Jedyna, prawdziwa miłość nie istnieje, więc niektórzy wybierają wielomiłość

Poliamoria, czyli kochanie wielu naraz
4 minuty czytania
3406
6
Iwona Kamińska
Iwona Kamińska
14 listopada 2017

„Żałuję, że nie odkryłam poliamorii wcześniej. Oszczędziłoby to cierpień mnie i innym” – to zdanie często pada z ust osób poliamorycznych, czyli tych, które kochają więcej, niż jedną osobę naraz.

Po internecie krąży historyjka, w której pewien student tłumaczy grupie w czasie zajęć, czym jest poliamoria. W pewnym momencie profesor woła wzburzony:
To obrzydliwe, obrzydliwe!
Hm, właściwie nie, to tylko… – próbuje student, ale nauczyciel nie daje sobie przerwać i grzmi:
Jak śmieli w ten sposób dodać grecki przedrostek do łacińskiego słowa?! Jak mogli tak poszatkować moje piękne języki starożytne? Greka i łacina nie bratają się w ten sposób, to jak ten idiotyczny wątek miłosny między krasnalem a elfką w „Pustkowiu Smauga”, nie, nie nie!
Student milczy.
Zamiast „poliamory” powinno być „polyerosy” – kończy profesor.

Wielomiłość – zdolność do tworzenia kilku głębokich, romantycznych relacji jednocześnie

Mnie ta anegdotka strasznie śmieszy, rozumiem jednak, że nie każdy śmieje się z żartów o językach antycznych. I tak samo jest z poliamorią: z pewnością nie każdemu to pasuje, podobnie jak nie każdemu odpowiada otwarty związek (pisałam o nich niedawno). Jednak, znów jak w przypadku otwartych związków, poliamoria jest częstsza, niż się zwykle przyznaje.

Dosłowne tłumaczenie na język polski to „wielomiłość”. Osoby poliamoryczne nawiązują głębokie relacje uczuciowe z dwiema lub więcej osobami. Jak łatwo się domyślić, nie mówimy tu o przyjaźni lub zauroczeniu, tylko o takiej sytuacji, gdy każdą z tych osób kochamy w sposób partnerski, romantyczny – tak, jak kocha się swojego partnera w związku.

Wszyscy jesteśmy wychowani w kulturze, w której uważa się, że można prawdziwie kochać tylko jednego człowieka. Przekaz ten budują nawet bajki dla dzieci, których rola w tworzeniu wzorców jest ogromna. Karmieni od dzieciństwa historiami, w których księżniczka poznaje księcia, rzuca dla niego jakiegoś złego czarownika i żyje długo oraz szczęśliwie, w młodości przerzucamy się na książki i filmy dla starszej publiczności, oferujące w zasadzie ten sam przekaz. W rezultacie, gdy ktoś orientuje się, że czuje „coś więcej” do drugiej (trzeciej, czwartej – choć to się początkowo zupełnie nie mieści w głowie) osoby, w pierwszym odruchu nie akceptuje tego uczucia i usiłuje wybrać, zdecydować, która z tych miłości jest „prawdziwa”.

Polizwiązki często łączą osoby różnych płci i orientacji

Na tym etapie była chyba większość ludzi. Większość z nas przeszła przez więcej niż jedno młodzieńcze zauroczenie naraz albo taką sytuację, gdy wchodzimy w nową relację, wciąż czując bardzo wiele do poprzedniego partnera/partnerki. Często się też zdarza, że gdy, będąc w związku, pokochamy kogoś innego, zaczynamy poddawać w wątpliwość naszą miłość do partnera. Poliamoryści to osoby, które wiedzą, że można naprawdę kochać więcej, niż jedną kobietę (lub mężczyznę) i wszystkie te miłości są prawdziwe.

Żałuję, że nie odkryłam poliamorii wcześniej, oszczędziło by to bólu mnie i innym. Z natury jestem od zawsze poli, ale dopiero po czterdziestce dowiedziałam się, co to i jak, wcześniej wciąż myślałam (zakochana w kilku osobach naraz, zakochanych we mnie), że muszę wybrać. Latami myślałam, że coś ze mną nie tak, skoro tak bardzo kocham partnera, ale tak samo bardzo kocham trzech innych – opowiada Zenia.

Z kolei Katarzyna weszła w pierwszy polizwiązek tuż po dwudziestce:
Miałam 21 lat i wysokie libido. Mój ówczesny partner zaproponował mi otwarcie związku – wspomina. – Najpierw był kochanek, ale uświadomiłam sobie, że seks bez głębszej relacji emocjonalnej jest dla mnie niesatysfakcjonujący. A później spotkałam Ją i wpadłam po uszy. Potem w tej konfiguracji pojawiły się następne osoby. Doświadczyłam kochania i bycia kochaną przez kilka osób jednocześnie. Tego bogactwa przeżyć nie umiem porównać z niczym innym.

Poliamoryści tworzą różne modele związków

Wątek seksu pojawia się w wielu poliamorycznych relacjach, ale nie jest koniecznym warunkiem. Tak, jak może istnieć otwarty związek bez poliamorii – czyli wtedy, gdy chodzi przede wszystkim o seks – tak samo może istnieć poliamoria bez intymnych spotkań z partnerami.

Zenia jest solopoly – ma głębokie relacje miłosne, ale nie zamierza mieszkać z żadnym ze swoich partnerów ani partnerek. Kacper przez kilka lat był w symetrycznej relacji z dziewczyną, która miała innego chłopaka i oba związki były tak samo ważne. Najczęstszy jednak model to wolny związek z założeniem, że partnerzy mogą kochać swoich innych partnerów. Jest to oczywiście przyzwolenie czysto formalne i fikcyjne, bo trudno sobie wyobrazić sytuację, w której nie pokochamy człowieka tylko dlatego, że ktoś nam tego zabrania.

Zsynchronizowane kalendarze to podstawa

Łucja ma męża i dziecko – związek z mężem to jej związek główny. Kocha także dwóch innych mężczyzn i jest w otwartej relacji od dziesięciu lat.
Są ludzie, z którymi sypiam i tacy, których kocham. Te dwa zbiory tylko częściowo się pokrywają – mówi. Jeden z ukochanych Łucji z nią sypia, a drugi nie. Oboje z mężem miewają też partnerów seksualnych, z którymi nie łączą ich relacje miłosne. Łucja uważa, że poliamoria jest jak orientacja seksualna: po prostu się tak ma.

Poliamoria jest surowo oceniana przez moralistów

Skomplikowane? Tak. Niemoralne? Dla moich rozmówców i ich partnerów kluczowa jest uczciwość. To podstawa w polizwiązku: życie w zgodzie ze sobą i niekrzywdzenie innych osób.
Dla mnie najtrudniejsze jest takie działanie, bym czuła, że doceniam wszystkie swoje aktualne partnerki i partnerów, że nie zaniedbuję, że rozmawiamy o potrzebach – przyznaje Zenia. Zwraca jednak uwagę, że opinii publicznej to zapewnienie nie wystarcza. Toteż wciąż mało kto przyznaje się w szerszym gronie do nietypowego modelu związku.
Mieszkam w miejscu, gdzie diabeł mówi dobranoc, więc ktoś, kto odstaje od normy, będzie tu zawsze traktowany źle, podejrzliwie i często paskudnie.

Faktycznie osoby poliamoryczne, choć coraz częściej opowiadają o swoich uczuciach wśród znajomych, raczej nie poruszają tego tematu publicznie, szczególnie w pracy. Niektórzy mówią najbliższej rodzinie, rodzicom, ale wielu woli tego nie robić. Dlatego też wszystkie imiona moich rozmówców są zmienione.

Jeśli chcecie na poważnie zgłębić ten temat, warto sięgnąć do książki „Poliamoria. Miłość i intymność z wieloma partnerami jednocześnie”, której autorką jest amerykańska psycholożka Deborah Anapol.

Iwona Kamińska
Iwona Kamińska

Od kliku lat zajmuje się programowaniem i uczeniem tego innych. Ponad połowę roku spędza w podróży – oczywiście pracuje wtedy ze zdwojoną siłą. W wolnych chwilach pisze o tym, co wpadło jej w oko podczas surfowania w sieci. Nadużywa coca-coli i sarkazmu.


AUTOR

Polecamy

Komentarze