Zakaz handlu w niedzielę – czy kasjerki naprawdę się z niego cieszą?

Obrona praw pracowniczych czy uszczęśliwianie na siłę?
8 minut czytania
2743
0
Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa
2 października 2017
fot. Authentic Creations/Shutterstock.com

Większość kasjerek to młode kobiety. Uczą się, studiują lub dopiero założyły rodzinę i na ich barkach spoczywa zapewnienie opieki dziecku. Pieniądze z nadgodzin i wolny dzień w tygodniu w zamian za pracę w niedzielę bywa dla nich wybawieniem.

Warto przyjrzeć się temu zagadnieniu zarówno od strony ekonomicznej jak i z perspektywy osób najbardziej zainteresowanych, a więc tych, które w handlu pracują. Tak się składa, że mam spore doświadczenie w pracy w handlu. Pracowałam zarówno w mniejszych sklepach jak i marketach. Doskonale pamiętam, że praca w niedziele nie jest wcale taka zła.

Zakaz handlu w niedzielę – kto go postuluje?

Kwestia zakazu handlu w niedzielę cyklicznie pojawia się w debacie publicznej. Podnoszone są zazwyczaj różne argumenty – od braku czasu dla rodziny, który doskwiera kasjerom po kwestie religijne. Zazwyczaj jednak debata ta cichnie bez żadnych zmian w polskim prawodawstwie. Obecnie, wszystko wskazuje na to, że do zmian faktycznie dojdzie.

Przypomnijmy. W czwartek, 28 września podkomisja do spraw rynku pracy zebrała się, by prowadzić prace w sprawie zakazu handlu w niedzielę. Co postanowiono? Na razie niewiele. Na wniosek  Janusza Śniadka z Prawa i Sprawiedliwości ustalono, że zakaz nie będzie dotyczył wszystkich niedziel, a jedynie drugiej i czwartej każdego miesiąca. Wciąż otwarta jest kwestia działania wielu firm, takich jak sklepy przy stacjach benzynowych, hurtownie typu Makro czy Selgros oraz przychodni weterynaryjnych. Nad szczegółami komisja ma zamiar pracować 11 października. Niemniej jednak prognozy mówią, że zmienione prawo mogłoby wejść w życie już od początku 2018 roku.

Zakaz nie będzie dotyczył wszystkich niedziel, a jedynie drugiej i czwartej każdego miesiąca (fot. wb77/Shutterstock.com)

Warto dodać, że sama idea wprowadzenia w naszym kraju zakazu handlu w niedzielę oraz związany z nią projekt jest dziełem “Solidarności”. Autorzy projektu przedstawiają w nim wiele bardzo restrykcyjnych pomysłów, takich jak kara pozbawienia wolności dla właścicieli sklepów łamiących zakaz czy zaledwie dwutygodniowy okres vacatio legis dla uchwalonej ustawy.

Partia rządząca stara się nieco złagodzić pomysły Solidarności, choć zakaz handlu prędzej czy później zacznie nas obowiązywać. Czy jest to dobrym rozwiązaniem?

Kasjerki: nie jest wcale aż tak źle

Postanowiłam wykorzystać znajomości z czasu pracy na kasie i zapytać byłe koleżanki z pracy, jak postrzegają handel w niedzielę.

Po pierwsze – mówi Karolina, z którą pracowałam w jednej z sieciowych drogerii – w niedzielę nie ma dostaw towaru. Możesz spokojnie zająć się swoim działem. Ludzi też jest mniej, jest spokojnie. Nie demonizowałabym pracy w niedzielę. Oczywiście, czasem, zwłaszcza jak jest ładna pogoda, to człowieka skręca, że siedzi w sklepie a nie w parku z rodziną. Ale coś za coś. Możemy przecież otrzymać za pracę w niedzielę dzień wolny lub zapłatę za nadgodziny, która nieraz naprawdę ratuje mój domowy budżet.

W tym kontekście warto wspomnieć propozycję OPZZ, które postuluje przede wszystkim zwiększenie wynagrodzenia za pracę w niedzielę. Według szefa OPZZ Jana Guza lepszym rozwiązaniem niż ustawowe ograniczenia powinny być np. gwarancje wyższych wynagrodzeń (np. dwukrotnie wyższe) dla tych, którzy pracują w niedzielę.

Koleżanki pracujące w handlu wskazują też na fakt, że tak naprawdę żadna z kasjerek w sklepie nie przepracowuje wszystkich niedziel – chyba że sama chce. Każda ma jedną, dwie, a nawet trzy niedziele w miesiącu wolne od pracy. A więc tak naprawdę dla konkretnego pracownika rzeczywistość nie różni się niczym od tego, co zamierza przymusowo wprowadzić PiS.

Warto również wspomnieć o możliwości odebrania dnia wolnego za pracę w niedziele. Dla wielu kasjerów jest to rozwiązanie, dzięki któremu mogą bez konieczności brania urlopu załatwić sprawy urzędowe, wybrać się z dzieckiem do lekarza, czy po prostu zająć się domem. – Gdybym miała brać dzień urlopu zawsze wtedy gdy muszę coś załatwić, dziecko trzeba zawieźć do lekarza lub odwiedzić szkołę prawdopodobnie już w okolicach maja nie przysługiwałby mi żaden dzień wolny – mówi Agnieszka. – Na brak pieniędzy nie narzekam, dlatego, jeśli trafi mi się pracująca niedziela wymieniam ją na dzień wolny w tygodniu. Mi to naprawdę pasuje.

Lepszym pomysłem niż ustawowe ograniczenia powinny być np. gwarancje wyższych wynagrodzeń

Oczywiście, zdarzają się też głosy, które są za wprowadzeniem zakazu, niemniej najczęściej pochodzą one od osób na wysokim stanowisku w sklepie lub dojrzałych kobiet nie muszących przejmować się nauką czy wychowaniem małych dzieci.

Przedsiębiorcy: zwolnimy trochę osób

Kasjerki nie są jednakże jedynymi osobami zainteresowanymi zmianami, jakie nadchodzą. Przede wszystkim dotykają one bowiem właścicieli sklepów. Dotyczy to zarówno prezesów wielkich sieci, jak i dobrze funkcjonujących lokalnych sprzedawców, którzy mają więcej niż jeden sklep.

Jak podchodzą do tego przedsiębiorcy? Dużo zależy od tego, jak wielka jest skala ich działalności. Duzi gracze, jak Dariusz Miłek, założyciel i prezes CCC, są pewni, że sobie poradzą. W rozmowie z NaTemat przedsiębiorca stawia sprawę jasno:  – To nie wiedzą ile osób pracuje w handlu? Kilkaset tysięcy. Jeśli to wejdzie w życie, to z mojej perspektywy oznacza to spore oszczędności. Odpadnie jeden dzień z handlu, zwolnię trochę osób w obsłudze sprzedaży. Zyskam 15 procent w kosztach – mówi.

Wielkie sieci sklepów nie muszą więc obawiać się strat. Niestety, będzie wiązało się to z utratą pracy przez niektóre kasjerki. Skala zwolnień może przerażać – według  Andrzeja Marii Falińskiego z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji zakaz handlu może oznaczać zwolnienia dla nawet 100 tys. osób w branży .

Co więcej, warto mieć świadomość, że handel w naszym kraju, to nie tylko duże sieci, ale również przedsiębiorcy działający lokalnie na nieco wyższym poziomie niż posiadanie jednego sklepiku. Tego typu firmy, a zwłaszcza lokale gastronomiczne i mniejsze sklepy w galeriach handlowych, mogą mieć poważne problemy w związku z proponowanymi zmianami. Jeśli duże sklepy i butiki będą zamknięte, nikt nie wybierze się do galerii – w związku z tym, również miejsca, które teoretycznie będą mogły działać w niedzielę, nie odniosą żadnych zysków.

Jak więc widać, zakaz handlu w niedzielę nie jest czymś, co może przynieść nam wyłącznie korzyści. Warto więc postępować rozważnie tym bardziej, że Węgry (które są dla naszego rządu wzorem do naśladowania) po wprowadzeniu restrykcyjnych przepisów musiały zmagać się z likwidacją wielu miejsc pracy, a obecnie wycofują się ze swoich pomysłów.

Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa
Zawodowo freelancer copywriter, w przeszłości blogerka. Osoba, która próbuje na nowo odnaleźć się w opowiadaniu historii. Zamieszkała na głębokiej, ale malowniczej prowincji, gdzie pójście do sklepu po bułki to logistyczna wyprawa. Jest mamą, lubi być dobrą żoną. A przynajmniej tak o sobie myśleć. Tuż przed magiczną granicą trzydziestego roku życia wciąż dziwi się światu i lubi o nim mówić.
AUTOR

Polecamy

Komentarze