Rosiński zamiast Nowosielskiego? Plansze komiksowe na celowniku kolekcjonerów i inwestorów

Zapomnij o WIG 20, zarabiaj na popkulturze
13 minut czytania
539
0
Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
21 października 2017
Uderzo przy pracy (fot. Hans Peters/Anefo - Nationaal Archief Fotocollectie, CC BY-SA 3.0 via Wikimedia)

25 października, kiedy do kin wchodzi „Thor: Ragnarok”, kolejny blockbuster z komiksowego uniwersum Marvela, a w poważanym domu aukcyjnym Desa Unicum trwają już zapisy na grudniową aukcję plansz komiksowych i ilustracji. Jak to możliwe, że komiks odnajduje się w tak skrajnie różnych światach i dlaczego amerykański rysownik Frank Miller jest wyceniany wyżej niż Matejko?

Kiedy w 1933 roku powstawał Marvel Publishing, największy światowy wydawca komiksów, nawet rysownik-wizjoner Stan Lee nie przypuszczał, że to początek potężnej popkulturowej machiny. Tym bardziej nikomu się nie śniło, że kilkadziesiąt lat później komiks jako forma artystycznego wyrazu będzie już uznaną dziedziną sztuki współczesnej – prezentowaną w największych galeriach, nagradzaną, wystawianą w szacownych domach aukcyjnych i poszukiwaną przez prywatnych kolekcjonerów.

Pulitzer dla komiksu

Dziś, dzięki potędze wydawców Marvel Comics (aktualnie to część Walt Disney Company) i DC Comics (działające pod parasolem Time Warner), Stany Zjednoczone są największym i najbardziej dojrzałym rynkiem odbiorców komiksów. Ale jednocześnie najbardziej zdominowanym przez klimat superbohaterów – według CNN oba koncerny kontrolują dziś 80 proc. rynku amerykańskiego komiksu. Ta finansowa supermachina przeszkadza postrzegać komiks jako dziedzinę sztuki.

Tymczasem oryginalne plansze z “Maus” Arta Spiegelmana, jedynego komiksu nagrodzonego Pulitzerem, zostały zakupione przez Bibliotekę Kongresu USA. Ilustrowane przygody Tintina artysty Hergé (prawdziwe nazwisko Georges Remi), najbardziej znanego twórcy artystycznego nurtu frankofońskiego, włączono do ekspozycji w paryskim Centre Pompidou. W zeszłym roku wystawę plansz komiksowych prezentowało Muzeum POLIN, z kolei Muzeum Narodowe w Krakowie w marcu 2018 r. pokaże oryginalne przedmioty i wydawnictwa z polskiej sztuki komiksowej.

Ilustracja do „Justice League vs Suicide Squad”- rysował Joe Madureira

A rodzimy rynek ma do zaoferowania bardzo dużo: 60 lat przed kinową premierą „Thor: Ragnarok”, 25 października 1957 roku na łamach Świata Młodych ukazał się pierwszy odcinek serii „Tytus, Romek i A’Tomek”, Henryka Chmielewskiego, znanego jako Papcio Chmiel. To do dziś najdłużej ukazująca się polska seria komiksowa. Polscy artyści, tworzący po drugiej stronie żelaznej kurtyny niż amerykańscy superbohaterowie, to zresztą światowa pierwsza liga. Przygody Kajka i Kokosza, bohaterów jednego z najpopularniejszych polskich komiksów autorstwa Janusza Christy, próbował zanimować amerykański potentat Hanna-Barbera. Z kolei Grzegorz Rosiński, autor „Kapitana Żbika” i rysownik kultowego Thorgala, otrzymał nie tylko Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski czy tytuł zasłużonego dla kultury Gloria Artis, ale i Order Leopolda II z rąk króla Belgii.

Grono wiernych fanów mają też serie twórców ze średniego pokolenia jak “Jeż Jerzy” Tomasza Leśniaka czy “Osiedle Swoboda” Michała Śledzińskiego. Krzysztof Masiewicz, prowadzący popularnego bloga ArtBazaar i współautor “Przewodnika po kolekcjonowaniu sztuki najnowszej”, dodaje, że w Polsce praktycznie co miesiąc pojawiają się znakomite prace. – W ostatnich tygodniach warto zwrócić uwagę na komiksy Bereniki Kołomyckiej czy Joanny Karpowicz – mówi Masiewicz.

Thorgal zamiast Kossaka

Dla czytelników wychowanych na komiksach, poszukiwanie oryginalnych plansz komiksowych było na początku jak sentymentalna podróż w czasy dzieciństwa i młodości – dziś przeciętny kolekcjoner to mężczyzna w wieku 30–45 lat, a jego zainteresowaniom bliższy jest nurt popkultury niż malarstwo historyczne czy batalistyczne. W komiksie bardziej niż w innych sztukach wizualnych istotne jest to że kolekcjonerzy poszukują artystów, których prace znają, a wręcz mają z nimi konkretne wspomnienia – tłumaczy Krzysztof Masiewicz, który prywatnie jest również kolekcjonerem sztuki współczesnej.

Czym właściwie są plansze komiksowe? Wbrew obiegowej opinii nie są to strony wycięte z komiksów. To oryginalne prace graficzne wykonane przez artystów na potrzeby druku warstwy ilustracyjnej komiksu. Plansze może również różnić technika wykonania, np. ołówkiem, akwarelą, farbami olejnymi. Technicznie plansze traktowane są jak grafika – mogą być oprawione, powieszone na ścianie, a jeśli tego wymagają również poddane renowacji. Nowe projekty częściej powstają cyfrowo, więc coraz rzadsze prace analogowe tym bardziej zyskują na wartości.

Ilustracja ze zbioru Alexa Rossa „Rough Justice”

Tintin jedzie do Ameryki

Kolekcjonowanie prac komiksowych może być nie tylko hobby, ale i także dochodową inwestycją, która z najlepszych prac przynosi zysk nawet 1000 proc. Popularność tzw. inwestycji alternatywnych – nie tylko w sztukę, ale i alkohole, cygara, obiekty kolekcjonerskie – rośnie wraz ze zniecierpliwieniem inwestorów czekaniem na zyski z papierów wartościowych albo lokat bankowych. ArtKomiks.pl, największa polska galeria z planszami komiksowymi i ilustracjami, szacuje, że światowy rynek jest wart ponad 200 mln dolarów rocznie, a polski stanowi zaledwie 0,5 proc. światowego obrotu. Najwięcej prac kupionych na profesjonalnych aukcjach trafia do USA, krajów azjatyckich, a w Europie do klienta frankofońskiego. Choć to zaledwie ułamek obrotu dziełami sztuki, to wycena poszczególnych grafik zwala z nóg. – Rysunki Walta Disneya, Hergé, czy prace malarskie Franka Frazetty, znanego m.in. z obrazów definiujących wizualną postać Conana czy Nazgula z „Władcy pierścieni”, to już ceny nierzadko powyżej 1 mln dolarów. A te wyceny ciągną w górę pozostałą część rynku – tłumaczy Marek Kasperski, założyciel pierwszej w Polsce galerii specjalizującej się w sprzedaży oryginalnych prac artystów komiksowych, członek Stowarzyszenia Antykwariuszy i Marszandów Polskich.

Na świecie działa już ponad 500 galerii i domów aukcyjnych zajmujących się obrotem rysunkami i malarstwem artystów komiksowych, jak dom aukcyjny Heritage, Lewis Wayne Gallery, dom aukcyjny Arcturial czy paryska galeria Daniel Maghen. Na rynek dzieł popkulturowych otwierają się już nawet nobliwe domy aukcyjne jak Christie’s i Sotheby’s. To właśnie tam na aukcji w 1993 r. pewien kolekcjoner kupił za 33,5 tys. dolarów 12 plansz komiksowych Watchmen, by po 20 latach odsprzedać je za łączną kwotę 493 tys. dolarów. W Arcturial, specjalizującym się w przedmiotach vintage, sztuce orientalnej, street arcie i właśnie komiksie, oryginalna plansza przygód Tintina w kosmosie została wylicytowana za 1,55 mln euro, a w kwietniowej licytacji w paryskim domu aukcyjnym Christie’s sprzedano dzieła klasyków europejskiego komiksu, m.in. Enki Bilala, Hugona Pratta, Alberta Uderzo, Moebiusa czy Hergé’a, w sumie za 3,9 mln euro.

Do takich kwot jeszcze daleko pracom polskich twórców, choć za plansze Grzegorza Rosińskiego kolekcjonerzy są gotowi zapłacić kilka tysięcy euro, a najcenniejsza do tej pory okładka do Thorgala sprzedała się w Christie’s za 56 250 euro. Podczas czerwcowej aukcji w Desie Unicum pula wylicytowanych grafik przekroczyła 272 tys. złotych. Prym na polskim rynku aukcyjnym wiodą jednak plansze i okładki Henryka Chmielewskiego – rekord należy do okładki do XX Księgi „Tytusa, Romka i A’Tomka” za którą nabywca zapłacił 75 tys. zł.

Splash, strip i cover to nowa wiedza inwestora

Oryginalne plansze komiksowe zbierają podobno również Nicolas Cage i Leonardo di Caprio, a George Lucas planuje otworzyć muzeum dla swojej ogromnej kolekcji, którą zapoczątkował 40 lat temu. Żeby zacząć dzielić z nimi to hobby, wystarczy zaledwie 150-200 zł – to cena najtańszych prac, które możemy znaleźć w ArtKomiks.pl. Marek Kasperski, startował z asortymentem 100 sztuk, dziś w jego sklepie, możemy wybierać spośród kilku tysięcy oryginalnych splashy (całostronicowych plansz z jednym kadrem), coverów (okładek komiksowych), stripów (pasków z krótką historią), colour-guide’ów (plansz zawierających wskazówki na temat kolorów) i ilustracji w różnych technikach.

Szkice do komiksów z Batmanem w roli głównej (fot. Doug Kline/Pop Culture Geek’s, CC-BY 2.0 via Flickr)

Plansz komiksowych możemy również szukać na aukcjach internetowych, choć tu w kwestii potwierdzenia oryginalności jesteśmy zdani tylko na siebie, a także walczyć o nie na licytacjach organizowanych przez domy aukcyjne – kolejną edycję organizuje 19 grudnia warszawska Desa Unicum. Upolować możemy też prace mniej rozpoznawalnych autorów, np. prowadzący facebookowy profil Naprawdę nieśmieszne rysunki, w grudniu zorganizowali aukcję charytatywną z której dochód przekazali na pomoc Aleppo.

Doradcy inwestycyjni przestrzegają mimo wszystko, by nie nastawiać się na zysk – rynek jest niestabilny, mało płynny, bez stałych odbiorców. Finansiści nazywają takie inwestycje emocjonalnymi, bo artykuł pozornie bez wartości może okazać się dla kogoś bezcennym przedmiotem pożądania. – Zakupy inwestycyjne a kolekcjonerskie to różne motywy i różne wybory – dodaje Krzysztof Masiewicz. Kolekcjonerzy zgodnie twierdzą, że chłodne kalkulacje odbierają przyjemność obcowania ze sztuką.

Kolekcjonowanie artefaktów popkultury to jednak głównie pasja – to przede wszystkim pozytywne emocje z posiadania pracy, a dopiero później ewentualna dodatkowa gratyfikacja finansowa, którą chcemy traktować jako dodatek – mówi Marek Kasperski. Co radzi początkującym kolekcjonerom? – Kupić pierwsze prace. W pewnym momencie będziemy mogli stwierdzić, czy to ‘zabawa’ dla nas, czy też nie – odpowiada. Kierowanie się sentymentem do autorów i bohaterów, a niekoniecznie ich wartością artystyczną, nie jest wcale złą strategią i chyba na tym właśnie polega urok sztuki komiksu. Jak zwykł mawiać Stan Lee – „Face front, true believers!”.

Karolina Kowalska
Karolina Kowalska

Śledzi trendy i fenomeny zza zawodowych, marketingowych okularów. Ogląda bloki reklamowe i zdarza jej się przy tym pochlipywać. Lubi czytać historie brandów, które poniosły porażkę, a szczególnie jeśli się po tym podniosły. Inspirują ją ludzie, którzy przy śniadaniu wpadli na pomysł, o którym rok później mówił już cały świat. Obecnie pełnoetatowa Matka-Polka.


AUTOR

Polecamy

Komentarze