Śmieciowe jedzenie, czyli jak najlepiej wykorzystać resztki w kuchni

Bardzo smaczne zero waste
5 minut czytania
698
0
Emilia Grim
Emilia Grim
9 października 2017

Oszczędzanie i walka z marnowaniem jedzenia to dwa wiecznie modne tematy. Oto kilka porad, jak wykorzystać kuchenne „śmieci” i zrobić z nich coś pysznego.

Choć filozofia zero waste nie przemawia do mnie w pełni, wierzę mocno, że w kuchni wszyscy powinniśmy starać się wykorzystywać zasoby jak najpełniej – choć oczywiście można z innego postępowania tłumaczyć się chęcią dokarmiania freegan. Na blogach dotyczących życia bez produkcji śmieci można znaleźć wiele porad, ja dziś sięgam do jednego z moich ulubionych serwisów i jednej z moich ulubionych autorek. Claire Lower z portalu Kinja (znajdziecie tam między innymi serwisy Lifehacker, Skillet czy Jezebel) przez kilka tygodni doradzała, jakie resztki i jak wykorzystać w kuchni. Część z nich nie tylko wypróbowałam, ale znalazłam kilka przydatnych wariacji.

Zacznijmy jednak od podstawy, o której pisała już Asja Michnicka – czas stworzyć w zamrażalniku „śmietniczek”, który posłuży nam w przyszłości do zrobienia smacznego i przydatnego w kuchni bulionu. Zasada jest prosta – wszystkie te części warzyw, które zazwyczaj wyrzucaliście po ich przygotowaniu, wrzucacie do jednego pojemnika i (w trosce o świeżość) zamrażacie. Ja mam w najłatwiej dostępnej szufladzie zamrażalnika otwarte pudełko, do którego po prostu wrzucam małe odpadki i obierki. Zazwyczaj w dziesięć dni zbieram składniki na średni garnek bulionu. Dodam, że udoskonaliłam (zdaniem mięsożercy) wegańską wersję opisaną przez Asję i zbieram też skrawki mięsa. Przyznam się bowiem, że jestem osobą, która wykorzystuje wieprzowinę i wołowinę w całości, ale już oprawianie części kurczaka czy indyka zazwyczaj skutkowało tym, że połowa kupionego mięsa lądowała w śmietniku. Kurczaka niestety ciut się brzydzę, zatem każdy tłustawy lub krwawy skrawek leciał do kosza – teraz ląduje w pudełku w zamrażalniku. I nareszcie nie mam wyrzutów sumienia.

To nie śmieci, to samo dobro!

Jeśli jadacie krewetki i kupujecie je w skorupkach, nie wyrzucajcie tych resztek. Dodajcie je do bulionu. A skoro już jesteśmy przy śmieciowym bulionie, dorzućmy kolejny składnik…

Czosnek – niech nic się nie zmarnuje

Jeśli używacie czosnku w główkach, na pewno zazwyczaj wyrzucacie suche skórki i odcięte koniuszki ząbków. Warto jednak zacząć je gromadzić w torebce strunowej, a gdy uzbiera się ich już solidna porcja – ugotować w 300 lub 400 mililitrach wody. Gotować należy je na niewielkim ogniu – woda musi się częściowo wygotować. Zajmuje to z reguły około dwóch godzin, a efektem jest mocno czosnkowy wywar, który można zamrozić, dolać do właśnie gotowanego bulionu lub przyrządzić z niego zupę czosnkową – bardzo popularną u naszych południowych sąsiadów – czy jakąkolwiek zupę, do której smak czosnku zdecydowanie pasuje.

Od razu dorzucam szybki przepis na wspomnianą zupę – nie zalecam jednak jedzenia jej przed randkami lub imprezami. Potrzebujecie dwóch dużych główek czosnku, trzech skruszonych kromek chleba (ja używam lekko przyschniętego ulubionego razowca), dwóch dużych ziemniaków, półtora litra dowolnego bulionu, dwa duże jajka, kawałek łatwo rozpuszczającego się sera oraz kilka kromek chleba tostowego i przysmażony bekon pokrojony w kosteczkę lub białą kiełbasę.

Ziemniaki należy pokroić w kostkę i ugotować do miękkości w bulionie. Następnie, w pyrkającej na ogniu zupie roztrzepać starannie dwa całe jajka. Czosnek smażymy na dobrym tłuszczu – jeśli niestraszne wam koszmarne historie o zatykających się arteriach, można użyć nawet masła – a gdy się przysmaży (uważamy, by nie przypalić!) wsypujemy na patelnię okruchy chlebowe, których zadaniem jest wchłonięcie całego tłuszczu pozostałego na patelni. Jeśli wcześniej udało się wyprodukować wywar czosnkowy, trzeba dolać go teraz do garnka z bulionem. Jeśli nie – warto wrzucić do bulionu co najmniej pół standardowego opakowania czosnku granulowanego. Następnie dorzucamy do garnka całą zawartość patelni i gotujemy na wolnym ogniu jeszcze około pół godziny. Serwujemy gorące, w miseczce, do której uprzednio wrzucimy nieco startego sera, bekon lub kiełbasę. Na wierzch dorzucamy grzanki z chleba tostowego, a wielbiciele świeżej ostrości mogą wspomóc się dodatkowo świeżym szczypiorkiem. Porcja takiej zupy to plus milion do odporności i minus milion do kontaktów towarzyskich przez kolejne dwie doby. Jest pyszna.

Po tej zupie trzeba planować raczej samotny wieczór, ale zdecydowanie warto

Owocowe resztki – co można z nich zrobić?

Pomijamy oczywiście obierki z warzyw „bulionowych” – te mrozimy bowiem w naszym śmietniczku. Co jednak można zrobić z innych resztek? Całkiem sporo!

Coś na słodko? Nie wyrzucajcie obierek z jabłek i gruszek, a zróbcie z nich chipsy (trzeba je lekko natrzeć masłem, posypać cukrem i cynamonem, a potem wysuszyć w piekarniku). Można tez zrobić szybkie i pyszne smarowidło do grzanek – skórki gotujemy w szklance wody (można tez dodać sok z jednej pomarańczy) z łyżką cukru i łyżeczką cynamonu. Gdy prawie cała woda odparuje, zawartość garnka miksujemy w blenderze na pastę. Można w podobny sposób wykorzystać tez skórki z brzoskwiń.

Obierki z ananasa możemy wykorzystać do zrobienia dwóch smacznych napojów. Pierwszy to aromatyzowany gin – wystarczy wrzucić skórkę i wycięty środek ananasa do dużego słoika, zalać ginem i zakręcić słoik. Miksturę trzeba trzymać w słoiku przez kilka dni, codziennie potrząsając naczyniem. Po minimum pięciu dniach odcedzić i przelać aromatyzowany gin do butelki.

Drugi napój jest dość nietypowy. Obierki z ananasa wraz z wyciętym środkiem wrzucamy do garnka i zalewamy wodą (około litra). Dosypujemy 60 gramów białego ryżu i dorzucamy kilka goździków. Gotujemy pod przykryciem, dopóki ryż nie zmięknie, wtedy dosypujemy dwie łyżki brązowego cukru (można użyć tez syropu klonowego lub miodu). Teraz pojawiają się dwie możliwości – można odlać wodę do dowolnego naczynia, porządnie odciskając ryż i ananasa: to właśnie ona jest naszym napojem. Można też wyciągnąć skrawki ananasa, a ryż wraz z wodą i dodatkiem pół szklanki mleka zmiksować w blenderze i pozostawić do wystudzenia. Druga wersja będzie niewątpliwie gęstsza i lekko grudkowata – doskonale smakuje z dużą ilością lodu (można tez rozpustnie dolać do mikstury nieco rumu lub malibu). Pierwsza wersja także powinna być serwowana z lodem, ale niezbyt dobrze pasuje do alkoholu.

Te pieczone winogrona idealnie pasują do serów – zwłaszcza camemberta

Wielbiciele winogron wiedzą doskonale, że pyszne owoce w ciągu jednej nocy mogą stracić jędrność i zamienić się w puszczające sok pomarszczone kulki. Nie znaczy to, że trzeba je wyrzucić – można z nich zrobić wspaniały dodatek do serów lub mięsa. Wystarczy rozpuścić w rondelku kilka łyżek masła, zalać nim winogrona w misce, posypać lekko sola i pieprzem, a następnie wszystko przerzucić wszystko na blachę wyłożoną papierem lub do jakiegokolwiek naczynia do zapiekania. Następnie trzeba rozgrzać piekarnik do 220 stopni i piec winogrona przez około 30 minut – muszą puścić więcej soku i lekko się przyrumienić. Przerzucamy je do miseczki i serwujemy na ciepło lub na zimno.

Drugie życie warzyw

Zazwyczaj nie obieram ogórków do mizerii czy innych sałatek i surówek, jednak zaczęłam to robić, gdy przeczytałam przepis na pyszną pastę do chleba. Trzeba pamiętać, żeby dobrze umyć ogórki, skoro chcemy wykorzystać ich skórki. Do zrobienia pasty na kilka kromek lub dużą bagietkę wystarczą obierki z jednego ogórka. Wrzucamy je do blendera, dorzucamy niewielką garść rukoli i odrobinę pieprzu i delikatnie blendujemy – nie ma to być zielona pasta, a raczej dobrze posiekane warzywa. Zawartość blendera mieszamy z dwiema kopiastymi łyżkami naturalnego serka homogenizowanego lub taką samą ilością zmiksowanego serka wiejskiego i dwiema łyżeczkami musztardy – najlepsza jest Dijon. Efekt jest pyszny.

Jeśli obieracie pomidory, nie wyrzucajcie skórek. Trzeba wysuszyć je w piekarniku lub suszarce do warzyw, a następnie zblendować na proszek, który mieszamy z gruboziarnistą solą, tworząc zupełnie nową przyprawę – bardzo smaczną i aromatyczną.

Z marchewkowej naci lub pietruszki można zrobić domowe „pesto” – wystarczy zmiksować zieleninę z dwoma ząbkami czosnku, garścią dowolnych orzechów i odrobiną oliwy z oliwek oraz przyprawami do smaku. Wersja zaawansowana obejmuje także twardy ser. Ba, można takie „pesto” zrobić nawet z szypułek truskawek – jest ono jednak gorzkawe. Nie macie zieleniny? Uzyjcie zamiast niej dobrze wyczyszczonych… obierek z marchewki. Serio.

Nie masz pojęcia, z ilu rzeczy można zrobić pyszne i aromatyczne „pesto”

W kuchni została smętna sałata? Trzeba wrzucić ją do garnka lub na patelnie i doprowadzić do wyglądu standardowego szpinaku. Następnie wystudzić, a gdy już będzie chłodna, zmiksować z trzema lub czterema łyżeczkami musztardy, dwoma korniszonami (można tez dorzucić kapary lub oliwki). Uzyskamy w ten sposób pyszną pastę, którą można nałożyć na kanapki, podać jako dodatek do mięsa lub dip.

Coś tłustego i pysznego

Resztki masła można ubić w blenderze z odrobiną mleka (można użyć skondensowanego) i dowolnymi przyprawami. Na słodko – z miodem i cynamonem lub goździkami, na słono i ostro – z czosnkiem, pietruszką, kolendrą, kminem rzymskim. Ubite z mlekiem masło jest puchate i pyszne – doskonale wygląda serwowane jako półkule nałożone na talerzyki łyżką do lodów.

Można też oddać się prawdziwej rozpuście, jeśli z obiadu czy kolacji zostały nam kawałki mięsa z kością – ze steków lub jagnięcych kotletów. Resztki należy poddusić na łyżce masła i dwóch łyżkach wody – wodę prawie całkowicie odparować. Następnie przełożyć zawartość patelni do torebki strunowej i dorzucić do środka pół kostki masła lub cała kostkę – wszystko zależy od ilości mięsa i kości. Torebkę wkładamy do gorącej wody – najlepiej byłoby użyć naczynia do gotowania sous vide – by temperatura utrzymała masło rozpuszczone przez co najmniej półtorej godziny. Jeśli korzystamy z mniej zaawansowanej technologii, wystarczy dolewać gorącą wodę do naczynia z torebką. Po tym czasie wyjmujemy resztki mięsa i kości z torebki, a rozpuszczone masło przelewamy do naczynia – miseczki lub małych ramekinów. Smak tego masła będzie cudowny.

Trudno wyobrazić sobie gotowanie bez masła…

I ostatnia rada dotycząca masła – nie należy wyrzucać papierków. Nawet jeśli posiadamy dobry nawyk wyskrobywania resztek tłuszczu z papierka, nadal będą one na tyle natłuszczone, że doskonale nadadzą się do smarowania patelni, blaszek do pieczenia i innych naczyń. Papierki od masła mogą być także użyte do przekładania kawałków mięsa wkładanych do zamrażalnika w pojemnikach – łatwo wtedy oddzielić od zamarzniętej bryły potrzebną porcję.

Możliwości wykorzystania resztek są setki

Jeśli chodzi o wykorzystanie resztek w kuchni, ogranicza nas właściwie tylko kreatywność. Nawet obierki od ziemniaków można spokojnie zamienić w chrupiące chipsy – wystarczy natrzeć je lekko masłem, posolić i suszyć w piekarniku. Można to robić właściwie ze wszystkimi warzywami. Jeśli ktoś upiera się przy obieraniu warzyw przed gotowaniem, a nie chce odkładać resztek na bulion, z obierek od marchwi, pietruszki i selera też może takie chipsy zrobić. Rozgotowana włoszczyzna z bulionu może zmienić się w purée albo pyszne nadzienie do pierożków lub naleśników, wystarczy doprawić ją na ostro.

Resztki ziół najlepiej wsypać do foremek na lód i zalać je oliwą, a potem wsadzić do zamrażarki – to idealne kostki do późniejszego smażenia lub gotowania: zioła nie wyschną i nie zbrązowieją.

Wszystkie warzywne resztki można tez zamieniać w szybkie pikle, czyli te zalane mieszaniną wody i octu (zwykły, jabłkowy, ryżowy…) – pół na pół (ja lubię dać nieco więcej octu). Zamiast octu można użyć też cydru lub wina,ale proces będzie trwał zdecydowanie dłużej. Gdy zachowamy podstawowy przepis, nasze pikle zaczną być smaczne już po jednej nocy spędzonej w lodówce (bo tam należy je trzymać). Świetnie nadają się do tych przetworów warzywa takie, jak cebula, cukinia, ogórki, dynia, a nawet seler (zwykły, nie naciowy), smętnawe rzodkiewki, kalarepki i resztki kapusty. Z kolei selera naciowego, który uwiądł i zmiękł na dnie lodówki wystarczy poddusić w mieszaninie wody i wytrawnego białego wina, a następnie przyprawić sosem winegret. Będzie pyszny!

Szybkie pikle można zrobić z wielu warzyw, smakują doskonale, choć nie są tak dekoracyjne

Można skończyć też z wyrzucaniem skórek od bananów. Ciężko przekonać kogokolwiek, że są one jadalne – a są, choć może niekoniecznie przyjemnie spożywać je w tradycyjny sposób (można jednak wrzucać je do smoothie lub zmienić w chipsy w piekarniku). Tych, którzy się nie skuszą zachęcić jednak może do pozostawienia skórek fakt, że doskonale piecze się na nich mięsa i ryby – potrawy zyskują wspaniały i egzotyczny aromat.

Wszystkiego pysznego!

Emilia Grim
Emilia Grim
Mieszka i pracuje tam, gdzie aktualnie ją poniesie. Blogerka i fotograf-amator. Pisze o filmach, książkach i serialach dla portalu gazeta.pl, współpracuje też z serwisami podróżniczymi. W wolnych chwilach szuka tanich biletów lotniczych, gotuje i dużo czyta.
AUTOR

Polecamy

Komentarze