Moby – antyteza gwiazdy pop i ojciec wszystkich hipsterów

Moby Dick współczesnej popkultury
9 minut czytania
330
0
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
9 października 2017
fot. Andrey Bayda/Shutterstock.com

W czasach, gdy idol młodzieży musiał odpowiednio brzmieć, wyglądać i wypowiadać się, Moby był idealnym kandydatem do tytułu „antygwiazdy”. Dziś można śmiało powiedzieć, że wyszło mu to na dobre, a bez niego popkultura byłaby o wiele uboższa.

Muzyk, DJ, autor tekstów, producent nagrań, aktywista na rzecz praw zwierząt, fotograf – lista profesji Moby’ego jest znacznie dłuższa, niż mogłoby się wydawać. Przede wszystkim jednak to niebanalna osobowość tego artysty i jego bezkompromisowy stosunek do rzeczywistości, czyni go fascynującym zjawiskiem na scenie muzycznej, jest bowiem chrześcijaninem, weganinem, zapalonym czytelnikiem i nieprzejednanym wrogiem prezydenta Trumpa.

Antyidol

Nie jestem dobrym przykładem gwiazdy. Jestem niski i łysy” – powiedział kiedyś o sobie Moby.

Cóż, jeśli spojrzy się na to z perspektywy schyłku XX wieku, kiedy to na fali byli wymuskani pop-rockowcy, Moby, czyli właściwie Richard Melville Hall rzeczywiście odstawał od wizerunku idola typowego nastolatka. Był już po trzydziestce, mówił niemodne rzeczy i tworzył muzykę z pogranicza alternatywy i elektroniki. W dodatku otwarcie podkreślał swój dystans do używek oraz życie w celibacie! W jednym z wywiadów przyznał też, że jedną z jego ulubionych rozrywek jest przesiadywanie w swojej wegańskiej knajpce, picie herbatki i czytanie książek.

Kiedy facet, który sprzedaje miliony płyt otwarcie mówi o ubieraniu się w lumpeksach, swojej sympatii do Alfa i niechęci do samochodów, a od imprez w hollywoodzkim stylu woli oglądanie „Simpsonów” oraz „South Parku”, ludzie myślą – o co chodzi? Gdyby rozpoczął karierę w dzisiejszych czasach, najprawdopodobniej byłby kochany za swoją inność. Ten łysy okularnik wyprzedził jednak swoją epokę i śmiało może być dziś nazywany ojcem hipsterów.

Konserwatywny buntownik

Richard Melville Hall przyszedł na świat 11 września 1965 roku w nowojorskim Harlemie. Kiedy miał dwa lata, jego ojciec zginął w wypadku samochodowym. Wychowywany przez matkę w Darien, w stanie Connecticut, od dziecka kochał zwierzęta i muzykę. Choć ich rodzina nie należała do najbogatszych w dzielnicy zdominowanej przez zamożne osoby, wiedli szczęśliwe życie.

Moby, jak nazywano Richarda od najmłodszych lat (jest spokrewniony z Hermanem Melvillem, autorem powieści „Moby Dick”), nie zawsze był tak ułożony, jak zwykło się go przedstawiać w mediach. Za młodu palił trawkę, pił alkohol, próbował też mocniejszych dragów i żył, jakby jutra miało nie być. Wyobraźcie sobie faceta, który jednego dnia gra w hardcore punkowej kapeli (Vatican Commandos, przyp. red.), a drugiego mieszka w squacie i jest didżejem na hip hopowych oraz house’owych imprezach. Następnie porzuca studia filozoficzne, by móc uczestniczyć w tworzeniu nowojorskiej sceny rave.

Hedonistyczny styl życia, w pewnym momencie przestaje jednak satysfakcjonować artystę. Wówczas to staje się gorliwym chrześcijaninem, którzy porzuca stare nałogi. Nie bierze już narkotyków, nie pali i nie pije alkoholu. Na dodatek staje się weganinem, głośno walczącym o prawa zwierząt. Jak nikt inny, łączy karierę muzyczną z szeroko pojętym aktywizmem społeczno-politycznym. Kiedy jego szósta płyta „Play” zaczyna zyskiwać ogromną popularność, Moby coraz częściej pojawia się w mediach, by walczyć z nietolerancją i przemocą. Wielu zdaje się niepojęte, jak ortodoksyjny wyznawca chrześcijaństwa może bronić homoseksualistów i feministek. Muzyk ma jednak na to swoją odpowiedź:

Uwielbiam nauki Chrystusa, ale tak samo podzielam światopogląd suficki czy niektóre założenia ateizmu. Uwielbiam mechanikę kwantową i dualizm. Cokolwiek, co pomoże mi lepiej zrozumieć wszechświat, w którym żyjemy, ale też reakcję ludzi na życie w tym wszechświecie” – mówił w wywiadzie dla Wirtualnej Polski w 2013 roku.

Moby fighter

Kiedy w 1997 roku ukazał się singiel grupy The Prodigy „Smack My Bitch Up”, jednym z pierwszych jego krytyków był właśnie Moby. Choć wcześniej panowie odbyli wspólną trasę koncertową i generalnie darzyli się szacunkiem, Moby’emu nie spodobał się przekaz utworu, który artysta uznał za mizoginiczny. W podobnym tonie odnosił się do twórczości Eminema, zarzucając mu dodatkowo bycie homofobem i podżeganie fanów do przemocy. W odpowiedzi, raper zaatakował Melville Halla w swoim utworze „Without Me”, a na swoich koncertach wyżywał się na przypominającej nowojorczyka kukle.

Dla Moby’ego jednak największy problem oprócz KFC (szczegóły w teledysku „Disco Lies”), stanowią republikanie. Nie znosił George’a W. Busha, którego wielokrotnie nazywał idiotą . Muzykowi nie podobało się m.in. to, że Bush bardziej skupiał się na wojnie z Irakiem, obronie narodowej i budowaniu armii, aniżeli na funduszu zdrowia i opiece nad dziećmi.

Nikogo więc nie dziwi fakt, że nowym wrogiem artysty jest obecny prezydent USA, Donald Trump. Każdy, kto śledzi profile Moby’ego na portalach społecznościowych, widzi zaangażowanie pioniera muzyki dance w walkę z „pomarańczowym 71-latkiem”. Rasista, mizogin, facet, który ignoruje zmiany klimatyczne. Na dodatek dopuścił się zdrady stanu, sprzedając Rosjanom tajne informacje – tak Trumpa widzi jego 52-letni oponent.

Co ciekawe, Moby dołącza do swoich płyt eseje, prezentujące jego spojrzenie na świat. Jeśli więc kogoś interesują szczegóły dotyczące poglądów artysty, śmiało może zbliżyć się do nich poprzez lekturę książeczek dodawanych do albumów muzyka.

Muzyczny kameleon

Kiedy zadebiutował zainspirowanym motywem z „Miasteczka Twin Peaks” utworem „Go”, świat oszalał. Wówczas to Moby stał się jedną z najgorętszych postaci sceny muzyki tanecznej, a o remiksy poprosili go tacy giganci, jak Depeche Mode czy Michael Jackson. Po wydaniu płyt „Moby” oraz „Ambient”, artysta opuścił wytwórnię Instinct Records na rzecz kultowego Mute. To dla tego labelu nagrał krążki „Everything Is Wrong”, „Play”,  kompilacyjno-filmowy „I Like To Score” i „18”.

O ile komercyjny sukces „Play” oraz obecność co drugiego ze znajdujących się na tym albumie kawałków w reklamach różnych produktów uczynił z Moby’ego gwiazdę popkultury, o tyle to pierwszy z wymienionych przeze mnie albumów można uznać za najważniejszy w historii działalności artystycznej muzyka. Rave’owy „Feeling So Real”, ambientowe „God Moving Over The Face Of The Waters”, ocierający się o trip hop „First Cool Hive”, energetyczny „Bring Back My Happiness” czy industrialno-punkowy „What Love?” – te utwory pokazały, że dla Moby’ego nie ma kompletnego znaczenia, czy tworzy muzykę miejsc, pop, dance czy coś, co ociera się o rocka.

Zdarzały się oczywiście słabsze momenty, przez które artysta był bliski zerwania z muzyką. Mowa tu o ostrej, gitarowej płycie „Animal Rights”, totalnie niezrozumianej zarówno przez fanów, jak i krytyków. Na szczęście przypadła ona do gustu Bono, Axlowi Rose’owi i Terence’owi Trent D’Arbiemu, którzy zadzwonili do Moby’ego, by wyrazić swoją sympatię dla tego kontrowersyjnego longplaya.

Choć kolejne płyty Moby’ego, takie jak „Hotel”, „Last Night”, „Wait For Me”, „Destroyed” czy „Innocents” nie cieszą się już taką popularnością, jak jego pierwsze dzieła, to nadal ukazują niezwykła muzyczną wrażliwość skromnego Amerykanina.

Moby dziś

Obecnie Moby rezyduje w Los Angeles. Współpracuje i kumpluje się m.in. z Davidem Lynchem (słynny filmowie wyreżyserował teledysk do utworu „Shot In The Back Of The Head” z płyty „Wait For Me”). Pływa, fotografuje, medytuje i uprawia jogę. Nie zapomina też o muzyce. W 2016 roku stworzył ambientowe dzieło zawierające ponad cztery godziny relaksującej muzyki – „Long Ambients 1: Calm. Sleep” oraz mocne, krytykujące współczesność albumy – „These Systems Are Failing” i „More Fast Songs About The Apocalypse”, nagrane w ramach projektu Moby &  The Void Pacific Choir.

Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
W stałym związku ze słowem pisanym od 2011 roku. Domator, miłośnik muzyki, wieczorów przy czerwonym winie, poezji, szalonych lat 90. i kultury rave. Anty-gadżeciarz poszukujący normalności we współczesnym świecie. U innych ceni poczucie humoru oraz dystans do siebie.
AUTOR

Polecamy

Komentarze