W świecie plastikowych ludzi. Jak ogłupiają nas social media?

Czas na prawdziwe życie
9 minut czytania
2914
0
Olga Olczak
Olga Olczak
12 października 2017

Ostatnie kilka lat należy do influencerów, czyli ludzi, których nazywaliśmy kiedyś osobami opiniotwórczymi. Obecnie żyją z ogłupiania tłumów. Życie przez instagramowy filtr wydaje się bowiem nieco znośniejsze…

Jeżeli masz dostęp do radia, telewizji, prasy i internetu, albo tylko jednego z tych kanałów komunikacji, to i tak niestety wiesz, kim jest Kim Kardashian. Szach i mach. O jej istnieniu wie nawet mój (prawie siedemdziesięcioletni) ojciec. I nie jest to moim zdaniem dobra wiadomość. Na naszym polskim poletku też mamy równie dziwne twory marketingowe. Co prawda nie mają one takiej pozycji jak Kim (i dzięki ci za to, Polsko). Nie pokazujmy za granicą naszych wstydliwych symboli, trzymajmy ten eksportowy wstyd w ryzach jak najdłużej się da, a może zdechnie w końcu z głodu. Samym parciem na szkło ciężko się nakarmić.

Influencer. Co to za zwierzę?

Ostatnie kilka lat należy do influencerów, czyli ludzi, których nazywaliśmy kiedyś osobami opiniotwórczymi. Obecnie żyją z ogłupiania tłumów. Działa to prosto – w głowach konsumentów instagramowego feedu umacniany jest przekaz, że Wiola1919xd ma zegarek znanej marki i jeśli ty takiego nie masz, to jesteś po prostu N I K I M. Chorobliwy strach przed byciem nikim dotyka głównie nastolatków i nieco starszą młodzież. Wiadomo – oni dopiero zaczynają wyobrażać sobie, jak wygląda prawdziwie szczęśliwie życie. Niestety, ciężko im dziś wytłumaczyć, że obrazy na Instagramie nie są tu miarodajne…

Nie mam szans na zostanie influencerką, co?

Starsi też czasami łapią się ten lep, ale jest w nich jeszcze trochę wiary w naukowe autorytety, kulturę, zasady, a nie tylko w instagramowe słodycze. Możliwe, że nie odpłynęli jeszcze do końca w świat wykreowany przez media społecznościowe, bo mają na głowie kredyty, odrabianie lekcji z dziećmi i pewną dozę poczucia własnej wartości. Nikt im nie musi mówić, że od mody lepszy jest styl, a od robienia sobie zdjęć na siłowni, po prostu skrupulatne wykonywanie ćwiczeń. Nikt nie tłumaczy, że jedzenie należy jeść, nie fotografować pod dziesięcioma kątami. I nikt nie wyjaśnia delikatnie, że podróżuje się po wrażenia, nie kadry na Instagram. Ale jak długo jeszcze nie będzie trzeba?

Nie mów mi jak mam żyć! Nie jesteś moją #instamatką!

Problemem nie są nawet influencerzy sami w sobie, ale to, że ktoś wpadł na pomysł monetyzowania ich za to, że są BARDZIEJ. I tak oto w głowach ludzi, którym radośnie wmawiano, że wypowiedziane przez nich zdanie o jedzeniu jarmużu ma wartość, a ich działania są misją czynienia życia innych lepszym, doszło do zjawiska, które nazywam najzwyczajniej w świecie “ochujeniem”. Epidemia tej osobliwej choroby przybiera obecnie bardzo niepokojące rozmiary i rozlewa się po całym internecie, a co gorsze wypełza z niego i atakuje zewsząd.

Jeśli zestawisz ze sobą kilka blogów, profili na instagramie czy stron na Facebooku to zauważysz, że swoją kompozycją i treścią w ogóle nie różnią się od siebie. Gdyby nie twarz modelki czy modela – nie ma szans na odróżnienie od siebie niektórych kont. Produkt prestiżowy stał się masowy, nudny i przewidywalny. Instamodelki w tych samych ujęciach, filtrach i hasztagach, instarodziny i ich slow life, a także celebryci z telewizji i ich work and life balance. Mięsna papka (bo z ludzi), roznegliżowana i całkowicie wyzuta z jakichkolwiek wartości. Pozowanie przy hantlach, kawie i paprotce, które instaludzie nazywają prawdziwym życiem, zawsze okraszone jest jakimś filtrem albo makijażem i filtrem. Prawda obrazka, to po prostu gówno prawda.

Tu chciałabym przypomnieć tekst Moniki Mężyńskiej, oraz opisane przez Emilię badania dotyczące fatalnego wpływu Instagramu na samopoczucie nastolatków. Badania badaniami, a ja mam wrażenie, że poczucie niedoskonałości nie jest tylko nastoletnia dolegliwością.

Wieczna promocja głupoty i plastiku

Podobną sytuację mamy w telewizji. Stacje telewizyjne prześcigają się w promowaniu głupoty i miernot, a do tego mówią, że tego oczekuje społeczeństwo. Wynika z tego, że ja nie jestem częścią społeczeństwa, bo od telewizji oczekuję czegoś więcej, niż rozpowszechniania kiczu, żenady i tandety. Nie ma jakości, jest jakaś potworna ilość papki, od której lasuje się mózg.

Oczywiście tu czas na nieśmiertelne zdanie: Nie podoba się, to nie oglądaj!

No i tutaj nie ma miejsca na dyskusję, bo rzeczywiście lepiej nie oglądać, niż debatować nad tym, czy pani modelka, która jest w Azji, wypiła mocz krowy czy też nie. W tym samym czasie można poczytać książkę albo obejrzeć dobry serial czy film. Mam wielką nadzieję, że ta dobra część popkultury wygra z tymi wszystkimi gniotami, które są całkiem pokaźnie finansowane przez stacje telewizyjne. Paradoks dzisiejszej rzeczywistości tkwi w tym, że to co dobre traci na wartości, a gówno, za to opakowane w złotko, to prawdziwy skarb.

Idealne na Instagram: cukier, puder i lukier…

Nie, wcale nie czuję się lepsza!

To oczywiście kolejny standardowy zarzut. Czy ja się czuję lepsza od ludzi, którzy nie dali sobie zlasować mózgu mediami? Nie. Po prostu rozumiem mechanizmy, które zadziałały u osób podatnych na wpływy i jest mi ich szkoda. I w sumie smutne jest to, że część ludzi nie czuje tego powszechnego smrodu komercjalizacji. Mam ochotę podejść, przytulić i powiedzieć wprost – nie zazdrość im tego życia.

Na szczęście pomalutku budzi się w marketingowcach prawda bijąca z Excela: liderzy opinii to wydmuszki i czas ich działania uciąć. Wartość influencera zależy od tego, ile mu zapłacisz i co każesz mu robić. To, że jednego dnia na profil twojej marki wejdzie 300 osób, to nadal zerowy sukces sprzedaży. Influencer musi umieć sprzedać swój towar, a tak naprawdę ten talent posiadło niewielu. Tymczasem zyski firmy nadal pochodzą ze sprzedaży produktów, a nie serduszek i westchnień na Instagramie. Może dlatego, że Instagram stał się już jakiś czas temu śmietnikiem, pełnym spragnionych rozpoznawalności osób.

A było przecież tak pięknie!

Miejsce, które jeszcze niedawno było galerią zdjęć z wakacji i “łapania chwil”, obecnie pęka od taniej autoreklamy i fotografii poprawianych w specjalnych programach do obróbki graficznej. Instagram to nic więcej, jak zdjęcia liderów opinii (wtf!!!), w których naturalność zniknęła po pierwszej wizycie w programie Photoshop i po podpisaniu kontraktu reklamowego. Zdjęcia telefonem? Tylko z filterkiem na śliczną cerę. Zdjęcia z podróży telefonem? No chyba poszaleliście. Wszystko robi się super sprzętem, a ludzie prześcigają się w wynajdowaniu najlepszych programów i aplikacji umożliwiających dodawanie zdjęć na Insta prosto z komputera. Oczywiście po porządnej i profesjonalnej obróbce.

Jak wcześniej napisałam pojawiło się jednak światełko w tunelu i jest szansa, że ludzkość nie zmieni się do końca w Gumbasy. Po pierwsze brak realnych korzyści ze sprzedaży produktów już uwala część instażycia, a po drugie nareszcie pojawiają się profile i materiały które chce się oglądać, bo są po prostu twórcze i zabawne. To, co kiedyś było normą, to dziś nowa świeżość. Tak po prostu, bez reklamy, bez parcia na szkło.

Wspaniałego czwartku! #ajazemjejpowiedziala #orgazm #szczescie #nosowska

A post shared by nosowska.official (@nosowska.official) on

Nie będę oryginalna, ale przywołam choćby profil Kaśki Nosowskiej, która w ciągu kilku dni “zniszczyła” instaświatek od środka. Jej niewymuszone filmiki, w których opisuje otaczającą nas rzeczywistość, to cudowna odtrutka od głupich ludzi. I wiecie co jest w tym najlepsze? Nosowska nie robi tego dla kasy. Nosowska nie musi dodawać hasztagów o tym, że jest inspirująca. Ona po prostu taka jest. Bo bycie artystką, to coś więcej niż dzióbek napompowany kwasem hialuronowym i wypięta dupa w legginsach, więc może czas najwyższy posłuchać, co Nosowska ma do powiedzenia. Zwłaszcza tego powyżej 😉

Olga Olczak
Olga Olczak
Od kilku miesięcy zawodowo związana z podróżowaniem. Wcześniej przez kilkanaście lat odrabiała pańszczyznę w reklamie.
Była stałą redaktorką serwisu internetowego Foch.pl. Ma suczkę Oezil i umówioną wizytę u lekarza w marcu 2018r.
AUTOR

Polecamy

Komentarze