Nie wiesz gdzie i nie wiesz kto, czyli Sofar zaprasza na koncert

Muzyka dla wtajemniczonych
9 minut czytania
582
0
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
1 października 2017
fot. Sofar Sounds

Idziesz na koncert, ale do ostatniej chwili nie wiesz, gdzie się odbywa i kto na nim zagra. Za bilet płacisz tyle, ile możesz, zostawiając coś w kapeluszu, podobnie jak ulicznemu muzykowi. Z tą różnicą, że Sofar odbywa się w miejscach nietypowych – w kameralnych przestrzeniach prywatnych salonów i mieszkań, ale też na dachach, łodziach czy u golibrody.

Zaczęło się w Londynie jakieś osiem lat temu. Rocky Start, Dave Alexander i Rafe Offer nie znajdowali na typowych koncertach ani atmosfery, ani odpowiednich warunków do słuchania muzyki. Przeszkadzały im głośne rozmowy, wszechobecne telefony nagrywające i fotografujące, co się da i anonimowy tłum. Zaczęli więc urządzać spotkania w mieszkaniach, na barkach i w ogrodach, a kiedy ich działalność nabrała rumieńców, nawet w kościołach. Początkowo w celach organizacyjnych posługiwano się po prostu telefonem – osoba, która zajmowała się przygotowaniem danego koncertu wysyłała smsy z informacją o lokalizacji do jego uczestników. Od początku obowiązywała zasada BYOB (bring your own bottle) i płatność za bilet według uznania.

Śpiewy pod balkonem

Na jednym z takich koncertów, w budynku przy Liverpool Street, pojawiła się też Marianna Kosch. Przyjechała do Londynu z marzeniem o pracy w branży muzycznej. Angażowała się w rozmaite wolontariaty z nią związane, aż trafiła na nagranie z koncertu Sofar Sounds i postanowiła wziąć w nim udział.

Nie miałam jeszcze wielu znajomych w Londynie. Kiedy weszłam do mieszkania, gdzie miał odbyć się koncert, wszyscy witali mnie jak dobrą znajomą. Po chwili zaczęła grać muzyka, ludzie usiedli na podłodze i słuchali artysty. To było dla mnie niesamowite, bo nagle zapanowała kompletna cisza i wszyscy rzeczywiście byli oddani muzyce, wsłuchani w koncert. Pamiętam nawet, że balkon był otwarty i ludzie na ulicy zaczęli śpiewać. Bardzo się wtedy wzruszyłam i pomyślałam, że chciałabym być tego częścią – wspomina.

Koncerty odbywają się wszędzie – na dachach, w ogrodach czy u golibrody (fot. Sofar Sounds)

Tam też Marianna poznała założyciela Sofar Sounds, choć nie wiedziała, że ma przed sobą twórcę idei sekretnych koncertów. Rozmawiała z nim o swoich planach zawodowych i zachwycie kameralnym wydarzeniem dla wtajemniczonych, w którym właśnie wzięła udział. Następnego dnia zadzwonił do niej i zaproponował współpracę. Od początku wiedziała, że właśnie coś takiego chciałaby zorganizować w Polsce. Spóźniła się o miesiąc. Inicjatywa kiełkowała już w Warszawie. Marianna porozumiała się z koordynatorką akcji w stolicy i sama postanowiła przenieść Sofar do rodzinnego Krakowa, w którym właśnie czegoś takiego jej brakowało. Krakowska edycja wystartowała w 2015 roku.

Obowiązuje tajemnica

Dziś koncerty w ramach Sofar Sounds odbywają się w 376 miastach na świecie. W Polsce, prócz Krakowa i Warszawy, można się na nie wybrać także w Toruniu, Wrocławiu, Poznaniu czy Gdańsku. Wystarczy wybrać miasto i aplikować na specjalnej stronie. Znaleźć na niej można tylko datę, przybliżone godziny koncertu oraz rejon miasta, w którym ma się on odbyć. Ponieważ zgłaszających się jest zazwyczaj około 500 na mniej więcej 30 miejsc, czasem potrzebna jest cierpliwość.

Przy wyborze publiczności stawiamy na różnorodność. Widownię mamy w wieku od 15 do 60 lat. Staramy się zapraszać ludzi z różnych grup wiekowych. Ja np. zabieram ze sobą rodziców i zachęcam też do tego znajomych. Chcemy, żeby koncerty łączyły pokolenia – mówi Marianna Kosch.

Jeśli nie uda się dostać na Sofar za pierwszym razem, warto próbować dalej. Zwykle ci, którzy zgłaszają się już kolejny raz, mają większe szanse. Pomocna jest też wiadomość do organizatorów, którą zamieścić można aplikując, by przekonać ich, że to właśnie my powinniśmy się znaleźć na tajemniczym koncercie. Jeśli uda się to osiągnąć, kilka dni przed nim wysyłane jest powiadomienie z dokładnym adresem wydarzenia, którego jednak nie powinno się rozpowszechniać – tajemnica wciąż obowiązuje…

Miejsca, w których odbywają się koncert są zazwyczaj unikatowe i zaskakujące. W Krakowie pierwszy Sofar odbył się u znajomych rodziców lokalnej koordynatorki. Kolejne grano w pubach, magazynach i na wolnym powietrzu, a także w tzw. barber shopie, czyli męskim zakładzie fryzjerskim. Jedna z występujących w nim wtedy artystek – zagrały wówczas muzyczki m.in. z Los Angeles i Manchesteru – skorzystała nawet podobno z usług salonu.

Dyskrecja to podstawa! (fot. Sofar Sounds)

Salonowe trasy

Na koncertach Sofar tak, jak i uczestnicy, tak i artyści zgłaszają się zazwyczaj sami. Nie ma lepszych i gorszych, każdego traktuje się z takim samym szacunkiem, bez względu na to, jak duży jest jego dorobek. Koncerty przyciągają zwłaszcza młodych twórców lub nowe projekty, choć pojawiają się tu również wykonawcy szerzej znani, jak choćby Hozier, Bastille czy Karen O z zespołu Yeah Yeah Yeahs. W Polsce zapłatą dla muzyków jest materiał wideo z występu. Tylko w Norwegii, Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii wydarzenia są stale biletowane. W pozostałych miejscach ekipy pracują nad ich organizacją zupełnie za darmo. Wystawiany jest tylko wspomniany symboliczny kapelusz. Wkrótce jednak być może się to zmieni i bilety dotrą i do nas.

Zespoły wybierane na poszczególne wydarzenia są dla uczestników największą niespodzianką. Sofar u źródeł to muzyka akustyczna, która jednak w każdym mieście zyskuje inne oblicze. Wszystko zależy od pracującego w danym miejscu zespołu. I tak np. w Krakowie po raz pierwszy pojawiła się na Sofar elektronika, która zainspirowała innych organizatorów do otwarcia również na tego rodzaju twórczość.  Sięga się zresztą nie tylko po różne gatunki, ale też i rozmaite sposoby ekspresji. Jak można przeczytać na stronie inicjatywy, jej organizatorzy otwarci są na także na poezję, taniec, a nawet komedię. Na razie można zobaczyć tego typu eksperymenty głównie w Londynie, gdzie pojawia się np. poezja mówiona. W Krakowie, ani w Warszawie, jeszcze nie pojawił się nikt, kto chciałaby pokazać tego rodzaju sztukę na sofarowej scenie. Za to zwykle zobaczyć na niej można zarówno lokalnych twórców, jak i zagranicznych muzyków.

Piszą, że są w okolicy i chcą zagrać. Sprawdzamy ich i jeśli się nam spodobają, zapraszamy. Nie mamy zwrotów za przejazdy i pobyty, dlatego zapraszamy tych, którzy zadeklarowali chęć pojawienia się w danym mieście – podkreśla koordynatorka.

Dodaje, że coraz więcej artystów organizuje tzw. salonowe trasy, podróżując po różnych miastach Europy i świata. Przykładem może być Josh Savage, który wystąpił już na około 80 koncertach Sofar Sounds, a teraz kontynuuje trasę w Ameryce Południowej.

Nigdy nie wiesz, kogo będzie można posłuchać (fot. Sofar Sounds)

Uważne słuchanie

Polscy artyści też nie ograniczają się tylko do jednego występu na Sofar. Dziewczyny tworzące muzyczny projekt „tęskno” – wokalistka Joanna Longić i kompozytorka Hania Rani – mają za sobą udział w sekretnych koncertach w Krakowie i w Warszawie. W stolicy występowały jeszcze oddzielnie. Ich zdaniem to, co zdecydowanie odróżnia Sofar od występów w klubach i na dużej scenie, to przede wszystkim atmosfera.

Jest dość swobodna, spontaniczna i oczywiście bardzo intymna. Rzeczywiście występy podczas koncertów Sofar mają własną energię, pewnie również dlatego, że publiczność nie wie, na jakich artystów się wybiera, wszystko pozostaje tajemnicą do ostatniej chwili. Ten fakt sprzyja uważniejszemu słuchaniu, odczuwaniu, co oczywiście jest przyjemnym doznaniem dla wykonawcy – mówi Hania Rani.

Na koncertach organizowanych przez wolontariuszy bez specjalnych funduszy zdarzają się oczywiście problemy z zapleczem technicznym – brakuje np. odpowiedniego nagłośnienia i sprzętu nagrywającego, co odbija się zwłaszcza na materiałach wideo polskiej edycji. Z drugiej strony, jak zaznaczają dziewczyny z „tęskno”, nie jest to główne przesłanie tej inicjatywy i schodzi finalnie na drugi plan, głównie za sprawą zaangażowania słuchaczy, spontanicznego charakteru wydarzenia i możliwości zagrania w ciekawych lokacjach, a także poznania interesujących ludzi, z którymi przez chwilę dzieli się wspólny muzyczny sekret…

Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek

Wolny strzelec krążący wokół dziedzin takich jak media, sztuka i reklama. Pracuje ze słowami i odpoczywa ze słowami. Kiedy nie pisze, czyta, ogląda, słucha – jest uzależniona od opowieści. Lubi zmiany, podróże i sny.


AUTOR

Komentarze