Piwne rozmowy przy pełnym kuflu – czy nastał czas browarów rzemieślniczych?

O piwnej rewolucji i rzemieślniczych browarach
7 minut czytania
7124
1
Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
6 października 2017

Piwo towarzyszy człowiekowi od tysiącleci, jednak ostatnie lata to coraz większe zmiany na piwnym rynku. Piwa koncernowe, które wciąż wyraźnie dominują, tracą powoli pozycję na rzecz piw rzemieślniczych. Dlaczego tak się dzieje?

Wartość rynku piwa w Polsce w 2016 roku wyniosła 15,3 mld złotych i cały czas wzrasta – jest o co się bić. Polak rocznie wypija prawie 100 litrów złocistego trunku. Jesteśmy piwnymi patriotami – pijemy głównie piwo uwarzone w Polsce. Importujemy jedynie 2 proc. krajowej konsumpcji.

Wzrasta rola piwa rzemieślniczego (zwanego również kraftowym). W 2005 roku piwa koncernowe posiadały 95 proc. rynku. Dekadę później było to już 85 proc. Wzrost znaczenia rodzimych producentów jest wyraźny i przyśpiesza. W najbliższych latach ma wynieść nawet 20-25 proc. rynku.

Co to takiego piwo kraftowe?

Przyjeżdżam na poznańskie Podolany. To tutaj mieści się Piwna Stacja, jeden z browarów kraftowych. Wchodzę do niewielkiego sklepu i się przedstawiam. Sławomir Kupidura, właściciel, wita mnie z otwartymi ramionami.

Sławek pokazuje mi przeróżne wina z całego świata, wódki o najbardziej wyszukanych smakach, półki uginające się pod różnego rodzaju piwami. W końcu, z wyraźnym uśmiechem wskazuje na swoje oczka w głowie – trzy piwa, które już udało się samemu uwarzyć: Etylinkę, Bandankę i świeżutką Bamberkę.

Oczka w głowie Sławka (fot. Jakub Napoleon Gajdziński)

– Piwną Stację założyliśmy z uwagi na piwną rewolucję, która w Polsce rozwija się od ok. trzech lat. Pierwsza była Etylinka, pils. Druga Bandanka, a teraz urodziła nam się Bamberka – W oczach Sławkach widzę ogień. – Nasze piwa są dobrze odebrane na rynku i cieszą się powodzeniem.

Jak to się robi, zastanawiam się głośno. Przecież Sławek nie ma swojego browaru, w którym mógłby wytwarzać piwo.

– Nasze piwo produkujemy w profesjonalnym browarze Niechanowo przy współudziale tamtego piwowara. Nasz piwowar ustala recepturę, a piwowar z browaru daje wskazówki techniczne, co i jak – wyjaśnia. Tłumaczy, że większość kolegów z branży funkcjonuje na podobnych zasadach. Wynajmują linię produkcyjną i kadź w profesjonalnych browarach i tam przygotowują napój ze swoich składników i według oryginalnej receptury. Są też tacy, którzy kupują sprzęt, rozstawiają go w piwnicy i warzą niewielkie partie dla siebie i znajomych. – Piwna Stacja chce być częścią piwnej rewolucji poprzez produkcję swoich piw rzemieślniczych robionych w tradycyjny sposób na prawdziwych chmielach, słodach i drożdżach.

Piwna rewolucja trwa

Nie jest to pierwszy piwowar, którego spotykam. W Polsce są już ich setki: Browar Szałpiw, AleBrowar, Browar Pinta, Perun – by wymienić tylko kilka. Choć tak naprawdę można powiedzieć, że gdy spotkasz jednego z nich, to znasz ich wszystkich. Łączy ich niesamowita pasja działania i szczera miłość do piwa.

Ruszamy na zaplecze. Siadamy przy biurku, na którym walają się jakieś papiery, pieczątki i to wszystko, co z reguły pozostaje w cieniu. Wokół nas kolejne regały z piwem. Sławek częstuje mnie Bandanką, to AIPA (American India Pale Ale) o niespotykanej w tym gatunku wysokiej skali IBU – 90 (IBU to wskaźnik goryczki). Zaczyna się moja piwna odyseja.

Tu zaczyna się piwna odyseja (fot. Jakub Napoleon Gajdziński)

– W latach dziewięćdziesiątych upadł jeden z ostatnich browarów warzących tradycyjne piwo w stylu grodziskim. Wydawało się, że kraft już nigdy nie wróci, ustąpi miejsca koncernówkom. Dziś w piwie wyprzedzamy nawet taką potęgę, jaką są Niemcy – tłumaczy w wyraźnym zadowoleniem na twarzy.

Wyjaśnia, odpowiadając na moje pytanie, że piwo kraftowe różni się od koncernowego pod wieloma względami. Przede wszystkim do jego chmielenia używa się szyszek chmielu, podczas gdy wielkie firmy stosują ekstrakt chmielowy. Warzy się je na prawdziwym słodzie, jak za dawnych czasów. Na elementy niesłodowe nie ma miejsca, czego nie da się powiedzieć o piwach popularnych. No i do tego warzy się je tradycyjną metodą, zamiast rozcieńczać wodą i sztucznie nasycać CO2.

– Wszystko zaczęło się w USA. Ludzie mieli już dość lagerów, najpopularniejszego rodzaju piwa. Zaczęły powstawać minibrowary i kolejne rodzaje piwa, a fala ta dotarła do krajów Europy Zachodniej. Stamtąd trafiła do Polski. To niesamowite – wbrew reklamom w telewizji i na bilbordach, ludzie dowiadywali się o innych rodzajach piwa, byli gotowi za nie płacić więcej i w ten sposób, jak grzyby po deszczu, powstawały kolejne mikrobrowary w Polsce, w tym i mój”– opowiada Sławek.

Szef Piwnej Stacji tłumaczy, że najwięcej mikrobrowarów, poza USA, znajdziemy we Włoszech. Z perspektywy własnego pobytu w mediolańskiej dzielnicy Navigli, muszę to potwierdzić (jest to dzielnica, w której znajduje się wielkie skupisko mikrobrowarów wraz z pubami). Niemcy, jak się okazuje, są bardzo tradycyjni w produkcji piwa – osiągają wysoką jakość, ale więcej rodzajów złocistego trunku znajdziemy nad Wisłą.

Wielbicieli piwa jest coraz więcej i chętnie odkrywają nowe smaki (fot. Jakub Napoleon Gajdziński)

Piwnie zakręceni

– Największym kłamstwem jest, że piwo powstaje z chmielu. Chmiel jest dla piwa tym, czym pieprz dla kanapki – oburza się Sławek. – Poza tym jasne pełne ma mniej kalorii niż mleko lub sok pomarańczowy – to kolejny mit. Jak mawia Tomasz Kopyra [popularny wideobloger i piwowar – przyp. JNG]: brzuch nie jest OD piwa, brzuch jest NA piwo!

Otwieramy Bamberkę, czyli DIPA (Double India Pale Ale). Jest okrutnie gorzka, ale ja twierdzę, że im więcej IBU, tym lepiej. Sławek dalej snuje swoją opowieść.

– Wszystko się zmienia. Już, całe szczęście, nie pijemy głównie wódki. Ludzie wolą piwo. Na piwo można wyjść ze znajomymi, posiedzieć, rozmawiać i cały czas je popijać. Po wódce pojawia się bełkot – mówi Sławek. Według piwowara wódkę pije się łatwiej, bo relacje międzyludzkie nie są wtedy ważne. Podczas picia piwa trzeba rozmawiać, trzeba wyjść z domu, coś zrobić. To już samo sprawia, że czujemy się lepiej. A jeśli mamy dobrego kompana do rozmowy, wtedy naprawdę czujemy, że żyjemy.

Piwa rzemieślnicze zaspokajają coraz wybredniejsze gusta (fot. Jakub Napoleon Gajdziński)

– Piwo luzuje ludzi. Na świecie, a zwłaszcza w Polsce, wszyscy są bardzo spięci, nerwowi. Wszystkim się przejmują. Czasami, zamiast się denerwować i martwić, warto wypić jedno lub dwa dobre piwa. I poczuć ten spokój, który daje tylko piwo. Warto czasem rzucić wszystko, oderwać się i wyskoczyć na piwo – śmieje się Sławek.

Bierzemy kolejny łyk.

Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński

Rocznik 87, absolwent politologii, historii i dziennikarstwa. Dużo podróżuje, kocha koty i dobre piwo. Tego ostatniego nigdy nie odmawia.


AUTOR

Komentarze