Ciężar cudzych opinii nie powinien ciągnąć cię w dół!

Jak się uwolnić od lęku przed negatywną oceną?
5 minut czytania
731
1
Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak
13 listopada 2017

Mniej i bardziej uzasadnione lęki potrafią bardzo skutecznie trzymać człowieka w szachu, powstrzymując go przed smakowaniem życia w całej pełni. Doświadczeniem, poprzez które szczególnie skutecznie można samodzielnie podcinać sobie skrzydła, jest obawa przed cudzymi opiniami.

Lęk przed tym, jak inni zareagują na nasze zwerbalizowane przekonania czy też jakiekolwiek poczynania, podjęte w zgodzie z naszym osobistym osądem, to bardzo niebezpieczna przypadłość. Z uwagi na tę obawę można posuwać się do modyfikowania życiowych planów, okrawania wysnutych pomysłów – wszystko z lęku przed tym, co się na swój temat usłyszy, gdy wyrazi się siebie zupełnie szczerze. Istnieje buddyjska przypowieść, wedle której negatywne komentarze i obelgi należą wyłącznie do tego, kto je sformułował – i tak jak nieprzyjęty prezent, mogą pozostać u darczyńcy. Niestety nie każdego stać na dalekowschodnią mądrość i opanowanie.

Nadmierne koncentrowanie się na ocenie otoczenia i zaniżona samoocena mogą być oznaką pewnego sklasyfikowanego zaburzenia: osobowość unikająca to specyficzna przypadłość, w której powstrzymywanie się od jakiegokolwiek działania staje się swoistym mechanizmem obronnym, metodą zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Nie trzeba jednak reprezentować sobą tego przypadku, by doświadczać choćby chwilami pewnego lęku przed konfrontacją z resztą świata. A żeby choćby częściowo się takich obaw wyzbyć, wystarczy uświadomić sobie kilka rzeczy – w dostrzeżeniu ich z powodzeniem pomoże zaś na przykład… starożytna filozofia.

Ciężar cudzych opinii

Każda akcja wyzwala reakcję – to prawo funkcjonuje także w świecie społecznych interakcji. Wyrażając się w jakikolwiek sposób, choćby werbalny, automatycznie czekamy na jakąś odpowiedź ze strony otoczenia. W środowisku twórczym każdą zdecydowaną reakcję przyjmuje się jako dobrą monetę – podobno sztuka jest coś warta tylko wówczas, gdy wywołuje w widzach jakiegoś rodzaju poruszenie. Jednak szczere wyrażanie osądów o cudzym działaniu może czasem przerodzić się w broń – która skutecznie zaatakuje przede wszystkim tego, kto jest niepewny swojej wartości.

Filozoficzną ripostę na problemy z postrzeganiem swojego miejsca wśród innych można znaleźć na przykład w przepełnionych stoicyzmem „Rozmyślaniach” Marka Aureliusza. Rzymski cesarz w swoich zapiskach wyraża zdumienie tym, jak ogromną wagę ludzie przywiązują do cudzych osądów. Dla stoika mniemanie, że czyjaś opinia jest w stanie zmienić jakość ocenianej rzeczy, jest zwyczajnie śmieszna. „Czy szmaragd staje się brzydszym, gdy się go nie chwali?” (ks. IV, 20)– pyta wprost, by zobrazować swój punkt widzenia. Dopuszcza oczywiście możliwość, że cudze napomnienie może być potrzebne, kiedy trzeba komuś uświadomić trwanie w błędzie (ks. VI, 21). Jednak od upominania do wyrażania subiektywnych i potencjalnie krzywdzących sądów jest niedaleka droga.

Lęk przed tym, jak inni zareagują na nasze zwerbalizowane przekonania czy też jakiekolwiek poczynania, podjęte w zgodzie z naszym osobistym osądem, to bardzo niebezpieczna przypadłość

Każda wyrażona opinia świadczy przede wszystkim o tym, że swoim działaniem wnosimy do rzeczywistości jakąś nową jakość – a ten fakt z punktu widzenia odbiorcy niejako wymaga pewnego zaszufladkowania, by zająć swoje miejsce w zaktualizowanym obrazie świata. Jest tylko jeden sposób na to, by uniknąć potencjalnie krzywdzących komentarzy: nie robić zupełnie nic lub robić coś, co nie ma głębszego znaczenia. Tylko czy wtedy można by było mówić o prawdziwym i satysfakcjonującym życiu?

Krytycznie o sobie samym

Pozornie obawiamy się przede wszystkim cudzej reakcji na nasze słowa czy efekty pracy, ale niekiedy to my sami jesteśmy swoimi najokrutniejszymi sędziami. Najciężej jest w życiu niewątpliwie perfekcjonistom, którzy sami wciąż dostrzegają głównie niedostatki w pracy, której poświęcili już długie godziny – którą czasem kilkakrotnie zaczynali od nowa, wciąż niezadowoleni z efektów. Wielu ludzi, także i tych, którzy nie cierpią na perfekcjonizm, ma niestety zgubny nawyk wartościowania samego siebie przez pryzmat codziennych sukcesów i porażek. Prowadzi to do przyjęcia błędnego przekonania, że zasadne jest przypinanie komuś łatki nieudacznika – na podstawie tego, że temu komuś nie udało się wykonanie konkretnego zadania.

Wspomniany filozofujący cesarz znajduje uspokojenie przede wszystkim w myśli, że świat i jego sprawy są przemijające: a wobec faktu, że żyjemy zaledwie chwilę, wszystko inne jest napełnione bardzo błahym znaczeniem. W „Rozmyślaniach” znajduje się jednak kilka trafnych spostrzeżeń, które każdy przywiązujący większą wagę do doczesności może potraktować jak pomocne drogowskazy. Marek Aureliusz ze stoickim (nomen omen) spokojem przekonuje na przykład, że wszelkie domniemane strapienia jawią nam się jako problemy, ponieważ właśnie tak je samodzielnie kwalifikujemy (ks. IX, 32). A żeby ułatwić sobie życie, warto zdać sobie sprawę z tego, że mamy pełną władzę nie tylko nad swoim myśleniem, ale i działaniem (ks. VIII, 16). Chociaż o efektach podejmowanych prób nie decydujemy zupełnie samodzielnie, warto skupić się najbardziej jak to możliwe na tym, co zależy wyłącznie od nas. Mając świadomość, że do wykonania zadania dołożyło się wszelkich starań i nie ma się sobie nic do zarzucenia, można osiągnąć ten sam stoicki spokój, co autor wiekowych zapisków.

Niekiedy to my sami jesteśmy swoimi najokrutniejszymi sędziami

Rozpoznaniu rzeczy, na które mamy wpływ, służy też tak zwana „Modlitwa o pogodę ducha”. To dość często przytaczany czterowers, którego autorstwo jest niekiedy przypisywane właśnie Markowi Aureliuszowi – zapewne z tej racji, że wiodąca myśl zdradza pewne pokrewieństwo z tym, co można przeczytać w „Rozmyślaniach”. Ta krótka prośba pochodzi jednak już z XX wieku i została sformułowana przez amerykańskiego teologa, Reinholda Niebuhra: „Boże, użycz mi pogody ducha, / abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, / odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, / i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”. Robi karierę przede wszystkim w kręgach osób uzależnionych od różnego rodzaju używek, ale nadaje się świetnie i do tego, by uświadomić absolutnie każdemu, że ciężar świata nie spoczywa na barkach jednej osoby. Że kluczem do lepszego życia jest dostrzeżenie granicy między tym, na co ma się wpływ, a tym co nie podlega naszej woli.

Co, jeśli nie zrobię nic?

Czasem powstrzymanie się przed konkretnymi słowami  lub przedstawieniem pewnych pomysłów może wyjść nam na dobre. Wypada na bieżąco analizować, czy szczerość przyniesie w danej sytuacji więcej zysków, czy strat. Jednocześnie jednak według Aureliusza fundamentem szczęśliwego życia jest zawsze nieskrępowane działanie – gdy żadne przeszkody nie uniemożliwiają człowiekowi czynienia tego, co dobre i właściwe (ks. V, 34). Prezentując jedyną słuszną swoim zdaniem postawę, cesarz zapisuje dumnie brzmiące sformułowanie: „Dzisiaj wyszedłem cało z matni wszelkiego rodzaju przeszkód, a raczej wyrzuciłem wszelkie przeszkody, bo nie były one poza mną, lecz we mnie, w mych sądach” (ks. IX, 12).

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by wybrać drogę życiowego konformisty, który pozostaje w cieniu ze swoimi przekonaniami i ukrywa własną kreatywność. Warto jednak wziąć pod uwagę to, że być może świat nie zmieniłby się od czasów antyku, gdyby właściciele szalonych idei od wieków regularnie nie stawiali na swoim: w pogardzie mając szufladki, w których inni chcieliby ich umieścić. Część takich indywidualistów być może także teraz rozmyślnie i po stoicku ignoruje świat zewnętrzny, ale zapewne większość wygrywa niełatwą wewnętrzną walkę z obawą przed ośmieszeniem się.

Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak

Z wykształcenia polonistka i krytyk literacki: przez zamiłowanie do pracy ze słowami i odkrywania opowieści wszędzie tam, gdzie to możliwe. Na co dzień redaguje i poprawia cudze, ale przede wszystkim tworzy własne teksty, nie stroniąc od wyzwań i eksperymentów. Z drobnych zapisków złożyła także autorski tomik poetycki „Ze zzieleniałymi oczami”. Miłośniczka wielu oblicz sztuki, także tej użytkowej – w wolnych chwilach zamiast słów poskramia różnego rodzaju nitki.


AUTOR

Polecamy

Komentarze