„Chłopaki do wzięcia”, czyli kręcenie beki z cudzego życia

Czy jest się z czego śmiać?
7 minut czytania
25002
6
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
1 października 2017
fot. materiały promocyjne Polsatu

Od połowy września Polsat emituje nowe odcinki programu „Chłopaki do wzięcia”. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam tak bardzo mieszane uczucia, jeśli chodzi o cokolwiek, co pokazuje telewizja. Dziś o tych uczuciach i o tym, że jesteśmy gorsi od telewizji, która podobno jest zła i manipuluje nami.

„Chłopaki do wzięcia” to program o młodych mężczyznach z małych wiosek lub miasteczek, zwykle biednych, często z przeszłością kryminalną i teraźniejszością alkoholową. Niewykształceni, bezrobotni, z patologicznych rodzin, zaniedbani, zamieszkują domostwa, w których królują brud, ubóstwo i brak perspektyw. Do tego są samotni i szukają kobiet, a program ma im to ułatwić.

Śmiech przez łzy

Reakcje na „Chłopaków…” są zwykle dwie. Albo śmiejemy się z tego, co mówią, jak mówią, z ich dziurawych skarpet, brudnych domów, zębów, etc., albo chce nam się płakać, bo smutno nam, że tacy ludzie żyją gdzieś w nędzy, pijąc piwo za piwem, że startem takim, że tylko sobie w łeb strzelić, bo ojciec bił, matka piła, a w rodzinie nikt nigdy czytać nie potrafił. I serca nasze, uprzywilejowane, bo mamy miliard razy lepiej, krwawią, wszak ci biedni chłopcy, tacy upośledzeni i głupi i tak niecnie wykorzystani przez Polsat.

Scena z programu „Chłopaki do wzięcia” (fot. materiały prasowe Polsatu)

Co do pierwszej postawy, czyli kręcenia beki, to ja akurat nie znoszę śmiania się z ludzi tylko dlatego, że są biedni, niewykształceni, że nie dostali na starcie tyle, co inni. Nie lubię śmiania się z wyglądu, nie lubię też nabijania się z braków w edukacji u osób, które przecież nie muszą być Miodkami czy Bralczykami. Ta postawa jest okrutna, i okrutne jest też sprzedawanie koszulek z cytatami bohaterów „Chłopaków…”, co robi Polsat ochoczo i radośnie. Za to kategoryczny minus, ale za sam program niekoniecznie, choć oczywiście nie gra mi to, że jego twórcy wykorzystują naiwność bohaterów i fakt, że łatwo nimi manipulować i pod pozorem troski wystawić ich na pośmiewisko, którego nie są świadomi.

Ale tak z drugiej strony to sobie myślę, że Polsat nie odpowiada za to, że jesteśmy skurczybykami, którzy podbijają swoje ego, bo ktoś jest głupszy i brzydszy. Nawet jeśli nas podjudza, to winny jest ten, kto się nabija, a nie ten, który do tego zachęca, choć zachęcanie też jest słabe i w idealnym świecie byłoby dobrze, gdyby telewizja tego nie robiła. Więcej jednak wymagam od widza niż od stacji, która ma jedno zadanie: zarobić hajs.

Czy jest w tym programie coś sensownego?

Tyle złego, czas na dobre. Myślę, że w środowisku tych chłopaków pokazanie się w telewizji robi wrażenie i faktycznie daje szansę na to, że spotkają oni miłość swojego życia. Tak, naprawdę tak myślę.

Choć z naszej perspektywy bohaterowie programu robią z siebie idiotów (bo my – gdyby telewizja do nas wpadła – bylibyśmy bułkę przez bibułkę, fryzjer, wizażysta, logopeda, zapuszczanie paznokci i nowa kolekcja od Gosi Baczyńskiej, a oni są naturalni i bez spiny), to przecież logiczne jest, że skoro są tak żyjący faceci, to też są takie kobiety. Nie wszystkie z nas chodzą na czarne protesty, mają feministyczne rozkminy, własnego bloga i karnet na fitness, są też takie, dla których nie jest jakiś superoburzający fakt, że facet ma przeszłość kryminalną, ciągoty do wódki i zasiłek dla bezrobotnych. Dla nich jest ważne, że nie bije i da kawałek podłogi. My się nie dobieramy w pary na zasadzie przeciwieństw.

Scena z programu „Chłopaki do wzięcia” (fot. materiały prasowe Polsatu)

Przeciwieństwa wcale się nie przyciągają?

Jak pokazują badania (polecam artykuł w „Polityce”), rzadko dobieramy się w pary z kimś, kto ma dużo niższe wykształcenie niż my albo jest z innego środowiska. Spójrz na ludzi wokół siebie i zobaczysz, że większość jest do siebie podobna, jeśli idzie o zamożność, wykształcenie, rodzaj wykonywanej pracy.

Bohaterowie „Chłopaków…” nie planują przyciągnąć do siebie i rozpocząć życia z Joanną Przetakiewicz, nawet zwykłej, przeciętnej polonistki nie planują raczej poderwać. Szukają dziewczyny na swój wzór i swoje podobieństwo, ma ona pasować do ich świata, w którym naturalne jest chodzenie w dziurawych skarpetach, picie piwa za piwem i mieszkanie bez kibla. Oni prawdopodobnie o innych dziewczynach nie myślą, bo po prostu takich nie znają. Wierzę zatem, że ten program może im pomóc i zrobić dobrą robotę.

Oburza mnie jednak fakt, że dajemy się podjudzać stacji, która robi to chociaż w imię oglądalności i kasy (sklep działa prężnie), a my tylko dlatego, że lubimy czuć się lepsi i ponabijać z gorszych. I kto tu jest głupi?

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze