Zdrowie, życie, godność? Dominika Wielowieyska uważa, że są bardziej palące kwestie

Demokracja, a nie tam jakieś hajsy!
7 minut czytania
1648
3
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
13 października 2017

Dominika Wielowieyska, w artykule dla Gazety Wyborczej, uznała, że lekarze rezydenci powinni być trochę bardziej powściągliwi, jeśli chodzi o wybór formy strajku, a w efekcie – nie stawiać na głodówkę. Walczą przecież tylko o grubsze portfele, więc po co robić z igły widły i pluć na historię?

Przypomnijmy sobie (i redaktor Wielowieyskiej, która chyba nie zapoznała się z postulatami strajkujących), o co tym rezydentom właściwie chodzi. Młodzi lekarze od 2 października protestują, bo chcą zwiększenia nakładów na służbę zdrowia, likwidacji kolejek, rozwiązania problemu braku personelu medycznego, poprawy warunków pracy oraz likwidacji biurokracji. W związku z tym, że nie dostają satysfakcjonujących propozycji od rządu, postawili na strajk głodowy. Ta forma protestu nie spodobała się Dominice Wielowieyskiej, która uznała, że to mocna przesada, bo na głodówkę decydowali się działacze opozycji demokratycznej, by walczyć z autorytarnym państwem. „Z państwem, które represjonowało i wsadzało do więzień ludzi ze względu na ich poglądy polityczne” – przypomina dziennikarka.

Mięso tak, kasa nie!

Tak sobie myślę, że – idąc tym tokiem rozumowania – w ogóle nie powinniśmy protestować, bo przecież mamy wolność, mamy demokrację, za poglądy nie trafiamy do więzienia, no raj po prostu, więc po co te szopki? Czy nie wystarczyłoby wydarzenie na Facebooku i zmiana zdjęcia profilowego? Szanujmy historię! Tak à propos historii, to nieśmiało przypominam, że w latach 70. i 80. ludzie protestowali, wprawdzie nie głodząc się, ale wychodząc na ulice, bo ceny mięsa poszybowały ostro w górę. To dopiero fanaberia! A nie, to chyba była walka o wolność, bo jej wtedy nie mieliśmy. Może i pod postacią mięsa, ale jednak wolność, a tu tylko kasa i kasa. Zresztą, co tu dużo mówić. Dla porządku przypomnę, że dzieci w Afryce głodują, a rezydent zarabia 14 złotych na godzinę, więc na kebab mu wystarczy.

Artykuł Dominiki Wielowieyskiej w serwisie Wyborcza.pl

Ale wróćmy z Afryki do Wyborczej i najgorszego chyba zdania, jakie padło w artykule Wielowieyskiej: „(…) strajk głodowy jako forma protestu powinien być zarezerwowany dla obrony wartości fundamentalnych, nie zaś własnych pensji. A młodzi lekarze tego nie rozumieją”. Tylko, że młodzi lekarze nie walczą o nowe samochody i dwustumetrowe apartamenty, ale o to, by po latach ciężkich studiów, na specjalizacjach, na których nie ma ludzi z przypadku, zarabiać tyle, by żyć godnie. Do tego – i to nie jest bez znaczenia – móc zajmować się pacjentami, a nie obrabiać ich w tempie pięciu na godzinę, robiąc tak naprawdę niewiele poza papierkową robotą.

Godność i zarobki naprawdę idą w parze

Lekarze walczą więc o swoją godność i godność pacjentów, których nie stać na prywatną opiekę, którzy traktowani są z buta i po macoszemu, bo nie ma czasu, bo nie ma pieniędzy, bo nie ma lekarzy. A lekarzy nie ma dlatego, że zarabiają marny hajs. 2100 złotych to kwota, która nie pozwala utrzymać się w dużym mieście. Mogą oczywiście (często nawet muszą, bo są braki w zespołach, spowodowane wyjazdami lekarzy z Polski albo ich przekwalifikowywaniem się) brać dyżury, żeby lepiej zarabiać, ale ja tu nieśmiało przypominam, że w sierpniu bieżącego roku 28-latka, która miała kilka dyżurów z rzędu, zmarła z wycieńczenia. Lekarze są przemęczeni, pacjenci nie czują się bezpiecznie, bo nawet najlepszy lekarz po 36 godzinach pracy nie ma prawa być w świetnej formie.

Jak to nie jest walka o coś fundamentalnego, to ja nie wiem, co mogłoby nią być. To jest walka o godność, a choć szybko o tym zapominamy, szczególnie, gdy wiedzie nam się dobrze, to istnieje związek między godnością człowieka a tym, ile ten człowiek zarabia. Silny związek.

Wiemy już, ile zarabia lekarz rezydent. A jak wygląda jego zawodowe życie w pigułce? Obejrzyjcie ten film – z zeszłego roku…

Nie tak miało być

Mam wrażenie, że nasi przodkowie nie za taką Polskę głodowali. Za jaką zatem? Za taką, w której można strajkować, kiedy zabierana jest nam wolność, bo trudno o niej mówić, gdy patrzymy na wybór, jaki ma młody lekarz. Albo nie ma czasu na sen, odpoczynek, rodzinę, bo bierze dyżury, żeby sensownie zarobić albo nie stać go na utrzymanie się, bo zarabia haniebnie mało. W tym wszystkim jest jeszcze pacjent, są też jego zdrowie i życie – wciąż narażane przez tę kuriozalną sytuację.

Według mnie jest to wystarczający powód do tego, żeby wybrać radykalną formę protestu. Choćby dlatego, że – cytując Wielowieyską – „ludzie tracili zdrowie, oddawali życie za swoje ideały i za wolność Polski”. Mam wrażenie, że podobną rzecz robią właśnie lekarze rezydenci. I cieszę się, że nie wybrali Facebooka tylko właśnie głodówkę.

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Komentarze