Jak czarna wołga stała się BMW – stare lęki w nowej bryce

Plotki o porwaniach w kujawsko-pomorskim
5 minut czytania
1308
0
Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa
5 listopada 2017
IgorGolovniov/Shutterstock.com

Od kilku tygodni mieszkańcy Grudziądza, Torunia, Świecia oraz okolicznych miejscowości przekazują sobie informację na temat szajki porywającej dzieci. Doniesienia stają się coraz niepokojące.

Czarne BMW, w którym znajdowali się mężczyźni o ciemnej karnacji miało pojawiać się w Grudziądzu, Toruniu, na drogach wylotowych tych miast. W zależności od wersji usiłowali oni porywać nastolatki, dzieci w wieku szkolnym a nawet niemowlęta z wózków walecznych matek.

Na lokalnych grupach na portalu Facebook zaroiło się od ostrzeżeń, a nawet  zdjęć rzekomych listów pisanych przez zatroskanych policjantów, które pojawiały się w witrynach sklepowych. Temat porwań dzieci stał się jednym z najgłośniejszych. W ciągu ostatnich tygodni wyprawa po bułki oznaczała otrzymanie w gratisie kolejnych przerażających doniesień. Jak jednak wygląda prawda? Sprawdźmy.

Próba porwania miała miejsce. Jedna

Na terenie województwa kujawsko-pomorskiego faktycznie doszło do próby porwania 15-letniej dziewczynki. W podtoruńskiej wsi Łążyn, w dniu 13 października trzech mężczyzn w czarnym samochodzie usiłowało uprowadzić dziewczynę. Na szczęście, udało jej się wyrwać z rąk porywacza i uciec do najbliższego gospodarstwa. Sprawa została zgłoszona na policję, która prowadzi dochodzenie w sprawie. Jak mówi mł. asp. Wojciech Chrostowski:

W toku naszych działań weryfikujemy wszystkie informacje, które zbieramy na bieżąco. Postępowanie jest w toku i prowadzone jest z art. 191 § 1 kodeksu karnego, który mówi o zmuszeniu innej osoby do określonego działania.

Sprawę potraktowano poważnie

Był to jednak jedyny taki przypadek zgłoszony na policję. Mimo to, już w kilka dni po tym zdarzeniu na portalach społecznościowych zaczęły pojawiać się kolejne doniesienia o próbach porwania. Ich wspólnym mianownikiem było czarne auto marki BMW. Pozostałe informacje różniły się jednak znacznie od siebie. Obiektem zainteresowania porywaczy były dzieci w różnym wieku – od niemowląt, po nastolatki. Szajka miała grasować na terenie Grudziądza, Torunia oraz powiatu świeckiego.

Przerażenie rodziców udzieliło się również placówkom szkolnym. W szkole mojej córki przeprowadzano zajęcia, na których uczono dzieci prawidłowych zachowań w przypadku kontaktu z nieznajomymi. Nie wiązano tego bezpośrednio z pojawiającymi się plotkami, mimo to dla większości rodziców skojarzenia były oczywiste, co dodatkowo wzmacniało ich obawy o bezpieczeństwo pociech.

Co na to policja?

Poczucie zagrożenia rosło. Nikt z dorosłych nie zadał sobie jednak trudu weryfikacji zasłyszanych informacji. Tymczasem, większość z nich to plotki, których nie potwierdza policja z żadnego z miast, w których miała grasować szajka rzekomych porywaczy.

Komenda Miejska Policji w Grudziądzu dementuje te plotki, które są wynikiem paniki, a nie faktami mającymi potwierdzenie w rzeczywistych ustaleniach policji. Apelujemy o rozwagę w rozprzestrzenianiu tego typu niepotwierdzonych informacji – taką informację mediom przekazał sierż. sztab. Maciej Szarzyński z KMP w Grudziądzu.

Również w Toruniu mundurowi proszą o nierozprzestrzanie plotek. – Nie otrzymaliśmy żadnego zgłoszenia ani żadnego sygnału w tej sprawie – mówi Wojciech Chrostowski z toruńskiej policji. – Słyszałem już nawet plotki, że rzekomo zatrzymaliśmy sprawców, ale żadnych z tych informacji nie potwierdzam.

Na Facebooku zapanowała atmosfera grozy

Czarna wołga zmienia markę

Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z fałszywymi doniesieniami, które wyglądają na odświeżoną, współczesną wersję miejskiej legendy o czarnej wołdze. Przypomnijmy, to mit z czasów PRL-u. Był to samochód, którym jeździły ważne osobistości. Według ówczesnych doniesień samochód jeździł po mieście i porywał dzieci. W jakim celu? Teorii było mnóstwo. Wśród nich znajdziemy te mówiące o wywożeniu dzieci do adopcji oraz leczenia ich krwią wysoko postawionych, komunistycznych dygnitarzy, którzy podupadli na zdrowiu.

Podobieństw między wołgą z czasów PRL a BMW, które przeraża rodziców z moich okolic jest naprawdę sporo. Co więcej, czarne BMW porywające dzieci, cyklicznie pojawia się w wielu zakątkach naszego kraju. Wystarczy wpisać w wyniki wyszukiwania frazę “porwania dzieci czarne BMW”, by przekonać się, że rzekomi porywacze działają aktywnie nie tylko na terenie Grudziądza czy Torunia. Znajdziemy doniesienia zaniepokojonych rodziców z Radomia, Krakowa, Wrocławia czy Imielin. Plotki te wracają często co roku, nie różniąc się żadnymi szczegółami. Mimo to, wciąż w nie wierzymy. Warto również dodać, że czarne BMW to mit, który ma już niemal 20 lat. Jak podaje doktor Filip Graliński, autor portalu atrapa.net, pierwsze doniesienia o porwaniach pojawiły się na przełomie XIX i XX wieku.

Historia zaczyna się rozprzestrzeniać

Dlaczego tak się dzieje?

Sprawdzenie czy doniesienia o porwaniach dzieci w mojej okolicy są prawdziwe, zajęło mi dosłownie pięć minut. Przekonanie się, że przerażające czarne BMW pojawia się w całym kraju wszędzie zmuszając policję do dementowania plotek – kolejne 10. Jak to możliwe, że w dobie powszechnego dostępu do internetu, mimo wszystko, dajemy nabrać się na takie szokujące doniesienia?

Przede wszystkim dlatego, że miejskie legendy zawsze dotyczą naszego środowiska. Ich bohaterami są znajomi naszych znajomych, osoby mieszkające nieopodal. Widząc rozhisteryzowany post kobiety na Facebooku zwracamy na niego uwagę, ponieważ mieszka w sąsiedniej miejscowości, lub mamy z nią wspólnych znajomych. To sprawia, że przekazane przez nią informacje uznajemy za wiarygodne.

Histeria czy ostrożność?

Warto również dodać, że mit o czarnym BMW pojawia się zazwyczaj w małych i średnich miastach, czyli tam, gdzie nie za wiele się dzieje. Potwierdza to doktor Filip Graliński, który zajął się rozpracowaniem tego, oraz innych mitów. Nuda, dla sporej grupy osób, które lubią kiedy coś się dzieje doskonały powód do wymyślenia lub rozprzestrzeniania istniejących lub zapomnianych mitów. W dobie mediów społecznościowych ożywienie nawet dwudziestoletniej historii nie zajmuje dużo czasu. Tym bardziej, że w przypadku Torunia i Grudziądza pomogło prawdziwe zdarzenie jakie miało miejsce w Łążynach.

Jak więc widać, czasem wystarczy jedno zdarzenie by uruchomić lawinę strachu napędzaną przez miejskie legendy w odświeżonej wersji. Dostęp do portali społecznościowych dodatkowo sprzyja przekazywaniu nieprawdziwych doniesień i podkręcaniu emocji. Dlatego też, natykając się na szokujące doniesienia warto zweryfikować je u źródeł i nie ulegać zbiorowej panice.

Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa

Zawodowo freelancer copywriter, w przeszłości blogerka. Osoba, która próbuje na nowo odnaleźć się w opowiadaniu historii. Zamieszkała na głębokiej, ale malowniczej prowincji, gdzie pójście do sklepu po bułki to logistyczna wyprawa. Jest mamą, lubi być dobrą żoną. A przynajmniej tak o sobie myśleć. Tuż przed magiczną granicą trzydziestego roku życia wciąż dziwi się światu i lubi o nim mówić.


AUTOR

Polecamy

Komentarze