Otyłość to nie jest twój osobisty problem. To sprawa kulturowa

Jedzcie czekoladę, póki jest dostępna bez ograniczeń
4 minuty czytania
1961
3
Iwona Kamińska
Iwona Kamińska
4 października 2017

Fińska badaczka postawiła śmiałą tezę, że ludzie otyli nie do końca odpowiadają za swój stan. Winne jest społeczeństwo i kultura żywieniowa, w której przyszło im żyć. Stąd pomysł, by społeczeństwo wzięło na siebie odpowiedzialność i wprowadziło prawne regulacje, dotyczące sprzedaży produktów zawierających duże dawki cukru i tłuszczu.

Johanna Ahola-Launonen z Uniwersytetu w Helsinkach twierdzi, że jedną z przyczyn powszechnych problemów z otyłością jest kwestia otoczenia żywieniowego. W dodatku większość decyzji żywieniowych, których dokonujemy jest odruchowa, nie świadoma. Co z tego wynika? By skutecznie walczyć z plagą otyłości, trzeba zdjąć odpowiedzialność za nią z barków jednostek a przenieść ją na całe społeczeństwo. Tak, wszyscy musimy zacząć się odchudzać, nawet ci (jeszcze) szczupli.

To nie ty się objadasz, to decyzja kulturowa

Otyłość coraz większego odsetka populacji w rozwiniętych społeczeństwach z całą pewnością nie jest wyimaginowanym problemem. Światowa Organizacja Zdrowia alarmuje, że z powodu otyłości i wywołanych nią chorób, co roku umiera już blisko 3 miliony ludzi. Istnieje wiele międzynarodowych i państwowych programów walki z otyłością – na przykład wśród dzieci. Promowanie zdrowego odżywiania, zbawiennego wpływu sportu na sylwetkę czy edukacja na temat skutków otyłości itd. nie przynoszą jednak spektakularnych efektów. Bogate społeczeństwa nadal tyją, choć odbywa się to w paradoksalnym sprzężeniu z biedą – tyją biedacy.

Jak odchudzić coraz grubsze społeczeństwa?

Przejadanie się – i będąca jego konsekwencją otyłość – stały się palącym problemem. Jednak byłoby błędem zakładać, że epidemia otyłości jest wynikiem jedynie braku silnej woli poszczególnych osób, jak się to często przedstawia. Tak przynajmniej uważa Johanna Ahola-Launonen.

Badaczka twierdzi, że większość decyzji żywieniowych jest odruchowa i nie podlega świadomym wyborom. Ludzie mają tendencję do zachowywania się tak jak otoczenie – kiedy ktoś ziewa lub zakłada nogę na nogę, często robimy to samo. Jeśli ten sam mechanizm działa w przypadku jedzenia, normalnym jest, że objadamy się, jeśli robią tak ludzie wokół nas. Jeśli ma się dokonać prawdziwa zmiana w kwestii powszechnej otyłości, musi mieć ona głębokie środowiskowe i kulturowe zakorzenienie. Samo demonizowanie tłuszczu i budowanie poczucia winy nie sprawią, że ludzie zaczną go mniej jeść.

Promowanie zdrowego jedzenia, to za mało

Opodatkować tłuszcz i cukier

Raport z badania sugeruje także, że wzrost otłuszczenia populacji nie jest wynikiem zmniejszonej samodyscypliny czy jakiegoś załamania silnej woli na poziomie jednostek. Prowadzi to do konkluzji, że skuteczniejszym środkiem zaradczym jest społeczne wpłynięcie na dostępność powodujących otyłość substancji – można dokonać tego poprzez politykę cenową oraz inne regulacje.

Innymi słowy, zdaniem fińskiej badaczki, dobrym rozwiązaniem jest wysokie opodatkowanie produktów zawierających wysoką ilość cukru albo wprowadzenie ograniczeń w reklamie tego rodzaju pożywienia, analogicznych do tych, jakie zastosowano w reklamie papierosów czy alkoholu. Batoniki, czipsy oraz inne niezdrowe przekąski, które znalazłyby się na społecznym indeksie straciłyby wówczas na dostępności (drogie!) i atrakcyjności (odpada efekt reklamy). Być może autorka badania nie docenia urody owocu zakazanego…

Owoc? Nie, dziękuję!

Jak rozwiązać ten problem?

Nie ma łatwej odpowiedzi na pytanie jak zaradzić powszechnemu problemowi z nadwagą. Sprowadzając zagadnienie na poziom kulturowy i społeczny, niewątpliwie dzielimy odpowiedzialność zań, co może mieć pozytywne skutki. Jednak wiara w to, że wystarczą odgórne zakazy i prawne ograniczenia ma posmak pewnej utopii.

Nie znaczy to, że nie należy próbować i szukać dalej sensownych rozwiązań. Otoczenie żywieniowe to na pewno nie czczy wymysł – żyjemy w kulturze nadmiaru, także nadmiaru pożywienia, które ocieka tłuszczem i cukrem. Jak pączek. Może to być też całkiem smaczny fiński pączek – munkki.

 

Iwona Kamińska
Iwona Kamińska
Od kliku lat zajmuje się programowaniem i uczeniem tego innych. Ponad połowę roku spędza w podróży - oczywiście pracuje wtedy ze zdwojoną siłą. W wolnych chwilach pisze o tym, co wpadło jej w oko podczas surfowania w sieci. Nadużywa coca-coli i sarkazmu.
AUTOR

Polecamy

Komentarze