A czy ty, twórco, czujesz się marionetką PiS-u?

Nie wszystko, co wymyśla PiS jest złe!
7 minut czytania
495
5
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
4 października 2017

Rząd zapowiedział, że limit zarobków dla twórców, od którego będzie można liczyć 50 proc. kosztów uzyskania przychodu, zostanie dwukrotnie zwiększony. Na tę wiadomość dziennikarz i publicysta Jacek Żakowski zareagował dość nerwowo

Według Jacka Żakowskiego PiS po prostu zaleca się do twórców i kupuje ich poparcie. A ja mam trochę mętlik w głowie, bo jeszcze nie tak dawno pracujący na umowach o dzieło chcieli ulg, które zabrała im Platforma Obywatelska.

Przypomnijmy – od 2013 roku 50 proc. kosztów uzyskania przychodu odliczyć można od kwoty rocznej, która nie przekracza 85 528 złotych. Aktualny pomysł rządu jest taki, by ta suma wyniosła 160 tysięcy złotych. Jak w swoim felietonie dla Gazety Wyborczej policzył Jacek Żakowski, zmiana proponowana przez PiS pozwoli zaoszczędzić tym, którzy te 160 tysięcy złotych zarabiają, tysiaka miesięcznie. Program nazwał więc 1000+, uznał też, że szansę na wysokie zarobki będą mieli w Polsce tylko ci, którzy na kolanach przed Jarkiem padają i estetyka Pietrzaka jest im bliska. A zatem władzy nie idzie o to, żeby artyści mieli więcej hajsu, a o to, by trzymać ich za pyski i zachęcać do „tfurczego” kurwienia się.

Panie Jacku, serio? (fot. Radosław Cetra, Warszawa, Manifa 2009, CC BY 2.0 via Wikimedia Commons)

Zostań Pietrzakiem programowania

Trochę mnie ta wypowiedź zszokowała, bo jeszcze niedawno artyści skarżyli się na to, że PO zabrała im ulgę. Przypomnę wpis Szczepana Twardocha, który po tym jak Donald Tusk pochwalił się tym, że przeczytał jego książkę, napisał taki post:

Do: Donald TuskSzanowny Panie Premierze, podobno czytał Pan ostatnio moją powieść. To miłe, mam jednak wątłą nadziej…

Opublikowany przez Szczepan Twardoch na 18 maja 2017

Ewidentnie więc limit, wprowadzany przez PO, twórców mierził. Zresztą, nic dziwnego, skoro zmiana proponowana przez PiS, jak mówił Mateusz Morawiecki, ma kosztować budżet raptem 200 ml zł. Tymczasem Żakowski uważa, że kasa, która zostanie w kieszeniach ludzi sprzedających prawa autorskie (chodzi nie tylko o ludzi parających się słowem, ale też programistów, grafików, wykładowców), to zachęta, by tworzyć pod władzę. Już widzę ten prawicowy kod pisany przez programistów czy upolitycznione wykłady o rododendronach i analizie matematycznej.

Inna sprawa jest taka, że gdyby limit nie został zwiększony, za jakiś czas Żakowski popełniłby tekst o tym, jak to władza PiS ma w dupie twórców. Mam bowiem nieodparte wrażenie, że robi on coś, czego bardzo mocno nie lubię. Uznaje, że wszystko to, co proponuje PiS jest złe, bo proponuje to PiS. Nawet jak tydzień temu chciałem tego samego, to teraz nie chcę, bo jak chce tego PiS, to to jest manipulacja, gra pod publikę, oszustwo, kupowanie głosów, etc.

Taka postawa przypomina mi zagorzałych zwolenników rządów Jarosława Kaczyńskiego i Beaty Szydło, skrajnych potakiwaczy, którzy mają klapki na oczach i przewiew w głowie. Nie wszyscy tacy są, ja mówię jedynie o tych najwierniejszych, co w mokrych snach całują rękę prezesa. Dość dobrze pokazuje to ten gif.

Po drugiej stronie barykady są tacy ludzie jak Jacek Żakowski. Nawet jeśli narzekają na za wysokie podatki czy na gimnazja, to jak rząd – ale nie ten wybrany przez niego – obniża podatki i likwiduje gimnazja, to jest to złych ruch, do dupy pomysł i gdzie jest Platforma na białym koniu, która obniży podatki i zlikwiduje gimnazja?!

Nie wszystko, co wymyśli PiS jest złe! (fot. BeeZeePhoto/Shutterstock.com)

Martwy punkt i brak debaty

Ja marzę o tym, żeby przeciwnicy PiS-u nie grali tymi kartami, co zwolennicy obecnych rządów. Jedni zapalczywie potakują, drudzy negują z równym entuzjazmem, a w tym wszystkim trochę nie ma miejsca na debatę i zdrowy rozsądek.

Zastanawiałam się czy przyznać się do moich politycznych przekonań, ale uznałam, że to zrobię. Najszybciej będzie, jak odeślę was do tekstu, w którym piszę, dlaczego nigdy nie zagłosuję na PiS, a tu powiem tylko, że partia, która aktualnie rządzi czegokolwiek by nie zrobiła, nie jest w stanie mnie przekonać do siebie.

To nie znaczy jednak, że trzymam kciuki za to, żeby spektakularnie spierdoliła wszystko i to nie znaczy też, że nie umiem dostrzec, kiedy robi coś dobrego. Ale nie zaprzedam duszy diabłu, nawet jak urodzę piątkę dzieci i będę beneficjentem 500+, nawet jak zarobię te 160 tysięcy złotych na umowach o dzieło. Cieszę się jednak, że ten limit został podniesiony. I kij, że zrobił to PiS. Teraz trzymam kciuki, by podnieśli kwotę wolną od podatku. Niech kupują głosy podatników, szelmy i złoczyńcy!

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze