Czy mężczyzna, który zarabia mniej od kobiety to truteń?

I o co chodzi z tą całą równością
3 minuty czytania
3093
11
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
23 listopada 2017

Dziennik Gazeta Prawna wypuścił artykuł pod tytułem: „Mezalians po polsku, czyli ona i truteń. Co piątą rodzinę utrzymuje kobieta”. Czy to oznacza, że 80 procent kobiet to darmozjady?

Sam artykuł w Dzienniku Gazecie Prawnej jest całkiem w porządku, opisuje bowiem sytuację kobiet na rynku, podejście do ich zatrudniania, ale też udowadnia, że podział obowiązków nie jest równy i to kobieta częściej zajmuje się domowymi sprawami, bez względu na deklarowane partnerstwo czy wysokość zarobków. Tytuł jednak kradnie show całej reszcie, bo pokazuje, że w podejściu do zarobków i pracy kobiet oraz mężczyzn obowiązują podwójne standardy, które mają się w naszym społeczeństwie całkiem dobrze.

Kur domowy

Z jednej strony mamy wysyp artykułów na temat tego, jak cenna jest praca kobiet, które decydują się zostać w domu i zajmować dziećmi, jak bardzo takie kobiety się niedoceniane, z drugiej strony kiedy to facet decyduje się rzucić pracę i zostać w domu z potomstwem, staje się niemęskim pasożytem. Wszak powinien pracować i zarabiać, utrzymywać rodzinę i dawać poczucie bezpieczeństwa. Spłodził, to niech teraz tyra, a nie siedzi w chałupie. Tymczasem użyj zwrotu „siedzieć w domu” względem kobiety, która zajmuje się dziećmi, to poczujesz ile krzepy w łapie ma matka.

Druga rzecz to spełnienie zawodowe. O ile w przypadku kobiet realizowanie się w pracy bywa priorytetem, o tyle w przypadku mężczyzn najistotniejsza jest zwykle wysokość zarobków. Wyobraź sobie, że nagle twój partner mówi ci, że na superstanowisku, dzięki któremu możecie pozwolić sobie na całkiem przyjemne życie, nie realizuje się i czuje, że powinien iść za głosem serca i zająć się na przykład lepieniem garnków albo pracą w fundacji. Tak z ręką na sercu: jak zareagujesz?

Truteń?

Tymczasem historii kobiet poszukujących odpowiedzi na pytanie, czym chcą się zająć, które po urodzeniu dziecka przewartościowały życie i planują na przykład założyć klubik, w którym ich pociechy będą się bawiły i rozwijały talent plastyczny – jest tysiące. Inne decydują się na robienie zabawek dla dzieci, pisanie książeczek czy organizowanie przyjęć. Czasami wychodzą z tego dochodowe biznesy, czasami nie, ale żeby zacząć potrzebny jest ktoś z sensowną wypłatą, kto da stabilizację i poczucie bezpieczeństwa. Tym kimś jest zwykle partner. Czy jest w tym coś złego? Zupełnie nie! Tylko złe jest założenie, że zawodowe marzenia spełniać mogą tylko kobiety, a facet powinien być odpowiedzialny i przynosić hajs do domu.

Sprawiedliwy podział

Inna rzecz to taka, że nazywanie mężczyzny, który zarabia mniej trutniem i oczekiwanie, że będzie dostawał wyższą pensję niż partnerka powoduje, że praca kobiet często uchodzi za fanaberię i coś mało istotnego. Jak już się tak upiera, to niech pracuje, przynajmniej będzie miała na kosmetyki. I same sobie wymierzamy ten cios, właśnie poprzez oczekiwanie, że pensja męża idzie na rachunki, a nasza na kawę i tusz do rzęs.

Czasami dana praca jest lepiej płatna, czasami gorzej, w partnerstwie i związkach, gdzie obowiązuje równość, chodzi o to, żeby się wspierać, żeby nie tyle dzielić obowiązki pół na pół, a sprawiedliwie. Jeśli ktoś pracuje po 12 godzin, bo ma taki okres w pracy, że musi, a drugi ktoś ma pół etatu, to ten z połową mocniej zasuwa w domu. Jeśli ważne jest dla ciebie realizowanie się w pracy, to daj też realizować się partnerowi. I gdy ten pracę w korporacji zamieni na pracę nauczyciela, o której marzył, a w międzyczasie zajmie się domem, tobie zaś da przestrzeń do realizacji, to nie nazywaj go trutniem. Ciesz się razem z nim, że spełnia marzenia i pomaga ci spełniać twoje.

I nie jest to, jak sugeruje Dziennik Gazeta Prawna, żaden mezalians.

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze