Kevin Spacey, Harvey Weinstein, Dustin Hoffman – koniec milczenia o seksualnych nadużyciach?

Nikt nie może być bezkarny
4 minuty czytania
3073
1
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
2 listopada 2017
fot. Rena Schild/Shutterstock.com

Nadużycia, molestowanie i gwałty to często cena, którą  trzeba zapłacić, żeby się wybić. Czy da się to powstrzymać? Tak. Warunek jest jeden: ofiary i świadkowie muszą zacząć sypać.

Dopóki sława, hajs i władza będą tak bardzo pożądane jak są dziś, dopóty na drodze do ich zdobycia stać będą aroganckie skurwysyny, które już to wszystko mają, więc czują się jak bogowie. A jak są bogami to mogą wszystko, włącznie z rozdawaniem kart i decydowaniem o tym, kto będzie kim.

Sypie się domek z kart

Niecały miesiąc i na światło dzienne wyszły już co najmniej trzy wielkie afery związane z molestowaniem seksualnym, którego mieli dopuszczać się znani na całym świecie: producent, fotograf i aktor. Najpierw gruchnęła wieść o producencie Harveyu Weinsteinie odpowiedzialnym za takie filmy jak: „Pulp Fiction”, „Gangi Nowego Jorku” czy „Zakochany Szekspir”. Weinstein rozdawał karty w Hollywood i, jak wynika z zeznań aktorek, przez 30 lat dopuszczał się molestowania kobiet. Ich zeznania opublikował magazyn The New York Times, a producent został zwolniony z własnej firmy.

Harvey Weinstein (fot. Featureflash Photo Agency/Shutterstock.com)

Pokłosiem afery Weinsteina było z kolei wyrzucenie z Vogue’a, a także z kilku innych poczytnych pism (GQ, Vanity Fair, Glamour) znanego na całym świecie fotografa, Terry’ego Richardsona. Tajemnicą poliszynela były jego kontakty z modelkami, które zmuszał do seksu, ale dopiero po aferze Weinsteina dostał ban od wydawców największych czasopism.

Najgłośniejsza jak dotąd jest seksafera z Kevinem Spacey’em, choć sprawy toczą się dynamicznie – dziś świat obiegła wiadomość, że o molestowanie został oskarżony inny ulubieniec Hollywood: Dustin Hoffman.  Czego jeszcze się dowiemy w najbliższych tygodniach? Wracając do Spacey’ego: aktor Anthony Rapp oskarżył serialowego Franka Underwooda o molestowanie seksualne, do którego miało dojść w 1986 roku, gdy Rapp miał 14 lat. Spacey wydał oświadczenie, w którym twierdzi, że wydarzenia opisanego przez aktora nie pamięta, ale jeśli coś takiego zrobił, bardzo przeprasza. Druga część przysłoniła te enigmatyczne przeprosiny, gdyż Spacey wyznał w niej, że jest gejem.

To odwróciło nieco uwagę od molestowania, wszak bardziej elektryzująca okazała się informacja o tym, że grający rolę Franka Underwooda jest gejem niż ta, że być może kogoś 31 lat temu molestował. Ale uwaga nie została na długo rozproszona, bo już chwilę później Netflix zapowiedział, że zawiesza produkcję 6. Sezonu „House of Cards”, a Międzynarodowa Akademia Sztuki i Wiedzy Telewizyjnej cofnęła przyznaną aktorowi honorową nagrodę Emmy, którą miał odebrać w tym miesiącu.

Sprawcy nie są już bezkarni

Te trzy historie pokazują jedną bardzo ważną i pozytywną rzecz. Sprawcy nie są bezkarni, nawet jak rozdają karty w show-biznesie, nawet jak są na szczycie. Można ich skazać na społeczne potępienie, a nie ignorować albo dogadywać się na boku i dostać czek na parę dolarów. Tylko trzeba mówić. Nie enigmatycznie, że ktoś kiedyś mnie zmacał, a inny ktoś zaproponował rolę za lodzika. Nazwiska, daty, świadkowie i dowody. I całe to skurwysyństwo zniknie. Ja wiem, że nie jest łatwo, że czasami strach powoduje, że lepiej milczeć, do tego często rodzi się pytanie, czy może to jednak norma, a ja przesadzam, no i czy warto przekreślać karierę za jednego klapsa i niewybredny żart.

Tylko że jak nie zaczniemy mówić, to nic się nie zmieni. I nie chodzi tu tylko o molestowanie czy gwałty w show-biznesie, ale też te dokonywane przez księży, nauczycieli, wykładowców, szefów, ojców i wujków.

Anthony Rapp oskarża Kevina Spacey’a (fot. Featureflash Photo Agency/Shutterstock.com)

Poczucie bezkarności powoduje, że sprawca chce tylko więcej i że nie przestanie. Ukrócić obrzydliwy proceder mogą jedynie ofiary i świadkowie. Zwłaszcza, że mamy klimat, który w miarę sprzyja ofiarom, narracja pod tytułem: artysta może więcej, znika. Powoli, ale jednak przestajemy też winą obarczać ofiary – za krótka spódniczka, sama tego chciała, mógł nie iść na imprezę – to wszystko  zgrzyta nam coraz mocniej.

Oczywiście jest jedna obawa: ludzie już skazali Kevina Spacey’ego, choć nikt niczego mu jeszcze nie udowodnił. Gdy trochę się podrąży i poczyta, wychodzi na jaw,  że jego ciągoty do nieletnich chłopców były znane, więc pal licho, że akurat w jego przypadku wyrok już zapadł. Boję się jednak sytuacji, w której ktoś zechce się wybić i dostać do mediów, więc wymyśli historię o gwałcie, do którego nigdy nie doszło, a świat zlinczuje niewinną osobę.

Dlatego super by było, gdybyśmy nie wydawali wyroku po jednym wywiadzie, samosąd to nigdy nie jest dobry pomysł. Ale to tak na marginesie, pointą niech będzie to, że o nadużyciach trzeba mówić, bo milczenie na ich temat, jest dawaniem zielonego światła. Ofiara, kiedy milczy, staje się winna, staje się trochę katem, bo skazuje kolejne ofiary. Dlatego trzeba mówić. Jasno i wyraźnie wskazywać winnych.

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak

Rocznik ’86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.


AUTOR

Polecamy

Komentarze