Internetowy blackout w Togo. Co się dzieje po odcięciu ludzi od sieci?

Rewolucja w Togo trwa
5 minut czytania
430
1
Iwona Kamińska
Iwona Kamińska
17 października 2017
fot. VFXartist/Shutterstock.com

Kiedy w obawie przed wzmożeniem antyrządowych protestów władze Togo wyłączyły dostęp do internetu w całym kraju, skutki tej odważnej decyzji okazały się być zgoła odwrotne od zamierzonych…

Sierpień 2017 roku był bardzo intensywnym miesiącem dla położonej w Afryce Zachodniej niewielkiej Republiki Tongijskiej. Wzmagające się działania partii opozycyjnych szły w parze z rosnącym niezadowoleniem dużej części społeczeństwa, zniecierpliwionego niechęcią rządzącej krajem od 50 lat rodziny Gnassingbé do oddania władzy.

Coraz większa intensywności protestów i perspektywa ich eskalacji skłoniła rząd do podjęcia dość radykalnych działań, mających na celu odsunięcie wizji oddania władzy politycznym przeciwnikom. Kiedy zaniepokojone władze odnotowały znaczny wzrost obywatelskiej aktywności młodego pokolenia gromadzącego się wokół antyrządowych haseł, z początkiem września przeszły do działania.

Choc Togo nie wydaje sie może szczególnie zdigitalizowanym krajem, brak internetu był jednak dotkliwy (fot. Anton_Ivanov/Shutterstock.com)

Co stało się w Togo?

5 września 2017 roku władze Togo, chcąc zdemobilizować młodszą część ludności i ukrócić jej „wywrotowe” działania, w niedzielne przedpołudnie odcięły cały kraj od dostępu do internetu. W Polsce przedstawicielom pokolenia 30 i 40 latków może to nieco przypominać pojawienie się 13 grudnia 1980 roku w telewizorach gen. Wojciech Jaruzelskiego zamiast Teleranka. Na szczęście w Togo czołgi nie wyjechały na ulice. Zablokowano natomiast strony internetowe, możliwość wysyłania wiadomości oraz ograniczono możliwość prowadzenia rozmów międzynarodowych.

Jak można przeczytać w relacji opublikowanej przez brytyjski The Guardian, śmiałe posunięcie władz zaowocowało jednak nieoczekiwanymi rezultatami i pozwoliło zaobserwować dość interesujący zestaw zachowań, które mogą zainteresować nie tylko socjologów. Dla wielu Togijczyków to wydarzenie było bowiem również pierwszą okazją do przekonania się na własnej skórze, jak aparat państwa może wpływać na ich osobiste życie.

Czy da się wytrzymać bez internetu?

Pierwszą reakcją na życie bez sieci było zdziwienie i zaskoczenie. Ludzie próbowali resetować swój sprzęt i interweniowali u dostawców usług internetowych, których oskarżano od nieudolność. Po pewnym czasie jednak do wszystkich dotarło, że rząd Togo odciął cały kraj od internetu. Następny tydzień okazał się być zaś czasem długich rozmów, wytężonej pracy i – do pewnego stopnia – wstrzemięźliwości seksualnej. Wszystkie te efekty nie oznaczały jednak nic dobrego dla rodziny Gnassingbé i jej politycznych akolitów.

Warto tym kontekście wiedzieć, że dla bardzo wielu mieszkańców Togo niemal synonimem internetu jest aplikacja WhatsApp będąca podstawowym narzędziem komunikacji z otoczeniem i platformą randkową, dzięki której kwitnie erotyczne życie tamtejszej młodzieży. Bardzo duży procent młodych Togijczyków jest bezrobotnych, niewielu z nich chce i może się pobrać, co w połączeniu z dość swobodnym podejściem do seksu w tamtejszej kulturze dodatkowo sprzyja aktywności w tej sferze życia.

Jak żyć bez WhatsApp?

Kiedy WhatsApp przestało działać, młodym mieszkańcom Togo wytrącono z ręki możliwość randkowania i tym samym związanych z tym przyjemności. Niemożliwość wysyłania zalotnych wiadomości, zdjęć i emotikonów zmusiła poszukujących wrażeń panów do umawiania się na randki na mieście, spotykania ze znajomymi, a w konsekwencji również płacenia rachunków co znacznie ostudziło ich zapędy. W efekcie tego ciągu zależności erotyczne życie młodzieży Togo przeszło na chwilę w stan hibernacji.

Życie bez WhatsApp to problem ze stosunkami towarzyskimi (fot. endermasali/Shutterstock.com)

W konsekwencji przytaczanych wydarzeń, przez kilka dni bary i restauracje pozostawały puste, a pełni niepewności ludzie, skłonni byli raczej oszczędzać pieniądze w oczekiwaniu na rozwój sytuacji, niż wydawać je na przyjemności. Jako że uwagi społeczeństwa nie przykuwały już tak intensywnie ekrany smartfonów i komputerów, skokowo wzrosła produktywność Togijczyków w pracy. Wszelkiej maści pracownicy, których zazwyczaj trzeba było odrywać od WhatsAppa mogli skupić się na obowiązkach bez niepotrzebnych rozproszeń.

Na dodatek, zwiększona ilość wolnego czasu zaowocowała liczniejszymi rozmowami i spotkaniami wśród znajomych i bliskich. Rozmowy stały się żywsze i bardziej intymne, a rodzinne spotkania – dłuższe. Kolejną zmianą okazał się też nagły wzrost czytelnictwa. Niezależnie od wieku wszyscy zaczęli sięgać po zakurzone na co dzień książki lub czasopisma.

Siedem dni zmian

Po tygodniu rząd znów włączył internet, życie zaczęło szybko zaczęło wracać do starego rytmu, ale te siedem specyficznych dni w Togo pokazało kilka istotnych rzeczy.

Pierwszą z nich była krótkowzroczność i brak wyrachowania władz, które chcąc odciągnąć społeczeństwo (a szczególnie młodzież) od polityki i obywatelskiego zaangażowania, zamiast pozbawiać ludzi dostępu do internetu, mogły dostęp do sieci ułatwić, co w połączeniu z obniżeniem cen alkoholu z pewnością obniżyłoby społeczną aktywność młodego tłumu.

Efekt internetowej deprywacji okazał się być zatem odwrotny od zaplanowanego. Młodzi ludzie, dla których internet stał się immanentną częścią życia, pozbawieni go, zareagowali mobilizacją, a wielu z nich zwróciło się przeciwko reżimowi. Może to nieco przypominać sytuację mającą miejsce kilka lat temu w Europie, kiedy to perspektywa ograniczenia swobody w dostępie do internetu związana z planami wprowadzenia ACTA, skłoniła zazwyczaj dość mało aktywną politycznie młodzież do wyjścia na ulicę i zorganizowania powszechnych i skutecznych protestów.

Można z nieco psychoanalitycznym przekąsem powiedzieć, że młodzi ludzie w wakacyjnym czasie zajęci zazwyczaj uciechami życia, zmuszeni zostali do kanalizowania swojego libido w bardziej subtelny sposób, co w konsekwencji nie okazało się zbyt korzystne dla panującego w Togo reżimu.

Brak internetu odbija się nie tylko na życiu towarzyskim, ale ma także efekt ekonomiczny (fot. Anton_Ivanov/Shutterstock.com)

Chwiejna ekonomia

Tygodniowe odcięcie od sieci miało też swoje reperkusje na gruncie ekonomicznym. Właściciele firm opierających swoje działanie na narzędziach internetowych w dużym stopniu stracili swoją pewność w przekonaniu, co takiego modelu pracy. Przez siedem dni nie mieli możliwości z korzystania usług opartych o chmurę, co czasami uniemożliwiało im normalne działania.

Osoby myślące o stworzeniu biznesów funkcjonujących w internecie mogły dojść do wniosku, że nie jest to najlepszy pomysł na firmę w kraju o zapędach dyktatorskich. Nie mówiąc już o kwestiach związanych samą komunikacją, które są podstawą każdej działalności, nie tylko komercyjnej. Cała sytuacja, łagodnie mówiąc, nie poprawiła wizerunku gospodarki Togo w oczach zagranicznych inwestorów.

Inną godną odnotowania, ekonomiczną konsekwencją internetowego „bana” był brak możliwości otrzymywania przelewów zza granicy przez osoby korzystające z usług takich jak Western Union, czy MoneyGram przez niemożność odbioru kodów autoryzujących transakcje.

Świat się zmienił

Abstrahując od sytuacji politycznej zachodnioafrykańskiego państwa, opisywane wydarzenie, oprócz przytoczonych w artykule The Guardian efektów, pokazuje także, jak bardzo współczesne kraje – a szczególnie te rozwinięte, do których Togo przecież nie należy – wrażliwe są na jakiekolwiek problemy z dostępem do technologii, jaką jest internet.

W Togo brak dostępu do sieci był kontrolowany i krótki, a narzędzia internetowe nie są tam wprzęgnięte w życie tak bardzo, jak ma to miejsce w krajach bardziej zaawansowanych technicznie. Ale nawet tam skutki internetowego blackoutu były poważne. Można się tylko zastanawiać, jak wyglądałaby taka sytuacja w bardziej zdigitalizowanych społeczeństwach. Nawet tych, w których nie ma dyktatury.

Iwona Kamińska
Iwona Kamińska

Od kliku lat zajmuje się programowaniem i uczeniem tego innych. Ponad połowę roku spędza w podróży – oczywiście pracuje wtedy ze zdwojoną siłą. W wolnych chwilach pisze o tym, co wpadło jej w oko podczas surfowania w sieci. Nadużywa coca-coli i sarkazmu.


AUTOR

Polecamy

Komentarze