Dlaczego celebryta (nie) może być Januszem?

Czemu oczekujemy od celebrytów, że będą wzorcami do naśladowania?
5 minut czytania
2015
3
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
19 października 2017
fot. materiały prasowe TVN

Antoni Pawlicki razem z kolegą, podobno aktorem, Pawłem Ławrynowiczem biorą udział w programie „Azja Express” i w ostatnim odcinku pokazali, że są parą homofobów, za co trochę im się oberwało. A ja w sumie się cieszę, że chłopaki nie udają kogoś kim nie są, tylko pokazują swoje prawdziwe oblicze.

Że jest to oblicze buraczane? To już inna para kaloszy. Nie każdy, kto pojawia się w telewizji, skończył PWST czy ma znany profil na Instagramie, musi być rozgarnięty, empatyczny i w porządku.

Żeby była jasność, teksty aktorów uważam za kretyńskie, naśmiewanie się z orientacji, wywyższanie się, że akurat ma się tę „jedyną i słuszną”, a ktoś nie, więc pokręćmy bekę, jest poniżej poziomu. Ale mnie bardziej zastanawia dlaczego jakiegokolwiek poziomu oczekujemy od osób znanych, dlaczego każemy im się zachowywać poprawnie, odpowiedzialnie i dlaczego w kraju, który stoi nienawiścią do odmienności, a komentarzy pod tytułem „głupi pedał” można przeczytać milion dziennie, zatrzymujemy się nad parą aktorów?

Azja Express 2, Odcinek 1, Antoni Pawlicki, Pawel Lawrynowicz, TVN Piotr Filutowski

Botoks, cola i fajki

Część osób tłumaczy to tym, że jak już się jest rozpoznawalną osobą, to wpływa się na ludzi. Najczęściej na tych młodych, którzy patrzą na piosenkarzy, aktorów, muzyków, vlogerów, sportowców, czy po prostu celebrytów i chcą być jak oni. W związku z tym świat wymaga od nich kręgosłupa moralnego i szerzenia sensownych wartości, a popularnym osobom raz po raz obrywa się, bo albo czegoś nie robią, albo czegoś nie mówią, albo reklamują coś, czego nie powinni. A dzieci patrzą i biorą z nich przykład.

Dostało się młodej aktorce Julii Wróblewskiej, bo paliła papierosa przed maturą, blogerce modowej Maffashion, bo powiększyła usta i teraz jej 12-letnie fanki też będą chciały, Robertowi Lewandowskiemu, że Coca-Colę reklamuje, więc co to za przykład dla młodych sportowców, znanym blogerom zarzuca się, że nie wypowiedzieli się w sprawie samobójstwa Kacpra albo że nie chodzą na manify, nie wspierają środowisk LGBT i politycznie też się niezbyt angażują. Maryla Rodowicz dostała, bo pozowała do zdjęć z Jackiem Kurskim, a jak ktoś wystąpił w Opolu, to otrzymał plakietkę sprzedajnej kurwy.

No i wreszcie, po „Azja Express” wybuchło oburzenie, bo dwóch niezbyt popularnych aktorów, a jeden to całkiem nie wiadomo w czym grał, ubawiło się przednio, używając słowa „pedał” i obrażając Michała Piróga. Jaki oni przykład ludziom dają? Ja zapytam inaczej: dlaczego oni w ogóle mają komukolwiek dawać przykład, tylko dlatego, że czasem można ich zobaczyć w telewizji, a teraz biegają po Azji? Dlaczego my w domach możemy się śmiać z „pedałów”, w pracy lizać dupę szefowi, polować na Grouponie na tani zabieg powiększenia ust, a ktoś inny nie, bo jest kolejno: aktorem, piosenkarką i blogerką, więc daje „zły przykład”?

Przede wszystkim rodzice

I tu dochodzimy do sedna. Wartości sprzedają nam rodzice, to oni też budują nam kręgosłup moralny i uczą jak traktować ludzi, co jest w życiu ważne, etc. I owszem, młodzież ma jakiś swoich idoli, podziwia znanych, ale jestem prawie pewna, że naśladowanie gwiazd i chęć zbotoksowania się, bo zrobiła to moja idolka przechodzi dzieciom szybciej niż rodzice skończą przemowę dlaczego to nie ma sensu. Chyba, że dziecko nie ma z kim pogadać, że nie ma rodziców, ale czy wtedy możemy obarczać osoby, które są znane z ładnej buzi, dobrego głosu, dużego tyłka, czy świetnych ciuchów, tym, żeby wychowały nasze dzieci? No nie bardzo.

Wymagać jakichś zasad, dobrego zachowania i kultury możemy od polityków, bo oni są opłacani z naszej kasy, od całej reszty bym się odczepiła.

Na każdy temat

Mam wrażenie, że presja, by znane osoby były doskonałe i zawsze mówiły to, co wypada, bierze się z tego, że jak ktoś liznął odrobinę popularności, to natychmiast robi się z niego specjalistę od wszystkiego, który tu o polityce się wypowie, tam o kremie na rozstępy, a jeszcze gdzie indziej o uchodźcach. A potem jak się nie wypowie na palący temat, albo zrobi to w stylu Pawlickiego, to wszyscy są oburzeni. A problemem jest to, że nie oddajemy głosu ekspertom, a oszołomom lub celebrytom, bo to oni przyciągają publiczność.

Towarem szalenie pożądanym stała się bowiem popularność, z której uczyniliśmy wartość najwyższą, przez co rozjechała nam się definicja wzoru do naśladowania, a na piedestał wsadziliśmy przypadkowych Januszy, oczekując, że będą bogami. Ale nie są i nie muszą nimi być. Miarą bycia zajebistym nie jest liczba lajków, szerów i popularny ryj. I tego uczmy nasze dzieci, przy okazji podsuwając im ciekawsze osobowości warte naśladowania. A jak się nie uda i nadal będą piszczeć, bo Justin Bieber taki piękny, to im przejdzie, serio. Chyba, że sami uważacie za guru Małgorzatę Rozenek i polujecie na autografy Dody, a celem życia uczyniliście zbieranie lajków. Wtedy może być trudniej. Bo ryba psuje się od głowy, a dziecko uczy od rodzica.

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak

Rocznik ’86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.


AUTOR

Polecamy

Komentarze