Emerytury kobiet o 80 proc. niższe niż mężczyzn. Czas się martwić?

Niewesołe będzie życie staruszki!
7 minut czytania
6596
3
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
14 października 2017

Oczywiście ja i moi rówieśnicy w ogóle nie będziemy mieć żadnej emerytury – pora powiedzieć to sobie otwarcie. Ale analiza obecnie przyznawanych emerytur, której dokonał Dziennik. Gazeta Prawna, powinna mocno poruszyć opinię publiczną. Tymczasem mam wrażenie, że nikogo to nie obeszło.

Nie wiem czy to brak wyobraźni, słynne polskie „jakoś to będzie”, czy dla większości ludzi, przechodzących obecnie na emeryturę, wizja życia za 1540 złotych i 66 groszy na miesiąc (średnia wysokość świadczenia dla kobiet) jest wizją ponętną i spływającą szampanem oraz wakacjami za granicą, ale nie widzę powszechnego wzburzenia wywołanego tekstem z DGP.

Marsz na marsz!

Tymczasem w pełni zgadzam się z polityczną blogerką kataryną, która napisała na Twitterze komentarz o treści: „I to jest temat dla czarnych marszów”. Tak, po takiej wiadomości kobiety powinny masowo wylec na ulice. Nie chcę przez to powiedzieć, że powód, który je na te ulice wywiódł, czyli rozmaite próby ograniczania kobietom prawa wyboru, jest nieważny. Jest bardzo ważny i każdy, kto walczy o to, by kobiety mogły decydować (czy chcą mieć lub nie mieć dzieci, pracować zawodowo czy zająć się prowadzeniem domu, być feministkami lub nie) w sposób swobodny i nieobarczony społecznymi oczekiwaniami, ten ma mój miecz i pióro.

Jednak siłą rzeczy aborcja, która stanowi zasadniczy powód czarnych protestów i marszów, nigdy nie będzie dotyczyć wszystkich kobiet. Sporą część ten temat szczęśliwie ominie i zwyczajnie nie będą musiały się z nim mierzyć. A z tym za co żyć mając lat 60, 70, 80 i więcej będziemy musiały zmierzyć się prawie wszystkie.  Zwłaszcza że, jeśli spojrzeć na prognozy GUS-u, już w 2020 roku, średnia długość życia kobiety w Polsce ma wynosić 82,5 roku. Do 2050 roku ta średnia jeszcze wzrośnie – niemal do 90 lat… Przechodząc na (teoretyczną) emeryturę w wieku 60 lat mamy więc perspektywę co najmniej dwóch a nawet trzech dekad życia. Skąd wziąć na to życie pieniądze?

Ona czuje we mnie piniądz

Ostatnio dużo mówimy o pieniądzach. Na niskie zarobki uskarżają się młodzi medycy, wtórują im położne i pielęgniarki. Pewnie zaraz do chóru dołączą nauczycielki. Rozumiejąc te głosy i sympatyzując w pełni z założeniem, że człowiekowi, który poświęcił wiele lat na edukację i który wykonuje ważny zawód, należy się coś więcej, niż te fistaszki, które dostaje, jednak pragnę zauważyć, że nawet najmarniejsza nauczycielska pensja (wariant minimum dla nauczyciela stażysty z wykształceniem licencjackim wynosi 1759 zł) jest wyższa od kwoty, którą ZUS wyliczył przechodzącym teraz na emeryturę kobietom sześćdziesięcioletnim. A nie dojdą do tego już żadne inne świadczenia, żadne „grusze”, trzynastki i tym podobne. Tylko gołe 1540 złotych. I 66 groszy. Masz, zaszalej!

Oczywiście znam te wspaniałe rady wszelkiej maści besserwiesserów, które zwyczajowo sypią się, gdy kobieta próbuje na coś utyskiwać (jestem stara, mam za złe i będę utyskiwać ile wlezie! Do samiuśkiej dziewięćdziesiątki!). Że trzeba było więcej pracować, a nie te dzieci rodzić i siedzieć na urlopach macierzyńskich, nie wiadomo po co. Mieć lepszą pracę i płacę, a nie te śmieszne kwotki, co tam w szkole zarabia. Że trzeba oszczędzać, a nie kredyty brać i szastać frankami. Że żona będzie dostawać emeryturę po krócej żyjącym (statystycznie) mężu, więc trzeba było sobie męża znaleźć, a nie być jakąś tam singielką. Że każdy kowalem swojego losu, prawda.

Prawda, prawda, wszystko prawda. Ale dla męskich kowali los jednak łaskawszy, bo średnia emerytura wynosi dla nich 2821, 68 zł. Porównanie najniższych emerytur (1300 zł dla kobiet w Pile) z najwyższymi (3732 dla mężczyzn w Warszawie) sprawia, że jeśli jesteś kobietą, to jednak robi ci się trochę niedobrze. Bo czujesz, że ktoś (los? państwo?) jednak strasznie robi cię w wała.

Praca do śmierci?

Prawda jest też taka, że sposób naliczania składek emerytalnych defaworyzuje kobiety. Niższy niż u mężczyzn wiek emerytalny sprawia, że ich składki nie waloryzują się w takim samym stopniu, jak u mężczyzn. Gdyby kobiety pracowały do 65. roku życia, przeciętna emerytura wzrosłaby z 1540 zł które wyliczył ZUS, do ok. 2200 zł. Nadal mało, ale już trochę mniej dramatycznie i różnica tak nie kole w oczy.

Dla mężczyzn emerycki los będzie z pewnością łaskawszy…

Ale to i tak dotyczy tylko obecnych sześćdziesięciolatek. Dla młodszych kobiet (których długość życia będzie coraz większa) perspektywy rysują się jeszcze mniej zachęcające. Znów odsyłam do danych i prognoz – do 2035 roku osoby powyżej 60. roku życia będą stanowić 30 proc. społeczeństwa… Skąd wziąć pieniądze na to, by przez 20-30 lat utrzymywać taką rzeszę emerytów? Z których większość będą stanowić w dodatku żyjące dłużej kobiety…

Na początku tekstu zadeklarowałam się już jako osoba całkowicie niewierząca (nie wierzę w żadną emeryturę z ZUS-u, a przysyłane przez Zakład doroczne wyliczenia tylko mnie w tym utwierdzają). I nie snuję żadnych planów z cyklu „co będę robić na emeryturze”, ponieważ liczę się z tym, że zarówno za 20 lat (czyli gdy będę miała lat 60) jak i za 30 albo i 40 będę musiała pracować, by nie umrzeć z głodu.

Odrobinę martwi mnie kwestia: czy będzie dużo prac dostępnych dla 80-letnich kobiet? Czym będę mogła się zajmować? Krzepię się myślą, że może jakiś własny biznes, jak ten wibrator dla kobiet z artretyzmem, wynaleziony przez Grace i Frankie (mimo wszystko zamierzam być wesołą staruszką!). Poza tym świat się zmienia – 30, a nawet i 20, lat temu nie przypuszczałam, że będę kiedyś redaktorką internetowego magazynu. W 1997 roku mogłam marzyć co najwyżej, by połączenie z netem przez tepsę mi się nie zerwało. Może więc i w 2057 znajdę dla siebie jakąś niewidoczną z dzisiejszej perspektywy niszę?  Może nie ma sensu martwić się na zapas…

Na pewno nie ma sensu wierzyć w wyborcze obietnice polityków, którzy mamią nas wizją „godnego życia” na wcześniejszej emeryturze. Godne będzie tylko wtedy, jeśli jesteś mężczyzną. Kobietom zostaje schować godność do kieszeni i żyć na garnuszku bogatszego męża. Feminizm kończy się, gdy przychodzi pierwsza wypłata świadczeń emerytalnych!!!11

Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska

Od ponad dziesięciu lat „robi w słowie” jako dziennikarka, blogerka, felietonistka. Była redaktor naczelną internetowego serwisu dla kobiet Foch.pl i współzałożycielką BACHORA, humorystycznego magazynu dla sfrustrowanych rodziców. Ma za sobą pracę w prasie papierowej (m.in. Dziennik, Przekrój, Machina), ale bez trudu przeniosła się do internetu i tu czuje się u siebie. Nałogowo ogląda seriale, tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać). Zwierzę miejskie, matka dzieciom (sztuk dwie) i fanka Davida Bowiego.

Put on your red shoes and dance the blues.


AUTOR

Polecamy

Komentarze