Chamstwo czy molestowanie? Janusz Rudnicki i historia pewnego „żartu”

Anka ja tylko żartowałem, kiedy cię kurwą nazywałem
4 minuty czytania
3268
28
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
8 listopada 2017

Nie uważam, że molestowanie w Polsce powinno mieć twarz pisarza Janusza Rudnickiego, ale okrzyknięcie go chamem wydaje mi się bardzo zasadne. A jakiekolwiek próby bronienia go wypadają  słabo i żałośnie.

Przypomnijmy. W wywiadzie dla Wysokich Obcasów, dziennikarka Anna Śmigulec opowiedziała o tym, jak Janusz Rudnicki rzekł do kumpla na widok jej i jej koleżanki: „Chodź, kurwy już są!”. Pisarz wystosował przeprosiny* brzmiące mniej więcej tak: sorry, Anka, ale myślałem, że masz poczucie humoru, kurwami nazywam też kumpli, a w ogóle to była gra słowna, widocznie nie skumałaś.

Chamstwo tak, molestowanie niekoniecznie

Wyznanie dziennikarki padło w wywiadzie, który dotyczył molestowania seksualnego. Mam jednak wątpliwości, czy nazwałabym zachowanie pisarza przemocą seksualną. Na stronie ponton.org.pl czytamy, że molestowanie seksualne to każde nieakceptowane zachowanie, którego celem jest poniżenie lub naruszenie godności drugiej osoby odnoszące się do jej płci lub mające charakter seksualny.

Choć absolutnie jestem fanką akcji #metoo, choć cieszę się, że po aferze z Weinsteinem usuwa się niektórym gwiazdom w Hollywood grunt spod nóg i wreszcie przestają być bezkarne, to boję się sytuacji, w której definicja molestowania tak bardzo się rozszerzy, że w końcu stracą na znaczeniu autentycznie szkodliwe wypowiedzi czy zachowania. Mimo, że kurwa to kobieta, która sprzedaje się za hajs, nie widzę w stwierdzeniu Rudnickiego molestowania, za to widzę pokłady chamstwa, buractwa i arogancji. A także poczucie lepszości i fajności takiej trochę w stylu Wojewódzkiego i Figurskiego z 2012 roku, kiedy to szydzili z Ukrainek. Pojechali po bandzie, a potem tłumaczyli się konwencją, zaś wszystkim, którym żart się nie spodobał zarzucali brak dystansu, bo oni przecież tylko zachowali się jak typowe Janusze, żeby… pośmiać się z typowych Januszy.

To dobry chłopak był

Tu, skądinąd także Janusz, również tłumaczy się tym, że to taka gra słowna, że on tak mówi do przyjaciół i oni wiedzą, że to żarty i sorry, ale zabrakło dziennikarce dystansu. Co ciekawe nie tylko on się tak tłumaczy, ale robią to za niego inne kobiety. Krystyna Kofta na przykład pisze tak: „Wygląda na to, że w naszym kraju najgorszy jest facet, który rzuca kretyńskim żartem z >>brzydkim słowem<<, choć może i śmiesznym w konwencji tych knajp, do których chodzisz! Błąd polega na tym, że wzięła do siebie bezpośrednio to >>tykanie kurwami<<„.

Eliza Michalik opublikowała list Krystyny Kofty do Janusza Rudnickiego

Do tego Kofta przytacza całą masę pozytywnych rzeczy, które Rudnicki robi dla kobiet, a w międzyczasie przypomina, że są w Polsce gorsi od pisarza i trzeba mówić o tych, co gwałcą, a nie o tych, co używają plugawego języka, a w środku są dobrzy, mili i mają serce z pluszu.

Broni go także dziennikarka Magda Żakowska, również mówiąc, że Janek to wrażliwy człowiek z takim, a nie innym poczuciem humoru, które może się nie podobać, ale co zrobić?

Pamietam, jak Janusz Rudnicki wkrecil mnie (skutecznie), ze jego nowa dziewczyna, ktora za chwile mialam poznac, jest…

Opublikowany przez Magda Żakowska na 5 listopada 2017

Seksizm tak, ale tylko w sprawdzonym gronie

Ja proponuję przymknąć ryja. Rozumiem, że jak się spotykamy w sprawdzonym gronie, to zachowujemy się inaczej niż w pracy, z daleką rodziną, czy dalszymi znajomymi. Że mówimy trochę innym językiem, że jedziemy po sobie i to czasem hardcorowo mocno. Ale do tego trzeba zgody dwóch stron, to musi się jednej i drugiej stronie podobać. Jeśli ja wiem, że mój kumpel ani trochę nie jest seksistą, ale rzuca w moją stronę jakąś absolutnie seksistowską uwagę, to ja się z tego śmieję. Jeśli mnie nazywa w sposób niewybredny, bo tak sobie wymyśliliśmy, to jest to bardzo spoko.

To wszystko musi się jednak odbywać między ludźmi, którzy się znają, lubią, szanują, mają jakąś historie, do której nawiązują i wiedzą też jakie mają granice. Tu zaś nie mówimy o znajomości długiej, a przed chwilą rozpoczętej, w której na dodatek nie spotyka się równy z równym, a dziennikarka, będąca pod wrażeniem pisarza, z którym przeprowadziła wywiad. Co ciekawe Rudnicki zachowywał się w trakcie jego trwania superelegancko. Gdzie było jego poczucie humoru, czemu wtedy nie postawił na żarty słowne i nie mówił do Śmigulec per kurwo lub chuju, jak ma w zwyczaju?

Komentarz Kazimiery Szczuki

Przeprosić i upokorzyć

W moim osobistym poczuciu czym jest molestowanie, zachowanie Rudnickiego molestowaniem nie było, choć też nie upieram się gdy ktoś tak je nazywa. Zresztą ostatnie zdanie powinna mieć w tej sprawie Śmigulec, która usłyszała słowa pisarza. Choć ja akurat najgorzej bym się poczuła po przeprosinach, które były okropnie krzywdzące i naładowane poczuciem własnej zajebistości oraz szalenie wyniosłe i aroganckie. Najbardziej jednak w całej sytuacji wkurza mnie obrona Rudnickiego i to przez kobiety, które za te same słowa na stosie spaliłyby na przykład Rafała Ziemkiewicza. Nie podoba mi się inna skala ocen osób, z którymi światopoglądowo zbijamy piątkę i inna dla tych, do których nam daleko.

Mnie Rudnicki zawiódł dużo bardziej niż zawiódłby takimi słowami Ziemkiewicz, niemniej jednego i drugiego śmiało nazywam burakami. No bo jak inaczej? Żartowniś i kawalarz jakoś mi nie pasują.

***

*Już po wysłaniu tego tekstu do redakcji okazało się, że Rudnicki, pewnie pod wpływem wielu negatywnych komentarzy, które wywołała jego osobliwa reakcja na wyznanie Anny Śmigulec (biedny, nierozumiany pisarz!), postanowił przeprosić, tylko tym razem bardziej serio.

Przeprosiny Janusza Rudnickiego pod postem Anny Śmigulec

Na Facebooku dziennikarki napisał, że faktycznie zachował się jak cham i żaden towarzyski kod go nie usprawiedliwia. Gdyby te przeprosiny padły zaraz po wywiadzie, byłoby to całkiem spoko reakcją, każdemu zdarza się jakaś wtopa, choć ta była naprawdę poważna. Sztuką jest za nią przeprosić szczerze, a nie pod naporem krytyki. I niekoniecznie na tablicy Facebookowej. Czuję w tym więcej wołania o zachowanie własnej twarzy niż autentycznej skruchy.

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Komentarze

28 odpowiedzi na “Chamstwo czy molestowanie? Janusz Rudnicki i historia pewnego „żartu””

  1. Trafne spostrzeżenia. Typ myślał, że jest fajny, jak przedszkolak, który nauczył się właśnie brzydkiego słowa. Przedszkolaka jeszcze można zrozumieć, bo poznaje tajniki komunikacji, ale człowieka, który ma aspiracje na mistrza słowa, już nie. Obrona jego durnego tekstu przez kobiety ze wspólnego środowiska tylko obnaża podwójne standardy w Polsce: jak jest znajomy/swój, to niech obraża. Smutne oblicze wykoślawionego feminizmu.

  2. Bardzo dobry tekst. Dla mnie to jak najbardziej podpada pod przytoczona definicje molestowania: chodź, kurwy już są – są to słowa upokarzające w kontekście seksualnym (o zobacz kobiety sprzedające usługi seksualne już są). Co innego gdyby powiedział, o kurwa już są, albo nazwał je np. burakami, paniusiami czy cokolwiek w tym stylu, wtedy to zwykle prostactwo ale bez podtekstu seksualnego.

    • Bez przesady. W zdecydowanej większości języków przekleństwa z najwulgarniejszej przegródki mają charakter genitalny bądź fekalny i poczytując je dosłownie można troszkę zbłąkać. Jeśli przyjąć za obowiązującą definicję molestowania zaproponowaną przez nieformalną grupę wolontariuszek i wolontariuszy działających przy Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, to media społecznościowe stanęłyby w wielodniowym korku wzburzenia od traumatycznych wspomnień o „głupich chujach”, „matkojebcach”, „pizdach wołowych”, „palcem robionych” i „pojebańców” i „kurew, gdzie jedziesz”. Bez wątpienia Rudnicki naubliżał (nadmiernie się zbliżył) dziennikarce, tym bardziej, że kontekst spotkania i stopień zażyłości pomiędzy jego uczestnikami tego typu tekst stawiają w cokoliwek osobliwym położeniu. Cham i prostak, wykazujący niepokojące objawy koprolali? W tej sytuacji owszem. Molestator?

      Z identyczną nieomal sytuacją miałem do czynienia jakiś czas temu, kiedy udałem się na lunch z moim szefem. Padł wtedy z ust szefa skierowany do mnie komentarz dotyczący siedzących przy stoliku obok dwóch starszych pań. „Założę się, że te stare kurwy przychodzą tu codziennie”. Myślałem początkowo, że się przesłyszałem, bo co szefowi do dwóch starszych pań, bynajmniej nie wyglądających ani zachowujących się jak prostytutki, do tego obcych zarówno dla mnie, jak i JEJ. Tak, mój szef jest kobietą. Molestatorką?

      • Gdyby powiedziała to do nich a one by to uznały za wypowiedź o podtekście seksualnym to tak. Molestowac można osoby tej samej płci, ale Twoja szefowa powiedziała to do Ciebie więc trochę problem odpada. Tak jak odpisałam poniżej: nie jesteś pewny/pewna jak odbierze Twoja uwagę rozmówca – nie mów.

        • Halo? Ale przecież on też tego nie powiedział do nich, tylko do kumpla, który dołączył. Czyli to jest dokładnie taka sytuacja, jaką opisałaś, że „…Twoja szefowa powiedziała to do Ciebie więc trochę problem odpada…”

          • To może ustalmy w jakiej odległości można od osoby można coś takiego powiedzieć? 3 metry wystarczą? Nie? 5 metrów będzie ok? Wiem – zaszalejmy, wprowadźmy prawo, że nieobyczajnie można się o danej osobie wypowiedzieć minimum w odległości 7 metrów od niej. Dobre prawo? A jak ktoś ma dobry słych? To może jeszcze wprowadźmy algorytm obliczający „odległość słownego molestowania” np. taki: grubość słowa x jakość słuchu obgadywanego : odległość. Może być taki prosty wzór, czy kombinujemy bardziej złożony?

        • ‚Gdyby powiedziała to do nich a one by to uznały za wypowiedź o podtekście seksualnym to tak’

          I tu się właśnie cała skądinąd potrzebna akcja obsuwa w odchłań relatywistycznego widzimisizmu, problem którego zgłaszają nie tylko prawicowe janusze, a nawet przedstawicielki środowisk kobieco-emancypacystycznych, narażając się tym samym na purytańsko-wzniosłą reakcję z owymi januszami ją zrównującą, niczym wór pokutny, który nie zostanie zdjęty, dopóki nie zostanie złożona publiczna samokrytyka. Definicja molestowania, jak i jakiegokolwiek innego wykroczenia przeciw obyczajności nie może się opierać na uznaniu przez rzekomą ofiarę danego zachowania za seksualnie sugestywne i obraźliwe. I wystarczy, guilty as charged. Równie dobrze mógłbym odebrać nieprzystojną (mniejsza o to, że powodowaną nadużyciem alkoholu) wypowiedź szefowej na wymierzony we mnie akt molestowania: może chciała mi, staremu kawalerowi zasugerować, że owe panie to w sam raz towarzystwo intymne dla mnie i powinienem się nimi zainteresować? Jest podtekst seksualny? Niby jest. Ale skoro szefowa powiedziała to do mnie to problem odpada?? Rzeczywiście odpada – nieważne, że świeżo zatrudniony, na służbowym wyjeździe nie wiedziałem zmieszany, co na to odpowiedzieć, tylko uśmiechnąłem się głupio tym neutralnym średnioklasowym uśmiechem, znamionującym człowieka bez właściwości….

          • Mógłbyś. Oczywiście, że nie powinna była tego powiedzieć. Rozpatrywałam te kwestie z punktu widzenia tych kobiet. Z Twojego punktu widzenia oczywiście to mogło być molestowaniem.

          • No widzisz, tyle interpretacji możliwych, że doprawdy trudno rozsądzić. I z tego względu chyba lepiej byłoby, gdyby oceny nie pozostawiać jednej osobie. Co zresztą się dzieje, bo cała ta akcja, mimo naiwnego założenia, że to do rzekomej ofiary należy wyrokowanie, co jest a co nie jest molestowaniem, jest w gruncie rzeczy akcją społeczną i publikowane zdarzenia pod publiczny osąd są przecież. W toku debaty i starcia różnych opinii powinniśmy dojść do porozumienia i wyznaczenia sobie granic.

            (Przy okazji trochę dziwnie brzmi dąs poszkodowanej zachowaniem Rudnickiego na to, że przeprosił ją publicznie, a nie prywatnie. No przecież upubliczniona sprawa została, prawda? Mógł oczywiście pogonić wpis w mediach prywatnym telefonem, ale równie dobrze mógł uznać to za nietaktowne, albo po prostu się wstydzić. Prywatna rozmowa z kimś komu się naubliżało mogłaby przecież odebrana za próbę spoufalania się, zamiatania pod dywan, itp. Damned if you do, damned if you don’t.)

            Nie wydaje mi się także, że rozsądnym jest zradykalizowane wrzucanie do jednego worka zdarzeń o różnym kalibrze niewłaściwości.

            Zatem przychylam się do nieśmiało wyrażonego przez autorkę artykułu stanowiska, że godne potępienia chamstwo tak, ale molestowanie nie. Zresztą źródłosłów tego drugiego słowa zwraca uwagę na namolność, naprzykrzanie się, przeszkadzanie (w języku hiszpańskim czasownik ‚molestar’ nawet nie niesie ze sobą koniecznych konotacji seksualnych), jakkolwiek by sobie tego nie definiowały pozarządowe organizacje wspierające kobiety. Więc jakiś nieznośny element odporności na protest ze strony molestującego winien występować, inaczej każdy osobnik spotykający się z odmową (nie tylko w kwestiach intymnych) uznany może zostać za molestatora. Przykład spoza seksualnego podwórka: zaczepiający rozdawacz ulotek na mieście, czy jakiś inny uliczny biznesmen, któremu wystarczy powiedzieć ‚nie dziękuję’, żeby zakończyć niechciany kontakt to żadne molestowanie. Natomiast ten sam osobnik, który za Tobą będzie szedł i dalej nawijał, a nawet próbował zagrodzić drogę już jak najbardziej ociera się o molestowanie, niezależnie od płci, wieku, narodowości, wyznania, koloru skóry którejkolwiek z osób uczestniczących w zdarzeniu. Nawet nie ociera, w cywilizowanych miejscach taka sytuacja jak najbardziej uprawnia do wezwania policji. Gdyby zatem Rudnicki po rzuconym edgy tekście dołożył jeszcze kilka w podobnym ‚guście’ i to mimo wyraźnych sprzeciwów…

    • To podciągnijmy jeszcze pod molestowanie KAŻDĄ sytuację, gdy osoba przeciwnej płci sygnalizuje zainteresowanie seksualne, nie wiedząc, czy takie zainteresowanie jest pod drugiej stronie. Propozycja „chcę się z tobą przespać”, albo „chętnie zaciągnąłbym cię do łóżka” jest molestowaniem tak? Super! To jak w takim wypadku to komunikować. Może tekstami typu „Szanowna nobliwa kobieto. Co prawda nie proponuję ci wspólnego życia i płodzenia razem potomstwa. Raczej nie dorzucę się do kredytu. Ale może jednak, szanowna przedstawicielko płci pięknej, rozważyłabyś uprawienie ze mną, zakodowanej w naszej genetyczności potrzeby uprawiania kopulacji? Tylko bardzo cię błagam, nie wiem, czy jesteś zainteresowana, więc jeśli nie, to nie posądź mnie o molestowanie, dobrze”? No błagam. Bez przesady.

      • Bo to jest właśnie molestowanie. Bez względu na to czy użyjesz dosadnych słów czy może obudujesz to w muzy i inne nobliwe kobiety. Jeśli druga strona nie chce tego słyszeć to właśnie jest molestowanie. Postaram się to obrazowo wyjaśnić celowo podając skrajne przykłady: 65 letni mężczyzna mówi do 18 latki, że chciałby się z nią przespać- czy myślisz, że bez względu na formę odpowiedzi będzie się ona czuła z tym komfortowo?powiem Ci tak, byłam 18latka i to było dla mnie obrzydliwe i upokarzające i tak czułam się molestowana. Druga sytuacja: podchodzi do Ciebie chłopak na imprezie i rzuca takim tekstem. Czujesz się totalnie komfortowo? Poczytaj trochę na ten temat, jest wiele artykułów, które przekazują jasny komunikat-nie jesteś pewny czy dana osoba jest zainteresowana usłyszeniem tego co chcesz powiedzieć a co ma podtekst seksualny lub jest opinia o jej wyglądzie? Nie mów. Bardzo proste rozwiązanie.

        • A skąd wiesz, że nie będzie? Z góry zakładasz, że każda 18 ma taką, a nie inną preferencję seksualną. Taką jak ty. A świat nie jest taki prosty. Inną sytuację, opiszę ci obrazowo:
          – idzie sobie 18 letnia studentka, do modnego klubu na dachu wieżowca w centrum Wawy w którym wiadomo, że chodzą dziadkowie z kasą
          – jej celem zasadniczym jest znalezienie sponsora
          – wiek nie gra roli, rolę gra portfel. Obraziłaby się tak samo jak ty?

          Zgadza się, byłem w sytuacji, gdy taki tekst rzucił mi facet. Byłem skrępowany, ale nijak nie odbierałem tego w formie molestowania. On też ma jakąś potrzebę i musi mieć możliwość jej zakomunikowania. W momencie, gdy usłyszał odmowę i się wycofał – czysta gra, zero molestowania.

          • No to prawie doszliśmy do porozumienia. Molestowanie w dużej mierze jest kwestia osobistego odczucia. Dlatego rada: nie jesteś pewny-nie mów jest bardzo rozsądna. I bardzo niskomplikowana.

          • No właśnie – nie doszliśmy. Bo tym kategorycznym zakazem zamykasz drogę tym, którzy… chcieliby takie rzeczy usłyszeć. Jakim prawem decydujesz za nich? Jakim prawem decydujesz np. za wszystkie dziewczyny (chłopaków też swoją drogą), które podpierają ściany na dyskotekach, są nieśmiałe = nie mają odwagi, aby same zacząć rozmowę i w ciemno wzięłyby każdy tekst, nawet najdurniejszy i niezręczny, byleby tylko jakiś facet do nich podszedł?

          • Ale dając na to przyzwolenie powodujemy, że te, które uważają takie zachowania za molestowanie muszą je znosić.

        • ’65 letni mężczyzna mówi do 18 latki, że chciałby się z nią przespać – czy
          myślisz, że bez względu na formę odpowiedzi będzie się ona czuła z tym
          komfortowo?’

          Ahem, umowna zasada, żeby nie startować do nikogo młodszego o połowę + siedem lat jest tylko umowna. Formalnoprawnie nie ma żadnych przeszkód, aby pełnoletni mężczyzna śmiało i otwarcie wyraził swoją chęć spółkowania z pełnoletnią kobietą. Za tą właśnie swobodą wyrażania swoich seksualnych potrzeb stała rewolucja seksualna, do której etapami dochodziło w powojennym świecie najpierw Zachodu, potem Drugiego i po części Trzeciego Świata. Na ile komfortowo i zgrabnie to wyjdzie to inna kwestia. Równie niekomfortowo poczuć się może kobieta indagowana w ten sposób przez rówieśnika, albo zawodnika młodszego, ale chorobliwie otyłego, garbatego, spoconego jak cap, niskiego, albo w drugą stronę zabójczo przystojnego i akuratnego tak, że coś tu nie gra. Dopóki do sytuacji nie dojdzie i pytanie nie padnie, to niewiadomo jaka będzie reakcja, no chyba, że reakcje są preprogramowane czy to dobrym wychowaniem z zasadami, czy jakąś upolitycznioną neoetyką. Mężczyźni biorą na siebie to ryzyko i w większości przypadków zachowują się godnie spotykając się z odmową na takie mniej lub bardziej wyrafinowane propozycje. Każdy chyba z nas dostał bądź dał kosza, jednocześnie nie wrzucając pechowego zalotnika/zalotniczki do celi dla seksualnych przestępców. Głupio bywa, niekomfortowo być może dla obu stron, ale żyjemy dalej. Gdyby dopuszczalne były tylko te starty, które w 100% spotkają się z przychylnością drugiej strony (jak o tym wiedzieć bez wprowadzenia w czyn?), to byłoby tak, jakby w danej dyscyplinie sportowej występować mogli tylko zwycięzcy. Tymczasem jest liga okręgowa i jest Liga Mistrzów. Dopóki ludzie zachowują się godnie (podkreślam), znają miejsce i czas i nie nastęczają się ani w sposób fizyczny ani psychologiczny, to w czym problem?

  3. W tej sytuacji, w 100% stoję po stronie – tak: chama-Janusza i jakiekolwiek relatywizowanie i próbowanie wrzucania tej sytuacji do worka pt. molestowanie, czy choćby bronienia takiej tezy, jest skrajnie głupie i krzywdzące – również dla osób faktycznie molestowanych.

    Inna kwestia: ciekaw jestem przy okazji, jak fanka-dziennikarka komunikowała się pisarzem próbując go namówić na wywiad? Czy przypadkiem też, nie „jego językiem”, żeby go zachęcić do rozmowy? Przecież to podstawa robienia wywiadów – wchodzisz w świat rozmówcy, bo tylko dzięki temu może się on przed tobą otworzyć. I tak, jak chcesz zrobić wywiad środowiskowy w np. „półświatku” to wiadomo, że nie mówisz tam literacką polszczyzną, ale musisz z tymi ludźmi wypić wódkę i przeklinać – inaczej nigdy tobie, jako dziennikarzowi – nie uwierzą. A jak nie uwierzą, to nie opowiedzą swoich historii. Ale tego już się pewnie nie dowiemy.

    • Co innego rozmawiać w półświatku i na stronie kurwami rzucać, a co innego publicznie (i głośno) nazwać kogoś kurwą. Przynajmniej ja tu widzę różnicę. Mam nadzieję, że nie starasz się usprawiedliwiać burackiego zachowania pana Janusza.

      Ja zwróciłabym uwagę na to, po co cała historia została w wywiadzie p. Śmigulec przytoczona. Na jej przykładzie Alicja Długołęcka przedstawiła mechanizm umniejszania winy osoby, która znajduje się na pozycji dominującej oraz ucieczkę „ofiary” przed dyskomfortem związanym z konfrontacją ze „sprawcą” (specjalnie piszę w cudzysłowie, bo opisana sytuacja nie uprawnia do używania tak mocnych znaczeniowo słów). I o tym należy mówić: jeśli nie potrafimy zareagować na chamstwo, które dzieje się w naszym otoczeniu, to czy będziemy potrafili zareagować w sytuacji, która wymaga nie tylko stanowczego sprzeciwu ale również aktywnej obrony?

      • Zachowanie Janusza było chamskie i burackie. Nie zauważyłem, aby ktoś gdziekolwiek to kwestionował. I jak najbardziej – chamstwem to było, sam o nim per „chuj jeden” pomyślałem. Ale to w żadnym stopniu nie było molestowanie w sytuacji, gdy nie miało kontynuacji; nagabywania.

        Dla mnie ten „temat” to było typowe szukanie taniej sensacji. Akcja typu; „poranna prasówka, nie mam pomysłu na artykuł, więc sobie przypomnę, że taki, a siaki kiedyś chamsko się do mnie odezwał, a teraz modne jest molestowanie, więc sobie z tego zrobię tekst o molestowaniu – będzie się klikać!” Szkodzi i relacjom damsko-męskim, i niesłusznie oskarżonemu i samym kobietom, bo po przeczytaniu takiego czegoś każdy facet będzie myślał, że wszystkie kobiety mówiące „molestowana była” to zwykłe, przewrażliwione histeryczki.

        • Widzę, że dyskusja sprowadza się do definicji słowa „molestowanie”.

          Podobny problem jest z wieloma innymi określeniami. Kiedy można mówić o zdradzie małżeńskiej? Dla jednego wystarczy, że ktoś nawiąże platoniczną relację opartą na głębokich emocjach, inny za zdradę uzna akt seksualny bez głębszej relacji emocjonalnej.
          Czy wyniesienie z zakładu pracy opakowania długopisów można nazywać kradzieżą czy można takiego słowa użyć dopiero, gdy dojdzie do szkody liczonej w tysiącach?

          Definicja słowa „molestowanie” jest pojemna i nie ma potrzeby szukać innych; jest też dość jasna i jednoznaczna. Samo nazwanie czynu molestowaniem nie znaczy, że natychmiast trzeba sprawcę karać. Czasem wystarczy mu uświadomić, że jego zachowanie jest krzywdzące.

          Ja nie nazwałabym molestowaniem nazwania kogoś kurwą, ale przypominam, że kontekst wspomnianego w wywiadzie wydarzenia był inny. Mam nadzieję, że przeczytałeś ten wywiad.

        • Znów to napiszę: mam nadzieję, że przeczytałeś wywiad. Cytuję: „To jest dokładnie ten mechanizm. Od tego się zaczyna, chociaż przede wszystkim jest to zwykłe chamstwo. Granica jest cienka. Jeśli coś takiego robi osoba, która jest dla nas autorytetem, którą szanujemy, to nie zareagujemy od razu.”

          • Czytalem. Nie wiem w jakim srodowisku sie obracasz, ale przeklenstwa w tym kraju sa na porzadku dziennym. Nazwanie kogos „kurwa” moze, ale nie musi stanowic jednoznacznie granicy molestowania. Etymologia przeklenstw ma zwiazek albo ze sfera intymna albo fizjologiczna.

Dodaj komentarz