Niepełnosprawność nie odbiera ludziom libido. Rozmowa z autorką bloga Zaniczka.pl

Seks na wózku - bez kompleksów!
8 minut czytania
1282
2
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
15 października 2017
fot. Foto-Gra, Anna Harasim

O tym, że seks jest ważny bez względu na to, czy poruszamy się sami czy na wózku, a także o tym, jak przełamać wstyd w tym temacie, będąc osobą niepełnosprawną, opowiada nam autorka bloga Zaniczka, Renata Orłowska.

Moja rozmówczyni zmaga się z rdzeniowym zanikiem mięśni. Czasem ma wszystkiego dość, a czasem żyje pełną piersią – z mężem u boku i blogiem, na którym stara się pokazać między innymi to, że wózek to nie wyrok, a seks jest ważny zawsze i dla każdego.

Olga Siemoniak: Choć wiemy, że ludzie na wózkach miewają dzieci, to jednak często myślimy, że ich libido nie istnieje, bo przecież mają tyle na głowie, zmagają się z chorobą. Tymczasem ty twierdzisz, że istnieje i bywa regularnie zaspokajane.

Renata Orłowska: Od zawsze powtarzam, że osoby niepełnosprawne to taka sama grupa społeczna jak np. blondynki. Są wśród nich osoby o bardzo wybujałym temperamencie seksualnym i takie, które apetyt na seks mają dużo mniejszy. Wraz z niepełnosprawnością (nieważne jaką) nie pozbywasz się swojej seksualności. Oczywiście odkrywanie jej i warunki zaspokajania są niekiedy inne, ale u większości osób wszystko w tej sferze działa tak, jak powinno.

Porozmawiajmy więc o odkrywaniu seksualności. W przypadku osób pełnosprawnych to dość jasne. Dyskoteka, pierwsze tańce przytulańce, macanie, całowanie się, itd. Jak wygląda to w przypadku osób na wózkach? 

(śmiech) Tak samo. Oczywiście mam tu na myśli dzieci prawidłowo rewalidowane, a nie te zamknięte w domu przez rodziców ze strachu przed tym, że dziecku stanie się krzywda. Młodzież niepełnosprawna, która ma kontakt z rówieśnikami na co dzień, w okresie dojrzewania, tak samo jak pełnosprawna, zaczyna eksperymentować. Też są tańce przytulańce, pierwsze pocałunki i trzepot motyli w brzuchu. Tu nie ma różnicy.

Renata Orłowska (fot. Foto-Gra, Anna Harasim)

A jak się, według twoich obserwacji, układają proporcje? Większość jest, jak powiedziałaś, rewalidowana, czy jednak nie? A może zmienia się to na przestrzeni lat?

Zdecydowanie się zmienia, aczkolwiek teraz z uwagi na to, że wiele szkół jest dostosowanych i dzieci nie muszą wyjeżdżać do szkół z internatem, mam wrażenie, że jest gorzej.

Z jednej strony poziom świadomości matek wzrósł (też dzięki internetowi i różnym grupom tematycznym), z drugiej strony dziecko nadal jest pod stała opieką dorosłych i nie ma jak dorosnąć. Praktycznie we wszystkim jest wyręczane i potrzeba naprawdę bardzo oświeconej rodzicielki i oświeconego dziecięcia, żeby ta rewalidacja zaistniała. Za moich czasów (tak, wiem jak to brzmi, epoka dinozaurów) przebywało się w internacie i siłą rzeczy musiałaś się pewnych zachowań nauczyć. Czy to samodzielnego dbania o siebie, czy nawet głupiego doboru garderoby. Poza tym internat to czas wszelakich eksperymentów właśnie z seksualnością.

Nie miałaś nigdy poczucia, że jesteś gorsza, że kto się tobą zainteresuje, skoro dookoła same sprawne dziewczyny?

Wychowywałam się w bardzo trudnych czasach. Nie mieliśmy dżinsów, chyba że z Peweksu lub od cioci z Ameryki, jak ktoś ją miał. Wtedy królowała osobowość. Wiem, że znów zabrzmi to jakbym urodziła się w epoce dinozaurów, ale gdy każdy był podobnie ubrany, to mogłaś zabłysnąć co najwyżej mózgiem. Ja stosunkowo szybko dowiedziałam się, że moja choroba jest nieuleczalna i śmiertelna. Niby nic, bo wszyscy umrzemy, ale dla mnie, wtedy jeszcze nawet nie nastolatki, to był dramat. Postanowiłam, że przeżyję ten czas, jaki mi pozostał tak, jak ja chcę. I zaczęłam robić to, co chciałam. Jak trzeba było zrobić coś głupiego, pierwsza byłam do tego. I to chyba przyciągało do mnie chłopaków, ta pewność siebie i odwaga. Tak samo z seksem. Wiesz, to był jeden z elementów rewalidacji. W seksie byłam wolna. Zmysłowa, wzbudzająca czyjeś pożądanie i fascynację.

To zabrzmi trochę niefortunnie, ale seks odkrywałaś na własną rękę, sama, jak większość z nas, czy jednak rozmawiałaś z rodzicami, lekarzem, ktoś cię przez ten temat przeprowadził? 

Niestety to były czasy kiedy o seksie się nie mówiło lub mówiło bardzo mało. Ale dzięki „Sztuce kochania” Wisłockiej mogłam dogłębnie sama zbadać temat.

Z chłopakami miałaś dobry kontakt, byłaś odważna, ale seks w młodym wieku to stres, spocone łapy, i paraliżująca nieśmiałość. Chłopcy często nie bardzo wiedzą, jak się zabrać za dziewczynę. Tymczasem ty poruszasz się na wózku, co może być dla takiego chłopaka utrudnieniem. Po pierwsze – było? Po drugie – czy to faktycznie ma znaczenie?

Pozwól, że odpowiem najpierw na drugie pytanie. To kompletnie nie ma znaczenia. Jak jest chemia, jak już pozwolimy sobie na tę chemię, to wszystko przychodzi samo. Ważne, żeby do seksu nie podchodzić zbyt poważnie. No i pytać. Nie bać się rozmowy i mówienia o swoich potrzebach i możliwościach. To jedynie może być przeszkodą i utrudnieniem. No dobra chciałabym, żeby tak było, tymczasem pierwszym utrudnieniem jest ten pierwszy krok i pytanie jak? Do całowania polecam usiąść na czymś do czego można stanąć bokiem. Całowanie z głową w górze może być niewygodne. Wracając do podstawowej kwestii: nie ma znaczenia, jeśli prawidłowo się komunikujecie.

Blog Renaty, Zaniczka.pl, oswaja tabu związane z seksem niepełnosprawnych (fot. Foto-Gra, Anna Harasim)

Jeśli miałabyś powiedzieć coś młodym dziewczynom, zmagającym się z niepełnosprawnością, to co by to było? Jakaś rada od starszej koleżanki?

Po pierwsze musisz pokochać siebie taką, jaka jesteś. Kochać tak naprawdę za wszystko. Za krzywy nos, piegi, za chudość, za grubość – całą siebie. Po drugie, musisz mieć jakieś pasje i zainteresowania, żeby mieć świadomość, że związek to nie jest codzienne kilkugodzinne patrzenie się w siebie. Związek to robienie różnych rzeczy razem. Po kolejne, przestań sobie odpuszczać. To że jesteś niepełnosprawna nie zwalnia cię z dbania o siebie. Umyj włosy, ubierz się kobieco, nałóż na twarz uśmiech. Kolejne, nie siedź w domu. Wychodź ze znajomymi, wychodź sama, spotykaj się z ludźmi których nie znasz. I ostatnie. Nie szukaj miłości na siłę, sama cię znajdzie.

Co ci zabiera twoja choroba i jak wygląda twoje życie z nią?

Choruję na rdzeniowy zanik mięśni, od niedawna nazywany SMA. Cechą główną tej choroby jest to, że umierają neurony w rdzeniu kręgowym, które są odpowiedzialne za pracę mięśni. To powoduje, że mięśnie całego ciała słabną, z czasem ulegając całkowitemu zanikowi. Choroba ma III stopnie z czego I to najpoważniejsza – występują w niej problemy z oddychaniem, połykaniem już w niemowlęctwie. Ja mam stopień III i do dziewiątego roku życia chodziłam.

O tym, że choruję właśnie na to, dowiedziałam się przez przypadek, czytając swoje historie choroby. Potem przeczytałam w jakiejś mądrej książce medycznej, że osoby chorujące na rdzeniowy zanik mięśni dożywają najwyżej do 14. roku życia, nikt mi nie wytłumaczył, że to dotyczy stopnia I. Zresztą w tamtych czasach wiedza o chorobie była bardzo mała. Fakt, że się o tym dowiedziałam mając lat 9 bardzo wpłynął na moje życie. Postanowiłam, że nie zmarnuję ani jednej chwili.

Teraz już nie chodzę i poruszam się na elektrycznym wózku inwalidzkim, poza domem. W domu poruszam się na aktywnym wózku, staram się żyć jak najnormalniej. Czyli gotuję, sprzątam, oczywiście wszystko w miarę moich możliwości. Choroba zabrała mi przede wszystkim wolność. Czasami jest bardzo ciężko, tak że nie dajesz rady nawet podnieść kubka z herbatą, a czasami masz taki power, że udaje ci się robić wiele. Na funkcjonowanie składa się wiele czynników, ale najważniejszy jest sen. Jeśli nie zapewnię sobie określonej dawki snu, to następnego dnia mam spadek formy o 50 procent. Trzeba jak najwięcej się ruszać, żeby pobudzać mięśnie do jakiegokolwiek wysiłku. Wbrew pozorom nawet samodzielne podrapanie się po nosie ma znaczenie.

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak

Rocznik ’86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.


AUTOR

Polecamy

Komentarze