Czy wiecie, jak wygląda łechtaczka? Możecie się bardzo zdziwić

Jej Wysokość clitoris
7 minut czytania
16312
2
Iwona Kamińska
Iwona Kamińska
31 października 2017

W historii anatomii łechtaczka była na przemian radośnie odkrywana i z oburzeniem zakrywana. Mimo to nauka wie o niej bardzo wiele już od XIX wieku. Czy wiecie, jak naprawdę wygląda?

Z damskimi narządami płciowymi jest taki problem, że spora ich część jest schowana. Widać cipkę, czyli wargi mniejsze i większe, wejście do pochwy, ujście cewki moczowej – no i łechtaczkę. Tylko z tą ostatnią jest niezupełnie tak, jak wam mówili…

Pierwszym nowożytnym naukowcem, który opisał łechtaczkę, był Charles Estienne, szesnastowieczny anatom z Francji. Uznał co prawda, że służy ona do siusiania, ale zainspirował innych na tyle, żeby już kilka lat później – i po pewnej ilości obserwacji poczynionych, oczywiście, wyłącznie dla dobra nauki – kolejni mężczyźni odkryli, że clitoris służy raczej do tego, żeby było przyjemnie. Niejaki Realdo Colombio zachwycał się łechtaczką i nazwał ją „słodyczą Wenus”. Z kolei jego kumpel po fachu, Vesalius, stwierdził, że „trudno uznać tę nową i bezużyteczną część za organ właściwy zdrowym kobietom” i dodawał, że dziwną tę strukturę widuje się tylko u hermafrodytów. Jak widać, Jej Wysokość już wtedy intrygowała i wzbudzała silne emocje.

Tu i ówdzie znaleźć można też informację, że clitoris pojawiła się wcześniej, w 1487 roku, w dziele „Malleus Maleficarum”, w której to uroczej księdze nazwano ją „sutkiem diabła”. Miał on bowiem tą drogą wysysać z kobiet duszę. Kuszące.

Clitoris – wielkie odkrycie (rys. Georg Ludwig Kobelt, 1844 rok)

Wszyscy wiemy, mam nadzieję, że łechtaczka rzeczywiście służy jedynie przyjemności (z kolei przyjemność, a konkretnie orgazm, sprzyja zapłodnieniu, ale nie o tym dziś). Prawdopodobnie większość z nas została nauczona – czy to na biologii, czy z książek o tym, skąd się biorą dzieci, czy z innego Bravo – że ma ona postać niewielkiego guziczka u zejścia się warg sromowych. Tymczasem już w 1844 roku niemiecki anatom Georg Ludwig Kobelt opisał budowę łechtaczki włącznie z tą jej częścią, która jest ukryta przed naszym wzrokiem.

Potem przyszedł pan Zygmunt Freud i uznał, że orgazm łechtaczkowy jest niedojrzały, niepotrzebny i w ogóle bez sensu, a liczy się tylko ten waginalny, będący skutkiem penetracji. I zrobiło się niewesoło, bo mniej więcej dwie trzecie kobiet potrzebuje do orgazmu stymulacji żołędzi łechtaczki. To przekonanie i podział na orgazmy „lepsze” lub „gorsze” ciągnie się za nami od ponad stu lat, oczywiście kompletnie bez potrzeby. Mamy więc niezły zestaw mitów i uprzedzeń: że łechtaczka jest małym punkcikiem, że orgazm będący skutkiem stymulacji tego punktu jest przyjemnością gorszej kategorii i że cały ten narząd jest kompletnie bezużyteczny. No to potrzymajcie mi kawę i patrzcie.

Fot.1
Jej Wysokość Łechtaczka, model 3D (fot. Marie Docher)

Zdjęcie przedstawia model wydrukowany na drukarce 3D, będący pomocą naukową dla szkół we Francji. Projekt stworzyła Odille Fillod, specjalistka od edukacji seksualnej i jest on dostępny za darmo tutaj. Nigdy więcej nauczania o „guziczku rozkoszy”, brawo, Francuzi! Ciekawe, że potrzebowaliśmy trójwymiarowego druku, żeby zacząć wreszcie upowszechniać prawdziwą wiedzę na temat kobiecej anatomii, znaną, dzięki panu Kobeltowi, od ponad 170 lat. Osoby wychowane na „guziczku” mogą być teraz w lekkim szoku (ja byłam). To, co można zobaczyć na zewnątrz ciała, to żołądź łechtaczki (1). Wewnątrz zaś są ciała jamiste (2) i odnogi (3), które to części otaczają pochwę, cewkę moczową i sięgają dalej prawie do guzów kulszowych.

Budowa łechtaczki

Tak, ONA jest wszędzie. Na filmie poniżej widać położenie clitoris wewnątrz ciała i łatwo zrozumieć, że właściwie każda pieszczota w obrębie damskiego krocza nie obejdzie się bez udziału Jej Wysokości. Odpowiada na przykład za tak lubiany przez Freuda orgazm pochwowy, ponieważ słynny punkt G to także część łechtaczki. Sorry, Zygmunt, wygląda na to, że orgazm niełechtaczkowy nie istnieje.

Z ciekawostek – wspomniany wcześniej Realdo Colombo opisywał clitoris jako źródło „kobiecej spermy”. Damski wytrysk to wciąż mało zbadany temat, ale wiemy, że zwykle potrzebna jest do niego stymulacja punktu G i żołędzi łechtaczki. Wygląda na to, że pan Colombo bardzo przykładał się do swoich badań.

Aby dowiedzieć się więcej o modelu łechtaczki, jej anatomii i historii, warto odwiedzić stronę internetową Odille Fillod.

Iwona Kamińska
Iwona Kamińska

Od kliku lat zajmuje się programowaniem i uczeniem tego innych. Ponad połowę roku spędza w podróży – oczywiście pracuje wtedy ze zdwojoną siłą. W wolnych chwilach pisze o tym, co wpadło jej w oko podczas surfowania w sieci. Nadużywa coca-coli i sarkazmu.


AUTOR

Polecamy

Komentarze