Historia upadku. Pobożny Romuald z „Pasji”, co lubił seks z nieletnimi

Wiara i pedofilia
13 minut czytania
2707
0
Michał Piasecki
Michał Piasecki
8 października 2017

Od lat opowiadał w kościołach i na rekolekcjach o swoim nawróceniu i roli w „Pasji” Mela Gibsona. – Byłem bezdomnym alkoholikiem. Któregoś dnia usłyszałem od obcej kobiety trzy słowa: Jezus cię kocha. To zmieniło moje życie – mówił Romuald K. Dlaczego bez pełnego nazwiska? Ponieważ aktor przebywa w areszcie. Prokuratura zarzuca mu m.in. zmuszanie nieletnich dziewcząt do seksu i nagrywania treści pornograficznych.

Wyglądał na takiego zabawnego starszego pana. Wygadany, wesoły, a jak wypił jedno takie małe winko z pokładowego barku, to od razu stał się duszą towarzystwa – opowiada Monika. Przyleciała do Warszawy z Rzymu tym samym samolotem co K. dwa tygodnie temu. Zapamiętała „łysiejącego dziadka z kitką”, bo widziała, jak na lotnisku zatrzymuje go policja. – Trzech czy czterech panów zagrodziło mu drogę. Dali mu jakiś papier, a potem zabrali walizkę, telefon i wyprowadzili z Okęcia. Nie opierał się, choć jak wysiadał z samolotu, to widziałam, że już miał ładnie w czubie – dodaje.

„Poznałem cały sens Biblii”

K. na co dzień mieszka w Rzymie. Zarabia głównie oprowadzając wycieczki. Do Polski od lat przylatywał jednak regularnie, ze względu na role filmowe i swoją kaznodziejską działalność. Ostatni raz był tu na początku 2017 roku. Wziął wtedy udział w kilku spotkaniach religijnych i udzielił wywiadu radiowej Jedynce. W audycji „Ocaleni”, z cyklu Twarzą w twarz, opowiadał Rafałowi Porzezińskiemu o swojej przeszłości i przemianie. – Bóg cudownie uleczył mnie z nieuleczalnej choroby. Już nie jestem alkoholikiem. Natychmiast zostały mi objawione też wszystkie prawdy wiary, cały sens Pisma Świętego. Czytałem Biblię i od razu rozumiałem wszystko – przekonywał w marcu 62-letni K. na antenie.

Romuald K. – nawrócony znawca Biblii, oskarżony o zmuszanie nieletnich do stosunków seksulanych

Cóż, widać ominął fragmenty, z których wynikało, że wierzący (niewierzący zresztą też!) nie zmusza nieletnich dziewczyn do seksu, nie kręci z nimi filmów pornograficznych, nie szantażuje nagimi zdjęciami i nie rozsyła ich alfonsom… Tymczasem właśnie tego, zdaniem policji, K. dopuszczał się w czasie wolnym od głoszenia Słowa Bożego, np. w styczniu 2017 roku, dwa miesiące przed wspomnianym wywiadem o nawróceniu.

Pasja według Romualda

K. pojawił się w obszarze zainteresowań mediów w 2004 roku – po tym, jak zagrał w „Pasji”. Otrzymał od Mela Gibsona rolę setnika legionistów, bestialsko biczujących Chrystusa (jedna z najbrutalniejszych scen filmu). Reżyserowi spodobała się twarz statysty. Choć było już w zasadzie po castingu, a sekretarka odprawiła K., (który zamiast portfolio przyniósł poszarpane czarno-białe zdjęcie), Gibson dał mu jednak szansę. – To miała być epizodyczna rola, a on rozpisał ją specjalnie dla mnie. Miał być jeden dzień zdjęciowy, skończyło się na dwudziestu ośmiu – chwalił się K.

K. nie jest zawodowym aktorem. Jest naturszczykiem, którego talent jako pierwszy odkrył Włoch, Peter Del Monte. Polak, który na castingu pojawił się raczej przypadkowo, pasował mu do roli ojca rodziny polskich imigrantów w filmie „Ballada o czyścicielach szyb” (1998).

Odkrywszy swój talent, K. zaczął peregrynować po kolejnych castingach. Dostawał od czasu do czasu epizodyczne role – we Włoszech i w Polsce. Grał m.in. u Marka Koterskiego (w wyciętych ostatecznie scenach filmu „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”), Agnieszki Holland, Patryka Vegi, Bena Stillera – najczęściej żuli lub duchownych. Wystąpił też w „Na dobre i na złe”, „Tajemnicach Westerplatte”, „Na imię miał Franciszek” czy „Kac Wawa”.

Rolą jego życia pozostaje jednak setnik z „Pasji”. Angażując Polaka Gibson nie wiedział, że – jak twierdzi K. – Bóg kazał mu modlić się o rolę w filmie o Chrystusie. Nie wiedział też, że to świeżo nawrócony to były alkoholik, który długo mieszkał na ulicy. Choć tę część swojego życiorysu K. ma niemal wypisaną na twarzy…

Bóg kazał mu modlić się o rolę w filmie o Chrystusie

Kim jest Romuald K.?

Urodził się w Warszawie. Rodzice zawsze byli bardzo wierzący, on nie bardzo. Ale czego się nie dotknął, wszystko mu wychodziło. Jeździł na olimpiady z matematyki, był mistrzem okręgu w zapasach i żeglarstwie, miał osiągnięcia w siatkówce. Na studia wybrał się do Szczecina, na architekturę. Był dobry. – Dwa razy zdawałem na te studia. Za pierwszym razem na tysiąc chętnych byłem pierwszy, a potem drugi – chwali się w jednym z wywiadów. Tam też się ożenił.

Przez dziesięć lat prowadził normalne życie: praca – dom – rodzina. Potem wszystko się rozpadło. Żona z pięcioletnią córką wyjechały na wakacje do Kanady. Już nie wróciły. – Z Toronto żona zawiadomiła mnie, że nie interesuje jej już dalsze życie ze mną. Wystąpiła o rozwód. Nie dostałem paszportu i nie mogłem wyjechać, walczyć o rodzinę – opowiada K. Pisał listy, wysyłał zdjęcia, nagrania na kasetach wideo, rysunki dla córki… Na próżno. – Potem odkryłem, że wszystko przechwytywała teściowa. Córka znalazła te listy wiele lat później w piwnicy – żali się. To wtedy zaczął pić. Właściwie – chlać na umór. – Piłem dużo w tym okresie rozłąki. Ludzie mijali mnie na ulicy i pytali, co się stało, bo coś takiego rozpaczliwego miałem w twarzy – opowiadał.

W 1987 roku do Szczecina przyjechał Jan Paweł II. Padły wtedy słynne słowa o „wietrze wiejącym od morza” i „byciu jak niezłomny żagiel”. – Byłem niewierzący, ale poszedłem. Słuchając papieża wzruszyłem się. Pierwszy raz się wtedy modliłem. W duchu powiedziałam: „Papieżu, papieżu, zabierz mnie z sobą do Rzymu” – opowiadał o tym wydarzeniu K. Dwa miesiące później był już Wiecznym Mieście.

Z łóżka księżniczki na ulicę

Rzym miał być tylko stacją przesiadkową w drodze do Kanady. Musiał wyjechać gdziekolwiek, by złożyć podanie o wizę poza Polską. Dostał ją po trzech latach. Ale w Toronto nie było już czego sklejać. Była żona znalazła innego mężczyznę. K. wytrzymał tam półtora roku. Nie podobało mu się. Wrócił do Włoch i postanowił rozpocząć nowe życie.

Dostałem dobrą pracę w studiu architektonicznym. Ludzi mnie doceniali. Szef dał mi służbowego mercedesa. Zamieszkałem z pewną Włoszką z książęcego rodu Borgognonich – chwali się dziś K. Rewitalizował wtedy także budynki w samym Watykanie. Życie się mu układało. Ale, jak twierdzi, wewnątrz czuł pustkę. Znów zaczął pić. Stoczył się na dno. Najpierw stracił pracę. Potem księżniczkę, która wyrzuciła go na bruk. – Wtedy zacząłem pić na dobre – zwierza się K., budując klasyczną konstrukcję „życiorysu neofity”: od sukcesów, poprzez pustkę, do dna i ponownie na szczyt, ale w nowym, duchowym wymiarze.

Czy nawrócenie się Romualda K. rzeczywiście miało miejsce?

Od tego momentu K. nie szukał pomocy. Chciał po prostu się zapić na śmierć, choć wtedy nie był chyba tego nawet świadomy. Żył na ulicy, jedyne co go interesowało, to za co pić, gdzie znaleźć pety i kąt, gdzie po wieczornym wyrzyganiu się można iść spać. Ciało nie wytrzymało tej filozofii wiecznego rauszu. Siadły nerki, wątroba, płuca, żołądek. – Zniszczyłem się. Na ciele robiły mi się wiecznie jątrzące się, nie gojące rany. Może dzień, może dwa brakowało do tego, bym już umarł – ocenia dziś K.

Cudowne nawrócenie

Historia ze spotkaniem Pani Jadzi z Odnowy w Duchu Świętym to wspólny element wszystkich świadectw, wystąpień, wywiadów i rekolekcji K. Oto obca kobieta mówi zapitemu menelowi, że Bóg go kocha. – Na drugi dzień obudziłem się odmieniony. Świat był piękny, nawet ja byłem piękny. Bóg dał mi poznać, że stworzył to wszystko dla mnie. Tego samego dnia zostałem cudownie uzdrowiony z alkoholizmu i wszystkich innych chorób. Od tamtej pory nie byłem u lekarza, a minęło 20 lat – mówi w świadectwie rozpromieniony K.

Zaczyna regularnie się modlić i rozmawiać z Bogiem. – Prosi, bym ufał Jemu absolutnie – twierdzi K. Bóg każe mu robić też inne rzeczy, m.in. myć zęby, chodzić na spotkania AA i rzucić palenie, bo inaczej Pani Jadzia umrze. Przede wszystkim jednak K. czuje potrzebę opowiadania o swoim nawróceniu. Zwłaszcza od momentu, gdy zalicza epizod w „Pasji”, za który swoją drogą nie dostaje gaży. – Na koniec Gibson się ze mną pokłócił i mi nie zapłacił, co potwierdza zasadę, że nie można służyć Bogu i mamonie. Ja wybrałem Boga – opowiada z dumą K. Tak rodzi się jego kaznodziejska żyłka.

K. jest zapraszany na rekolekcje i spotkania modlitewne. Udziela wywiadów katolickim mediom oraz angażuje się w inicjatywy ruchów i fundacji wspierających bezdomnych czy uzależnionych od alkoholu. Wszędzie opowiada mniej więcej o tym samym, czyli rozpadzie rodziny, uzależnieniu, nawróceniu i grze u Gibsona.

Publicznie emanuje spokojem i pokorą. Podkreśla swoją pobożność i zarazem „niegodność” cudów, których doświadczył. Mówi powoli, ciepło, bez zbędnych emocji. Wzbudza zaufanie. Jego narracja epatuje obecnością Ducha Świętego na każdym kroku i niezwykle silną więzią z Bogiem. Rzekłbyś: wzór, autorytet, współczesny Hiob, nawrócony łotr! Jednym słowem – święty mąż po przejściach.

Ciemna strona Romualda

Wszystko to jednak tylko pozory. Pobożny Romuald prowadził bowiem podwójne życie. Lub może raczej: miał podwójne zainteresowania, bo swoje seksualne ekscesy godził z Ewangelią bez mrugnięcia okiem.

Pierwsze wyjście z cienia to 2012 rok. W sieci pojawiły się doniesienia, że K., obiecując sesje zdjęciowe do reklam, ściąga do Włoch młode dziewczyny i „sprzedaje do burdeli oraz na imprezy bunga-bunga”. Użytkownicy anonimowej sieci Tor opublikowali jego maile. K. szantażował w nich swoje ofiary ujawnieniem ich nagich zdjęć i domagał się w zamian seksu. Część poszkodowanych miała być nieletnia. Kto głębiej zapuścił się na poszukiwania w sieci, znalazł też informacje, że K., znany jako „Aldi”, ma kilku dobrych znajomych wśród warszawskiej bandyterki i alfonsów. Towarzystwo w sam raz dla nawróconego aktora z „Pasji”

W sieci pojawiły się doniesienia, że K., obiecując sesje zdjęciowe do reklam, ściąga do Włoch młode dziewczyny i „sprzedaje do burdeli”

To wtedy policja pierwszy raz zainteresowała się K. Sprawa jednak ucichła. Nikomu nic nie udowodniono, dziewczyny okazały się pełnoletnie, a publikacje o aktorze-pedofilu poznikały z sieci. Podobnie było w 2014 roku, gdy w internecie znów pojawiły się wątpliwości co do moralności aktora. Do kilku redakcji dotarły filmiki, na których widać było K. w co najmniej dwuznacznych okolicznościach z młodą kobietą. Nikt jednak tematu na szerszą skalę nie podjął. Niezrażony amator nastoletnich wdzięków działał więc dalej.

„Spodobały mi się twoje zdjęcia”

Jego modus operandi był najprostszy z możliwych. Aż dziw bierze, że inteligentny skądinąd K. nie bał się, że koś go zdemaskuje. Może jego fantazje seksualne okazały się silniejsze? K. przeczesywał popularne portale społecznościowe. Gdy jakaś dziewczyna wpadła mu w oko, wysyłał do niej wiadomość. Pisał, że jest aktorem, szuka właśnie młodej modelki do jakiegoś filmu czy kampanii reklamowej i zna reżyserów, którzy pomogą jej zrobić karierę we Włoszech. Nie ukrywał tożsamości. Prosił o kontakt i więcej zdjęć. Jeśli ofiara łykała haczyk, mydlił jej oczy dalej. Obiecywał wyjazd do Italii i spotkania z reżyserami i producentami. A potem namawiał na spotkanie w Warszawie i próbną sesję, oczywiście płatną i w pełni profesjonalną. To na tych spotkaniach dochodziło do wymuszania pozowania nago i odbywania z nim stosunków seksualnych.

Z jednej strony kulturalny i rozsiewający czar profesjonalisty aktor, z drugiej – niezwykle uparty i cyniczny degenerat. Ze zdobytych raz zdjęć robił dalszy użytek. Zaczynały się insynuacje, zawoalowane groźby, szantaż. Ofiary oplatała sieć kłamstw, matactw i nacisków z anonimowych kont internetowych.

Ile dziewczyn wykorzystał K.? – Status pokrzywdzonych w toku tego postępowania posiadają cztery osoby – informuje Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Nieoficjalnie jednak wiadomo, że ofiar może być dużo więcej, bo w jego telefonie znaleziono korespondencję z dziesiątkami przypadkowych dziewczyn.

Oficjalnie Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście Północ śledztwo prowadzi od 11 kwietnia 2017 roku. Nakaz zatrzymania K. wystawiono 19 lipca – w dniu, w którym wpadł w ręce policjantów z Komendy Stołecznej. Nieoficjalnie jednak policja sprawie przyglądała się już od dawna, prowadząc dość zaawansowane działania operacyjne. Przy czym funkcjonariusze nie bardzo wiedzieli, co zrobić z zgłaszającymi się poszkodowanymi. Życiorysy niektórych dziewczyn budziły ponoć „ostrożność” policji w kwestii ich wiarygodności. Chodziło rzekomo o prostytucję.

Nie wiadomo jeszcze, ile dziewczyn wykorzystał Romuald K.

Areszt i oskarżenia

Ostatecznie K. usłyszał w prokuraturze cztery zarzuty. Najpoważniejszy z nich to „doprowadzenie małoletniej podstępem do poddania się innej czynności seksualnej (czyli np. obmacywania, seksu oralnego czy analnego – przyp. MP), usiłowania wykonania takiej czynności oraz utrwalania treści pornograficznych z udziałem małoletniej”. Tylko za to grozi mu 10 lat więzienia. Tego wszystkiego K. miał się dopuścić w styczniu 2017 roku, czyli dwa miesiące przed tym, jak w radiowej Jedynce cynicznie opowiadał o tym, że „nie zmienił się od czasu nawrócenia, bo moment ten ukształtował go całkowicie”.

Pozostałe zarzuty to stosowanie gróźb oraz rozsyłanie mailem i za pomocą portali społecznościowych nagich zdjęć swoich ofiar bez ich zgody i wiedzy. Nieoficjalnie: K. miał fotografie wysłać m.in. jednemu ze swoich znajomych alfonsów. Te zarzuty dotyczą okresu od stycznia do grudnia 2012 roku, czyli pokrywają się z pierwszymi doniesieniami w sieci na temat jego „zainteresowań”.

K. zgodził się współpracować ze śledczymi. Do wszystkich czterech zarzutów się przyznał, a sąd zatwierdził wnioskowany przez prokuratora trzymiesięczny areszt. Teraz trwa śledztwo i poszukiwanie innych ofiar aktora.

„Wstyd. Poręczyliśmy za pedofila”

Fakt, który pierwszy poinformował o zatrzymaniu i aresztowaniu, nazwał K. kato-celebrytą. – Mocna przesada – uważa Grzegorz, redaktor jednego z największych portali katolickich w Polsce. Nie chce bym podawał jego nazwisko ani zdradzał, w jakiej redakcji pracuje. Dziś o K. w katolickich mediach nikt nie chce mówić. Grzegorz zgadza się ze względu na naszą długoletnią znajomość. – Co mam ci powiedzieć? Wszyscy czują się oszukani. Wręcz orżnięci – wzdycha.

On nie był kato-celebrytą, bo kimś takim to jest Kożuchowska albo Hołownia. Ale faktem jest, że artykuł o nim znalazłbyś w każdym katolickim tytule. Sam robiłem z nim wywiad – przyznaje Grzegorz. – Historia Romualda nadawała się na film. Idealna, by pokazać, że Bóg nikogo nie skreśla. Przez 40 lat był ateistą i się nawrócił, po drodze radząc sobie z alkoholizmem, utratą żony, bezdomnością i grając w tak ważnym filmie jak „Pasja”. Opowiadał o tym sugestywnie, z wydawałoby się autentyczną wiarą. Był naturalny, przekonujący, momentami może trochę infantylny, ale przez to jeszcze bardziej ludzki i ujmujący za serce. Nie wierzę, że on to wszystko zmyślił – kontynuuje.

„On Panem Bogiem to sobie tylko gębę wycierał”

Dziś część redakcji usuwa z sieci swoje materiały o K. Wiele osób żałuje, że przyczyniło się do jego popularyzacji. – Tymi wszystkimi wywiadami dawaliśmy mu swojego rodzaju poręczenie, a on tymczasem Panem Bogiem to sobie tylko gębę wycierał – ubolewa Grzegorz. – Najgorsze, że dwa razy więcej szkody z tego naszego pisania o nim wynikło niż jakiegokolwiek pożytku. Wstyd straszny – dodaje.

Nieżywotne sumienie

Oczywiście są też tacy, którzy bronią K. Uważają, że to pomówienia, prowokacja i ktoś go wrabia albo to ten sam „zagięty szatański parol”, który zniszczył Gibsona. „Przeszedł w życiu piekło. Zło nie chce pogodzić się z tym, że się podniósł. Nie wierzę, że jest winny” – to komentarz pod jednym z artykułów o aresztowaniu K. Tymczasem Radosław Gruca, dziennikarz Faktu, który prowadził w jego sprawie własne śledztwo i pierwszy napisał o zatrzymaniu, przyznaje, że sygnały o przestępstwach seksualnych aktora dostał właśnie od ludzi Kościoła.

Grzegorza to nie dziwi. – Mówiło się w niektórych kręgach o tym, że z Romualdem jest coś nie tak w tych sprawach. Ktoś go o coś tam oskarżał. Ale to były plotki. Wydawały się nieprawdopodobne. Tym bardziej, że on się nie ukrywał. Nikt nie wierzył, że taki człowiek byłby w stanie prowadzić podwójne życie. A teraz się okazuje, że to pedofil. To straszne – ubolewa Grzegorz.

Dodaje, że trudno oceniać autentyczność nawrócenia K. Nie wierzy, że mógłby on być aż takim cynikiem, by wszystko to zmyślić. – Ze świadectwami tak już jest, że ludzie czasem trochę dodają, dramatyzują i „ucudowniają” swoje losy w dobrej wierze, by wszystko lepiej brzmiało. Ale żeby tak wszystko zmyślić? Nie wierzę. Wydaje mi się, że on tak po ludzku upadł i w tym upadku po prostu świadomie trwał – teologizuje Grzegorz.

Śledczy są innego zdania. Jak dowiaduję się nieoficjalnie, K. nie wyraził specjalnej skruchy wobec swoich ofiar. Nie widział wielkiego problemu w tym, że podstępem czy szantażem zmuszał je do rozbieranych sesji i seksu. – Sumienie go nie piekło – stwierdził mój rozmówca z prokuratury. – Nie wydawało się zresztą, by miał je szczególnie żywotne – dodał złośliwie.

Na koniec jeszcze wymowny obrazek. W jednym z wywiadów K. analizuje teologiczny wymiar sceny z „Pasji”, w której zagrał. Przeprowadza egzegezę biczowania Chrystusa. – On te razy przyjmował za nasze grzechy. To cierpienie było potrzebne, by odkupić konkretne winy, np. naszą nieczystość – doktoryzuje się K. Powieka nawet mu przy tym nie drgnie.

Michał Piasecki
Michał Piasecki
Absolwent filozofii (UJ) oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej (UPJPII). Studiował trzy kierunki na czterech uczelniach w dwóch miastach. Animator, wychowawca, dziennikarz i redaktor. Pasjonat popkultury, książek, przemian kulturowych i zachowań młodzieży. Entuzjasta nowych mediów i wyznawca death metalu. Kolekcjoner wszystkiego co mieści się w domu i/lub głowie. Wydawca aplikacji Upday.
AUTOR

Polecamy

Komentarze