Ja też byłam molestowana seksualnie. Tak jak twoja siostra, żona, przyjaciółka, córka

#Metoo: najlepsza akcja społecznościowa ostatnich lat
8 minut czytania
1937
17
Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
19 października 2017

Od kilku dni na Facebooku pojawiają się posty opatrzone tagami #metoo lub #jateż. Umieszczają je te osoby – przeważnie kobiety – które doświadczyły molestowania seksualnego. Akcja ta ma na celu pokazanie skali zjawiska molestowania i choć z pewnością nie wszystkie ofiary są psychicznie w stanie wziąć w niej udział, daje szokujące i smutne świadectwo.

Wśród wpisów mówiących „byłam ofiarą” pojawiają się także dyskusje o różnych sprawach związanych z molestowaniem. O definicji molestowania w przestrzeni publicznej, o wzorcach kulturowych, molestowaniu mężczyzn. O wstydzie. O tym, że często nasze doświadczenia są bagatelizowane, bo norma społeczna przyzwala na bardzo wiele zachowań naruszających granice kobiet. Pojawiają się głosy wsparcia ze strony mężczyzn, ale także liczne wątpliwości i oczywiście kolejne próby zamiatania pod dywan tego, czego wielokrotnie doświadczyła i wciąż doświadcza prawie każda z nas. Tylko potrzebowałyśmy odwagi, żeby zacząć o tym mówić.

Anna-Maria Siwińska na Facebooku

Nikomu nie mówię

Mam dwanaście lat i przyjaciel rodziny twierdzi, że się we mnie zakochał. Pochlebia mi to. Kupuje mi prezenty. Obmacuje mnie, obnaża się, robi zdjęcia. Nikomu o tym nie mówię, choć sama nie rozumiem dlaczego. Powtarza się to przez wiele lat.

Mam piętnaście lat, w autobusie przysiada się do mnie jakiś mężczyzna, kładzie na kolanach wielką torbę, która zasłania też częściowo moje kolana. Pod osłoną torby kładzie mi na udzie gorące łapsko. Nic nie mówię, odsuwam się tylko.

Post na Facebooku, zrzut za zgodą Autorki

Mam szesnaście lat, ze znajomymi zwiedzam podziemia fortu. Wszyscy wychodzą, starszy kolega zostaje, gasi świecę, zaczyna się do mnie przystawiać. Mówię „nie” i więcej nigdy z nim nie rozmawiam. Mam osiemnaście lat, kupuję książkę na ulicy, jakiś facet nachalnie proponuje mi seks za pieniądze, twierdząc, że z pewnością stoję tam dla zarobku.

Mam dwadzieścia parę lat. Jestem z wizytą u znajomego. Znajomy ścieli łóżko i blokuje drzwi. Udaje mi się otworzyć, uciekam nocą, w lutym, przez obcą dzielnicę. Nikomu nie mówię. Albo jadę tramwajem, jest lato, mam sukienkę na ramiączkach. Facet stojący nade mną ociera się przyrodzeniem w spodenkach o moje ramię. Nic nie mówię, zmieniam miejsce. Albo z przyjaciółką w autobusie zauważamy chłopaka, który się masturbuje patrząc na nas. Nic nie mówimy, przesiadamy się. Albo mój były chłopak śpi u mnie, budzę się z jego ręką między nogami. Protestuję, on mówi, że mi się śniło. Albo zaczepiają mnie czasem mężczyźni na ulicy, witają się, zaczynają pytać o mnie, coś opowiadają o sobie, cały czas obmacując mnie wzrokiem. Jestem stanowcza, ale uprzejma, boję się powiedzieć „spierdalaj”. To nieuprzejme przecież.

Zaczyna się niewinnie. Post na Facebooku, zrzut za zgodą Autorki

Gwizdów na ulicy, wołania panów robotników, zaczepek kolesi pod sklepem, wątpliwej jakości komplementów nie zliczę i nie spamiętam. Kilka razy w miesiącu blokuję wiadomości na fejsie od obcych mężczyzn zaczynających od „hello darling”.

Mam szczęście, nic mi nie jest

Uważam, że mam szczęście, bo padam ofiarą molestowania seksualnego znacznie rzadziej, niż większość moich koleżanek i ze znacznie mniejszą traumą. Choć kiedy piszę o tych doświadczeniach, oblewa mnie zimny po z obrzydzenia i wstydu. Znałam statystyki: ponad 90 % kobiet doświadczyło molestowania w przestrzeni publicznej, na pewno ponad 30 % doświadczyło fizycznej napaści, ale tutaj statystyki są różne i mało wiarygodne ze względu na to, że bardzo rzadko zgłaszamy te sytuacje (trzeba przypomnieć, że gwałty zdarzają się zazwyczaj w bliskim środowisku, a sprawcami bardzo często są osoby znane ofierze: mąż, partner, kolega ojca, ktoś spokrewniony). Znałam je, ale mimo wszystko skala akcji #meetoo zaskoczyła także mnie. Nagle mój Facebook jest pełen, absolutnie pełen statusów z tym oznaczeniem. Niektóre kobiety po prostu wklejają u siebie opis akcji i tag. Niektóre opisują, co im się przydarzyło. Niektóre miały wtedy pięć lat.

Komentarz na Facebooku. Zrzut ekranu za zgodą Autorki.

Wokół akcji pojawiają się coraz liczniejsze głosy wsparcia mężczyzn. Jakub Abramczuk na swoim blogu pisze: „(…)w większości przypadków kobiety nie molestują się same, to Ty, on, ja — doprowadziliśmy do sytuacji, że rozważają w co mogą się ubrać, którędy iść po zmroku, na ile wyluzować się na imprezie i do którego momentu tolerować uwagi na temat ich wyglądu i seksualności. I jeżeli czyta ten tekst ktoś bez winy, to może rzucić kamieniem w monitor. Śmiało. Ja akurat nie rzucę, #jateż mam za sobą to i owo, czego się dzisiaj wstydzę. Save/load nie działa, życia się nie cofnie. Co zostaje, to przeprosić i działać. Nie łechtać się lajkowaniem statusów pokrzywdzonych, a stać się zmianą”.

To bardzo ważna kwestia językowa dotycząca nadużyć seksualnych. Otóż cały dyskurs prowadzony jest językiem biernym: byłam molestowana, zostałam zgwałcona, stałam się ofiarą. Jakby molestowanie seksualne nie miało sprawcy, jakby to było coś, co się po prostu przytrafia. Tymczasem skala dotycząca ofiar nieubłaganie przekłada się na skalę dotyczącą mężczyzn. Mężczyźni w Polsce molestują seksualnie 90 proc. kobiet. To ważne, żeby starać się unikać języka opartego na anonimowości sprawców i pomijającego ich udział.

Komentarz Piotra Wilkina na Facebooku, polecam całość

Nie przesadzaj, trochę dystansu

Wiele kobiet pisze, że na początku sądziły, że ta akcja ich nie dotyczy, skoro nigdy nie zostały literalnie zgwałcone. Dopiero stopniowo, czytając kolejne wpisy znajomych i nieznajomych, uświadamiamy sobie, że my też. Tylko wyparłyśmy albo dałyśmy sobie wmówić, że przesadzamy. Przecież nic się nie stało. I tych głosów, że przesadzamy, jest nadal mnóstwo, pod prawie każdą historią pojawia się dyskusja o tym, czy już nie można powiedzieć pani, że ma ładne nogi.

Małgorzata Sulich-Cowley o ważnej kwestii bagatelizowania nadużyć seksualnych

No więc nie, nie można. Jeśli twoja chęć odezwania się do obcej kobiety jest oparta wyłącznie na erotycznym zainteresowaniu, to pomyśl najpierw o tym, że prawie na sto procent ta kobieta była w swoim życiu wielokrotnie napastowana seksualnie. Wiele z tych napaści zaczęło się właśnie od tego, że odezwał się do niej obcy mężczyzna na ulicy i jest bardzo prawdopodobne, że staniesz się jedynie przyczyną strachu, a być może powrotu traumatycznych wspomnień. Jeśli teraz chcesz powiedzieć: „Robiłem to często i reakcja zawsze była pozytywna”, to wróć, proszę, do akapitu wyżej, o zaczepianiu na ulicy i byciu uprzejmą. A przede wszystkim następnym razem, zanim złapiesz koleżankę w pasie, zanim zawołasz za kimś na ulicy, zanim wymusisz całusa, zanim rzucisz seksistowski dowcip – pomyśl o tym, że możesz w ten sposób stać się sprawcą przemocy seksualnej. Bo naruszenie intymności definiuje zawsze osoba, której to zrobiono, a nie ta która sądzi, że „nic się nie stało”.

Przydatne linki:
Niebieska Linia dla ofiar przemocy tel. 801 12 00 02 (całą dobę)  lub 22 668 70 00 (pn-pt 12:00-18:00)
Informacja Urzędu Miasta St. Warszawy o tym, gdzie szukać pomocy
Molestowanie w przestrzeni publicznej
Statystyki przemocy seksualnej w Polsce

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Komentarze

17 odpowiedzi na “Ja też byłam molestowana seksualnie. Tak jak twoja siostra, żona, przyjaciółka, córka”

  1. „Zanim rzucisz seksistowski dowcip – pomyśl o tym, że możesz w ten sposób stać się sprawcą przemocy seksualnej.”

    Wyhoduj sobie parę, kotek.

    „Kilka razy w miesiącu blokuję wiadomości na fejsie od obcych mężczyzn zaczynających od „hello darling””

    Słusznie, niech się oblechy języków obcych wpierw douczą! Powinno być „Hello, darlings!” [sprawdzić, czy nie Amazonka].

    „Otóż to nie sprawca ma definiować, czym przemoc jest, tylko ofiara.”

    Ten przejaw widzimisizmu i kultury pokrzywdzonych byłby zabawny, gdyby nie to, że zauważyć można nie tylko na papierze i w mediach społecznościowych niepokojące w sumie odchodzenie od obiektywizmu i bezstronności w stronę „she said, he said… therefore what she said must be true” Otóż to prawo powinno definiować czym jest przemoc, a wymiar sprawiedliwości osądzić, czy do niej doszło i kto padł jej ofiarą.

    • Jak ewentualnie zwiną ci portfel, to poczekamy z ferowaniem wyroków aż wymiar sprawiedliwości osądzi. Analogicznie z miłym panem dresiem biorącym człowieka z bara itp. Dopóki wymiar sprawiedliwości nie osądzi, cóż – he said, he said…

      • Dostrzegasz różnicę pomiędzy naruszeniem cielesnej nietykalności przez dresiastego chochoła, przywłaszczeniem portfela a opowiedzeniem seksistowskiego dowcipu? BTW, najsmakowitsze dowcipy seksitowskie słyszałem z ust kobiet. Ciężkie przypadki zinternalizowanego patriarchatu zapewne.

        • Czekaj, inna kwalifikacja czynu zabronionego?

          To nawet nie jest śmieszne, ta fiksacja na zezwoleniu na opowiadanie seksistowskich dowcipów. Ona jest po prostu żałosna. Każdemu trzeba z osobna tłumaczyć, jakby nagle zidiociał, że w gronie dobrych znajomych i osób przychylnie do tego nastawionych może sobie opowiadać, co chce, a podwładnym, współpracowniczkom, dzieciom, obcym kobietom – nie i kropka.
          „Moje dorosłe dziecko żartobliwie wzięło mnie z bara i akurat było ubrane w dres, czy chcecie je za to zamknąć, podłe potwory?!!”

          • No proszę, teraz cieniujemy i obrazek zdecydowanie lepiej wygląda od tych zamaszystych grubych kresek nakreślonych w artykule zdaniem na przykład o tym, że „mężczyźni w Polsce molestują seksualnie 90 proc. kobiet”. Naprawdę?

          • To brzmi logicznie! Gdyby wszystkich mężczyzn zamknąć w rezerwatach, to wtedy żadne kobiety nie byłyby molestowane.

            A z tym zagadywaniem do obcych kobiet to mi nasuwa inny pomysł. Może powinno się dodać nowy przepis, że zagadywanie obcej kobiety = zamiar gwałtu i z marszu do aresztu, a dowody się pozbiera potem? Wtedy wystarczy, żeby kobieta które chce, żeby do niej zagadywano, zakładała odpowiednią opaskę w jaskrawym kolorze na ramię – i wszystkie inne będą miały spokój.

            Mały, surowo urządzony pokój, lampa skierowana na twarz przesłuchiwanego. Za biurkiem porządnie zbudowana kobieta z krótkim bambusem w ręku.
            Przesłuchiwany: „Ale ja tylko chciałem zapytać o drogę do muzeum!”
            Urzędniczka, uderzając bambusem o wysokie cholewy butów: „Ja ja, już my wiemy, co ty miałeś na myśli, ty zboczona świnio…”

        • A, tak, #metoo, z kategorii „i tak miałam szczęście”. Lepkie, obleśne, czasem namolne komentarze starszych kolesi wobec rozwijającej się nastolatki, wstyd, zażenowanie i gapienie się w lustro z zastanawianiem, co jest nie tak w ciuchach które założyłam. Wyraźne jakby to było wczoraj, a jakże daleko dalej sięga ta skala.

    • Racja! Nie pytajmy zaczepionej kobiety, czy klepnięcie w tyłek stawia ją w niezręcznej sytuacji, czy dobrze się czuje, ale zbierzmy sędziów dobrego obyczaju, którzy będą sądzić, czy kobieta „sama się prosiła”. Skoro dorosły (zakładam, że jesteś dorosły), nie rozumie, że kobieta, czy dziewczynka, nie ma ochoty na niektóre zachowania ze strony mężczyzn, nie rozumie, co jest nie tak w przedstawionych wyżej sytuacjach, może zamknij się w domu, bo nie nadajesz się do życia w społeczeństwie. Dlaczego na setki głosów: „nie chcemy catcallingu na ulicy”, „nie chcemy gwizdów i zaczepek od obcych na ulicy”, „nie chcemy seksistowskich dowcipów”, „nie chcemy być macane w autobusach”, jest w ogóle odzew „wyluzuj”, nie masz prawa nie chcieć. Czy jeśli ktoś nie chce konkretnego zachowania, nie można tego po prostu nie robić. Po co robić cokolwiek na siłę?

      Nie można przyjąć, że mężczyźni (szczególnie w grupach, bo wtedy są mocni) nie robili tego, czego by nie chcieli, aby w więzieniu robił w stosunku do nich silniejszy, większy mężczyzna? Bo tak zaczepiana kobieta się czuje. Zazwyczaj jest mniejsza, słaba, sama. Musi być czujna, bo nie wie kiedy „ale z ciebie ładna lalka”, zmieni się w rękę pod spódnicą. I co ma kobieta myśleć, gdy z jednej strony mówi się jej: „wyluzuj mała, to tylko żarty” a jak coś się stanie „to Twoja wina, bo nie uważałaś”.

      • Może zanim zaczniesz proponować, żebym zamknął się w domu sugerując przy tym, że nie nadaję się do życia w społeczeństwie pokaż mi najpierw, gdzie napisałem cokolwiek o klepaniu w tyłek, czy macaniu w autobusie. Twoje zrównanie zaczepki z ewidentnym naruszeniem nietykalności cielesnej jest albo emocjonalnie wyolbrzymione, albo po prostu intelektualnie nieuczciwe. Yves Klein Blue w podobnie radykalnie uproszczonym kierunku się udała przykładając jasno usankcjonowany czyn przestępczy (kradzież portfela) do nienormowanego prawnie czynu jakim jest opowiadanie dowcipów, niezależnie od zawartych w nich oburzających treści ani stopnia zażyłości pomiędzy dowcipnisiem a słuchaczami. Po chwili jednak przyznała, że w gronie osób znajomych i przychylnie do tego nastawionych można sobie opowiadać, co się chce. Kwestię nigdy prostego i jasnego rozsądzenia kto dla kogo jest na tyle w porządalu, że można w jego obecności i sprzyjających okolicznościach być mniej formalnym (cały czas mówię tu o opowiadaniu dowcipów, a nie proponowaniu masażu osobie podwładnej, mkay?) pozostawiam na boku. Towarzyskiej ogłady nie sposób zadekretować, i to nie tylko dotyczy relacji damsko-męskich.

        ‚Czy jeśli ktoś nie chce konkretnego zachowania, nie można tego po prostu nie robić. Po co robić cokolwiek na siłę?’

        Tu zgubiłaś albo mnie, albo kilka wyrazów / znaków interpunkcyjnych. Albo się zapędziłaś w przeczeniach.

        ‚Bo tak zaczepiana kobieta się czuje. Zazwyczaj jest mniejsza, słaba, sama.’

        A to bardzo interesujące w świetle innego artykułu na tym portalu, o tym, że kobietom wmawia się, że są słabsze.

        ‚Musi być czujna, bo nie wie kiedy „ale z ciebie ładna lalka”, zmieni się w rękę pod spódnicą.’

        Między ustami a brzegiem pucharu… Swego czasu oklep dostałem w sposób niesygnalizowany. Nie było żadnego ‚chcesz wpierdol?’, tylko pięść znikąd wylądowała na policzku. Nie wiedziałem kiedy. Nie wiedziałem za co. Nie wiedziałem nawet od kogo.

        • Właśnie o to chodzi, że od zaczepki słownej do naruszenia nietykalności cielesnej jest bardzo krótka droga. Agresor, uzyskując przyzwolenie na jedno zachowanie może pójść krok dalej i znów krok. Poza tym zaczepek słownych i sprośnych dowcipów, także można nie chcieć. I można się z nimi czuć się źle. Po co w ogóle rzucać je, nie wiedząc nic o osobie „komplementowanej”?

          Nie wiem co moje słowa mają wspólnego ze słowami przytoczonej użytkowniczki, bo nie wiem. Nie napisałam także nigdzie, że w gronie znajomych nie można opowiadać sobie dowcipów, jakie tylko się chce. Dlaczego niby nie? Autorka postu i ja mówimy o sytuacji, gdy takie sytuacje są kierowane w kierunku osób nieznanych, słabo znanych osób, albo i takich, z którymi łączą nas stosunki wyłącznie służbowe. Ja zawsze w tym momencie podaję przykład, że przyjaciółka czasem mówi do mnie żartobliwie „śmieciu”, jednak od osoby słabo znanej nie chciałabym tego usłyszeć. Nawet w formie dowcipu. Z drugiej strony, jeśli ktoś zna osoby, w których gronie przebywa i zdaje sobie sprawę, że dowcipy seksistowskie nie są mile widziane u części z nich, to rzucanie takowym także jest słabe.

          Jeśli chodzi o zdanie pełne zaprzeczeń, to brakowało tam znaku zapytania, mój błąd. Mam nadzieję, że teraz przekaz jest dla Ciebie czytelniejszy.

          Ze słabością kobiet nie twierdzę, że kobieta jest z natury słabą płcią, bo tutaj bywa różnie, ale gdy zaczepia ją kilku facetów, w grupie (bo zazwyczaj tak się dzieje), może ona się zwyczajnie przestraszyć. Tutaj akurat płeć nie ma nic do czynienia, podobnie jak siła fizyczna i sprawność. Myślę, że każdemu by zabiło silniej serce, gdyby uderzała do niego grupa osób. Dlatego też przyrównałam to z przystawiającym się silnym, wielkim facetem w więzieniu. Niby niewinny gwizd, a jakoś niewygodnie.

          I nie wiem kompletnie, co miał udowadniać Twój argument. Jest idealnym przykładem dowodu anegdotycznego. To, że u Ciebie przemoc nastąpiła bez uprzedniego ostrzeżenia i powodu, nie znaczy, że u innych także tak jest. U mnie było zupełnie inaczej. Wiele miesięcy niewinnych dowcipów, niby nic nieznaczących powiedzeń, na które przyzwalałam, które przerodziły się w bardziej śmiałe i jednoznaczne treści, aż po groźby i wulgaryzmy. Pomogła policja dopiero. Wystarczyło go przestraszyć na szczęście, inaczej nie wiem, jakby się skończyło. Mój anegdotyczny dowód, przeciw twojemu. To ja teraz? Jesteśmy na zero?

          • ‚Właśnie o to chodzi, że od zaczepki słownej do naruszenia nietykalności cielesnej jest bardzo krótka droga.’

            No nie zawsze, czego przykładem jest Twoja tym razem anegdota o wielu miesiącach niewinnych dowcipów, które potem nabrały charakteru bardziej niepokojącego, aż po… Zwróć uwagę na to, że sama użyłaś określenia ‚niewinne’. Być może słowa tego użyłaś ironicznie, tym niemniej idąc za sugestią autorki artykułu postulującej, aby to ofiara decydowała, co przemocą seksualną jest, a co nie jest, nie bardzo widzę dlaczego na niewinne dowcipy miałabyś przyzwalać czy nie przyzwalać. Niewinne to niewinne. Za to jeśli zachowanie czyjeś sprawia zdecydowany dyskomfort, to oczywiście należy zdecydowanie dać temu wyraz i to na miejscu, bez czekania aż obleśny hollywódzki producent zramoleje, straci wpływy i #sprawasięrypnie. No i jest kontekst i jest gradacja, którą kategoryczne w moim odbiorze wspomniane postulaty z artykułu zaniedbują, a co do czego wydaje mi się, że wszyscy tu komentujący się zgadzają, jednocześnie nie zgadzając się ze sobą, przeklinając przy tym siarczyście 🙂 Nie wiem, jak w polskiej retoryce się to określa, ale dostrzegam tę no… slippery slope, czego zabawnym jaskrawym przejawem jest test na męski seksizm parę godzin temu puszczony w naTemacie.

            Owszem, częstowanie nieznajomej osoby pikantnym dowcipem jest wysoce nietaktowne i w połączeniu z innymi zachowaniami obcesowymi i podejrzania poufałymi dla przytomnego i średnio rozgarniętego człowieka stanowi przekroczenie granicy i jako takie winno być piętnowane, oczywiście stosownie do stopnia infrakcji. Oczywiście ryzykowne sytuacje towarzyskie czasem skutecznie przełamują lody między ludźmi i mniej nieznajomi dla siebie są. Mam w dalszym ciągu na myśli rubaszność werbalną, mkay? Swoją drogą w ogóle częstowanie nieznajomej osoby przypadkowym dowcipem, w dodatku zleżałym na suchar to przejaw kiepskiego obycia i pewnie zagadnięty na przystanku przez kogokolwiek tekstem ‚dlaczego kury przechodzą przez ulicę’ zastanawiać bym się zaczął, czy lepiej samemu przejść na drugą stronę ulicy, czy może wrzucić króla komedii pod nadjeżdżający autobus. Podobnie, choć oczywiście bez kontekstu seksualnego, jest różnica pomiędzy cwanym chłopaczkiem w dalekim kraju częstującym turystę nie zamówioną przez niego szklanką wody, po wypiciu której domaga się niepoważnie wysokiej zapłaty, a rosłym niedogolonym kolesiem w skórzanej kurtce, który niepytany przedstawia się jako lokalny przewodnik akredytowany przez tutejszą agencję prasową i ministerstwo turystyki w jednym, po czym komplementując aparat fotograficzny turysty proponuje mu pójście w jedno takie miejsce z dala od tłumów, gdzie będzie można zrobić tyyyle interesujących zdjęć z życia miejscowej ludności.

            Czy teraz trochę jaśniejszy staje się problem, jaki widzę z subiektywnym wyrokowaniem o ciężarze gatunkowym czynu, w tym wypadku wypowiedzi?

            To na koniec zapytam, zainspirowany poniekąd ostatnimi wypowiedziami Camilli Paglii, czy w dobie (albo dobę po) zrzuceniu gorsetu sztywnych zasad społecznego obycia minionych epok powinniśmy zaprojektować i skroić nowe gorsety, czy może zdać się na intuicję i ostrożną wiarę w dobroduszność drugiego człowieka? Tak jak Patton Oswalt, który zaryzykował, stanął przed publicznością i kamerami Netfliksa i przez godzinę opowiadał skecze o Trumpie, życiu, nagłej śmierci żony, trudach wdowieństwa i… sekretnym marzeniu o tym, że jeśli kiedyś uda mu się napisać scenariusz do kolejnej animowanej bajki Disney’a, to chciałby przedstawiając producentom projekt posłużyć się odwołaniami do hardkorowych pornoli. Sala się śmiała i klaskała, a on na koniec powtórzył jeszcze słowa żony: ‚It’s chaos. It’s all random, it’s horrifying […] Be kind.’

            Pytam zupełnie otwarcie, nie sugerując niczego.

  2. K*&%@, to jest niewiarygodne. Setki i tysiące kobiet opowiadają o najbardziej poniżających doświadczeniach swojego życia, a dla niektórych szanownych Zranionych Emancypacją i tak najistotniejsze będzie w tym wszystkim nie zastanowienie się nad tym, jak bardzo beznadziejna jest sytuacja i ile trzeba zmienić oraz jak strasznie poruszające i przykre są te opowieści, tylko roztrząsanie „a co, a co, to już seksistowskich dowcipów nie można opowiadać”? Odpowiedź jest bardzo prosta: opowiadaj je tym, którzy wiesz, że je lubią i wiesz, że ich nie dotkną. W innym wypadku lepiej przymknąć paszczę albo liczyć się z tym, że ktoś nie będzie miał ochoty kontynuować konwersacji.

  3. Taki portal randkowy… dowolny, żeby nie dyskryminować.
    Czytam profil jednej pani czy drugiej, i chciałbym, i mógłbym napisać, ale co napisać, jak wyjaśnić cel pisania, by nie być oskarżonym o niecne czyny, które przecież przechodzą przez myśl… gdy myślimy o randkowaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akcetuję ją.