Chamstwo czy molestowanie? Janusz Rudnicki i historia pewnego „żartu”

Anka ja tylko żartowałem, kiedy cię kurwą nazywałem
4 minuty czytania
2924
27
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
8 listopada 2017

Nie uważam, że molestowanie w Polsce powinno mieć twarz pisarza Janusza Rudnickiego, ale okrzyknięcie go chamem wydaje mi się bardzo zasadne. A jakiekolwiek próby bronienia go wypadają  słabo i żałośnie.

Przypomnijmy. W wywiadzie dla Wysokich Obcasów, dziennikarka Anna Śmigulec opowiedziała o tym, jak Janusz Rudnicki rzekł do kumpla na widok jej i jej koleżanki: „Chodź, kurwy już są!”. Pisarz wystosował przeprosiny* brzmiące mniej więcej tak: sorry, Anka, ale myślałem, że masz poczucie humoru, kurwami nazywam też kumpli, a w ogóle to była gra słowna, widocznie nie skumałaś.

Chamstwo tak, molestowanie niekoniecznie

Wyznanie dziennikarki padło w wywiadzie, który dotyczył molestowania seksualnego. Mam jednak wątpliwości, czy nazwałabym zachowanie pisarza przemocą seksualną. Na stronie ponton.org.pl czytamy, że molestowanie seksualne to każde nieakceptowane zachowanie, którego celem jest poniżenie lub naruszenie godności drugiej osoby odnoszące się do jej płci lub mające charakter seksualny.

Choć absolutnie jestem fanką akcji #metoo, choć cieszę się, że po aferze z Weinsteinem usuwa się niektórym gwiazdom w Hollywood grunt spod nóg i wreszcie przestają być bezkarne, to boję się sytuacji, w której definicja molestowania tak bardzo się rozszerzy, że w końcu stracą na znaczeniu autentycznie szkodliwe wypowiedzi czy zachowania. Mimo, że kurwa to kobieta, która sprzedaje się za hajs, nie widzę w stwierdzeniu Rudnickiego molestowania, za to widzę pokłady chamstwa, buractwa i arogancji. A także poczucie lepszości i fajności takiej trochę w stylu Wojewódzkiego i Figurskiego z 2012 roku, kiedy to szydzili z Ukrainek. Pojechali po bandzie, a potem tłumaczyli się konwencją, zaś wszystkim, którym żart się nie spodobał zarzucali brak dystansu, bo oni przecież tylko zachowali się jak typowe Janusze, żeby… pośmiać się z typowych Januszy.

To dobry chłopak był

Tu, skądinąd także Janusz, również tłumaczy się tym, że to taka gra słowna, że on tak mówi do przyjaciół i oni wiedzą, że to żarty i sorry, ale zabrakło dziennikarce dystansu. Co ciekawe nie tylko on się tak tłumaczy, ale robią to za niego inne kobiety. Krystyna Kofta na przykład pisze tak: „Wygląda na to, że w naszym kraju najgorszy jest facet, który rzuca kretyńskim żartem z >>brzydkim słowem<<, choć może i śmiesznym w konwencji tych knajp, do których chodzisz! Błąd polega na tym, że wzięła do siebie bezpośrednio to >>tykanie kurwami<<„.

Eliza Michalik opublikowała list Krystyny Kofty do Janusza Rudnickiego

Do tego Kofta przytacza całą masę pozytywnych rzeczy, które Rudnicki robi dla kobiet, a w międzyczasie przypomina, że są w Polsce gorsi od pisarza i trzeba mówić o tych, co gwałcą, a nie o tych, co używają plugawego języka, a w środku są dobrzy, mili i mają serce z pluszu.

Broni go także dziennikarka Magda Żakowska, również mówiąc, że Janek to wrażliwy człowiek z takim, a nie innym poczuciem humoru, które może się nie podobać, ale co zrobić?

Pamietam, jak Janusz Rudnicki wkrecil mnie (skutecznie), ze jego nowa dziewczyna, ktora za chwile mialam poznac, jest…

Opublikowany przez Magda Żakowska na 5 listopada 2017

Seksizm tak, ale tylko w sprawdzonym gronie

Ja proponuję przymknąć ryja. Rozumiem, że jak się spotykamy w sprawdzonym gronie, to zachowujemy się inaczej niż w pracy, z daleką rodziną, czy dalszymi znajomymi. Że mówimy trochę innym językiem, że jedziemy po sobie i to czasem hardcorowo mocno. Ale do tego trzeba zgody dwóch stron, to musi się jednej i drugiej stronie podobać. Jeśli ja wiem, że mój kumpel ani trochę nie jest seksistą, ale rzuca w moją stronę jakąś absolutnie seksistowską uwagę, to ja się z tego śmieję. Jeśli mnie nazywa w sposób niewybredny, bo tak sobie wymyśliliśmy, to jest to bardzo spoko.

To wszystko musi się jednak odbywać między ludźmi, którzy się znają, lubią, szanują, mają jakąś historie, do której nawiązują i wiedzą też jakie mają granice. Tu zaś nie mówimy o znajomości długiej, a przed chwilą rozpoczętej, w której na dodatek nie spotyka się równy z równym, a dziennikarka, będąca pod wrażeniem pisarza, z którym przeprowadziła wywiad. Co ciekawe Rudnicki zachowywał się w trakcie jego trwania superelegancko. Gdzie było jego poczucie humoru, czemu wtedy nie postawił na żarty słowne i nie mówił do Śmigulec per kurwo lub chuju, jak ma w zwyczaju?

Komentarz Kazimiery Szczuki

Przeprosić i upokorzyć

W moim osobistym poczuciu czym jest molestowanie, zachowanie Rudnickiego molestowaniem nie było, choć też nie upieram się gdy ktoś tak je nazywa. Zresztą ostatnie zdanie powinna mieć w tej sprawie Śmigulec, która usłyszała słowa pisarza. Choć ja akurat najgorzej bym się poczuła po przeprosinach, które były okropnie krzywdzące i naładowane poczuciem własnej zajebistości oraz szalenie wyniosłe i aroganckie. Najbardziej jednak w całej sytuacji wkurza mnie obrona Rudnickiego i to przez kobiety, które za te same słowa na stosie spaliłyby na przykład Rafała Ziemkiewicza. Nie podoba mi się inna skala ocen osób, z którymi światopoglądowo zbijamy piątkę i inna dla tych, do których nam daleko.

Mnie Rudnicki zawiódł dużo bardziej niż zawiódłby takimi słowami Ziemkiewicz, niemniej jednego i drugiego śmiało nazywam burakami. No bo jak inaczej? Żartowniś i kawalarz jakoś mi nie pasują.

***

*Już po wysłaniu tego tekstu do redakcji okazało się, że Rudnicki, pewnie pod wpływem wielu negatywnych komentarzy, które wywołała jego osobliwa reakcja na wyznanie Anny Śmigulec (biedny, nierozumiany pisarz!), postanowił przeprosić, tylko tym razem bardziej serio.

Przeprosiny Janusza Rudnickiego pod postem Anny Śmigulec

Na Facebooku dziennikarki napisał, że faktycznie zachował się jak cham i żaden towarzyski kod go nie usprawiedliwia. Gdyby te przeprosiny padły zaraz po wywiadzie, byłoby to całkiem spoko reakcją, każdemu zdarza się jakaś wtopa, choć ta była naprawdę poważna. Sztuką jest za nią przeprosić szczerze, a nie pod naporem krytyki. I niekoniecznie na tablicy Facebookowej. Czuję w tym więcej wołania o zachowanie własnej twarzy niż autentycznej skruchy.

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak

Rocznik ’86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.


AUTOR

Polecamy

Komentarze