10 produktów, których nie zjadłby żaden ekspert żywieniowy (i prawnik!)

Myslałeś, że to samo zdrowie?
9 minut czytania
3213
1
Kaśka Dąbrowska
Kaśka Dąbrowska
7 listopada 2017

Przez szereg lat tłumaczono nam, że pewne produkty są dla nas zdrowe i należy spożywać je jak najczęściej. Inne są smaczne, uznawane za delikatesy lub oszczędzają nasz czas. Okazuje się jednak, że na temat wielu z nich eksperci mają niezbyt pochlebne zdanie.

Nie ma strachu – opinie ekspertów od żywienia nie oznaczają, że wszystkie te smakołyki należy jak najszybciej i trwale usunąć z jadłospisu. Przede wszystkim trzeba zachować umiar w ich spożywaniu oraz – zwłaszcza w przypadku niektórych – zawsze upewnić się co do źródła ich pochodzenia (choć to akurat warto robić ze wszystkimi produktami, jakie znajdują się w naszej kuchni) i zastanowić się nad higieną ich przygotowania. Zawsze można też znaleźć faktycznie zdrowe zamienniki, choć – niestety –niekoniecznie tak smaczne.

Co ciekawe, informacje o najbardziej niebezpiecznych produktach pochodzą nie tylko od naukowców, ale także od amerykańskiego prawnika, Billa Marlera, który od lat specjalizuje się właśnie w sprawach związanych z zatruciami pokarmowymi. Marler ściśle współpracuje z lekarzami, dietetykami oraz naukowcami, a na stronie kancelarii umieszcza najbardziej interesujące przypadki, jakimi zajmuje się zawodowo.

Surowe ostrygi i inne owoce morza

Bazując na owym wieloletnim doświadczeniu Marler stwierdza, że jedzenie jakichkolwiek surowych owoców morza może skończyć się bardzo źle. Choć surowe ostrygi uważane są za luksusowy przysmak, nawet w dobrej restauracji lepiej wybierać grillowane lub smażone. Inne owoce morza także nie są szczególnie bezpieczne – mowa tu jednak zwłaszcza o mięczakach. Według opinii biegłych, z którymi współpracuje Marler, ze względu na proces ocieplania się wód mórz i oceanów organizmy surowych mięczaków są idealnym miejscem dla rozwoju wszelkiej maści bakterii.

Wyglądają pysznie, ale są bardzo niebezpieczne

Brukselka

Bill Marler stawia niewinną z pozoru brukselkę na drugim miejscu najbardziej niebezpiecznych produktów. Okazuje się, że kolejne warstwy liści tego smakołyku kryją w sobie mnóstwo bakterii (w tym także salmonellę i E. coli), a czasem także pasożytów. Ponieważ nowoczesna kuchnia często wykorzystuje surową lub jedynie lekko obrobioną termicznie brukselkę, to warto wiedzieć, że niektóre odkryte w brukselce bakterie giną dopiero temperaturze powyżej 150 stopni… Pamiętajmy zatem, że brukselka lubi piekarnik.

Świeże soki i owoce

Świeżo wyciśnięte soki mogą być źródłem zakażenia wirusami i bakteriami. Zwłaszcza wtedy, gdy pijemy je poza domem i nie mogliśmy osobiście nadzorować procesu ich mycia i przetwarzania (brudne ręce osób pracujących w gastronomii to zapewne temat na długi i straszliwy artykuł).  Do tego owoce – zwłaszcza kupowane w dyskontach po niskich cenach – mogą być konserwowane szkodliwymi dla ludzkiego organizmu substancjami, w niektórych przypadkach pokonującymi barierę skórki owocu i przenikającymi do miąższu. W tym przypadku ryzyko jest często większe niż potencjalna korzyść z wychylenia szklanki świeżego soku lub zjedzenia soczystej pomarańczy czy brzoskwini. Co w zamian? Najlepiej pasteryzowane soki dobrych firm. Można także samodzielnie wyciskać sok i pasteryzować w domu. Nad tym, co tkwi w owocu nie mamy już co prawda kontroli, ale możemy zawsze zadbać o to, by porządnie oczyścić i umyć kupione przysmaki.

Krwiste mięso

Choroby i zatrucia pokarmowe, które są efektem jedzenia surowego mięsa mogą swoimi opisami zmrozić krew w żyłach. Mówimy bowiem nie tylko o salmonelli czy wrednych bakteriach E. coli, których nie zabije obróbka mięsa w zbyt niskiej temperaturze lub po prostu pozostawianie mięsa surowego w środku – mowa tu oczywiście głównie o wołowinie, którą (mylnie) uznajemy za czyste i szlachetne mięso. Piękny stek może jednak być nie tylko siedliskiem bakterii, ale także rajem dla pasożytów oczekujących na żywiciela. Mimo miłości do krwistych kawałków angusa czy pysznego tatara, warto wybierać jednak bardziej wypieczone mięso. O kurczaku chyba nie trzeba tu wspominać…

Lepiej zrezygnować z surowego mięsa

Kiełki

No jak to? Przecież to samo zdrowie! Niestety – to kolejne z ulubionych siedlisk salmonelli i E. coli. Co gorsza, kiełki są jednym z najczęściej obarczonych obecnością tych bakterii pokarmów. Trzeba też wziąć pod uwagę, że kiełki z dużych upraw zazwyczaj nawożone są substancjami, które wspomagają ich szybki wzrost – i choć nawozy te nie są szczególnie szkodliwe dla ludzkiego organizmu to sprawiają, że kiełki tracą swoje najbardziej dobroczynne dla zdrowia składniki. Dlatego kiełki najlepiej uprawiać samodzielnie (raczej w doniczkach niż w ogrodzie) oraz zwrócić szczególną uwagę na jakość gleby, jakiej używamy do domowych upraw oraz wysiewać rośliny w szklanych lub ceramicznych pojemnikach. Moczenie nasion przed wysiewem nie powinno przekraczać 12 godzin (warto też przynajmniej raz zmienić wodę). Woda do moczenia i podlewania kiełków powinna być przegotowana.

Gotowane ryby słodkowodne (w tym zupa rybna)

Naukowcy z uniwersytetu w Sevilli odkryli, że gotowanie ryb słodkowodnych w wodzie pozwala na pozbycie się jedynie 18 proc. groźnych cyjanotoksyn. Co więcej, wszystkie te substancje co prawda opuszczają rybie mięso, ale pozostają w przygotowywanym wywarze. Gotowanie ryby na parze pozwala wyeliminować 26 proc. cyjanotoksyn. O resztę na wszelki wypadek nie pytajcie, ale można podpowiedzieć, że rybę najlepiej piec lub grillować w temperaturze przekraczającej 120 stopni.

Świeże mleko

Pomijając oczywiście aspekt etyczny, o którym mogliście już przeczytać w Igimagu, warto zawsze pamiętać, że warunki, w których doi się krowy i inne zwierzęta dające nam mleko, trudno nazwać sterylnymi, nawet jeśli przykłada się dużą wagę do czystości zwierząt i ich otoczenia. Stwarza to sporą szansę na to, że w mleku znajdą się bakterie, których można się pozbyć jedynie gotując mleko. I choć niektórzy z nas pamiętają jeszcze wspaniałą opinię, jaką cieszyło się zawsze “prawdziwe mleko prosto od krowy”, warto dziś kierować się rozsądkiem i wybierać wyłącznie mleko pasteryzowane lub gotowane. A najlepiej będzie postawić na mleka roślinne – można je przecież zrobić w domu i mieć w dodatku czyste sumienie.

Mleko roślinne zawsze będzie bezpieczniejsze od zwierzęcego

Przetwory mięsne i czerwone mięso

Badania amerykańskich naukowców potwierdziły, że nawet najwyższej jakości produkty mięsne zawierają wiele substancji powodujących choroby serca, udary i cukrzycę, a także sprzyjających rozwojowi komórek nowotworowych. Ponadto kilogram kiełbasy zawiera 400 proc. więcej soli i 50 proc. więcej tłuszczu niż kilogram czystej wołowiny! Specyficznie przyprawiane i marynowane wędliny zawierają też często sporo cukru. Lepiej zatem trzymać się po prostu przyrządzanego samodzielnie mięsa, choć to jedynie mniejsze zło. Zamiast klasycznych wędlin można jeść także suszone produkty mięsne.

Paczkowane wieloskładnikowe jedzenie

W tego typu produktach jako konserwantów używa się bardzo często dwóch nieprzyjaznych zdrowiu substancji. Są to butylowany hydroksyanizol (BHA) i butylohydroksytoluen (BHT). Związki te w większych ilościach mogą powodować problemy hormonalne, ponadto częste przyjmowanie BHA może doprowadzić do powstania komórek nowotworowych. Konserwanty te stosuje się w daniach gotowych, półproduktach, a nawet w chipsach. Zamienniki to oczywiście dania i ewentualne półprodukty (np. sosy warzywne) przygotowane samodzielnie. Ponadto zawsze warto czytać etykiety.

Świeże owoce i warzywa przygotowane do natychmiastowego spożycia

Mowa tu oczywiście o obranych i pociętych na kawałki owocach i warzywach, które można kupić w kawiarniach czy sklepach spożywczych. Przygotowane do spożycia owoce zostały oczywiście umyte, obrane i pokrojone – co wcale nie jest zaletą. Wręcz przeciwnie – wszystkie te smakołyki musiały przejść przez kilka par rąk. A przecież nie mamy pojęcia o stosunku pracujących w przetwórniach osób do higieny miejsca pracy i higieny osobistej… Takie rzeczy lepiej jednak przygotowywać samodzielnie.

Kaśka Dąbrowska
Kaśka Dąbrowska

Z wykształcenia pedagożka, z zamiłowania obserwatorka. Lubi jeść, czytać, pisać i malować – w tej kolejności. Od niedawna odkrywa uroki życia #po30. Nigdy nie myślała, że pokocha dobre seriale równie mocno, jak dobre książki. Kiedyś wróci do wypalania gliny.


AUTOR

Polecamy

Komentarze