Ja też byłam molestowana seksualnie. Tak jak twoja siostra, żona, przyjaciółka, córka

#Metoo: najlepsza akcja społecznościowa ostatnich lat
8 minut czytania
5577
17
Luca
Luca
19 października 2017

Od kilku dni na Facebooku pojawiają się posty opatrzone tagami #metoo lub #jateż. Umieszczają je te osoby – przeważnie kobiety – które doświadczyły molestowania seksualnego. Akcja ta ma na celu pokazanie skali zjawiska molestowania i choć z pewnością nie wszystkie ofiary są psychicznie w stanie wziąć w niej udział, daje szokujące i smutne świadectwo.

Wśród wpisów mówiących „byłam ofiarą” pojawiają się także dyskusje o różnych sprawach związanych z molestowaniem. O definicji molestowania w przestrzeni publicznej, o wzorcach kulturowych, molestowaniu mężczyzn. O wstydzie. O tym, że często nasze doświadczenia są bagatelizowane, bo norma społeczna przyzwala na bardzo wiele zachowań naruszających granice kobiet. Pojawiają się głosy wsparcia ze strony mężczyzn, ale także liczne wątpliwości i oczywiście kolejne próby zamiatania pod dywan tego, czego wielokrotnie doświadczyła i wciąż doświadcza prawie każda z nas. Tylko potrzebowałyśmy odwagi, żeby zacząć o tym mówić.

Anna-Maria Siwińska na Facebooku

Nikomu nie mówię

Mam dwanaście lat i przyjaciel rodziny twierdzi, że się we mnie zakochał. Pochlebia mi to. Kupuje mi prezenty. Obmacuje mnie, obnaża się, robi zdjęcia. Nikomu o tym nie mówię, choć sama nie rozumiem dlaczego. Powtarza się to przez wiele lat.

Mam piętnaście lat, w autobusie przysiada się do mnie jakiś mężczyzna, kładzie na kolanach wielką torbę, która zasłania też częściowo moje kolana. Pod osłoną torby kładzie mi na udzie gorące łapsko. Nic nie mówię, odsuwam się tylko.

Post na Facebooku, zrzut za zgodą Autorki

Mam szesnaście lat, ze znajomymi zwiedzam podziemia fortu. Wszyscy wychodzą, starszy kolega zostaje, gasi świecę, zaczyna się do mnie przystawiać. Mówię „nie” i więcej nigdy z nim nie rozmawiam. Mam osiemnaście lat, kupuję książkę na ulicy, jakiś facet nachalnie proponuje mi seks za pieniądze, twierdząc, że z pewnością stoję tam dla zarobku.

Mam dwadzieścia parę lat. Jestem z wizytą u znajomego. Znajomy ścieli łóżko i blokuje drzwi. Udaje mi się otworzyć, uciekam nocą, w lutym, przez obcą dzielnicę. Nikomu nie mówię. Albo jadę tramwajem, jest lato, mam sukienkę na ramiączkach. Facet stojący nade mną ociera się przyrodzeniem w spodenkach o moje ramię. Nic nie mówię, zmieniam miejsce. Albo z przyjaciółką w autobusie zauważamy chłopaka, który się masturbuje patrząc na nas. Nic nie mówimy, przesiadamy się. Albo mój były chłopak śpi u mnie, budzę się z jego ręką między nogami. Protestuję, on mówi, że mi się śniło. Albo zaczepiają mnie czasem mężczyźni na ulicy, witają się, zaczynają pytać o mnie, coś opowiadają o sobie, cały czas obmacując mnie wzrokiem. Jestem stanowcza, ale uprzejma, boję się powiedzieć „spierdalaj”. To nieuprzejme przecież.

Zaczyna się niewinnie. Post na Facebooku, zrzut za zgodą Autorki

Gwizdów na ulicy, wołania panów robotników, zaczepek kolesi pod sklepem, wątpliwej jakości komplementów nie zliczę i nie spamiętam. Kilka razy w miesiącu blokuję wiadomości na fejsie od obcych mężczyzn zaczynających od „hello darling”.

Mam szczęście, nic mi nie jest

Uważam, że mam szczęście, bo padam ofiarą molestowania seksualnego znacznie rzadziej, niż większość moich koleżanek i ze znacznie mniejszą traumą. Choć kiedy piszę o tych doświadczeniach, oblewa mnie zimny po z obrzydzenia i wstydu. Znałam statystyki: ponad 90 % kobiet doświadczyło molestowania w przestrzeni publicznej, na pewno ponad 30 % doświadczyło fizycznej napaści, ale tutaj statystyki są różne i mało wiarygodne ze względu na to, że bardzo rzadko zgłaszamy te sytuacje (trzeba przypomnieć, że gwałty zdarzają się zazwyczaj w bliskim środowisku, a sprawcami bardzo często są osoby znane ofierze: mąż, partner, kolega ojca, ktoś spokrewniony). Znałam je, ale mimo wszystko skala akcji #meetoo zaskoczyła także mnie. Nagle mój Facebook jest pełen, absolutnie pełen statusów z tym oznaczeniem. Niektóre kobiety po prostu wklejają u siebie opis akcji i tag. Niektóre opisują, co im się przydarzyło. Niektóre miały wtedy pięć lat.

Komentarz na Facebooku. Zrzut ekranu za zgodą Autorki.

Wokół akcji pojawiają się coraz liczniejsze głosy wsparcia mężczyzn. Jakub Abramczuk na swoim blogu pisze: „(…)w większości przypadków kobiety nie molestują się same, to Ty, on, ja — doprowadziliśmy do sytuacji, że rozważają w co mogą się ubrać, którędy iść po zmroku, na ile wyluzować się na imprezie i do którego momentu tolerować uwagi na temat ich wyglądu i seksualności. I jeżeli czyta ten tekst ktoś bez winy, to może rzucić kamieniem w monitor. Śmiało. Ja akurat nie rzucę, #jateż mam za sobą to i owo, czego się dzisiaj wstydzę. Save/load nie działa, życia się nie cofnie. Co zostaje, to przeprosić i działać. Nie łechtać się lajkowaniem statusów pokrzywdzonych, a stać się zmianą”.

To bardzo ważna kwestia językowa dotycząca nadużyć seksualnych. Otóż cały dyskurs prowadzony jest językiem biernym: byłam molestowana, zostałam zgwałcona, stałam się ofiarą. Jakby molestowanie seksualne nie miało sprawcy, jakby to było coś, co się po prostu przytrafia. Tymczasem skala dotycząca ofiar nieubłaganie przekłada się na skalę dotyczącą mężczyzn. Mężczyźni w Polsce molestują seksualnie 90 proc. kobiet. To ważne, żeby starać się unikać języka opartego na anonimowości sprawców i pomijającego ich udział.

Komentarz Piotra Wilkina na Facebooku, polecam całość

Nie przesadzaj, trochę dystansu

Wiele kobiet pisze, że na początku sądziły, że ta akcja ich nie dotyczy, skoro nigdy nie zostały literalnie zgwałcone. Dopiero stopniowo, czytając kolejne wpisy znajomych i nieznajomych, uświadamiamy sobie, że my też. Tylko wyparłyśmy albo dałyśmy sobie wmówić, że przesadzamy. Przecież nic się nie stało. I tych głosów, że przesadzamy, jest nadal mnóstwo, pod prawie każdą historią pojawia się dyskusja o tym, czy już nie można powiedzieć pani, że ma ładne nogi.

Małgorzata Sulich-Cowley o ważnej kwestii bagatelizowania nadużyć seksualnych

No więc nie, nie można. Jeśli twoja chęć odezwania się do obcej kobiety jest oparta wyłącznie na erotycznym zainteresowaniu, to pomyśl najpierw o tym, że prawie na sto procent ta kobieta była w swoim życiu wielokrotnie napastowana seksualnie. Wiele z tych napaści zaczęło się właśnie od tego, że odezwał się do niej obcy mężczyzna na ulicy i jest bardzo prawdopodobne, że staniesz się jedynie przyczyną strachu, a być może powrotu traumatycznych wspomnień. Jeśli teraz chcesz powiedzieć: „Robiłem to często i reakcja zawsze była pozytywna”, to wróć, proszę, do akapitu wyżej, o zaczepianiu na ulicy i byciu uprzejmą. A przede wszystkim następnym razem, zanim złapiesz koleżankę w pasie, zanim zawołasz za kimś na ulicy, zanim wymusisz całusa, zanim rzucisz seksistowski dowcip – pomyśl o tym, że możesz w ten sposób stać się sprawcą przemocy seksualnej. Bo naruszenie intymności definiuje zawsze osoba, której to zrobiono, a nie ta która sądzi, że „nic się nie stało”.

Przydatne linki:
Niebieska Linia dla ofiar przemocy tel. 801 12 00 02 (całą dobę)  lub 22 668 70 00 (pn-pt 12:00-18:00)
Informacja Urzędu Miasta St. Warszawy o tym, gdzie szukać pomocy
Molestowanie w przestrzeni publicznej
Statystyki przemocy seksualnej w Polsce

Luca
Luca

Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, obecnie dla IgiMag, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory robię w cyckach. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i w ogóle relacje zamiast reakcji. Kocham jeść, nie cierpię gotować. Imię i nazwisko posiadam, ale nawet mama mówi do mnie: „Luca”.


AUTOR

Polecamy

Komentarze