Wieprz Boczysław. Jak wygląda życie z adoptowaną świnką?

Niecodzienny mieszkaniec warszawskich Bielan
15 minut czytania
1590
1
Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
12 października 2017

Moda na mikroświnki zapanowała w Polsce już kilka lat temu. Przywędrowała do nas ze Stanów Zjednoczonych oraz Chin. Niestety, świnki z czasem przestają być takie małe, a potrafią też sprawiać całkiem duże problemy.

Poprosiłam Agnieszkę, która adoptowała Boczysława, przeuroczego wieprza, już ponad sześć lat temu, aby opowiedziała jak wygląda życie ze świnką.

Ania Ciężkowska : Zacznijmy od tego, skąd wzięłaś Boczysława?

Agnieszka: Dowiedziałam się, że jest pewna stadnina koni w okolicy Warszawy, gdzie hodują też mikroświnki. Musiałam zobaczyć jakąś reklamę, nie pamiętam już dokładnie. To niestety była najpewniej pseudohodowla, jak się później okazało. Przede wszystkim nie istnieje takie pojęcie jak mikroświnia. To są wszystko dzieci, które przecież rosną..

Ludzie biorą małą świnkę do domu, a potem się dziwią, że zrobiła się większa?

Przede wszystkim wychowywanie świnki to jest ciężka praca. Tak jak psa trzeba uczyć i z nim pracować, tak samo jest ze świnią. To nie jest tak, że bierzesz sobie zwierzę, żywe stworzenie i ono po prostu jest, leży na kanapie, słodko wygląda, robisz mu fotki i wrzucasz na Instagram. Nie. Ono ma swoje humory i ma swoje potrzeby, a świnia, tak jak pies będzie zawsze próbowała sprawdzać twoją cierpliwość i granicę, do której może posunąć. Zawsze będzie forsować swoją rację. To nie jest takie łatwe, jak ludziom się wydaje. To trochę jakby mieć 3-letnie dziecko, które ma trzy lata przez lat szesnaście. Mówi się, że świnia jest na poziomie poznawczym jak 3-4 letnie dziecko.

Boczysław (fot. Ania Ciężkowska)

Wydaje mi się, że to jest takie coś za coś. Jak chcesz mieć głupiutkie, małe zwierzątko to bierzesz chomika.

Zgadza się, ale ludzie tego naprawdę nie wiedzą. Jak ja brałam Boczka, to w tej hodowli było mnóstwo malutkich prosiątek. Świnia się najlepiej sprzedaje jak ma 3-4 tygodnie. Jest wtedy jak taka sporej wielkości świnka morska. Wygląda przeuroczo.

To straszne maluszki, nie powinno się chyba ich zabierać od mamy tak szybko?

Świnia która ma trzy tygodnie, a nawet dwa, bo takie też sprzedają, powinna nadal być z matką, co najmniej do ósmego tygodnia. Powtarzam, przynajmniej dwa miesiące! Dlatego taki Boczek, przy wszystkich kłopotach jakie może sprawiać, i tak jest do rany przyłóż, bo ja go adoptowałam jak miał 6 miesięcy. Jego by już nikt nie chciał, bo był za duży i nie wiem co by z nim zrobili, nawet nie chcę myśleć. To nie był już mały słodki prosiaczek, a że był już wysterylizowany, to komercyjnie też nie był atrakcyjny. Był już taki bardziej, nazwijmy to ogarnięty. A niestety świnie, które ja znam, a które zostały sprzedane jak miały jakiś miesiąc, czy nawet  3 tygodnie, sprawiają ogromne problemy behawioralne i przeważnie są bardzo agresywne.

Nigdy nie spodziewałabym się agresji po śwince.

To bierze się stąd, że taki maluch zostaje zabrany od matki, ze swojego naturalnego środowiska. Dzieje się to bardzo wcześnie, prosiaczek nie wie, co się dzieje i później są z nim problemy, bo wpływa to na jego psychikę. Pojawia się lęk separacyjny. Moja serdeczna koleżanka adoptowała małego wieprza, przewrotnie nazwanego Bekon, który urósł do prawie 100kg. Bardzo ciężko jest przewidzieć jakiej wielkości będzie świnka, pseudohodowcy bardzo kombinują, nigdy nie wiadomo, co wyjdzie z danej krzyżówki.

Niestety Bekon, ponieważ był bardzo młodo odebrany mamie, stał się bardzo bojowo nastawiony i to w takim stopniu, że potrafił zaatakować człowieka. Był agresywny nawet wobec mojej koleżanki, która przecież opiekowała się nim od małego warchlaczka. Miał u niej bardzo fajne warunki – ogród, w którym mógł robić, co tylko chciał, a do tego las w pobliżu, gdzie zabierała go na spacery, więc też nie można powiedzieć, że agresja wzięła się z tego, że był zestresowany, czy nieszczęśliwy z powodu zamknięcia. Koniec końców bała się go na tyle, że oddała go do stadniny, gdzie sobie spokojnie żył i gdzie było mu znacznie lepiej. Dużo świń sprawia takie problemy niestety. W Stanach Zjednoczonych jest to prawdziwa plaga, że ludzie kupują takie małe świnki, a potem masowo oddają do azyli i schronisk. Są zaskoczeni, bo okazuje się, że świnka nie dość, że rośnie i przestaje być słodkim szkrabem, to jeszcze potrafi zniszczyć ubrania, przegryźć kable, zrobić złośliwie kupę na środku mieszkania. Tak samo jest zresztą z psami, które trafiają do schronisk, czy wieloma innymi zwierzętami: “Ojej, żywe stworzenie coś zniszczyło”.

Do tego dochodzi również sposób w jaki wyobrażamy sobie posiadanie małej, uroczej świnki. Filmy i obrazki w internecie kształtują w nas poczucie, że to fajne i trendy posiadać prosiaczka.

Dokładnie tak. Do tego mało uczciwi hodowcy komunikują przekaz typu „to jest mała słodka świnka i ona taka zostanie, tylko dawaj jej mało jeść”.

A to jest po prostu barbarzyńskie głodzenie zwierzęcia.

Zgadza się, to jest głodzenie świni. Po czymś takim mają one bardzo poważne problemy, część umiera dosyć wcześnie, dożywają na przykład półtora roku, dwóch lat. Z kimkolwiek bym nie rozmawiała, każdy się dziwi „Boczek jest taki duży? Przecież wszędzie widzę zdjęcia tych małych świnek”. Te małe świnki to są niemowlaki. Pozostają małe do około pół roku, potem rosną aż do wieku 2-3 lat, żeby osiągnąć właściwą wagę.

Boczysław (fot. Ania Ciężkowska)

Większość ludzi pewnie myśli, że istnieją dwa rodzaje świń: te malutkie do domu i te wielkie hodowlane. Nie mają pojęcia, że zdarzają się sytuacje głodzenia prosiąt, by urosły mniejsze…

To wszystko jest robione dla pieniędzy. Taka mała świnia, gdy orientowałam się w temacie, w Polsce kosztowała do tysiąca złotych.  Jeśli loszka urodzi od 6 do 10 prosiąt – a w ciągu roku może być w ciąży dwa, a nawet trzy razy, bo sama ciąża trwa od 110 do 120 dni – to możesz sobie łatwo policzyć, ile to hajsu. To jest masówka. W dodatku działa moda: to nie jest pies czy kot, posiadanie prosiaka wywołuje zainteresowanie i komentarze „ojej, ale masz zajawkę!”. Ja nie wzięłam świni z tego powodu.

To czemu zdecydowałaś się na adopcję Boczka?

Po prostu od zawsze kochałam te zwierzęta, bo są wyjątkowe. Inteligencja, ich specyficzność, charakter. Ten ryjek na przykład. Co to za cudowna budowa jest! Jeszcze kapibary, pandy mają taki urok. Świnia jest jak kot, tylko tysiąc razy bardziej. Z Boczysława jest prawdziwy narcyz, lubi jak się nim zajmuje i jak się go podziwia. Jak chce okazać niezadowolenie, zaczyna przestawiać rzeczy w mieszkaniu.  Uwielbia pakować się na kanapę i niezależnie od tego, czy jest gorące lato, czy zima, lubi być przykrywany kocykiem. Kocha też pluskać się w wodzie i brać prysznic, za to bardzo nie lubi śniegu. Boczysław bardzo nie lubi też obcinania raciczek, bardzo przy tym krzyczy. Jest bardzo silny, więc nie jest też łatwo go utrzymać.

Czy Boczek reaguje na swoje imię?

Tak! Reaguje na Boczek, Boczysław, Boczuś.

[na dowód Boczysław, który siedzi obok nas i uważnie słucha rozmowy, przechyla głowę i zerka w  stronę swojej opiekunki]

Czy zdarza się, że upomina się o atencję? Chce zostać pogłaskany?

Pod tym względem to różnie bywa. Jak wracasz do domu po pracy to pies będzie skakał, witał, będzie stęskniony, a Boczek nie. Coś tam spojrzy, tym bardziej jak masz ze sobą jakąś siatkę i szeleścisz, ale generalnie nie wykaże zainteresowania. Ma oczywiście swoje momenty. Na przykład, gdy śpię w łóżku potrafi przyjść i się przytulić, wcisnąć ryj pod rękę. Nie natomiast nie przejawia takich zachowań jak pies, który przychodzi się miziać. Zdecydowanie potrzebuje tego kontaktu i przytulenia, ale trochę inaczej.

Co jest najtrudniejsze w życiu z prosiakiem?

Humory, to na pewno. Potrafi się obrazić, zostawić przykrą niespodziankę. Zrobić zupełnie niechcący dziury w ubraniu swoimi kłami. Przy jedzeniu bardzo brudzi. Generalnie też to, że świnia mimo wszystko powinna mieć przestrzeń, dom z ogrodem. Wiadomo oczywiście, że lepiej jest mu tu ze mną, niż żeby nie wiadomo, co z nim zrobiono, po tym jak był za duży, by ktokolwiek zechciał go adoptować. Nie żałuję w ogóle tej decyzji, ani trochę, natomiast zdaję sobie sprawę z tego, że mógłby mieć lepiej. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się wyprowadzić w miejsce, gdzie miałby natychmiastowy dostęp do dworu. Będzie mógł węszyć, ile zapragnie.

Zwierzę salonowe (fot. Ania Ciężkowska)

Nie sądziłam, że prosiaczek ma ten ryjek taki ruchomy. Jest bardzo plastyczny i trochę przypomina końcówkę trąby słonia.

To jest mówiąc krótko po prostu jego kontakt ze światem. Zresztą świnie w warunkach naturalnych około 40% swojego czasu poświęcają na eksploracje. Zawsze będzie wąchanie, rycie, bo świnia po prostu musi ryć, poszukiwać jedzenia. Ten ryj to można powiedzieć absolutna podstawa i naprawdę niesamowity węch. Świnie mają też bardzo dobry słuch, ale wzrok już niestety słaby. Świnie pracują na przykład w policji i służbach celnych, w oddziałach antynarkotykowych. Na pewno w Czechach, Kanadzie. Mają lepszy węch niż psy, są wybitne. Dlatego kto znajdzie trufle? Świnia! Słyszysz Boczysław? Mówię mu, żeby szukał, a on nic. Trzy małe trufelki, a byłabym naprawdę szczęśliwa.

Ok, to już ustaliłyśmy, że trufle go nie interesują. Co w takim razie Boczysław lubi jeść? Poza żołędziami, które ewidentnie uwielbia.

Boczysław jest wegetarianinem. Jest co prawda w stanie zjeść wszystko, tak jak człowiek, ale generalnie świnie lubią warzywa i owoce.  Na co dzień dostaje też kaszę z warzywami. Jada jak pies, dwa razy dziennie i od czasu może dostać jakiś przysmaczek, typu jabłko, marchewka.

Jak reagują na was ludzie na ulicy? Czy często spotykasz się z nieprzyjemnymi komentarzami? Pomijam osoby, które już was znają i mieszkają w pobliżu.

Dla części osób na osiedlu Boczek jest pupilkiem. Paradoksalnie, ludzie reagują bardzo pozytywnie, a na początku naprawdę bałam się głupich komentarzy. Czasem się zdarzy ktoś, kto powie „idiotka, świnie w mieście trzyma”. Dla wielu ludzi świnia to jest jednak kotlet. Zdarzają się też gorsze komentarze.

Na przykład?

Typu „wpadniemy do Ciebie na kebaba”, „już go upiekłaś?”, „będzie jakiś bekon?”. Ludziom się wydaje, że to jest zabawne, a to jest bardzo przykre. Zjedz sobie swojego psa albo kota, to jest to samo. To zachowanie ludzi oczywiście wynika z traktowania zwierząt użytkowo. Spodziewałam się, że będzie znacznie gorzej, niemiłe sytuacje są sporadyczne. Generalnie jednak na spacerach jest pozytywnie, chociaż czasem gdy mam gorszy dzień i słyszę po raz kolejny „a mogę pogłaskać?”, to potrafię zapytać: „a jesz kotlety? Jeśli ktoś odpowie, że tak, to odmawiam. Zdarza się też, że ludzie zaczynają mi zadawać pytania, bo są ciekawi, jak to jest mieć świnkę.

I jak na to reagujesz?

Traktuje to udzielanie odpowiedzi, jak i sam spacer, jako okazję, by nieść świadectwo. Pokazuję w ten sposób, że na świnie można spojrzeć inaczej, że jest to fantastyczne, interesujące i mądre zwierzę. Ludziom się robi pranie mózgu. Wystarczy spojrzeć na ciężarówkę z masarni, na której jest narysowany uśmiechnięty prosiak. Nie ma takiej opcji, by te świnie kiedykolwiek były szczęśliwe, one się nie uśmiechają! Bywa też tak, że ktoś pozna Boczka i zaczyna  rozważać ograniczenie jedzenia mięsa. Sugeruję wtedy, by zrobić sobie na przykład na początek „bezmięsny poniedziałek”.

Boczysław (fot. Ania Ciężkowska)

Dla niektórych motywacją do wycofania z diety mięsa może okazać się wiedza, o tym w jakich warunkach żyją zwierzęta hodowane “na talerze”.

Tak jak mikroświnki z pseudohodowli są głodzone, tak też zwierzęta hodowane na mięso są przekarmione i dostają dodatkowo hormony. Generalnie świnia, tak jak ci mówiłam, rośnie do 2-3 lat. Świnie w fabrykach osiągają swoją maksymalną wielkość i jeszcze więcej, bo z tłustym bonusem, w jakieś pół roku. Dla mnie najbardziej obrazowe, i to też najczęściej przytaczam, jest wyobrażenie sobie 4-letniego dziecka, które wygląda jak 18-latek. Czasem zdarzają się ucieczki świnek.

Różnymi drogami  takie uciekinierki trafiają one azyli dla zwierząt, gdzie są bezpieczne, a i tam nie dożywają tyle, ile przeciętna, zdrowa świnia. Zadowolona i szczęśliwa świnia może żyć 15, do 20 lat, są przypadki, że dłużej. Te świnie uratowane z hodowli na mięso mają zupełnie inną budowę, bo ich przeznaczeniem jest bycie mięsem,a im go więcej tym lepiej. Są za grube, mają za słabe nogi, bo z nich za bardzo nie korzystają, żyją w ścisku i brudzie. Mają problemy ze stawami, kośćmi, z sercem. Takie świnki pomimo wybiegu, wolności i trawki i tak żyją zaledwie kilka lat, wcześnie zaczynają chorować, pojawiają się problemy z chodzeniem. Są genetycznie skazane na krótsze życie. Zresztą mikroświnie też mają swoje problemy, spójrz na Boczka, on też nie jest zbudowany proporcjonalnie. Jest dość nabity i krępy. Ma poliki niczym chomik, krótkie raciczki.

Na jakie choroby u świni trzeba w takim razie uważać szczególnie?

Świnie są bardzo wrażliwe,również emocjonalnie, więc przede wszystkim serce. Boczek jest bardzo wyczulony na hałasy i wystrzały. Jeżeli świnia bardzo się przestraszy, może dostać zawału.

Jak w takim razie Boczysław znosi Sylwestra?

Wmiarę dobrze. Jest oczywiście zaniepokojony i wcale mu to nie odpowiada, ale nie ma tragedii. Byłam z nim natomiast kiedyś na spacerze i zaczęło padać, nagle usłyszeliśmy donośny grzmot. On się tak bardzo wystraszył, że w totalnej panice wyrwał mi się z szelek i uciekł. Potem się uspokoił i wrócił, ale dyszał bardzo ciężko.

Czyli gdy się zdenerwuje lub spanikuje to raczej radzi sobie sam niż szuka pocieszenia u ciebie?

On przede wszystkim wpada w panikę, nie wie co się dzieje, płoszy się. Z innych problemów ze zdrowiem to przede wszystkim problemy skórne, z raciczkami, może dojść do przerostów.

Cóż za ząb! (fot. Ania Ciężkowska)

Czy masz kontakt z innymi opiekunami świnek? Spotykacie się, wasze świnki się lubią?

Boczysław raz poznał inne świnki, ale uciekał, nie był zbytnio zainteresowany. Generalnie jest spory problem z transportem prosiaczków. Nie tylko trzeba mieć odpowiedni samochód, ale też jest to stresujące dla zwierzęcia.

Masz też psa. Jak wyglądają jego relacje z Diuną? Przyjaźnią się?

Świnki to zwierzęta stadne. Śpią razem, wtulają się w siebie. Między Diuną a Boczysławem nie ma jakiejś super relacji czy przyjaźni, żyją sobie razem w zgodzie. Nie są za bardzo na podobnym poziomie intelektualnym i nie mówię tego niestety na korzyść psa. Diuna nie jest za mądra, to raczej Boczek tu góruje. Oczywiście jak przyjdzie co do czego, to potrafią w razie zagrożenia stanąć w swojej obronie. Były takie sytuacje.

***

Mikroświnka, czyli co?

Miniświnka to nadal sporej wielkości zwierzak, którego waga zazwyczaj waha się od 25 do nawet 60 kg. Powstała w wyniku krzyżówek konkretnych ras. Ze zmieszania świnek wietnamskich (waga do 60kg), kune-kune z Nowej Zelandii (waga do 100kg) czy nakrapianych czarnymi plamami Gloucestershire Old Spots (do 300kg) stworzono zwisłobrzuchą świnkę miniaturową, którą świat zna szerzej pod bardziej chwytliwą nazwą, czyli tea-cup pig.

Niestety zdarzają się również nieuczciwi hodowcy, którzy chcąc zachować mały rozmiar zwierząt prowadzą chów wsobny, a do tego głodzą świnki. Po kilku lub kilkunastu miesiącach od kupienia świnia przestaje być mała i waży na przykład 200-300 kg, co jest dosłownie i w przenośni ogromnym zaskoczeniem dla jej opiekuna. Takie niespodzianki masowo trafiają do azyli dla zwierząt i schronisk.

Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska

Zawodowo siedzi w marketingu od 2010 roku. W wolnych chwilach konfabuluje, czyta i zwiedza zamki. Wielbicielka tatara, wciąż szuka tego idealnego. Słoń nadepnął jej na ucho, nie ufa gołębiom, lubi pociągi i jeść śniadania na mieście. Przed każdą podróżą samolotem spisuje testament. Żałuje, że nigdy nie pozna Tove Jansson i nie pójdzie na koncert The Beatles.


AUTOR

Komentarze