Polfejs i inne media prawicowego „drugiego obiegu”

Nigdy się nie porozumiemy?
7 minut czytania
313
0
Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
4 października 2017

„Polski portal społecznościowy, co jednoczy Polaków”, „Polfejs, w obronie Polski przed najazdem”, „My nie skręcamy w lewo” – takie hasła przyświecają inicjatywie Polfejs, próbie stworzenia czegoś na kształt Facebooka, gdzie treści bliższe sercu narodowców nie będą blokowane ani usuwane.

Wchodzę na stronę i próbuję się zarejestrować. Pojawia się komunikat, że niestety nie można tego zrobić aż do poniedziałku, kiedy to rejestracja zostanie ponownie uruchomiona. We wtorek czeka na mnie kolejna informacja: „Zapisy do Portalu już pod koniec tygodnia”. Być może jest to pokłosie skandalu związanego z kradzieżą regulaminu?

Kontrowersje, kontrowersje…

Gazeta Wyborcza donosiła, że Polfejs „pożyczył” sobie regulamin portalu Slovane.com – Facebooka dla wszystkich Słowian, prowadzonego przez Fundację Słowianie 2.0. – Chcielibyśmy poinformować, że absolutnie nic nas nie łączy z projektem Polfejs. Treść znajdująca się na podstronie „Regulamin” została w sposób bezczelny skopiowana z naszego projektu Slovanie, a następnie nieudolnie wyedytowana – tłumaczy Krzysztof Klamka, prezes Słowianie 2.0. Zapowiada również pozew do sądu.

Wpadka twórców Polfejsa

Zjawisko jednak wydało mi się ciekawe. Czasem trzeba choć spróbować poznać i wytłumaczyć „irracjonalne” zachowania prawicy, tworząc w ten sposób pomost między dwoma, zwaśnionymi plemionami Polaków. Dzięki temu łatwiej będzie zrozumieć takie zjawiska jak Polfejs czy Slovane oraz tak konsekwentne tworzenie tzw. drugiego obiegu informacji przez prawicę w latach 2008 – 2015. Nie są one bowiem, jak wielu mogłoby się wydawać, pozbawione racjonalnych podstaw. A tylko wierząc w racjonalne przesłanki obu stron, umożliwia się dialog.

Próbowałem zdobyć komentarz ze strony Polfejs. Zapytałem również, jaki jest cel istnienia portalu, ilu ludzi go tworzy, jak ma ostatecznie wyglądać oraz czym różni się od Facebooka. Pomimo wielokrotnych prób kontaktu, odpowiedzi na zadane pytania nie otrzymałem. Musiałem zatem posiłkować się materiałami zamieszczonymi na stronie.

Skąd pomysł na nowy serwis?

Artur Kozieł pisze na blogu o początkach Polfejsa. Zaczęło się podobno od pracy w skarbówce, gdzie Kozieł miał możliwość wglądu w wypełnione przez podatników formularze PIT. – Skojarzyłem, ile państwo od nas bierze haraczu – czytamy we wpisie Kozieła.  – Wtedy postanowiłem nigdy więcej nie głosować na tych sukinsynów z okrągłego stołu, a poszukać ludzi z zewnątrz. Wkrótce zacząłem pisać co myślę o polityce w Polsce. I jak to widzę.

Z czasem powstało forum dla narodowców, a stamtąd już prosta droga poprowadziła do obecnego kształtu strony Polfejs. Głównym celem portalu jest poprawa Rzeczypospolitej, krok po kroku, w myśl „pracy organicznej” oraz pracy u podstaw. Kozieł ma również nadzieje, że Polfejs rozwinie się w ruch społeczny. Ponadto autorzy strony planują otworzyć telewizję internetową. Kozieł zastrzega, że wszystko to robi dla idei, nie dla pieniędzy.

Choć zakładka „O nas” jest wciąż pusta, to ciekawe treści, które rzucą światło na całą sprawę, znajdziemy na blogu. Użytkownicy dodają tam swoje własne wpisy, a niektóre spośród nich to doprawdy perełki. Oto jedna z nich, o wdzięcznym tytule „Złodzieje naszych skarbów Polskiej kultury Narodowej” [pisownia oryginalna. – przyp. JNG]. Wpis zawiera jedynie kilka słów: „Made in Sweden ! Szwedzi, zwróćcie, co nam zabraliście !!!”. Materiał wyświetlono 302 razy.

Jest również o wiele poważniejszy tekst, czyli „Propozycja (ustrojowa) dla Polski i Polfejs.pl” autorstwa wspomnianego Artura Kozieła. Wśród postulatów znajdują się: likwidacja ZUS, prywatyzacja służby zdrowia, likwidacja województw i powiatów, i zastąpienie ich strukturą federalną, gospodarka oparta na „ustawie Wilczka” z 1988 roku itd. Tekst odwiedzono 162 razy.

Jest tu miejsce na twórczość użytkowników

Inne tytuły, które przykuły moją uwagę to: „Kibice – patrioci współczesnej Wielkiej Polski”, „Świat oszalał – włoscy naukowcy wymyślili „aborcję” po urodzeniu”, „Jest wśród narodów – wiersz autorstwa własnego na chwałę narodu polskiego” oraz „Elity z nadania do wymiany”.

Na portalu znajdziemy wiersze, analizy, krótkie wpisy oraz propozycje zmian ustrojowych. Może to wszystko wygląda na razie nieporadnie, ale przecież jest to realizacja hasła Jacka Kuronia o zakładaniu komitetów, zamiast palenia ich.

Prawica nadal walczy na Facebooku

Sprawa wcale nie jest błaha. Polskiemu oddziałowi Fejsa stronniczość zarzucał już serwis TVP. – Facebook jest jednym z najbardziej cenzurowanych mediów na świecie. Usuwa treści, które kojarzą się z treściami konserwatywnymi, a promuje np. posty uderzające w Kościół katolicki – komentował w rozmowie z tvp.info dziennikarz śledczy Cezary Gmyz.

Prawa strona zarzucała polskiemu szefostwu portalu, że wyraźnie angażuje się po jednej stronie sporu politycznego. Sylwia de Weydenthal, szefowa polskiego FB, miała promować posty, fanpage oraz wydarzenia związane z Komitetem Obrony Demokracji, za to usuwać te związane choćby z Marszem Niepodległości.

Szefostwo Facebooka na Polskę nie widzi nic dziwnego np. w postach szkalujących papieża Jana Pawła II. Sylwia de Weydenthal i Robert Bednarski są to ludzie o określonych poglądach, sympatyzujących z KOD i Nowoczesną. Podlegli im pracownicy widząc, jakie treści propaguje ich szefostwo, po prostu ich naśladują – podkreślał redaktor Cezary „Trotyl” Gmyz.

Biuro prasowe portalu tłumaczy, że zarzuty prawicowych aktywistów i dziennikarzy są wyssane z palca. – Raporty dotyczące treści z Polski są najczęściej analizowane przez zespół Facebooka zlokalizowany w Dublinie. Żaden z pracowników spoza zespołu Community Operations nie ma dostępu do tych raportów, a ich weryfikacją nie zajmują się pracownicy biura w Warszawie – tłumaczy biuro prasowe. Czy jest tak w rzeczywistości?

Dlaczego prawica tworzy drugi obieg?

Czy media prawicowe, zarówno te nowe jak i stare, rzeczywiście są lub były prześladowane? Dlaczego prawica buduje Polfejsa, „drugi obieg” i tworzy „redaktorów niepokornych”?

Wśród przeciwników prawicy pewną wesołość wywoływały zarówno marsze smoleńskie jak i Kluby Gazety Polskiej, powstające w miastach i miasteczkach na terenie całego kraju oraz prawicowe „media drugiego obiegu”. Pojawiało się, nie bez przyczyny, hasło „oblężonej twierdzy”, a wielu czuło wyraźną ulgę na widok „prawaków” zamykających się w swych zamkach i ostrzeliwujących coraz to dziwniejsze tematy swoimi strzałami prawdy. Jak to się stało, że przy podobnej logice działań, wybory w Polsce wygrała Zjednoczona Prawica?

Czasem wystarczy kilka słów…

Portal Żelazna Logika opisał to zjawisko, w moim przekonaniu, najcelniej. Jedną z przyczyn, które wyniosły PiS do władzy (można też odnieść to do Donalda Trumpa) możemy też znaleźć we wpisach na Polfejsie.

Przez lata cisnęliście drugą stronę kajdanami politycznej poprawności [liberalni komentatorzy – przyp. JNG], że ta miała skrępowane usta, a Wam zamiast argumentów wystarczał zamykający rozmowę epitet z szerokiego repertuaru: homofob, ksenofob, faszysta, rasista, seksista i tak dalej – czytamy na stronie. – Przez lata zakrzykiwaliście próby dyskusji, cenzurowaliście, zamykaliście się w kółkach wzajemnej adoracji i przemawialiście do tłumów z nierównej pozycji nadajnik-odbiorca, bez możliwości interakcji. A gdy interakcja się pojawiała, wyławialiście jakiegoś kosmitę, pokazywaliście kto jest po drugiej stronie i jednocześnie samoutwierdzaliście się we własnej słuszności – czytamy w dalszej części tekstu.

No dobrze, ktoś powie, ale czy to wszystko? Czy pewna arogancja i bezczelność garstki wpływowych komentatorów politycznych w rodzaju Jacka Żakowskiego, Dominiki Wielowieyskiej czy Tomasza Lisa to wystarczająco wiele, by wepchnąć sporą część społeczeństwa w narożnik? Może chodzi tutaj o tak lubiany przez prawicę wolny rynek? Może zwyczajnie, jak często było to sugerowane, prawicowe treści nie miały wystarczająco wielu odbiorców? No bo jak to jest, że media liberalne oraz lewicowe dają sobie radę, a te z prawicy nie?

„Wolny rynek” mediów w Polsce

Pytanie to jest jak najbardziej słuszne. Dlatego pozwoliłem sobie sięgnąć do raportów dotyczących mediów przygotowanych przez Parlamentarny Zespół ds. Obrony Wolności Słowa i Instytut Jagielloński. Warto również sprawdzić pełen raport Ministerstwa Skarbu z 2016 roku za dziesięć poprzednich lat.

Dodam jeszcze, że opisuję konkretne zjawisko, które miało miejsce w określonym czasie. Nie znaczy to, niestety, że pozostały mi jakiekolwiek złudzenia co do działań Zjednoczonej Prawicy na tym samym polu.

Raport „Wydatki KPRM i ministerstw na ogłoszenia i komunikaty w środkach masowego przekazu w latach 2008-2013” jest oparty na odpowiedziach udzielonych przez każde z ministerstw i został przedstawiony 9 października 2014 roku i rzuca pewne światło na rynek mediów w Polsce.

Przykładowe liczby? 43 miliony złotych trafiły do stacji telewizyjnych. Najwięcej otrzymała TVP (pozostająca w tym okresie pod kontrolą PO-PSL-SLD), a na kolejnych miejscach znalazły się TVN i Polsat. Dla dzienników w latach 2008-2013 pula wyniosła 12,75mln zł. Najwięcej otrzymały Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita oraz Dziennik Gazeta Prawna.

Start serwisu Polfejs jest nieco opóźniony

Wszystkie te pieniądze zostały przekazane mediom bezpośrednio przez kancelarię premiera Donalda Tuska i jego ministrów. Według Instytutu Jagiellońskiego proporcje są podobne, choć ich raport uwzględnia również ponad 40 mln zł przekazanych domom mediowym. Nie sposób ustalić w jakich proporcjach oraz do jakich mediów zostały przekazane te pieniądze.

–  Przy całościowym podsumowaniu widoczne jest przechylenie ideologiczne w jedną stronę –  czytamy na stronie Instytutu.

Media wybrane?

Celem reklam, ogłoszeń oraz wszelkich innych form promocji, jest dotarcie z informacją do jak najszerszego grona odbiorców. Spróbujmy zatem podsumować uzyskaną wiedzę oraz stwierdzić czy instytucje publiczne, rzeczywiście kierowały się jedynie oglądalnością i klikalnością w doborze nadawców reklam.

Gdyby tak było, najwięcej ze wszystkich dzienników powinien otrzymywać Fakt i to trzykrotnie więcej niż Gazeta Wyborcza. Na liście powinien znaleźć się również Super Express przed Rzeczpospolitą. Trudno też wytłumaczyć oglądalnością o wiele większe dotacje dla TVN-u niż Polsatu. To zaledwie kilka przykładów – każdy może sprawdzić nakłady gazet oraz rankingi oglądalności i samemu postawić pytanie, o co tak naprawdę chodziło.

–  Gdyby ministerstwa i spółki Skarbu Państwa wychodziły z założenia, że ich obowiązkiem jest informowanie o swych działaniach Polaków – po prostu Polaków, bez podziału wedle politycznych sympatii – to ogłoszenia o tym, że fajnie jest tankować na Orlenie, szanować pracę górników z KGHM-u i cieszyć się z faktu, że Tauron produkuje dużo energii, trafiałyby także na łamy „Do rzeczy”, „Gazety Polskiej”, „Niedzieli” czy „Naszego Dziennika”. Tak się bowiem składa, że ich czytelnicy również płacą rachunki za prąd i gaz oraz mają samochody – pisał w 2016 Piotr Gociek, redaktor Polskiego Radia.

Biorąc pod uwagę to wszystko, powstanie Polfejsa naprawdę było tylko kwestią czasu.

Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński

Rocznik 87, absolwent politologii, historii i dziennikarstwa. Dużo podróżuje, kocha koty i dobre piwo. Tego ostatniego nigdy nie odmawia.


AUTOR

Komentarze