Dom Marka Twaina – nawiedzony nie tylko przez twórczego ducha

Perła amerykańskiego neogotyku i miejsce narodzin Tomka Sawyera
10 minut czytania
5478
0
Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak
29 października 2017
fot. f11photo/Shutterstock.com

Okazały, wzniesiony w popularnym pod koniec XIX wieku stylu neogotyckim, dom w Hartford w stanie Connecticut – to według National Geographic jeden z dziesięciu najbardziej interesujących zabytków budownictwa mieszkalnego. I rzeczywiście, wciąż nie brakuje chętnych do odwiedzenia domowych pieleszy niejakiego Samuela Clemensa, czyli Marka Twaina.

Mark Twain to prawdopodobnie jeden z najchętniej cytowanych pisarzy – także poprzez liczne aforyzmy pamięta się o nim przede wszystkim jako humoryście i czujnym obserwatorze, obdarzonym inteligentnym poczuciem humoru. Największą sławę przyniosły mu skierowane do młodych czytelników powieści – w których także umiał przemycić bystre obserwacje, dotyczące życia społecznego we wciąż formujących się Stanach Zjednoczonych.

W przyjęciu roli takiego właśnie komentatora, nawet przypisywanego mu niekiedy tytułu „ojca literatury amerykańskiej”, w pewnym sensie pomógł mu los: osadzając życie Samuela Clemensa w specyficznych czasach i okolicznościach. Wczesne dzieciństwo spędził na plantacji, na której pracowali czarnoskórzy niewolnicy, sam trudnił się zajęciem pilota na parostatku pływającym po rzece Missisipi, a tuż po wybuchu wojny secesyjnej przez krótki czas zasilał szeregi konfederatów. Później podróżował ku zachodniemu wybrzeżu, w międzyczasie dając się porwać gorączce złota i poszukiwaniu srebra.

Samuel Clemens i Olivia Langdon

Był raczej niespokojnym duchem – którego zatrzymał w miejscu dopiero dom wybudowany w Connecticut. Prezentujący się nietuzinkowo, dosyć kosztowny budynek, który zaoferował pisarzowi idealne warunki do prowadzenia życia rodzinnego oraz umiejętnego spisania obserwacji zebranych przez wszystkie młode lata.

Mark Twain

Człowiek, którego historia zapamiętała jako Marka Twaina, urodził się w 1835 roku w amerykańskim stanie Missouri, w rodzinie o brytyjskich korzeniach. Beztroskie dzieciństwo skończyło się dla niego dość nagle, wraz z nagłą śmiercią ojca. 12-letni Samuel, który ukończył zaledwie pięć szkolnych klas, przerwał edukację żeby zająć się pracą zarobkową. Jako pomocnik drukarza wcześnie poznawał tajemnice warsztatu, miał tu też wiele okazji do tego, by czytać. Praca drukarza towarzyszyła mu także po samodzielnej przeprowadzce do Nowego Jorku, a gdy po wielu perypetiach dotarł do San Francisco, miał już za sobą pierwszą literacką publikację, został dziennikarzem i prasowym korespondentem.

Nowe zajęcie wymogło na nim odbycie podróży do Europy – polegające na towarzyszeniu grupie turystów, których wyjazd sfinansował wydawca gazety, liczący na ciekawy materiał do druku. To zdarzenie wpłynęło na losy Clemensa w dość niewiarygodny sposób: jeden z uczestników wyjazdu, Charles Langdon, podczas pogawędki pokazał dziennikarzowi zdjęcie siostry. Clemens był zauroczony kobietą do tego stopnia, że nie przestał zabiegać o jej względy, póki ta nie zgodziła się zostać jego żoną. Samuel i Olivia pobrali się na początku 1870 roku i wstępnie osiedli w Buffalo, nieopodal Nowego Jorku. Wkrótce jednak rozpoczęli budowanie rodzinnego gniazda nieco dalej.

Hartford – marzenie o stabilizacji

Samuel Clemens odwiedził Hartford po raz pierwszy w 1868 roku – była to wizyta służbowa, u wydawcy przygotowującego publikację wieńczącą niedawny wyjazd do Europy. Clemens był oczarowany miasteczkiem, być może w pewnym stopniu dlatego, że było ono zamieszkane przez intelektualną elitę, ludzi związanych z branżą wydawniczą. Już w rok po ślubie Clemensowie wynajęli dom usytuowany na ziemi o nazwie Nook Farm. Wkrótce zaczęli wcielać w życie plany budowy własnego, wymarzonego domu. Do przygotowania jego projektu został zaangażowany nowojorski architekt, Edward Tuckerman Potter.

Małżonkowie mieli zresztą wiele własnych pomysłów, a dzięki dość bogatemu posagowi Olivii nie ograniczali się specjalnie podczas gromadzenia poszczególnych elementów wystroju. Wyposażenie domowej biblioteki sprowadzano ze Szkocji, a nawet z Indii, zaś małżeńskie łoże zakupiono w Wenecji. Zbudowany w 1874 roku dom, prezentujący całą chwałę architektonicznego neogotyku, przebudowano jeszcze w 1881 roku, powiększając pewne pomieszczenia i wprowadzając unowocześniające budynek instalacje.

Hartford w zupełności spełniło marzenia Clemensów o przytulnym, bezpiecznym domu – odnotowują to przede wszystkim listy pisane przez Samuela, w których łatwo odnaleźć wzmianki o sielskiej atmosferze panującej w domu. Małżonkowie wychowali tu trzy swoje córki: Olivię Susan (zwaną pieszczotliwie Susy), Clarę i Jean. Samuel poświęcił się całkowicie pracy pisarskiej, tworząc w tym domowym zaciszu między innymi „Przygody Tomka Sawyera”, „Przygody Hucka” oraz opowieść „Książę i żebrak”. Olivia chętnie pomagała mężowi w pracy, przeglądając jego notatki i odgrywając rolę pierwszego, krytycznego czytelnika. Ciekawostką jest fakt, że bezpośrednią sąsiadką Clemensów była Harriet Beecher Stowe, autorka innego amerykańskiego klasyka, „Chaty Wuja Toma”.

Dom Twaina w Hartford

Pożegnania

Gdy swego czasu sir Walter Scott zatęsknił za wzniesieniem sobie domostwa stylizowanego na gotycki zameczek, realizacja tego marzenia doprowadziła go do bankructwa. Dla rodziny Clemensów szczęśliwie wybudowany dom w Hartford był bezpiecznym schronieniem przez 17 lat – ale w 1891 roku to właśnie tarapaty finansowe skłoniły pisarza i jego bliskich do opuszczenia posiadłości i przeniesienia się do Europy, gdzie koszty utrzymania nie przekraczały możliwości rodziny. Clemens popadł w długi: wskutek kiepskiego prosperowania jego wydawnictwa (które ostatecznie zbankrutowało), a także po tym, jak zainwestował ogromne sumy w wielce obiecujący wynalazek – automatyczną maszynę drukarską, skonstruowaną przez Jamesa W. Paige’a. Dostatek, który zapewniły pieniądze ze świetnie przyjętych i sprzedanych książek, pisarz musiał wypracowywać na nowo: głównie poprzez liczne odczyty i wystąpienia.

Choć już w dwa lata później Clemensowie wrócili do Stanów, lęk przed powtórzeniem się kłopotów finansowych skłonił pisarza do przedłużenia pracy zarobkowej, która okazała się tak skuteczna. W 1895 roku podjął podróż, w czasie której odwiedzał już różne zakątki świata – towarzyszyły mu w niej Olivia i Clara, podczas gdy Susy i Jean zostały w domu w Hartford. Niestety, okrutnym zrządzeniem losu rodzinie nie było już dane wrócić do dawnego życia w Connecticut – pod nieobecność bliskich najstarsza córka zmarła wskutek zapalenia opon mózgowych. Clemensowie nie byli już w stanie mieszkać w ukochanym domu, naznaczonym niespodziewaną tragedią. Ponownie wyjechali do Europy, a posiadłość ostatecznie sprzedali w 1903 roku.

Dom bez lokatorów

Straciwszy swoich pierwotnych właścicieli, imponujących rozmiarów dom stał się domeną publiczną – mieściła się w nim szkoła, a także filia biblioteki. W 1929 roku losem budynku przejęli się miłośnicy twórczości Twaina, którzy uważali że nie można zostawić tego wyjątkowego obiektu na pastwę losu i pozwolić mu zniszczeć. Spore zasługi w ocaleniu domu miała między innymi Katharine Seymour Day, prawnuczka Harriet Beecher Stowe – to z jej inicjatywy powstała fundacja Friends of Hartford, której staraniem dom Clemensów został odrestaurowany.

Sporo czasu zajęło przywrócenie mu dawnej świetności, wiele wysiłków i funduszy pochłonęło odzyskiwanie oryginalnych elementów wystroju i rodzinnych pamiątek Clemensów. Pośród oryginalnych manuskryptów, zdjęć i licznych przedmiotów codziennego użytku, znajduje się między innymi model nieszczęsnej maszyny drukarskiej, która przyprawiła pisarza o bankructwo. W 1962 roku budynek zyskał rangę zabytku, później zaczął pełnić funkcję muzeum – w 1974 roku, w stulecie powstania domu, jego wnętrza udostępniono zwiedzającym. Na początku XXI wieku w obiekt zainwestowano ponownie, przeznaczając na ten cel bardzo poważne sumy i w efekcie udoskonalając pielęgnowanie pamięci o pisarzu i jego twórczości.

Dom w Hartford odświeżył swoje oblicze w 2003 roku, czyli dokładnie 100 lat po tym, jak jego właściciele postanowili go sprzedać. Staraniem jego aktualnych opiekunów, czas zatrzymał się w tych murach właśnie na tych chwilach, które były dla tego budynku i jego pierwszych mieszkańców najszczęśliwsze. Przekraczając próg domu, można przenieść się do ostatnich dekad XIX wieku i wręcz odnieść wrażenie, że rodzina Clemensów jest tylko chwilowo nieobecna. Taki efekt wywołuje nie tylko widok poszczególnych pokoi, ale i pomysł właścicieli muzeum, wedle którego poszczególni przewodnicy wcielają się w konkretne role osób z epoki. Oprowadzaniem gości zdaje się więc zajmować na przykład gosposia, która nie szczędzi turystom opowieści o tym, na czym polegają jej obowiązki w domu.

Muzeum cieszy się ogromnym zainteresowaniem od pierwszego dnia (fot. f11photo/Shutterstock.com)

Tajemnice gmachu

Ci, którzy liczą na zobaczenie  domu pisarza eleganckiego miejsca twórczej pracy, czyli schludnie urządzonego gabinetu, w którego centrum stałoby masywne, ozdobne biurko z estetycznie ułożonymi przyborami, mogą się nieco rozczarować. Choć rzeczywiście swego rodzaju centrum rodzinnego gniazda Clemensów była domowa biblioteka, książki i publikacje sygnowane nazwiskiem Marka Twaina były w większości tworzone i edytowane w położonym na najwyższym piętrze pokoju bilardowym.

Jego nazwa wcale nie jest przypadkowa, ponieważ centrum pomieszczenia rzeczywiście zajmował (i zajmuje) masywny stół bilardowy. W pomieszczeniu znajdowało się początkowo wyłącznie małe biureczko umieszczone w kącie, na uboczu wszystkich pozostałych atrakcji, zapewniających domownikowi warunki do swobodnego relaksu. Współczesna, muzealna ekspozycja obejmuje oryginalne wyposażenie tego pokoju, a aranżacja bibelotów czy zachowanych manuskryptów również prawdopodobnie odzwierciedla atmosferę twórczego chaosu i odprężenia.

Mimo tego, że neogotycki dom w Hartford sam w sobie ma wiele uroku i że patronuje mu postać Marka Twaina, gmach przyciąga niektórych także sławą miejsca nawiedzonego przez duchy – krążą opowieści o tym, że po budynku przechadza się między innymi postać młodej kobiety, co chętnie interpretuje się rzekomą obecnością Susy – która zmarła w tym domu w wieku 24 lat.

Muzeum jest otwarte przez cały rok, a rzesze gości przyciąga także organizowanymi na bieżąco, licznymi atrakcjami. Mowa tu przede wszystkim o czasowych wystawach i specjalnie aranżowanych prelekcjach – ale warto też zaplanować wizytę w domu w Hartford pod koniec roku kalendarzowego, gdy wnętrza zostają wzbogacone o bożonarodzeniowe ozdoby z końca XIX wieku. A tym, którym nie po drodze do Connecticut, internetowa strona muzeum proponuje wirtualny spacer po domu Clemensów.

Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak

Z wykształcenia polonistka i krytyk literacki: przez zamiłowanie do pracy ze słowami i odkrywania opowieści wszędzie tam, gdzie to możliwe. Na co dzień redaguje i poprawia cudze, ale przede wszystkim tworzy własne teksty, nie stroniąc od wyzwań i eksperymentów. Z drobnych zapisków złożyła także autorski tomik poetycki „Ze zzieleniałymi oczami”. Miłośniczka wielu oblicz sztuki, także tej użytkowej – w wolnych chwilach zamiast słów poskramia różnego rodzaju nitki.


AUTOR

Polecamy

Komentarze