskonałego”. Muzyk uważa bowiem, że przepisem na idealne spotkanie z publicznością jest przedstawienie widzom tego, co dobrze znają (bo prawdopodobnie dlatego przyszli) – ale jednocześnie koniecznie trzeba dostarczyć im też pewnej dawki zaskoczenia, wrażeń, dzięki którym występ zapewni świetną zabawę i mocno zapisze się w pamięci. Tu znanym utworom ma towarzyszyć nowa, zaskakująca forma, piosenki mają być też osadzone w zupełnie nowym kontekście. Springsteen dodaje, że osobiście uwielbia udowadniać, że dobra rozrywka i wartościowe treści wcale nie muszą się wykluczać, że wręcz powinny się łączyć. Nowojorski teatr będzie miejscem takiego właśnie spotkania przez pięć wieczorów w każdym kolejnym tygodniu (od wtorku do soboty), aż do lutego przyszłego roku.

Born in the U.S.A.

Bruce Springsteen to muzyk rockowy, który zaczynał od grania w klubach swojego rodzinnego New Jersey pod koniec lat 60. W maju 1972 roku trafił na przesłuchanie organizowane przez łowcę talentów, Johna Hammonda – a w rok później wydał już swój debiutancki album. Od podzielenia losu rówieśników wysyłanych do Wietnamu uratowała go kiepska kondycja fizyczna po wypadku motocyklowym którego doznał jako 17-latek oraz w pewnym stopniu, opinia niepokornego buntownika. W całej swej ekscentryczności nie przestawał jednak być uważnym obserwatorem, śmiało przelewającym myśli na papier.

Gitara i artystyczna inwencja okazały się wszystkim, czego potrzebował do szczęścia. Dał się poznać jako nie tylko skutecznie przyciągający uwagę wokalista, ale też zręczny (i dość gadatliwy) tekściarz – mówi się, że w jednej jego piosence znajduje się więcej słów, niż na całych albumach innych artystów. Springsteen ze swej strony podkreśla, że zawsze pisze o tym, co żywo go zajmuje, że nie potrafi pisać na zamówienie ani pod narzuconą inspiracją. Jego teksty to często przenikliwe komentarze dla amerykańskich realiów: dotyka w nich chociażby tematu wspomnianej wojny wietnamskiej, ale i innych problemów, z którymi mierzyć się muszą zwykli ludzie: od bezrobocia po samotność.

Pierwsza regularna praca

Muzyk zaznacza, że jego nowy projekt nie ma żadnego ukrytego podtekstu – ani politycznego, ani żadnego innego. Twierdzi, że tematyka jego utworów tak naprawdę zawsze dotyczyła uniwersalnych problemów – nawet gdy chodziło o te natury społecznej. To, że jego płyty rozumie się równie dobrze na Grochowie co na Brooklynie świadczyć może fakt, że sprzedały się na całym świecie w liczbie 120 milionów egzemplarzy. 20 nagród Grammy, 2 Złote Globy i statuetka Oscara też mówią swoje.

Ta seria broadwayowskich występów wydaje się Springsteenowi idealną okazją do tego, by opowiedzieć zaciekawionym słuchaczom o własnej artystycznej drodze – przedstawić, co i w jakich okolicznościach stworzył, co inspirowało go do pisania i komponowania. Wybierając najbliższe mu sposoby ekspresji, ma nadzieję w najbardziej udany sposób zaprezentować się publiczności. Na scenie niewątpliwie będzie sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem, ale zamierza co wieczór trzymać się wytyczonego planu. Wydaje się podekscytowany tym przedsięwzięciem, choć ze śmiechem przyznaje, że w pewnym sensie będzie to dla niego pierwsza tak regularna praca w życiu.

Świetny pomysł czy wymysł?

W przestrzeni internetu niektórzy komentatorzy zastanawiają się, czy to przedsięwzięcie to nie sprytny sposób na droższe sprzedanie znanych melodii i opisanych już historii w nieco tylko odmiennej, kuszącej szacie. Rzeczywiście, cena najdroższych biletów przekracza 800 dolarów, ale jednocześnie ilość takich wejściówek jest ograniczona i trafi do wybranych szczęśliwców (którzy zresztą zechcą przeznaczyć na występ właśnie taką kwotę). Z kolei przyjęty system sprzedaży biletów, dokładnie weryfikujący nabywców, wykluczył także możliwość skupowania biletów przez spryciarzy, którzy sprzedając je później po wyższych cenach, mogliby również wzbogacić się na takim interesie.

Urodzony by grać (fot. Anthony Correia/Shutterstock.com)

Może rzeczywiście broadwayowskie przedsięwzięcie najbardziej przemawia do wiernych fanów Springsteena i przede wszystkim dla nich jawi się jako niebywała gratka. A w każdym razie dla tych, którzy mają ochotę na bardziej osobiste spotkanie z tym artystą, wysłuchanie w większym skupieniu wybranych opowieści, które przygotował i zgromadził w ciągu życia, podczas rozwijania kariery. Prawdopodobnie występy skłonią też większą ilość osób do sięgnięcia po wspomnianą autobiografię – którą z konieczności muzyk przytoczy podczas każdego występu jedynie wybiórczo.

Trema? Niepotrzebnie

Tak się składa, że na deskach Walter Kerr Theater wystawiono najwięcej nagrodzonych później prestiżowymi nagrodami spektakli – być może ten fakt dodaje otuchy najnowszej gwieździe Broadwayu, jeżeli ma ona jeszcze jakiekolwiek obawy co do powodzenia tego przedsięwzięcia. Jako doświadczony rockman oraz weteran muzycznej sceny, Bruce Springsteen reprezentuje tych artystów, którzy świetnie radzą sobie ze skupianiem uwagi widza: bez odwoływania się do innych środków wyrazu niż muzyka, koncentrując się na niej i wpisanym w utwory przekazie. Chociaż krzyk zamieni na maksymalne skupienie, by na nowo zaprezentować dobrze znane utwory, wydaje się, że jedyny w swoim rodzaju The Boss nie ma powodów do niepokoju.

Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak

Z wykształcenia polonistka i krytyk literacki: przez zamiłowanie do pracy ze słowami i odkrywania opowieści wszędzie tam, gdzie to możliwe. Na co dzień redaguje i poprawia cudze, ale przede wszystkim tworzy własne teksty, nie stroniąc od wyzwań i eksperymentów. Z drobnych zapisków złożyła także autorski tomik poetycki „Ze zzieleniałymi oczami”. Miłośniczka wielu oblicz sztuki, także tej użytkowej – w wolnych chwilach zamiast słów poskramia różnego rodzaju nitki.


AUTOR

Komentarze