Mów prawdę, bądź sobą i baw się dobrze – sekret udanego wystąpienia publicznego według Krzysztofa Hillara

Jak przemawiać, żeby zarabiać?
8 minut czytania
995
7
Justyna Michalkiewicz
Justyna Michalkiewicz
23 października 2017

On sam, na scenie czuje się jak ryba w wodzie albo jak dziecko na placu zabaw. Jest autentyczny i spontaniczny, ale również bardzo rzeczowy i konkretny. W czym tkwi sekret Krzysztofa Hillara i jak się tego nauczyć?

Justyna Michalkiewicz-Waloszek: Kiedy poczułeś, że chcesz zawodowo zająć się wystąpieniami publicznymi?

Krzysztof Hillar: W 2012 roku byłem na zawodowym rozdrożu. Zakończyłem współpracę w przemyśle okrętowym i przez kilka miesięcy szukałem dla siebie nowej drogi. Dowiedziałem się, że w Londynie odbywa się 3-dniowe wydarzenie „National Achievers Congress”. Pamiętam, że bardzo chciałem zobaczyć na żywo Donalda Trumpa i Anthony’ego Robbinsa. Ich energia na scenie porażała. Robili niesamowite rzeczy. Od razu pomyślałem, że chciałbym się tego nauczyć.

Zawsze byłeś tak otwarty jak dziś?

Od dziecka byłem odważny. Zawsze miałem bardzo dobry kontakt z ludźmi. Pracowałem m.in. w sprzedaży. Nie miałem jednak okazji, aby wyjść na scenę i sprawdzić swoje umiejętności. Wszystkiego, czym dysponuję dzisiaj musiałem nauczyć się od podstaw.

Pamiętasz swoje pierwsze wystąpienie?

Oczywiście. Nie było łatwo. Stosunkowo szybko dostałem szansę, aby wystąpić przed 150-osobową publicznością. Całe szczęście, że nie wiedziałem, jak duże doświadczenie jest potrzebne, aby dobrze wypaść, bo w życiu bym na tę scenę nie wyszedł. A ja, nieświadomy, że jeszcze nie do końca umiem, dostałem owacje na stojąco. Pamiętam, że pomyślałem – wow, to działa. System jakiego mnie nauczono w Londynie sprawdził się w stu procentach.

Nie bałeś się?

Bardzo się bałem. Przygotowywałem się okrągły miesiąc. Na tydzień przed, ze stresu chciałem odwołać swój przyjazd. Nie mogłem pozbierać myśli.

Krzysztof Hillar (fot. archiwum prywatne)

Jaki system zastosowałeś podczas pierwszego wystąpienia?

Rady od mówców motywacyjnych z konferencji w Londynie. Dzięki nim nauczyłem się: co robić na scenie, jak to robić, co mówić i kiedy mówić. Przefiltrowałem ten system przez moje dotychczasowe doświadczenia, nieco go zmodyfikowałem i dzisiaj sam przekazuję gotowe recepty na idealne wystąpienie publiczne.

Wciąż trzymasz się systemu czy dzisiaj pozwalasz sobie na spontaniczność?

Doświadczenie robi swoje. Pewne reguły weszły mi w krew i mogę sobie pozwolić na improwizację. Praktyka jest najważniejsza. Trzeba nieustannie trenować. Dobrych wystąpień publicznych nie nauczysz się z książek. Nie nauczysz się ich nawet z moich warsztatów. Dobre wystąpienia publiczne wyszkolisz tylko i wyłącznie podczas wystąpień publicznych. Zasada jest prosta – najpierw teoria, później praktyka. Praktyka świadoma, z dobrymi narzędziami.

A jeżeli rozpoczniemy falstartem?

To się zdarza. W swojej karierze miałem różne wystąpienia. Dobre, przeciętne, fenomenalne i tragiczne. Wszystkie zaliczyłem. Najważniejsze, co możemy zrobić po złym wystąpieniu to wyciągnąć z niego lekcję. Być może istnieją osoby, które wychodząc na scenę zawsze robią na niej magię, bo tak po prostu mają, ale większość z nas będzie musiała mierzyć się z różnymi sytuacjami.

Pamiętasz swoje najgorsze wystąpienie?

Tak. Miałem wówczas dwa wystąpienia tego samego dnia, dla tej samej grupy osób. Jedno rano, drugie wieczorem. Poranne kompletnie położyłem. Już od samego wejścia na scenę nie mogłem złapać dobrej energii. W trzecim rzędzie siedział dżentelmen, który miał minę, jakbym gadał kompletne głupoty. Był zamknięty, co szybko mi się udzieliło. Zamiast skupić się na wystąpieniu, próbowałem zadowolić tą jedną osobę. Schodząc ze sceny czułem się tragicznie. Nagle patrzę, a ten naburmuszony człowiek idzie w moim kierunku. Pomyślałem: okej Hillar, będzie kazanie. A on podchodzi, ściska moją doń i gratuluje mi wystąpienia. Okazało się, że miał gorszy dzień, posypało mu się kilka spraw zawodowych i nie mógł kompletnie skupić się na tym, co mówię, ale było kilka momentów, które dały mu nadzieję i motywację do działania. To była cenna lekcja, od której z resztą rozpocząłem drugie wystąpienie, które wyszło rewelacyjnie. Od tamtej pory wiem, że nie można wpłynąć na to, co ludzie mają w głowach. Każdy przeżywa inną historię, znajduje się w innym momencie w życiu. Nie możemy oczekiwać, że każdy będzie reagował entuzjastycznie na nasze słowa. To jest fizycznie niemożliwe.

A jak radzić sobie ze wstydem?

Po pierwsze, zapytaj siebie czy wierzysz w to, co mówisz. Po drugie – nie zastanawiaj się czy to co mówisz podoba się innym. Podobno 90 proc. naszych zmartwień nigdy się nie sprawdza. Śmieję się, że ludzie marnują swoje zmartwienia. Nie traćmy więc czasu na to, żeby się martwić. W wystąpieniach publicznych najważniejsza jest publiczność. Musisz przede wszystkim skupić się na tym, co chcesz dać ludziom na widowni. Nie skupiaj się na sobie i swoim wstydzie. Musisz być tu i teraz. Zawsze razem z publicznością, nigdy w swojej głowie.

Zdarza się, że z twoich warsztatów wychodzą mistrzowie wystąpień?

Oj tak. Podam ci przykład z ostatnich warsztatów. Zakończyliśmy w niedzielę, a w poniedziałek napisała do mnie jedna z uczestniczek z podziękowaniami, że mój system działa. Zastosowała go jako adwokat na sali sądowej. Gdy wygłaszała mowę końcową, trzech sędziów słuchało jej z zapartym tchem. Powiedziała wszystko według systemu. Oponent jedynie odczytał akta. Oczywiście wygrała sprawę. Widzisz, można po prostu odczytać akta, a można w taki sposób to powiedzieć, żeby osoby, do których chcemy dotrzeć wiedziały, co czujemy.

To niebezpieczne. Dobry mówcy mają w swoich rękach groźne narzędzie.

W polityce jest dokładnie tak samo. Wiesz czym się różni manipulacja od wpływu? Wyłącznie intencją. Doskonale wiem, że dobry mówca może uzyskać po drugiej stronie każdy rezultat. Nauczony doświadczeniem, nie przekazuję wszystkich technik na samym początku. Tak rozłożyłem moje warsztaty, żeby mocno wpływowe techniki dawać ludziom na samym końcu. Zanim dostaną gotowe narzędzia muszą zrozumieć, jaka odpowiedzialność na nich spoczywa. Nożem można posmarować chleb, ale również kogoś zranić. Trzeba mieć tę świadomość. Podobnie jest z komunikacją. Można dzięki niej zrobić wiele dobrego, ale również wiele złego.

Sztuka komunikacji towarzyszy nam nie tylko na scenie.

Lubię powtarzać, że każdy z nas, stawiając stopę na podłodze po wstaniu z łóżka, wchodzi właśnie na scenę życia i biznesu. Komunikujemy się cały czas. W domu, w pracy oraz wśród znajomych. Komunikacja to jedyna rzecz, która spaja świat. Nieważne w jakim kraju się znajdujemy i jakich ludzi mamy wokół – każdy z nas musi się jakoś komunikować. Ważne, żeby komunikować się świadomie.

Hillar to mistrz wystąpień publicznych (fot. archiwum prywatne)

Dlaczego mamy dzisiaj problem z komunikacją?

Mamy wiele przekonań w głowie, które nas kształtują. Żyjemy pełni obaw. Pielęgnujemy nieprawdziwe strachy. Próbujemy raz, a jak nam nie wychodzi, szybko odpuszczamy. Nic nie udaje się na samym początku, nawet komunikacja. A gdyby dziecko, które uczy się chodzić, po pierwszej nieudanej próbie rezygnowało z dalszych starań? Gdyby na pytanie dorosłych, dlaczego nie próbuje powiedziało: słuchajcie, nie będę chodzić. Próbowałem raz, nie wyszło, poddaję się, biorę przykład z was.

Kiedy poczułeś się na tyle kompetentny, żeby nauczać innych?

Właściwie to od razu. Jak wchodziłem na rynek, nie wiedziałem, że nie można nauczać bez doświadczenia. Amerykańscy naukowcy obliczyli, że trzmiel ma taką budowę, która fizycznie nie powinna umożliwić mu latania. Trzmiel ma to w nosie, bo nie zna amerykańskich naukowców. Lata i ma się dobrze. Byłem jak ten trzmiel. Dzisiaj już wiem, że w nauczaniu chodzi o to, żeby być kilka rozdziałów dalej od tych, których się uczy.

A co, jeżeli twój uczeń przerasta mistrza?

To cudownie! Moja energia i pasja przyciągają ludzi lepszych ode mnie. I właśnie o to chodzi. Wiesz co dzisiaj jest dla mnie największą frajdą? Gdy mogę szkolić prezesa dużej spółki skarbu państwa. On później wychodzi na scenę i robi to po mistrzowsku. Siedzę wówczas na końcu sali i pękam z dumy. Zrobił coś, czego kiedyś się bał. I mam w tym swój mały udział.

Jaki jest najgorszy moment każdego wystąpienia publicznego?

Sam początek.

Czyli trzeba na tę scenę po prostu wyjść.

Tak. Dam ci kilka rad. Po pierwsze – mów prawdę. Po drugie – bądź sobą. Po trzecie – baw się dobrze. Połączenie tych trzech aspektów spowoduje, że będziesz miała wspaniałe wystąpienia publiczne.

A co z warunkami fizycznymi? Każdy może być dobrym mówcą? Nawet osoba ze złą dykcją?

Absolutnie każdy może być dobrym mówcą. A już na pewno każdy powinien spróbować. Nawet jeżeli ktoś sepleni, ale jego komunikat jest autentyczny – wygra. Najlepsi mówcy mówią z serca do serca. Ze sceny do ludzi.

Justyna Michalkiewicz
Justyna Michalkiewicz

Zawodowo związana z dziennikarstwem i produkcją filmową. Hobbystycznie robi zdjęcia i namiętnie czyta książki motywacyjne. Uwielbia smakować, ale najbardziej ceni zdrowe, wegetariańskie jedzenie. W życiu stara się nie podejmować decyzji, wobec których nie czuje się podekscytowana.


AUTOR

Polecamy

Komentarze