Sully Erna – obnażony głos Godsmack

Z początkiem 2018 roku ukaże się pierwszy singiel z nowej płyty Godsmack
7 minut czytania
429
0
Robert Skowroński
Robert Skowroński
10 października 2017
fot. Sterling Munksgard/Shutterstock.com

Już od dwóch dekad stoi za mikrofonem w Godsmack, jednym z najważniejszych zespołów metalowych debiutujących w latach 90. Jednak Sully Erna realizuje się także jako artysta solowy. Europejskiej premiery doczekał się właśnie jego drugi album, “Hometown Life”.

Robert Skowroński: Na co dzień jesteś wokalistą w Godsmack. Wasze ostatnie dokonanie, “1000hp”, liczymy sobie już trzy lata. Pracujecie nad nowym krążkiem?

Tak, zamierzamy nagrywać nową płytę zimą, bo materiał jest już napisany. Z początkiem 2018 roku wypuścimy pierwszy singiel, a sam album powinien trafić do sprzedaży około kwietnia. Kolejnym krokiem będzie światowa trasa koncertowa.

Sully Erna podczas koncertu grupy Godsmack w Las Vegas, kwiecień 2017 roku (fot. Sterling Munksgard/Shutterstock.com)

Fani na pewno nie przejdą obojętnie wobec tej informacji! Ale twoja nowa solowa płyta „Hometown Life” też przykuwa uwagę, choć twierdzisz że nie stworzyłeś jej ani dla krytyków, ani dla fanów, a wyłącznie dla siebie.

Tak, ale podobnie można powiedzieć o moim poprzednim solowym wydawnictwie, “Avalon”, które także było czymś, co chciałem zrobić z myślą o sobie. “Hometown Life” idzie jednak o krok dalej, bo badam tu różne muzyczne rejony, do których nie przyzwyczaiłem wcześniej swoich słuchaczy. To też bardzo osobista rzecz. Moje emocjonalne obnażenie.

Musiałeś się przełamać wewnętrznie, aby upublicznić tak osobiste utwory? Obawiałeś się jak zostaną przyjęte?

Czuję, kiedy jestem gotowy na opublikowanie swoich kompozycji. Wszystko jest tylko kwestią czasu, żeby zebrać ich wystarczająco dużo na całą płytę i żeby miały odpowiednią siłę. Kiedy już są gotowe, to nie mam problemu z dzieleniem się nimi z ludźmi bez względu na to jak bardzo są osobiste. Nie komponuję pod gust stacji radiowych i krytyków muzycznych, to utwory, które podobają się mi samemu. Wiem, że trafią się osoby, które będą czuły tak jak ja, ale też takie, które będą miały zupełnie odmienne zdanie. Chcę realizować się jako muzyk i artysta, a to niemożliwe uprawiając tylko jeden gatunek. Potrafię grać na wielu instrumentach i chcę móc to wykorzystywać.

Na “Hometown Life” uwagę zwraca utwór “Turn It Up!”, w którym miesza się ze sobą rock, blues, ale i jazz. To rzecz, o którą twoi fani by cię nie podejrzewali.

Dorastałem słuchając takiej muzyki. Mój ojciec jest trębaczem, więc było to nieuniknione. Dopiero z wiekiem i z rozpoczęciem palenia trawki pokochałem Black Sabbath, Aerosmith, Led Zeppelin czy Metallikę. Jednak ciepło wspominam muzykę, na której się wychowałem i dałem temu upust w “Turn It Up!”. Wpierw słyszałem w głowie linię basu, następnie pojawiła się melodia, aż w końcu wszystko udało się spiąć w całość, a to dało świetną okazję ku temu, żebym mógł zaprosić swojego ojca do udziału w płycie i zagraniu na trąbce. Nigdy wcześniej nie nagrywaliśmy wspólnie, to był ten pierwszy raz, który udało się uwiecznić w tym kawałku.

Zgadzaliście się z ojcem w kwestiach artystycznych?

Tata był bardzo podekscytowany wizją wspólnego numeru. Od pewnego czasu zarzucił granie, więc tym chętniej chciał do tego wrócić. Zgadzaliśmy się ze sobą od samego początku.

Zawsze cię tak wspierał?

Oczywiście pojawiały się między nami pewne nieporozumienia. To w końcu mój ojciec, więc chciał dla mnie odpowiedniego wykształcenia i dobrej pracy w przyszłości. Wiedział, że zawód muzyka jest niestabilny i niełatwo jest na nim zarobić. Dlatego nim podpisałem swój pierwszy kontrakt mówił, żebym nie podchodził do muzyki tak bardzo poważnie i pomyślał o jakimś innym zajęciu. Jednak udało mi się udowodnić, że warto było się starać.

Sully Erna to muzyk wszechstronny (fot. txking/Shutterstock.com)

Życie muzyka wiąże się z wieloma problemami i zagrożeniami. Nie tak dawno temu Chester Bennington z Linkin Park popełnił samobójstwo. Znaliście się.

To wielka strata dla całego świata muzyki. Zmagał się ze swoimi problemami, o których nikt nie wiedział. Gdyby było inaczej, być może ktoś byłby w stanie mu pomóc. Czasami jednak nie widzi się takich rzeczy, aż w końcu robi się za późno na jakiekolwiek działanie. Teraz możemy tylko wspominać to, jakim świetnym był człowiekiem i wciąż słuchać jego muzyki.

Starasz się zrywać z wizerunkiem pogrążonego w nałogach muzyka rockowego. Do utworu “Different Kind of Tears” powstał nawet antynarkotykowy teledysk.

Klip powstał we współpracy z organizacją Mark Wahlberg Youth Foundation. Przyjaźnimy się z bratem Marka, Jimem, który zarządza fundacją. Zaproponował żeby zrealizować teledysk do “Different Kind of Tears”, którego przesłanie miałoby na celu zapobiegnięciu epidemii uzależnienia od opioidów wśród młodzieży. To wykańcza te dzieciaki. Ten problem naprawdę mnie dotknął, bo znam go z autopsji. Dorastałem na ulicach Lawrence w Massachusetts w złym towarzystwie i pakowałem się w kłopoty. Te emocje wkomponowały się w utwór, a teledysk miał pokazać jakie są konsekwencje takiego trybu życia. Staramy się zwrócić uwagę na to, żeby lekarze nie przepisywali zbyt pochopnie różnych tabletek młodym ludziom. Jeżeli ktoś szuka narkotyków, to oczywiście je znajdzie, ale mamy nadzieję, że uda nam się przekonać dzieciaki, do tego, aby powiedziały prochom “nie”.

Sam również jesteś ojcem. Twoje doświadczenia mają wpływ na to jak podchodzisz do swojej córki i jej wychowania?

Oczywiście. Wiem, że nie ma takich problemów życiowych jak niegdyś ja. Pozwalam jej poznać swoje życie i doświadczenia, żeby nie popełniła tych samych błędów, co ja.

Żałujesz swoich błędów?

Ukształtowały mnie. Być może mógłbym postępować inaczej, ale gdybym nie podążył tą drogą, to niewykluczone, że byłbym kimś zupełnie innym i nie potrafiłbym docenić rzeczy, które mnie spotkały. Życie nie istnieje bez swojej mrocznej strony.

Robert Skowroński
Robert Skowroński
Krytyk filmowy i muzyczny związany niegdyś lub wciąż związany z... długo by wymieniać. Ponadto amator kawy i urban exploringu, który już chyba na zawsze pozostanie niespełnionym perkusistą.
AUTOR

Polecamy

Komentarze