Nowe „Koło Fortuny”: Tylko waty cukrowej brak!

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki...
4 minuty czytania
867
3
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
10 października 2017
fot. mat. prasowe/tvp.pl

Wiem, że moje uwielbienie dla wersji z Wojciechem Pijanowskim, jest jak uwielbienie dla waty cukrowej, której dziś bym pewnie nie przełknęła, choć kiedyś jawiła mi się jako najlepszy słodycz na świecie. Tak czy siak wiem już, że nowe „Koło Fortuny” jest gorsze niż to stare.

Kiedy byłam mała, czekałam na „Koło Fortuny” tak, jak teraz czekam na każdy piątek. Uwielbiałam Pijanowskiego, Magda, która całowała panów, wydawała mi się dystyngowana i piękna, a odgadywanie haseł szalenie ekscytujące. Odnowione „Koło Fortuny” w TVP wyobrażałam sobie jako powrót do tego, co „święte i czyste jak pierwsze kochanie”. Niestety okazało się, że z kochaniem nie ma wiele wspólnego.

Najpierw jednak pozytywy. Samo odgadywanie haseł jest ekstra, choć te bywają dziwne. Ale nie będę się czepiała, bo naprawdę uwielbiam wszystkie gry i zabawy związane z wyrazami i ich odgadywaniem czy układaniem. Drugi plus – uczestnicy. Ci bywają naprawdę całkiem klawi, a pan, który w pierwszym odcinku, na pytanie czy cieszy się, że wylosował zegarek, odpowiedział, że nie, kupił mnie totalnie. Skromna lista zalet dobiegła końca, czas na minusy.

Pierwszy i ogromny  to prowadzący, Rafał Brzozowski. Nie nadaje się całkowicie. Brakuje mu polotu i luzu, zagaduje uczestników w sposób sztywny, nie umie podtrzymywać rozmowy, ani jej ciągnąć. Z uporem maniaka powtarza końcówki wypowiedzi uczestników, przez co rozmowa przypomina tę, którą odstawiamy przy stole rodzinnym z ciocią, której dawno nie widzieliśmy.

– Ciocia zdrowa?

– Zdrowa.

– To dobrze, że zdrowa.

 – Tak, to dobrze.

– Dobrze, dobrze.

Do tego ktoś wpadł na cudowny pomysł, żeby przy kategoriach muzycznych Brzozowski śpiewał i porywał do tańca współprowadzącą, Izabellę Krzan. Co ciekawe, była miss Polonia sto razy lepiej odnajduje się w programie niż Brzozowski, jest naturalna, sympatyczna i dużo bardziej swobodna, jednak jej rola jest niewielka, więc wróćmy do Rafała, który śpiewa. Jezu, to jest dopiero dziwne.

Studio, publiczność, siermiężne próby zagadania („Marek, oddaj zegarek” to jeden z moich faworytów), kręcenie kołem, nagrody, a ten nagle ni z gruchy ni z pietruchy zaczyna śpiewać. Jak się domyślam, jest to podyktowane niesłabnącym od stu lat sukcesem programu „Jaka to melodia”, ale o ile w programie muzycznym śpiewanie ma sens, o tyle w „Kole Fortuny” wypada przekomicznie. Trochę się z tego festyn robi, brakuje tylko malowania twarzy, waty cukrowej i klaunów. Za to są oklaski w ilości nieznośnej! Ta publiczność klaszcze po wszystkim, przed wszystkim i w trakcie wszystkiego. Jak ktoś opluwał „Make Poland Great Again” za śmiechy z puszki, to niech odpali „Koło Fortuny”, bo tam to się klaszcze tyle, że Piotr Rubik mógłby się uczyć.

Kolejna rzecz: nagrody. Po pierwsze cholernie trudno jest z tego programu wyjść z sensowną kasą, bo raz za razem pojawia się BANKRUT i trzeba mieć szczęście, żeby choć raz na niego nie trafić. Jednak sprawa bardziej ważka to nagrody rzeczowe – w takim stylu jakby od pierwszej edycji (1992-1998), w której rozdawano pralki, niewiele się zmieniło. No dobra, jestem niesprawiedliwa, wszak teraz wygrać można (obok lodówko-zamrażarki) także program antywirusowy albo wspomniany zegarek. Jezu, przecież to jest jakiś koszmar. Chłop idzie do programu, ty już myślisz, ze może chociaż na weekendowy melanż starczy, a ten ci do chaty program antywirusowy przywozi i lodówko-zamrażarkę. Ja bym uciekła ze studia, żeby tylko nie musieć tego odbierać.

Program jednak, nawet z takimi nagrodami, mógłby być bardzo spoko, ale nie będzie, bo nie ma takiej opcji, żeby Brzozowski rozkręcił się tak, że dogoni charyzmą i inteligencją na przykład Wojciecha Manna. Boże, jak ja bym chciała Manna w roli prowadzącego „Koło Fortuny”. Mogłabym nawet oddać za to swoją lodówko-zamrażarkę i pralkę w bonusie. A co!

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze