Jak naprawdę wyglądały dinozaury? Niekoniecznie tak, jak je się przedstawia

Wpadki rekonstruktorów i paleoartystów
6 minut czytania
950
0
Emilia Grim
Emilia Grim
20 października 2017
rys. C.M. Kosemen - www.cmkosemen.com

Dzięki „Parkowi jurajskiemu” Stevena Spielberga dinozaury na dobre zadomowiły się w powszechnej świadomości i kulturze popularnej. Okazuje się jednak, że budzące nie tylko dziecięcą fascynację stwory, niekoniecznie musiały wyglądać tak, jak je postrzegamy.

Niełatwą sztuką ilustrowania dawno wymarłych gatunków zajmują się tzw. „paleoartyści”, którzy na podstawie dostarczonych przez paleontologów danych oraz szkieletów tworzą swoiste interpretacje i wyobrażenia stworzeń, które niegdyś zamieszkiwały Ziemię. To dzięki nim możemy zobaczyć, jak wyglądały tyranozaury, diplodoki czy brontozaury.

Są to jednak tak naprawdę jedynie wyobrażenia, bowiem dysponując jedynie skamielinami artyści tworzą niejako wizualną hipotezę tego, jak wyglądało dane zwierzę. To trudne zadanie i jest ono z góry obarczone marginesem błędu. Warto zatem zdawać sobie sprawę, że np. welociraptory, które straszyły nas w obrazie Spielberga, mogły w istocie wyglądać całkiem inaczej.

Do rekonstrukcji podchodź z dystansem

Jednym z paleoartystów jest mieszkający w Stambule, C.M Koseman, będący wraz z Johnem Conwayem autorem książki pt. „All Yesterdays: Unique and Speculative Views of Dinosaurs and Other Prehistoric Animals”. Po wnikliwej analizie skamieniałości i szkieletów, autorzy doszli wspólnie do wniosku, że większość obecnych w literaturze wizerunków dinozaurów niekoniecznie odpowiada rzeczywistości, co każe z pewnym dystansem patrzeć na znane nam rekonstrukcje wymarłych gadów.

Szkice autorstwa C.M. Kosemena – www.mkosemen.com

Większość wyobrażeń dinozaurów opiera się na wynikach mozolnej i szczegółowej pracy paleontologów pracujących na skamieniałościach. Twórcy analizują skrupulatnie szczątki i na ich podstawie tworzą możliwie bliski rzeczywistości wizerunek zwierzęcia.

Jednak według Kosemana, artyści oprócz skupiania się na wydobytych z ziemi szczątkach, powinni przy tworzeniu swoich prac odwoływać się także do obecnie żyjących gatunków, które dają możliwość zaobserwowania detali ich budowy ze szczególnym uwzględnieniem tkanek miękkich, które nie miały większej szansy zachować się w postaci skamielin. Oznacza to – jak zaznacza Koseman – że „mogły istnieć formy, o których istnieniu nie mamy nawet pojęcia”. Mogły np. istnieć „roślinożerne dinozaury mające pancerz lub kolce przypominające te u jeżozwierza, których ślady nie zachowały się do dziś”.

Obecne przedstawienia dinozaurów zdają się reprezentować pewien niepisany, ogólnie przyjęty kanon i nie biorą pod uwagę nieuwzględnianych wcześniej możliwości budowy i wyglądu stworzeń, które niegdyś rządziły na Ziemi. Przykładem tej tendencji jest dla Kosemana np. sposób przedstawiania gadzich głów, dla których punktem odniesienia zawsze była głowa krokodyla.

„Kluczowe są zęby i tłuszcz okolic głowy. Ludzie powinni zdawać sobie sprawę z tego, że większość obecnych w kulturze masowej wizerunków dinozaurów posiada na swój sposób odarte ze skóry głowy z dziwnym, szerokim uśmiechem i widocznymi zębami”. Jak zauważa artysta, większość zwierząt posiada dziąsła, wargi i tłuszcz na pysku, które zmieniają profil i zakrywają uzębienie. Istniejące przedstawienia drapieżnych dinozaurów nie uwzględniają tego faktu i prezentują istoty groźne, ale najprawdopodobniej nie odpowiadające wyglądem rzeczywistości.

Szkic C.M. Kosemena przedstawiający wyobrażenie pawiana w wykonaniu paleoartystów – http://cmkosemen.com/

Włochate dinozaury?

Generalnie, powszechne rekonstrukcje dinozaurów prezentują raczej przesadzone proporcje głowy i pazurów względem pozostałych części ciała. Są one nienaturalnie powiększone i czasami przybiera to dość karykaturalną postać, choć prawdopodobnie autorzy robią to podświadomie, aby dodać dramatyzmu i wyrazistości swoim „bohaterom”.

Innym dyskusyjnym elementem jest owłosienie. Niektóre skamieliny zachowały ślady włosów (najczęściej na głowie) i tę prawidłowość można odnaleźć na wielu wizerunkach. Jest jednak wysoce prawdopodobne, że dinozaury miały znacznie większe owłosienie, którego ślady nie zachowały się w opracowywanych przez paleontologów i paleoartystów skamielinach. „Czy jeśli znajdziesz ciało martwego szopa bez włosów na połowie ogona, to w taki sam sposób przedstawisz go na rekonstrukcji?” – pyta retorycznie Kosemen.

Również pojawiające się na wielu przedstawieniach upierzenie dinozaurów może wzbudzać wątpliwości. Artyści często „ubierają w pióra” dinozaury, ponieważ nadaje im to charakteru i wzbudza wizualne zainteresowanie. Wykorzystują do tego palety barw występujące u współczesnych ptasich gatunków, jednak są to jedynie wizje artystyczne nie mające raczej wiele wspólnego z rzeczywistością.

Wszystkie wątpliwości pojawiające się w kontekście tworzenia przedstawień dinozaurów, nie oznaczają bynajmniej, że paleosztuka zabrnęła w ślepy zaułek. Jest to po części efekt niemożności ustalenia faktycznego wyglądu wymarłych już zwierząt dostępnymi obecnie metodami badawczymi. Pewna dowolność artystów w interpretacji paleontologicznych wskazówek, ma również swoje dobre strony – tworzone przedstawienia przyciągają uwagę odbiorców do historii naturalnej i paleontologii jako takiej.

Łabędzie jako nieopierzone dinozaury – http://cmkosemen.com/

Stegozaur z mózgiem w tyłku i inne wpadki rekonstruktorów

Warto też zwrócić uwagę na to, że przed podobnymi wyzwaniami mogą w odległej przyszłości stanąć paleoartyści przyszłych pokoleń. Być może będą się zastanawiać, czy żółwie pozbywały się z czasem swoich skorup, a żaby na swych dziwnych nogach próbowały chodzić pionowo. „Z pewnością powstaną rekonstrukcje poroża reniferów posiadające membrany, dzięki którym renifery, w mniemaniu przyszłych twórców, mogłyby używać swych rogów jako lotni przy skokach z klifów” – z przymrużeniem oka zastanawia się Koseman.

Kto wie, może nigdy nie dowiemy się, jak naprawdę wyglądały dinozaury, ale dzięki artystom takim jak Koseman i Conway możemy poznawać inspirowane współczesnymi zwierzętami wyobrażenia istot, które wciąż tak bardzo oddziaływają na zbiorową wyobraźnię.

Niekiedy jednak sami paleontolodzy nie pomagają w ustalaniu faktów. Zagubieni w gąszczu skamieniałych niejasności i fałszywych tropów, zjadają czasem naukowy ogon, proponując dość karkołomne wersje ewolucyjnych zdarzeń. Poniżej znajduje się pięć przykładów wizji dinozaurów, o których autorzy, prawdopodobnie, chcieliby jak najszybciej zapomnieć.

  1. Stegozaur z mózgiem w tyłku
    Kiedy odkryto szczątki stegozaura w 1877 roku, nie chciano uwierzyć, że tak wielkie zwierzę mogło posiadać mózg o wielkości równej współczesnym ptakom. Znany amerykański paleontolog wysunął zatem tezę, że gad ten mógł posiadać drugi mózg w tylnej części ciała, aby kontrolować jej zachowanie.
  2. Brachiozaur żyjący w wodzie
    Odkopanie szczątków dinozaura posiadającego ponad 11-metrową szyję skłoniło kreatywnych naukowców do założenia, że gad ten żył w zbiornikach wodnych stąpając po dnie, a jego długi kark służył mu do utrzymywania głowy nad powierzchnią wody. Późniejsze badania dowiodły jednak błędności tego założenia, pokazując że w takich okolicznościach ciśnienie wywierane przez wodę na wielkie cielsko, szybko udusiłoby przerośniętego nurka. W ten sposób brachiozaur został zwierzęciem lądowym.
  3. Elasmozaur z głową na ogonie
    W 1868 Edward Drinker Cope zrekonstruował elasmozaura umieszczając jego głowę… na ogonie zamiast szyi. Błąd dość szybko wytknął rywal po fachu Cope’a, Othniel C. Marsh, co stało się początkiem rozgorzałej pod koniec XIX w. tzw. „wojny na kości”.
  4. Owiraptor kradnący własne jaja
    Kiedy w 1923 roku odnaleziono skamieniałe pozostałości owiraptora, jego czaszka leżała bardzo blisko pozostałości po (jak się wówczas wydawało) jajach protoceratopsa, co skłoniło Henrego Osborne’a do nazwania tego dinozaura „złodziejem jaj”, przez co wyobrażano go sobie jako pazernego na cudze jaja wrednego złodziejaszka. Z czasem jednak odkryto, że jaja protoceratopsa należały do samego owiraptora, który najzwyczajniej w świecie strzegł swojego potomstwa.
  5. Hydrarchos – władca fal
    Wiek XIX był czasem „paleontologicznej gorączki”, w czasie której paleontolodzy, biolodzy, geolodzy i fascynaci-amatorzy rywalizowali ze sobą w odkrywaniu jak najbardziej spektakularnych skamielin. Punktem kulminacyjnym tego okresu był rok 1845, kiedy to niejaki Albert Koch przedstawił rzekomy szkielet gigantycznego gada morskiego, którego nazwał Hydrachosem. Jak się później okazało, Hydrachos poskładany został ze szczątków przodka dzisiejszych waleni – brachiozaura.

 

***

Za: atlasobscura.com

Emilia Grim
Emilia Grim

Mieszka i pracuje tam, gdzie aktualnie ją poniesie. Blogerka i fotograf-amator. Pisze o filmach, książkach i serialach dla portalu gazeta.pl, współpracuje też z serwisami podróżniczymi. W wolnych chwilach szuka tanich biletów lotniczych, gotuje i dużo czyta.


AUTOR

Polecamy

Komentarze