Jacek Olter – geniusz, który odszedł za wcześnie

Wspominamy cudowne dziecko jazzu i yassu
4 minuty czytania
1521
0
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
1 listopada 2017
fot. screen YouTube

6 stycznia 2001 roku odszedł jeden z najwybitniejszych polskich perkusistów – Jacek Olter. Jego talent i podejście do muzyki przekraczały wszelkie możliwe granice. Pamięć o nim nie może zginąć.

Niedawno ponownie obejrzałem dokument Krystiana Matyska pt. „Olter”. Pomyślałem, że obecny czas, to dobra okazja do przypomnienia Czytelnikom historii życia i kariery niezwykłego muzyka, jakim był urodzony w Pile perkusista.

Cudowne dziecko jazzu i yassu

19 stycznia 1972 roku. Dworzec celny, Piła. Tu na świat przyszedł Jacek Tomaszewicz, którego w przyszłości wołać będą „Olter”. Mając sześć lat dostał od mamy pierwszy bębenek, co totalnie wkręciło go w świat gry na perkusji. Z czasem otrzymał prawdziwe bębny i ruszył za marzeniami.

W kwietniu 1990 roku przybył do Gdańska, gdzie spotkał takich muzyków, jak Mikołaj Trzaska, Tymon Tymański czy Jerzy Mazzoll. Wszyscy jednogłośnie przyznawali, że ten chłopak ma niezwykły talent, pozwalający mu zamienić tradycyjny instrument w coś więcej. Jak pisał na swoim blogu Tymański, to właśnie muzycy zastąpili Jackowi mamę i przyrodnią siostrę, za którymi tęsknił. Młody artysta odnalazł się jednak doskonale w nowych realiach i rozpoczął współpracę m.in. z Miłością, NRD, The Users oraz Łoskotem. Ten onieśmielający swoimi umiejętnościami kolegów po fachu skromny gość z Piły, potrafił wpaść w trans i grać tak, jakby jutra miało nie być. Było w tym coś mistycznego i szalonego zarazem.

Oprócz Leszka Możdżera i kilku innych muzyków, Olter był wielką nadzieją polskiego jazzu oraz yassu. Wydawać by się mogło, że świat młodych buntowników oraz improwizatorów ma się nijak do rzeczywistości wykreowanej przez konserwatywnych w kwestiach brzmienia starszych panów w kapeluszach i garniturach. Jacek idealnie potrafił funkcjonować w obu równoległych światach. Nic więc dziwnego, że zwrócił uwagę samego Jana „Ptaszyna” Wróblewskiego, który zaprosił go do swojego big-bandu.

Wtedy, kiedy ja go poznałem, grał jak taki młodszy brat Elvina Jonesa. Proszę mi wierzyć lub nie, ale w gruncie rzeczy głównie z myślą o Jacku stworzyłem zespół Made in Poland – mówił w dokumencie „Olter” Wróblewski.

Inną ważną postacią w życiu Jacka był Lester Bowie – ikona światowego jazzu, lider Art Ansamble of Chicago. To właśnie on nagrał z zespołem Miłość dwie płyty – koncertową Not Two oraz Talkin’ About Life and Death. Ponadto, zagrali wspólne wiele koncertów w Polsce i zagranicą.

Choroba

Kiedy Jacek spotkał Anitę – wrażliwą i inteligentną studentkę polonistyki, zdawało się, że wszystko w życiu wirtuoza bębnów idzie w dobrą stroną. Po narodzeniu syna Teodora sprawy zaczęły jednak układać się inaczej.

Według kolegów, muzyk miał spore problemy z odnalezieniem się w roli ojca oraz partnera. Do tego doszły zmiany w jego zachowaniu, wyraźnie sygnalizujące, że z Jackiem dzieje się coś niepokojącego. Znamienna była trasa po Węgrzech w 1996 roku, kiedy to artysta zaczął tracić kontakt z rzeczywistością. Coraz bardziej zamykał się w sobie, co powodowało liczne problemy w relacjach z kolegami z zespołu.

Zaczęło się od tego, ze nie chciał wysiadać z samochodu na obiad. Chciał zostać, mówił, że niedobrze się czuje. Następnym momentem było to, że nie spał nocami, przestał spać – opowiadał w „Olterze” Mikołaj Trzaska.

Spóźnienia na próby, nie pojawianie się na koncertach, lęki i omamy – to wszystko stało się częścią jego życia. Mimo ciężkiej choroby, artysta nadal pozostawał aktywny zawodowo, czego rezultatem były m.in. kultowa płyta Kur – „P.O.L.O.V.I.R.U.S.” oraz longplay „Smacznego!” projektu Groovekojad.

6 stycznia 2001 roku, na krótko przed swoimi 29. urodzinami, Jacek Olter popełnił samobójstwo, skacząc z okna gdańskiego falowca. Został pochowany w Pile na Cmentarzu Komunalnym.

W hołdzie perkusiście powstał projekt „Jacek Olter i 50 Artystów”, którego krążek ukazał się w 2006 roku. Pojawili się na nim zarówno stali współpracownicy muzyczni perkusisty, jak również ci, którzy nie mieli okazji spotkać się z nim w studiu bądź na scenie za jego życia. Warto też wspomnieć, że w sesji do tej płyty wykorzystano dźwięki perkusji Jacka, zarejestrowane w 1999 roku.

Teo

Skóra zdjęta z ojca, jeśli chodzi o wygląd oraz talent. Jak czytamy w dostępnej w internecie notce biograficznej – improwizator bez wykształcenia muzycznego (posiada plastyczne), ceniący takich perkusistów, jak Ed Blackwell, Han Bennink i Adam Pierce z Mice Parade. Bębni w Nietakcie oraz Pokusie, a także eksperymentuje z elektroniką pod pseudonimem Sun Enough”.

Ten chłopak to Teodor „Teo” Olter – dowód na to, że Jacek pozostawił po sobie nie tylko wyjątkową muzykę. Warto śledzić poczynania tego młodzieńca, a przede wszystkim przesłuchać jego albumy – „7 minut, niski brum” i „Culcabock”, które są dostępne na YouTube. W świecie taniochy i plastiku rodem z bankietowych ścianek, gdzie głównymi bohaterami są gwiazdki jednego sezonu, ten gość to prawdziwy unikat.

Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki

W stałym związku ze słowem pisanym od 2011 roku. Domator, miłośnik muzyki, wieczorów przy czerwonym winie, poezji, szalonych lat 90. i kultury rave. Anty-gadżeciarz poszukujący normalności we współczesnym świecie. U innych ceni poczucie humoru oraz dystans do siebie.


AUTOR

Polecamy

Komentarze