„It’s my life”! Muzyka lat 90. jest wciąż żywa

I sięgają po nią nie tylko dzisiejsi 30- oraz 40-latkowie
9 minut czytania
682
0
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
2 października 2017
yakub88/Shutterstock.com

Ktoś powie: „lata 90. powracają, bo fani tej muzyki mają już ponad cztery dychy na karku i znowu chcą poczuć się młodo”. A może po prostu brakuje nam tej atmosfery radości, która towarzyszyła wspólnym spotkaniom na podwórku i w klubach?

W czym tkwi fenomen ostatniej dekady XX wieku? Czy powstały wtedy nurt eurodance był synonimem kiczu czy manifestem wolności? Sprawa z tą dość prostą muzyką zawsze była zaskakująco skomplikowana.

Nadeszła wolność

W 1978 roku były niemiecki piłkarz, Jack White (urodzony jako Horst Nußbaum) pisze piosenkę „Looking For Freedom”, którą wykonuje Marc Seaberg. 10 lat później jej cover nagrywa David Hasselhoff. Nie przypuszczał wtedy zapewne, że stanie się ona symbolem wolności i jedności dla Europy podzielonej przez mroczne widmo komunizmu. Wszystko zmienia się jednak na jesieni 1989 roku, kiedy upada mur berliński. To właśnie na rozbieranym murze, w nocy poprzedzającej nadejście ostatniej dekady XX wieku David wyśpiewuje słowa o „szukaniu wolności”.

Tym zmianom towarzyszy atmosfera zabawy. Ludzie chcą świętować, smakować życie. W pokojach nastolatków pojawiają się plakaty zagranicznych gwiazd muzyki pop, 8-bitowe konsole gier Pegasusa, boomboxy itp. Ten, kto ma nowy numer Bravo jest gościem. Dorośli przeżywają drugą młodość, a 20- i 30-latkowie zaczynają wierzyć, że prawdziwa przygoda dopiero przed nimi. Soundtrackiem do tych czasów staje się muzyka eurodance.

Euro ale ze Stanów

W latach 70. królowało zmysłowe disco. Kolejne dziesięciolecie było kolorowym okresem new romantic. Lata 90. przyniosły światu nurt zwany eurodance. Mimo europejskiej nazwy, jego korzenie wywodzą się ze Stanów Zjednoczonych. Techno z Detroit, house z Chicago, brzmienia nowojorskich klubów czy hip hop – to właśnie z tego dobrodziejstwa korzystali pionierzy nowej formy muzycznego szaleństwa.

Utwory eurodance miały bowiem prostą konstrukcję, opartą na elektronicznie generowanych beatach, pulsujących basach, zapadających w pamięć melodiach, rapowanych zwrotkach i wyśpiewanych przez panie o mocnych głosach refrenach. Teksty niosły pozytywne przesłanie, mówiące o pokoju, dobrej zabawie oraz miłości. Pierwszą formacją, która zastosowała tę formułę była holenderska grupa Twenty 4 Seven. Jej śladem podążyły Technotronic, Captain Hollywood Project (lider projektu, Tony Dawson-Harrison był również członkiem wcześniej wspomnianego Twenty 4 Seven), Real McCoy, 2 Unlimited, La Bouche, 2 Brothers On The 4th Floor i wiele innych projektów, których utwory w tamtym okresie nie schodziły z list przebojów.

Szanujący się didżej tego nie zagra

Z czasem scena wzbogaciła się również o takich twórców, jak DJ BoBo, Ice MC, Alexia, Haddaway czy Dr Alban. Ten ostatni przybył do Szwecji z Nigerii, by studiować stomatologię. W celu sfinansowania swoich studiów, zaczął występować jako didżej. Do puszczanych przez siebie utworów dodawał  śpiew, co szybko uczyniło go jedną z najbardziej charakterystycznych postaci sztokholmskiego klubu Alphabet Street. To właśnie tam spotkał Denniza PoPa, który podjął z nim współpracę jako producent. Efektem końcowym był wydany w 1990 roku singiel „Hello Afrika”. Połączenie elementów dance, muzyki afrykańskiej, rapu i reggae uczyniło Albana Nwapę jednym z najpopularniejszych reprezentantów gatunku. Dziś artysta ma 60 lat i nadal występuje na scenie, wykonując swoje największe hity pokroju „It’s My Life” czy „Sing Hallelujah”.

Eurodance wzbudzało kontrowersje zarówno w środowisku muzyki elektronicznej, jak i wśród krytyków. Nikt bowiem nie wiedział, z czym to jeść. Szanujący się didżeje nigdy w życiu nie zagraliby tak prostych, komercyjnych kawałków. Recenzenci próbowali obśmiać cały ruch, zarzucając mu brak wyrafinowania i sztuczność. Ten ostatni zarzut dotyczył głównie wykonywania utworów z playbacku, co rzekomo spowodowane było faktem, iż autentyczni wokaliści na scenie byli zastępowani przez atrakcyjne modelki oraz modeli, którzy jedynie poruszali ustami w rytm lecącego podkładu muzycznego. Mimo, iż kilka takich przypadków rzeczywiście miało miejsce, nie rzutowało to na całe środowisko, w którym przecież nie brakowało utalentowanych twórców.

Od Ace of Base do Lady Gagi i Taylor Swift

W 1996 roku Michael Jackson wyruszył w trasę HIStory World Tour. Podczas występów w Pradze, Bukareszcie, Moskwie i Warszawie „Króla Popu” supportował René Baumann czyli DJ BoBo. Szwajcarski artysta nigdy nie krył swojej sympatii do twórczości Jacksona, więc możliwość otwierania koncertów idola była dla niego spełnieniem marzeń. Sam Michael zdawał się być fanem europejskiej muzyki, co pokazał również podczas rozdania nagród World Music Awards 1996, entuzjastycznie klaszcząc w rytm utworu „Beautiful Life” grupy Ace of Base.

Szwedzi nagrodzeni wówczas statuetką w kategorii „Najlepiej Sprzedający się Artysta Skandynawski” (zdobyli ją też w 1994, 1995 i 1997 roku), spotkali się za kulisami z Jacksonem, który wyznał, że wykonany przez nich kawałek jest jedną z jego ulubionych piosenek. Za sukcesem rodzeństwa Berggren i ich kolegi, Ulfa  Ekberga stał Denniz PoP (wspomniany już współautor utworów Dr Albana, Backstreet Boys, *NSync, Britney Spears itp.). Legenda głosi, że kaseta demo otrzymana od członków formacji utkwiła w odtwarzaczu jego samochodu i zmuszony był słuchać jej za każdym razem, kiedy siadał za kółkiem. W końcu zdecydował się wyprodukować kawałek i tak powstała piosenka „All That She Wants”.

PoP zmarł w 1998 roku. Brzmienie, które stworzył można dziś usłyszeć w utworach Lady Gagi (np. „Fernando”) oraz innych współczesnych wykonawców. Co ciekawe, współpracownik PoPa z lat 90., Max Martin produkuje i pisze obecnie piosenki dla największych gwiazd muzyki popularnej, takich jak Katy Perry, Justin Timberlake, Adele czy Taylor Swift.

I’ve got the power!

Frankfurt, początek lat 90. Producenci muzyczni Michael Münzing i Luca Anzilotti tworzą projekt Snap! i wydają singiel „The Power”. Rapuje w nim Turbo B., a śpiewa Penny Ford. 26-letnia Amerykanka nie była debiutantką. Jej pierwszy album ukazał się bowiem w 1984 roku. Cztery lata później zaprzyjaźniła się z legendarną Chaką Khan, u której śpiewała w chórkach. To właśnie Chaka była na celowniku twórców Snap! Nie była jednak zainteresowana udziałem w rapowym nagraniu, więc zaproponowała, by to jej przyjaciółka zaśpiewała w numerze niemieckich producentów. Penny, w której sercu grał jazz, mimo zaakceptowania oferty współpracy podchodziła do projektu sceptycznie. Zmieniła jednak nastawienie, kiedy okazało się, że „The Power” podbija światowe listy przebojów.

W podobnym położeniu znalazł się Jürgen „Nosie” Katzmann.  Ten urodzony w Bawarii, w 1959 roku muzyk i autor tekstów wychowywał się na takich grupach, jak The Beatles i T.Rex. Inspirowała go również twórczość Prince’a, Hall & Oates oraz Roberta Palmera. W latach 80. grywał w różnych zespołach, jednak dopiero poznanie młodego didżeja, Torstena Fenslau (kultowa postać frankfurckiej sceny klubowej, w 1993 roku zginął w wypadku samochodowym w okolicach Darmstadt) odmieniło jego życie. Wraz z nim i Jensem Zimmermannem stworzyli projekt Culture Beat, który na początku kolejnej dekady wylansował hit „Mr. Vain”.

Dla Nosie’go był to okres intensywnej pracy, gdyż coraz większa liczba gwiazd eurodance zaczęła zamawiać u niego piosenki. Pisał m.in. dla Jam & Spoon, Scootera, B.G. The Prince Of Rap, Captain Hollywood Project, Kim Sanders i DJ’a BoBo. Gdyby nie Nosie, nie byłoby takich hitów, jak „More and More”, „The Colour of My Dreams” czy „Love Is All Around”. Obecnie artysta prezentuje swój materiał w akustycznej odsłonie, co pokazuje, że dobra piosenka to taka, która zagrana w zupełnie innym stylu nadal brzmi interesująco.

Eurodance trzyma się mocno

Vengaboys, Scooter, Fun Factory, Mr. President, DJ Quicksilver, Da Hool, Coolio i Loona – to jedni z wielu wykonawców, którzy występowali podczas 90′ Festivalu – wielkiej imprezy, dedykowanej brzmieniu lat 90. Po trzech edycjach w Bielsku-Białej, przyszedł czas na Dolinę Trzech Stawów w Katowicach, gdzie odbyła się tegoroczna odsłona festiwalu. Ogromna liczba fanów tego przedsięwzięcia potwierdza tylko jedno – eurodance wciąż ma się całkiem nieźle.

Lata 90. to najlepszy okres w muzyce! To czasy mojej młodości! – pisze jeden z użytkowników na facebookowym profilu festiwalu.

Moje serce znów bije mocniej!  – dodaje inna fanka tej imprezy.

Czasy, kiedy głównym źródłem wiedzy o muzyce były niemiecka Viva oraz MTV Europe minęły już dawno. Dziś wszystko możemy znaleźć w internecie, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Z drugiej jednak strony mam wrażenie, że nie do końca potrafimy to docenić, cieszyć się tym, jak każdą zdobytą płytą bądź kasetą 20 lat temu. Może mamy dosyć patrzenia wyłącznie w smartfony podczas wizyt w knajpach? Może wreszcie pragniemy powrotu prostych piosenek, które wywołują uśmiech na twarzy i dają się zanucić?

Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
W stałym związku ze słowem pisanym od 2011 roku. Domator, miłośnik muzyki, wieczorów przy czerwonym winie, poezji, szalonych lat 90. i kultury rave. Anty-gadżeciarz poszukujący normalności we współczesnym świecie. U innych ceni poczucie humoru oraz dystans do siebie.
AUTOR

Polecamy

Komentarze